niedziela, 3 lipca 2016

Rozdział 13

                       Oderwaliśmy się od siebie z Liamem  dopiero po jakiś kilku minutach, a może nawet kilkudziesięciu. Nie wiem. Zatraciłam się w tej chwili tak bardzo, że straciłam poczucie czasu. Gdyby nie dzwonek mojego telefonu, pewnie nadal bym tak stała.
-Tak, Brook?- zapytałam, wcześniej widzą na wyświetlaczu numer mojej przyjaciółki.
-Nat, możemy się spotkać- wyjąkała, a ja zmarszczyłam brwi. Płakała?
-Brooklyn, ty płaczesz?
-Potrzebuje cię, Natalie. Mogę do ciebie przyjechać?
-Pewnie, skarbie. Zaraz tam będę- rzuciłam i zakończyłam połączenie. Byłam zdenerwowana i zestresowana. Nie wiedziałam co się stało i chciałam się jak najszybciej dowiedzieć. Odwróciłam się do szatyna, który patrzył na mnie marszcząc brwi.
-Brook, mnie potrzebuje- powiedziałam i złapałam kluczki od samochodu, leżące na biurku. Już chciałam wyjść z pokoju, kiedy poczułam uścisk na nadgarstku.
-A buziak na pożegnanie?- zapytał i zrobił z ust dzióbek, a ja wywróciłam oczami, a następnie cmoknęłam go w policzek i zbiegłam na parter. Nie miałam czasu tłumaczyć wszystkim dlaczego wychodzę, więc nie zareagowałam na pytające spojrzenia, które rzucili w moją stronę znajomi gdy zeskoczyłam ze schodów. Gdy wyszłam na zewnątrz, szybko wsiadłam do samochodu i ruszyłam w stronę do swojego domu. Po drodze, wstąpiłam jeszcze do monopolowego i kupiłam butelkę naszego ulubionego wina oraz wielkie opakowanie lodów czekoladowych. Jakoś tak wyszło, że zazwyczaj  dość często nasze spotkania z Brook kończyły się właśnie upojeniem alkoholowym i bólem gardła. No cóż...

                       Kiedy już dotarłam do swojej posiadłości, samochód Johnson stał na podjeździe, więc zaparkowałam na chodniku i zabierając ze sobą zakupy wbiegłam do środka. Już od wejścia, usłyszałam cichy szloch z salonu, więc rzuciłam manatki na stół w kuchni i podbiegłam do szatynki, skulonej w kącie mojej kanapy. Bez zbędnych pytań objęłam ją ramionami i mocno przytuliłam. Wtuliła twarz w moją szyję i zaczęła jeszcze mocniej płakać. Nie wiedziałam o co chodzi i bolał mnie widok Brooklyn w takim stanie, więc głaskałam ją po głowie i kołysałam nas powoli.
                      Po jakimś czasie jej szloch ustał i po prostu siedziałyśmy bez ruchu. Żadna z nas nie odezwała się ani słowem, ale tak było okay. Zacznie mówić, kiedy będzie gotowa. Oderwałam się od niej na chwilę i podałam jej paczkę chusteczek z szafki pod telewizorem. Gdy ona wycierała oczy ja nalałam nam wina, a lody wsadziłam do zamrażarki. Następnie wróciłam na swoje miejsce, złapałam przyjaciółkę za rękę i ścisnęłam w pocieszającym geście. Chciałam dać jej do zrozumienia, że jestem przy niej i może na mnie liczyć.
-Lepiej?- zapytałam po chwili, a ona w odpowiedzi pokiwała głową, wysmarkując nos. Wyglądała jak jedno, wielkie nieszczęście. Potargane włosy, rozmyty makijaż, czerwone oczy i nos. Moja biedna.
-Pokłóciłam się z Joe- mruknęła i upiła trochę wina. Zmarszczyłam brwi i zrobiłam to samo. Lekko słodka, czerwona ciecz przelała się przez moje gardło, a ja zastanawiałam się o co mogli się popsztykać, przecież oni praktycznie nigdy się ze sobą nie kłócili.
-O co poszło?
-Sama nie wiem. Właściwie zaczęło się o to, gdzie pojedziemy w podróż poślubną, a skończyło się na tym, że jestem hipokrytką, a ona debilem. Potem powiedział, że zaczyna mieć pewnie wątpliwości co do tego ślubu, a ja po prostu wyszłam z domu i zadzwoniłam do ciebie. Wiem, że to głupie, ale serio zabolała mnie ta sytuacja- wychlipiała, kończąc pierwszy kieliszek.
-Nie przejmuj się, pewnie nie długo zadzwoni i cie przeprosi- skomentowałam i odstawiłam szkło na stół.
-Wiem, po prostu ja już nie daje rady. Cholernie stresuję się tym ślubem i jeszcze ten wyjazd.
-Może po prostu przesuńcie ślub?- zaproponowałam nieśmiało. Po co mają się tak męczyć?
-Zwariowałaś?! Nie, to nie wchodzi w grę. Ja chcę za niego wyjść, kocham go i czuję, że to dobry czas, ale po prostu boję się co będzie potem. Może za jakieś 5 lat znajdzie sobie ładniejszą i mnie zostawi?
-Nie mów tak, Joe cię kocha. Przecież nawet ślepy by to zobaczył.
-Myślisz?
-Ja to wiem, kochanie- zachichotałam i przytuliłam ją. Ach, ta miłość.
                        Jakąś godzinę później usłyszałyśmy pukanie do drzwi. Domyślałam się kto to, więc zostawiłam Brook w trakcie oglądania filmu i poszłam otworzyć. Za progiem stał Joe z jakąś 100 czerwonych róż. Zaśmiałam się na ten widok.
-Hej- mruknął, a ja spojrzałam na niego pobłażliwie.
-Hej, baranie- zachichotałam i zaprosiłam go gestem ręki do środka. - W salonie- mruknęłam zanim zdążył coś powiedzieć, na co uśmiechnął się, dziękując. Przewróciłam oczami i postanowiłam dać im trochę prywatności. Sama poszłam do kuchni i zrobiłam nam wszystkim herbatę. Kiedy woda się gotowała, ja stałam oparta o blat i wędrowałam myślami nie wiadomo gdzie. Głównie myślałam o Liamie, co wręcz było przerażające, bo nie powinnam tego robić. Przyjaciele z korzyściami, powtarzałam sobie, ale jakaś mała cząstka mnie liczyła na to, że wyjdzie z tego coś więcej. Westchnęłam cicho gdy czajnik zapiszczał  i nalałam wody do kubków. Postawiłam naczynia na tacce i już chciałam iść do salonu gdy usłyszałam z niego jakąś kłótnie.
-Jesteś idiotą! Nienawidzę cie- krzyknęła Brooklyn, a ja zmarszczyłam brwi. O co znowu chodzi?
-Wiem o tym doskonale, ale nadal cię kocham- wrzasnął Joe, a następnie dotarł do mnie dźwięk tłuczonego szkła. No, nie! Moje ulubione kieliszki!
                         Może jednak nie będę im jeszcze przeszkadzać, pomyślałam gdy od progu zobaczyłam jak moi przyjaciele całują się namiętnie.  Mam tylko nadzieje, że nie dojdzie do niczego więcej na MOJEJ kanapie. Oddychałam ciężko, mieszając gorący napar, kiedy usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Liam.
-Hej- powiedział, a uśmiech mimowolnie wpłynął na moje usta. Nie wiem czemu.
-Hej- wymruczałam i oparłam głowę o rękę.
-Jak tam sytuacja? Z Brook już lepiej?- zapytał, a gdzieś w tle rozmowy usłyszałam stukot garnków i metalu.
-Jest okay. Mam tylko nadzieje, że moja przyjaciółka i jej narzeczony w ramach zgody, nie postanowią uprawiać seksu na mojej kanapie- mruknęłam i przetarłam twarz dłonią. Było już dobrze po 22, więc zaczynałam powoli odczuwać skutki całego dnia na nogach. Chłopak zaśmiał się, a ja poczułam przyjemne ciepło w klatce piersiowej na ten dźwięk i rozpromieniłam się jeszcze bardziej.
-Zmęczona?- zapytał łagodnie szatyn, a ja jakby na zawołanie ziewnęłam.
-Troszeczkę- wymruczałam i kątem oka zobaczyłam jak szatyn i szatynka, w salonie, wczepiają się w siebie jak koale. Urocze.
-Przyjechać po ciebie?
-Nie rób sobie kłopotu. Jestem samochodem, więc będę za jakieś 40 minut.
-Nie będziesz prowadziła, gdy ledwo trzymasz się na nogach. Będę po ciebie za 20 minut- zakomenderował i rozłączył się. Już miałam się z nim kłócić, ale nie dał mi na to szansy. Westchnęłam cicho i dokończyłam swoją herbatę.
                         Po chwili w kuchni pojawiły się moje gołąbeczki, trzymając się za ręce. Usiedli przede mną, a ja przesunęłam w ich stronę herbaciany napar, uśmiechając się pod nosem.
-Dzięki, Natalie- powiedział Joe, patrząc na mnie z wdzięcznością, a ja puściłam do niego oczko. Po koleżeńsku oczywiście. Siedzieliśmy w ciszy już jakieś 5 minut, gdy nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Zdziwiłam się, bo to nie możliwe, by Payne dojechał tu tak szybko, no ale przecież kto inny mógł o tej porze próbować się ze mną skontaktować. Wstałam niepewnie i poszłam otworzyć. Gdy tylko zobaczyłam kto stoi u progu moich drzwi, zamarłam. Przypomniał mi się moment, w którym go poznałam. Impreza. Głośna muzyka. Łazienka. Jego niechciany dotyk. Obraz zamazały mi łzy, a ja zaczęłam się trząść w niekontrolowany sposób. Co on tu robił? Skąd wiedział gdzie mieszkam? Czego on ode mnie chce?
-Natalie, spokojnie. Nic ci nie zrobię- powiedział spokojnie, patrząc na mnie z niepewnością.
-Co ty tu robisz?- zapytałam, drżącym głosem, wpatrując się w jego brązowe tęczówki i objęłam się ramionami.



-Musimy porozmawiać. Mogę wejść?
-Chciałeś mnie zgwałcić i teraz chcesz ze mną rozmawiać? Chyba jesteś głupi, jeśli myślisz, że wpuszczę cię, do swojego domu- warknęłam i już chciałam zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, ale zablokował je stopą. Nie dałam siły ich domknąć, choć próbowałam.
-Proszę cie. Musisz mnie wysłuchać! To ważne - powiedział, odpychając mnie lekko i wchodząc do środka. Brook i Joe chyba zorientowali się chyba, że coś jest nie tak, bo weszli do przedpokoju  spojrzeli na mnie zdezorientowani.
-Przysięgam, że niczego nie będę próbował- mruknął, patrząc mi w oczy. Nie wiem co mną kierowało, ale w jego spojrzeniu było coś znajomego i coś co sprawiło, że w tamtym momencie chciałam mu zaufać.
-Natalie, wszystko w porządku? Kim jest ten chłopak?- zapytał Joe, skanując uważnie Rayna i obejmując opiekuńczo moją przyjaciółkę.
-Jest okay- powiedziałam po chwili ciszy. Miałam pewne wątpliwości, ale przy Joe i Brook czułam się w miarę bezpiecznie. -Wchodź- westchnęłam do szatyna i odsunęłam się na bok, by mógł przejść.
-Dziękuję- powiedział i uśmiechnął się do mnie delikatnie. Nie odwzajemniłam gestu. Zamiast tego ruszyłam do kuchni, a reszta moich gości za mną.
                               Oparłam się o blat i gestem ręki pokazałam Raynanowi by zajął miejsce przy stole, co też uczynił. Szatynka wraz z narzeczonym stanęła w przejściu miedzy salonem, a kuchnią i patrzyła na mnie zaciekawiona i zdziwiona. Nie wiedzieli o co chodzi, ale nie mogłam im pomóc, bo sama nie za bardzo orientowałam się czego chce brązowooki.
-O co chodzi?- zapytałam, zakładając ręce na piersi. Chciałam mieć to jak najszybciej za sobą.
-Chcesz, żebym powiedział to prosto z mostu, czy był delikatny?- zapytał, a ja zmarszczyłam brwi.
-Wal- mruknęłam, po sekundzie, nic nie rozumiejąc.
-Jestem twoim bratem- wymruczał, patrząc na mnie niepewnie. Przez chwile wstrzymałam powietrze, ale to było takie głupie, że wybuchłam sarkastycznym śmiechem. Uspokoiłam się dopiero po kilku minutach.
-Co? Co ty do mnie mówisz?- parsknęłam, posyłając mu pobłażliwe spojrzenie.
-Twój ojciec jest też moim ojcem- odparł, a ja powoli zaczynałam się denerwować.
-Masz na to jakiś dowód?- warknęłam.
- Proszę. Zrobiłem testy- powiedział, wstając i podając mi jakieś papiery. Kiedy na nie spojrzałam, aż mi się w głowie zakręciło. Zakryłam usta dłonią i wciągnęłam głośno powietrze. Przecież to niemożliwe. Mój ojciec nigdy nie zdradziłby mojej matki. Kochał ją. A jednak dokumenty mówiły co innego. Rayn był dwa lata starszy ode mnie, co by znaczyło, że mój tata od siedmiu boleści miał jakiś skok w bok, bo na dokumencie czarno na białym było wypisane jego imię i nazwisko, jako tożsamość ojca szatyna. Poczułam jak łzy gromadzą mi się w oczach, a serce zaczyna szybciej walić.
-Natalie, wszystko dobrze?- zapytał szatyn, łapiąc mnie za ramiona, ale ja kompletnie nic nie poczułam. Nagle wpadłam w jakiś trans. Brook się mnie o coś pytała, mówiła coś do mnie, Rayn i Joe też, ale ja patrzyłam się tępo w kartkę papieru, trzęsąc się.
                                  Nagle usłyszałam odgłos zamykanych drzwi i spojrzałam w stronę korytarza. Zza rogu wyszedł Liam i zatrzymał się gwałtownie, patrząc na mnie. Dopiero po sekundzie zorientował się kto stoi przede mną i ruszył na szatyna. Wtedy też otrząsnęłam się i stanęłam przed moim... nie. Nie powiem tego.
-Liam, nie- wyszeptałam, patrząc na niego gdy ten stanął, nie wiedząc co robię.
-Co on tu robi?!- wydyszał ciężko. Był wściekły. Zaciskał nerwowo szczękę i pieści, próbując nad sobą zapanować.
-Uspokój się, Liam- powiedziałam, czując, że robi mi się słabo. -Rayn, lepiej już idź- wydusiłam, a ten  minął nas i wyszedł. W pomieszczeniu zapanowała cisza. Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami, a kolana odmówiły mi posłuszeństwa. Zemdlałam.

*Liam*
                     Byłem wytrącony z równowagi odkąd zobaczyłem tego typa, który prawie zrobił krzywdę mojej dziewczynce. Dobra, może nie mojej, ale.... Dobra, każdy wie o co chodzi. Po prostu byłem wściekły, ale gdy nagle Natalie dosłownie osunęła się na podłogę, moje serce na chwilę stanęło. Złapałem ja w ostatnim momencie i wziąłem na ręce w ślubnym stylu. Była taka lekka.
-Zanieś ją do salonu- powiedziała Brook i zaprowadziła mnie we wskazane miejsce. Poznałem ją i jej narzeczonego kilka dni temu na imprezie, u nas w domu. Położyłem szatynkę na kanapie i uklęknąłem obok, na wysokości jej głowy i pogłaskałem ją po włosach.
-Ktoś mi wytłumaczy o co tu chodzi?- zapytałem cicho, rzucając brunetowi spojrzenie, nieznoszące sprzeciwu.
-Mnie nie pytaj. Zrozumiałem w sumie tylko to, że ten chłopak jest bratem Natalie- rzucił, podnoszące ręce w geście obronnym.
-Co?!- podniosłem głos.
-To co słyszałeś- mruknęła szatynka i położyła szklankę wody na stoliku, stojącym przy sofie. Wypuściłem powietrze ze świstem i spojrzałem na Natalie. Oddychała równomiernie, ale nadal była blada i nieprzytomna. Oparłem czoło o jej i przymknąłem oczy. Nie dziwię się, że zemdlała. Przecież ta cała sytuacja jest niedorzeczna. Podniosłem powieki, gdy dziewczyna poruszyła się niespokojnie. Patrzyłem jak powoli otwiera oczy, nie puszczając jej dłoni.
-Co się stało?- zapytała, patrząc na mnie jakby przez mgłę.
-Zemdlałaś- powiedziałem i nie mogłem się powstrzymać, by nie pocałować jej w czoło.
-Jak się czujesz?- zapytała z przejęciem Brook, patrząc na nas zdziwiona.
-Dobrze, przynajmniej tak sądzę- wymruczała szatynka,siadając powoli. -Możemy już jechać do domu?- zadała pytanie, patrząc na mnie błagalnie.
-Pewnie. Chodź- uśmiechnąłem się delikatnie, pomagając jej stanąć na równe nogi. Objąłem ja ramieniem w talii i poprowadziłem na korytarz. Joe zdeklarował się, że wszystko pogaszą i zamknął dom, wiec gdy Natalie się z nimi pożegnała, a ja potem zaprowadziłem ją do swojego samochodu i pomogłem do niego wsiąść.
                                  Po chwili też zająłem miejsce w aucie i ruszyliśmy w stronę naszej willi. Między nami panowała kompletna cisza, a ja nie wiedziałem jak mam ją przerwać. Domyślałem się jednak, że teraz w głowie Nat panuje kompletny chaos i chciałem pomóc się jej jakoś z nim uporać, ale znów nie miałem pojęcia co mógłbym zrobić. Dziewczyna siedziała skulona na siedzeniu, ze wzrokiem wbitym w szybę. Położyłem dłoń na jej drobnym kolanie i zacząłem rysować na nim delikatnie kółka.
-To wszystko jest jakieś po pierdolone- warknęła nagle, a ja zmarszczyłem brwi, patrząc na drogę, bo nie często słyszałem żeby szatynka przeklinała.
-Chcesz o tym pogadać?
-Co tu gadać? W środku nocy przychodzi do mojego domu człowiek, który chciał mnie zgwałcić i podaje się za mojego brata. Mało tego, pokazuje mi na to dowody. Taka tam codzienność- burknęła, a ja westchnąłem ciężko.
-Chciałem pomóc- westchnąłem i zabrałem rękę, by z powrotem umieścić ją na kierownicy, ale w połowie drogi, Natalie złapała ją i objęła swoimi małymi palcami.
-Wiem, Li. Wiem, ale to wszystko..- wyszeptała, bawiąc się moim kciukiem.
-Poradzimy sobie z tym obiecuję- powiedziałem, zatrzymując samochód na skrzyżowaniu.
-Dzięki- wymruczała i przysunęła się do mnie, by następnie złożyć pocałunek na moim policzku, na co zareagowałem szerokim uśmiechem. Lubiłem czuć jej usta na swojej skórze. Ciepło jej ciała przy moim. Po prostu lubiłem mieć ją w pobliżu.

*Natalie*
                        Niedługo po mojej rozmowie z Liamem dojechaliśmy do domu. Chłopak otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść z samochodu, splatając nasze palce razem. Zaczerwieniłam się lekko na ten gest, co chłopak definitywnie zauważył i zachichotał uroczo.
-Nie śmiej się ze mnie - parsknęłam i stanęłam przed nim, uderzając go w klatkę piersiową.
-Ała, to bolało-pisnął, a ja wywróciłam oczami i już chciałam odejść, ale przyciągnął mnie do siebie i położył dłonie na moich biodrach. Dreszcz przeszedł po moich plecach gdy poczułam jego miętowy oddech na mojej żuchwie. Spojrzałam mu w oczy i zatraciłam się w tych brązowych tęczówkach. Były jak bezkresny ocean, dzikie i wolne, ale zarazem piękne. Za nim się zorientowałam chłopak wbił się w moje usta, przyciągając mnie jeszcze bliżej do siebie. Nasze ciała przylegały do siebie w każdym calu, tak, że nie dało się miedzy nie włożyć kartki papieru. Oplotłam jego szyję ramionami i stanęłam na palcach by mieć do niego lepszy dostęp. Jego wargi były takie słodkie i miękkie, a język przyjemnie drażnił moje podniebienie, na co jęknęłam cicho. Chłopaka to chyba zachęciło do dalszych igraszek, bo złapał mnie pod pośladkami i podniósł, a ja oplotłam nogami jego wąskie biodra. Gdy zaczął iść w stronę drzwi, miałam wrażenie, że nie stanowię dla niego żadnej przeszkody. Bez problemu wszedł do budynku, w którym było ciemno jak w grobie i zaczął iść w stronę schodów, a ja przeczesałam palcami jego wiecznie, perfekcyjnie ułożone włosy. Złapałam je za końcówki i szarpnęłam delikatnie na co chłopak jęknął gardłowo i przyparł mnie do najbliższej ściany. Poczułam jak przyjemne ciepło eksploduje w moim podbrzuszu i uśmiechnęłam się przez pocałunki. Za nim całkiem straciłam zdrowy rozsądek i umiejętność trzeźwego myślenia zdarzyłam coś zrobić.
-Nie tutaj- wyszeptałam, gdy chłopak zjechał pocałunkami na linie mojej szczęki, a potem na szyję. Payne, nie protestował i bez chwili zwłoki zaniósł mnie do swojego pokoju i rzucił delikatnie na łóżko, przygwożdżając mnie do niego swoim ciężarem. Wiedziałam, że to co robię było złe, ale dłonie szatyna, które wkradły się pod moja koszulkę nie pozwalały mi o tym myśleć. Nagle jego palce złapały moje nadgarstki i ułożyły je nad naszymi głowami. Jęknęłam cicho gdy poczułam jak zaczyna ssać moją szyję, a potem chuchać i lizać dane miejsce. Moje zmysły były zbyt otumanione by to przerwać, ale jednak, jakaś cząstka mnie krzyczała, że muszę to zrobić.
-Liam -wysapałam, gdy musnął ustami skórę na moim obojczyku. Czułam dokładnie jego erekcję i to utwierdzało mnie w przekonaniu, że pora to zakończyć.
-Liam. stop! Wystarczy- warknęłam po chwili i zepchnęłam go z siebie. Poczułam jak gorąco uderza w skórę na moich policzkach i usiadłam, chowając twarz w dłoniach.
-Przepraszam- powiedziałam i już miałam wyjść, ale nie pozwolił mi na to uścisk na nadgarstku. Spojrzałam na chłopaka niepewnie, chcąc jak najszybciej stamtąd wyjść. Wstydziłam się tego co zrobiłam. Tego na co pozwoliłam. Tego co dało mi taka przyjemność.
-Wszystko gra?- zapytał, dysząc głośno i patrząc na mnie z troską w oczach. Miałam wrażenie, że jego pożądanie wyparowało.
-Tak- rzuciłam, próbując się wyrwać. Niestety. Nie udało mi się to.Chłopak w sekundę znalazł się przede mną, objął moją twarz dłońmi i zmusił do spojrzenia na niego.
-Przecież widzę. Powiedz mi. Zrobiłem coś nie tak?- wiedziałam, że powinnam mu powiedzieć, ale nie potrafiłam. Wstydziłam się.
-Ja po prostu... No tak jakby- jąkałam się, nie wiedząc co chcę powiedzieć. Jak ująć w słowa to co czułam.
-Nie jesteś jeszcze gotowa?- zapytał, a ja pokiwałam niechętnie głową, spuszczają wzrok na jego kletkę piersiową.
-Natalie, spokojnie. Nic się nie stało. Poczekam- wymruczał i przytulił mnie. Nagle cała napięta atmosfera ulotniła się, a ja odetchnęłam z ulgą. Szczerzę, to nie sądziłam, że Payne tak zareaguje. Myślałam, że będzie się wściekać, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca.
                               Po chwili oderwałam się od niego i już miałam wyjść, kiedy tuż przy progu zatrzymał mnie jego głos.
-Natalie?
-Tak?
-Przyjdziesz do mnie?- zapytał i odniosłam wrażenie, że teraz to on jest zażenowany.
-Chyba nie rozumiem.
-Położysz się ze mną- zadał pytanie i podrapał się po karku, nie patrząc na mnie. Zachichotałam cicho.
-Pewnie- powiedziałam i wyszłam. Nie wiem czemu, ale uśmiech mimowolnie wykrzywił moje wargi, a ja jak najszybciej chciałam znów znaleźć się w ramionach chłopaka. Dlatego też czym prędzej zmyłam makijaż, wzięłam prysznic i przeprałam się w piżamy w postaci krótkich spodenek i dużo za dużej koszulki. Jeszcze tylko rozczesałam włosy i umyłam zęby, a następnie wyszłam z pokoju.
                                Liam czekał już na mnie leżąc na łóżku w samych bokserkach, z rękami założonymi za głową. Przełknęłam głośno ślinę na widok jego wyrzeźbionego torsu i podeszłam do niego. Ten jednym ruchem złapał mnie za rękę i przyciągnął mnie do siebie, sprawiając, że wylądowałam niezdarnie na nim. Zaśmiałam się cicho i już chciałam z niego zejść, ale nie pozwolił mi na to. Objął mnie ramieniem, a ja wcisnęłam twarz w zagłębienie między jego barkiem, a szyją. Pachniał tak dobrze. Miętowym płynem pod prysznic i dymem papierosowym.
-Dobranoc, księżniczko- wymruczał, a potem pocałował mnie w czoło. Czułam się bezpiecznie w jego ramionach. Wiedziałam, że mogę mu ufać i robiłam to. Sprawiał, że moja samoocena gwałtownie rosła, a ja czułam się wyjątkowa. Miałam przeczucie, że się na tym przejadę, ale nie chciałam o tym myśleć. Chciałam cieszyć się chwilą, póki takowa trwała.
-Dobranoc- mruknęłam i zamknęłam oczy, myśląc tylko o ramionach szatyna obejmujących mnie mocno. Tak, jakby nigdy nie miały mnie puścić.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że musieliście tyle czekać, ale nie byłam do końca pewna jak chcę zakończyć ten rozdział.
Ale teraz już jestem. Wróciłam i nigdzie się nie wybieram.

 Kocham was bardzo i dziękuję za słowa otuchy pod poprzednim postem.

Mama nadzieje, że rozdział się wam spodoba i pokarzecie mi to w postaci komentarzu. Do następnego! :*

         
                     

niedziela, 20 marca 2016

Cóż

Hej... Pewnie niewielu was tu jeszcze jest, ale mam informacje dla tych co czasami tu zaglądają.

Wiem, że znów was zawiodłam i chce mi się płakać gdy o tym myślę, bo jesteście dla mnie bardzo ważni, ale niestety muszę to zrobić.

Zawieszam bloga. 

Oznacza to, że do wakacji nie pojawi się żaden rozdział.. 

Jak się pewnie domyślacie głównym powodem jest szkoła i to na niej muszę się teraz skupić, bo nie oszukujmy się, kiepsko mi to teraz idzie.

Mam nadzieję, że w jeszcze tu kiedyś zaglądniecie, chociaż nie będę mieć do was pretensji jeśli tego nie zrobicie.

Jedyne czego teraz jestem pewna to tego, że dokończę to opowiadanie, bo jest ono ważną częścią mnie i nie pozostawię go tak ooo.


Kocham Was mocno!

Na zawsze Wasza Black

środa, 27 stycznia 2016

Rozdział 12


                Siedziałam skulona przy ścianie dopóki nie usłyszałam dźwięku otwieranych drzwi. Do moich uszu doszedł śmiech Nialla i Louisa, więc wstałam z podłogi przykleiłam na twarz uśmiech by zgrywać pozory.  To że ja byłam w dołku, nie znaczy, że bliskie mi osoby musiały się tym przejmować.
-Natalie!- krzyknął nagle Hazza, który pierwszy mnie zauważył i rzucił się w moim kierunku. Zignorowałam fakt, że miałam być na niego zła i odwzajemniłam uścisk.
-Hej, Harry!- powiedziałam i odsunęłam się od niego na szerokość ramion.
-Jak się czujesz, mała?- zapytał Horan, stając obok mnie i całując w czoło. To był drobny, ale bardzo podnoszący na duchu gest.
-Już dobrze- odparłam i wymusiłam delikatny uśmiech. Chłopak jednak chyba wyczytał w moich oczach, że coś jest nie tak i zmarszczył brwi. O nic nie pytał i byłam mu za to wdzięczna, ale wiedziałam, że poważna rozmowa mnie nie ominie.
-Gdzie Liam? Miał się tobą opiekować- zapytała Sky, a ja popatrzyłam na nią jak na kosmitę, spinając się lekko na wzmiankę o szatynie.
-Nie jestem już dzieckiem, umiem się sobą zająć, a Liam… poszedł na spacer- zająknęłam się, próbując coś na szybko wymyślić. No co? Nie osądzajcie mnie. Przecież nie powiem im, że wyszedł by dać mi czas do zastanowienie czy chcę zostać jego prywatną dziwka. Zamarłam na sekundę gdy dotarł do mnie sens tych słów i poczułam dziwne ukłucie w klatce piersiowej. Czy on naprawdę chciał bym zgodziła się na taki układ?
-Nat, wszystko okay? Jesteś blada- skomentował Louis, a ja wykrzywiłam usta, próbując się uśmiechnąć, ale myślę, że wyszedł z tego dziwny grymas.
-Tak, ja po prostu… potrzebuje trochę świeżego powietrza. Chyba też pójdę się przejść – powiedziałam i zanim ktokolwiek zdarzył skomentować moje zachowanie, zniknęłam na schodach starając się uspokoić.
                Wpadłam do swojego pokoju i zatrzaskując za sobą drzwi podeszłam do szafy. Sapnęłam cicho gdy otworzyłam ją i wyleciało z niej kilka ciuchów. Poskładałam je, a następnie odłożyłam na swoje miejsce. Wyciągnęłam z półki jakieś czarne rurki (które były z resztą moim ulubionym typem spodni) i białą koszulkę z beżowym sweterkiem i bordowym kominem. Przebrałam się w łazience, gdzie zrobiłam też naturalny makijaż. Gdy zaczęłam związywać włosy w wysokiego kucyka, usłyszałam dzwonek swojego telefonu dlatego też opuściłam pomieszczenie i odebrałam urządzenie, które leżało na poduszce.
-Halo?- powiedziałam, nawet nie patrząc kto dzwoni.
-Hej, Natalie, tu Colin. Pamiętasz mnie?- uśmiechnęłam się, bo oczywiście, że go pamiętam.
-Pewnie, co tam u ciebie?-  zapytałam i usiadł na skraju materaca patrząc przez okno, za którym była bardzo ładna jak na Irlandie pogoda.
-Właściwie to miałem zamiar cię zapytać, czy nie poszłabyś ze mną na kawę? Co ty na to?- w jego głosie wyczułam lekką niepewność i zdenerwowanie, na co zachichotałam cicho.
-Pewnie, to może za pół godziny przy Starbucksie?- zaproponowałam, a ten entuzjastycznie się zgodził i przerwał połączenie. Wsadziłam najpotrzebniejsze rzeczy do torebki i zeszłam na dół.
Nie  widziałam potrzeby brania kurtki, bo na dworze było koło 17 stopni, więc od razu skierowałam się do wyjścia. Kiedy już miałam nacisnąć klamkę, drzwi odtworzyły się z drugiej strony, a ja odsunęłam się gwałtownie by nie zarobić nimi w łeb. Zza drewnianej powłoki wychylił się Liam, a spięłam się widząc jego osobę.
-Nat? Gdzie idziesz?- zapytał, patrząc mi w oczy. Przełknęłam ślinę i wbiłam paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni starając się uspokoić.
-Idę na spacer- wymruczałam i chciałam go wyminąć, ale złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Posłuchaj mnie- zaczął. – Nie chcę byś traktowała mnie inaczej ze względu na to co powiedziałem. Zrozumiem jeśli się nie zgodzisz, ale nadal będziesz moją przyjaciółką. Tak czy inaczej zależy mi na tobie i nie przestanie, bez względu na to co zadecydujesz.
-Muszę to przemyśleć- westchnęłam i wyswobodziłam się z jego uścisku, a następnie, wbijając wzrok w podłogę opuściłam dom.
                Gdy ciepły wiaterek otulił moją twarz poczułam się nieco lepiej. Wyszłam z posesji i spokojnym krokiem skierował się w stronę niewielkiego ryneczku, gdzie znajdowała się kafejka, w której miałam się spotkać z chłopakiem. Poczułam nagle silną chęć zapalenia, więc wyciągnęłam z torebki paczkę czarnych Malboro i zapaliłam jednego. Nikotyna uspokoiła mnie lekko i jakby oczyściła umysł. Moje dłonie przestały się trząść, a nieprzyjemny uścisk w żołądku zniknął. Magia tej trucizny. Nie jestem dumna, że palę, ale jakoś nie szczególnie mnie to obchodzi.
                Zanim się obejrzałam stałam już przed Starbucksem. Bez zastanowienia weszła  środka, a do moich nozdrzy dostał się zapach świeżo mielonej kawy, czekolady i różnorakich cist. Mimowolnie uśmiechnęłam się lekko i rozglądnęłam po pomieszczeniu. W kącie pomieszczenia, tuż przy oknie, siedział wysoki, dobrze zbudowany blondyn z lekkim zarostem na brodzie. Skierowałam się w jego stronę, a on jakby wyczuwając moją obecność odwrócił się i nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnęłam się delikatnie, a on wstał i uścisnął mnie mocno, co było trochę dziwne, bo widziałam go trzeci raz w życiu na oczy, ale co tam.
-Mam nadzieję, że lubisz gorącą czekoladę, bo zamówiłem dla ciebie- powiedział niebieskooki, a ja posłała mu wdzięczny uśmiech, rozsiadając się w miękkim fotelu.
-Uwielbiam! Skąd wiedziałeś?- zaśmiałam się cicho.
-Zgadywałem- parsknął, a ja pokręciłam rozbawiona głową. Od tego chłopaka biła tak pozytywna energia iż wiedziałam, że jest duże prawdopodobieństwo, że się zaprzyjaźnimy.
-Opowiedz mi coś o sobie- zaproponowałam i objęłam dłońmi czerwony kubek z kakao, po tym jak przyniosła nam to do stolika młoda kelnerka.
-A co chcesz wiedzieć?- zapytał, a ja wzruszyłam wymownie ramionami.
-Cokolwiek. Prawie w ogóle cię nie znam.
-No wiec tak.  Mam 26 lat i jestem homoseksualistą- odparł na wejściu, a ja zakrztusiłam się napojem, który obecnie popijałam. Chłopak zaśmiał się na moja reakcję, a ja kolejny raz tego dnia pokręciłam głową.
-Jesteś pierwszą osobą, którą znam, która mówi o tym tak otwarcie- skomentowałam i odstawiłam kubeczek na stół.
-Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza?- rzucił niby rozbawiony, ale z jego głosu odczytałam, że mówi poważnie.
-Pewnie, że nie- odpowiedziałam, uśmiechając się delikatnie.


                Okazało się, że Colin to bardzo fajny facet i świetnie mi się z nim rozmawiało. Okazał się zabawny, lekko aroganckim i zapatrzonym w siebie, ale troskliwym mężczyzną. Rozmawialiśmy tak długa i tak bardzo zaangażowałam się w konwersację z nim,  że nie zauważyłam nawet gdy na dworze zrobiło się szaro.
-Nat, mogę cię o cos zapytać?
-Jasne- odparłam lekko zdezorientowana. Przecież rozmawiamy od przeszło 3 godzin.
-Czemu jesteś taka smutna?- zadał pytanie, a ja zmarszczyłam brwi. O co mu chodzi?
-Nie za bardzo rozumiem. Nie jestem smutna, przecież cały czas się uśmiecham- westchnęłam i upiłam łyk kawy, którą niedawno zamówiłam.
-Twoje oczy mówią co innego- wymruczał, a ja przełknęłam głośno ślinę. Aż tak mocno widać jak wstrząsnęła mną propozycja Liama? Niby cały czas byłam skupiona na Colinie, ale gdzieś z tyłu głowy cały czas siedział mi przystojny szatyn, który powoli wywraca moje życie do góry nogami.
-To… to skomplikowane- przyznałam w końcu, bo poczułam silna potrzebę wygadania się komuś. Byłam rozdarta, a duszenie tego w sobie było cholernie męczące.
-Postaram się zrozumieć- zachęcił mnie blondyn, a ja przytaknęłam głową.
-Chodzi o to, że Liam, przyjaciel mojego przyjaciela, z resztą opowiadałam ci o nim zaproponował mi coś na kształt… układu- jęknęłam, bo trudno było mi o tym mówić. – Tak jakby… doszło miedzy nami do kilku pocałunków i jednoznacznych sytuacji, a on dzisiaj zaproponował mi, żebyśmy zostali przyjaciółmi z korzyściami- dokończyłam i dopiero teraz dotarło do mnie jak głupio to brzmi. Przetarłam twarz dłońmi i wzięłam głęboki oddech.
-Czyli… jeśli dobrze zrozumiałem. Twój problem polega na tym czy się zgodzić czy nie, mam rację – upewnił się, a ja przytaknęłam. – Cóż… lubisz go?
-Co ja… ja… nie wiem- burknęłam, czując jak rumieńce wpływają na moje policzki. Zachowywałam się jak jakaś nastolatka, która pierwszy raz się zauroczyła.
-Dobra, z tego co widzę to bardzo go lubisz- zaśmiał się, a ja posłała mu karcące spojrzenie.
-Dla mnie to nie jest zabawne- warknęłam, a on podniósł dłonie w obronnym geście.
-Dobra, skoro tak to… zgódź się- odparł z taka lekkością, jakby mówił o tym jaki kolor skarpetek ubrać, lub jaki sok wybrać.
- Colin, ale ja… chyba nie będę potrafiła się w nim nie… nie…, no wiesz- powiedziałam lekko zakłopotana i zażenowana.
-Ale popatrz na to z tej strony. Może on też się zakocha- powiedział i poruszał śmiesznie brwiami, próbując podnieść mnie na duchu. Udało mu się.
-Wątpię- zachichotałam, a ona wstał i zacmokał dziwnie ustami.
-Chica, nie mów tak. Jesteś buena, buena – podszedł do mnie i objął ramieniem, udając hiszpański akcent, a ja zaczęłam się śmiać jak opętana, przez śmieszne miny jakie robił. 


–Nie chcę nic mówić, ale po drugiej stronie ulicy stoi jakiś przystojny brunet i patrzy na mnie z mordem w oczach- wyszeptał mi w pewnej chwili niebieskooki do ucha, a ja katem oka spojrzałam przez szybę i zamarłam.
-To Liam- westchnęłam i rozmasowałam skronie. Co on tu robi?
-To leć do niego- zachichotał, a ja przerzuciłam włosy na jedną stronę.
-Dobra- powiedziałam i ubrałam sweter, który wcześniej zdjęłam, bo było mi za gorąco i wstałam, by dać przyjacielowi buziaka. Przynajmniej tak myślę, że mogę go tak nazwać, bo naprawdę dużo już o nim wiem i rewelacyjnie nam się rozmawia.
-Mała!- krzyknął za mną gdy byłam już przy wyjściu z kawiarni. – Zgódź się- zaśmiał się, a ja prychnęłam i  zamknęłam za sobą drzwi.


                Nie wiedziałam czy ujawnić to, że widziałam Liama i podejść do niego, czy udawać, że nie patrzyłam w tamta stronę i iść na około. Wybrałam jednak pierwszą opcję i postanowiwszy być dzielną, przeszłam przez pasy kierując się do szatyna.
-Hej, Li! Co ty tu robisz?- zapytałam, uśmiechając się delikatnie. Jednak widząc wyraz jego twarzy od razu zmarkotniałam. Był zły. Tylko czemu?
-Kto to był?- warknął pokazując ręką na Colina, który w Starbucksie udawał bardzo zainteresowanego swoim telefonem.
-Mój znajomy- odparłam, postanowiwszy udawać, że nie wiem o co się wścieka. Dobra, może nie wiedziałam, ale się domyślałam.
-Znajomy, a może chłopak, hmm?- zapytała, łapiąc mnie za łokieć i przyciągając do siebie. W jego oczach błyszczała złość, a ja nie lubiłam takiego Liama. Nie miałam z nim dobrych wspomnień.
-Liam, ogarnij się do cholery! – krzyknęłam, bo miałam już wszystkiego dosyć. Tych jego jebanych humorków i takiego rzeczowego traktowania mnie. Co się stało z tym kochanym, troskliwym chłopakiem, jakim byłm był dzisiaj rano przy swojej siostrze?
-Ja… um,…. Przepraszam. Nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje- wyjaśnił, odsuwając się o kilka kroków i przecierając twarz rękoma. Dopiero teraz, w słabym świetle ulicznej latarni, ujrzałam w jego oczach smutek i ból oraz zmęczenie. Dotarło do mnie, że nadal nie pozbierał się w pełni po sprawie z jego byłą, a ja byłam mu potrzebna by zapomniał. Ciężko mi było się przyznać, ale chciałam mu pomóc. Chciałam być jego odskocznią. I chodź cholernie bałam się przyszłości, postanowiłam żyć chwilą. Za wiele mnie już w życiu ominęło, bym teraz mogła się bać.
-Zgadzam się- powiedziałam cicho, po chwili ciszy, i podniosłam wzrok z nad chodnika. Wahałam się, ale coś podpowiadało mi, że to nie koniecznie musi się źle skończyć.
-Co? – szatyn wydawał się kompletnie zaskoczony, ale myślę, że to przez to iż wyrwałam go z jakiegoś letargu.
-Powiedziałam… - odetchnęłam. - …, że się zgadzam- dokończyłam, patrząc mu w oczy. Przez chwilę jakby przetwarzał t ą informację, ale po kilku sekundach jego źrenice zaświeciły radośnie, a on doskoczył do mnie i oplatając mnie w pasie uniósł nad ziemię. Zaśmiałam się delikatnie, bo nie sądziłam, że aż tak mu na tym zależało. Owszem, nie chciałam być dla niego obojętna.
                Liam okręcił nas kilka razy wokół własnej osi, a następnie postawił mnie powrotem na chodnik, nadal mnie trzymając. Zakręciło mi się lekko w głowie, ale gdy się zachwiałam przysunął się do mnie jeszcze bardziej. Patrzyłam mu przez chwilę w oczy i doszłam do wniosku, że muszę zacząć żyć, dopóki mogę, a ten „układ" pomoże mi w tym.
-Dziękuję- wyszeptał chłopak, zbliżając swoja twarz do mojej. W odpowiedzi uśmiechnęłam się jedynie lekko i tym razem to ja postanowiłam być tą, która zrobi pierwszy krok.  


Przez sekundę gapiłam się na jego usta, a następnie musnęłam je lekko swoimi, wplatając palce w jego miękkie włosy. Brązowooki jęknął cicho, będąc nieco zaskoczony moim nagłym ruchem, ale po chwili dotarło do niego co się dzieje, a jego dłonie powędrowały na mój tyłek.  Czułam jak przenoszę się do innego świata gdy jego wargi zaczęły współpracować z nimi i muskały je delikatnie. Niesamowite odczucie eksplodowało w moim podbrzuszu, a ja zaśmiałam się miedzy pocałunkiem.  Postanowiłam się z nim trochę podrażnić i odepchnęłam go, zaczynać uciekać, chichocząc radośnie. Czułam się jak zakochana nastolatka, a ludzi patrzyli na mnie jak na wariatkę, ale ja nie zwalniałam. Wręcz przeciwnie. Słysząc odgłos butów uderzając o chodnik tuż za mną, przyspieszyłam, tym samym wbiegając do parku.
-I tak cię złapię!- krzyknął Payn, depcząc mi po pietach, a ja wybuchłam jeszcze większym śmiechem. Wiecie endorfiny i te inne. Boże, co ja pieprze. Po prostu była szczęśliwa. Wiedziałam, że miedzy mna i Liamem to nic poważnego, ale może kiedyś.
                Nie chcąc by mnie złapał skręciłam w prawą stronę na rozstaju dróżek, ale zatrzymałam się gwałtownie po kilku krokach. Zamarłam, a po sekundzie poczułam jak coś, albo raczej ktoś wpada na mnie. Liam, objął mnie w pasie i wyszeptał mi do ucha, sapiąc głośno.
-Zawsze cię złapię, pamiętaj o tym- powiedział, przygryzając płatek mojego ucha. Normalnie zachichotałabym, ale teraz byłam zbyt przerażona sceną, która odbywała się kilkanaście metrów przed nami, a której Payn najwyraźniej jeszcze nie zauważył. Nie zastanawiając się dłużej popchnęłam go w jakieś pobliskie zarośla, zatykając mu jadaczkę dłonią. Mój oddech szalał, a klatka piersiowa unosiła się i opadała w przyspieszonym tempie. Chłopak rzucił mi zmartwione i jednocześnie zdezorientowane spojrzenie, ale ja tylko przyłożyłam palec wskazujący do ust i pokręciłam głową, dając znać by siedział cicho. Wiedziałam, ze zachowuje się jak tchórz, ale nie chciałam ryzykować, ze któremuś z nas się coś stanie. Już po chwili tylko utwierdziłam się w przekonaniu, ze postąpiłam słusznie. Do naszych uszu doszedł rozrywający bębenki w uszach męski ryk. Wiedziałam co się tam działo i nie mogłam pozwolić, by Liam teraz wylazł z kryjówki. Po jego minie również odczytałam, że się boi, jednak on potrafił zapanować nad tym bardziej niż ja. Moje ciało zaczęło się trząść, a ja objęłam  się ramionami i zatkałam dłońmi uszy. Nie chciałam tego słyszeć. Jednak kiedy Paynowi zebrało się na bohaterstwo musiałam oderwać palce od głowy i łapiąc go za nadgarstek zaciągnęłam powrotem na ziemię.
-Nat, puść mnie! Trzeba mu pomóc- wykrzyczał szeptem, a ja zacisnęłam palce jeszcze mocniej na jego przegubie i nie pozwoliłam mu się ruszyć.
-Nie Liam. Nie ruszaj się. Jemu nic nie będzie – wysyczałam, patrząc mu stanowczo w oczy.
-Co ty pieprzysz?! Wbijają mu nóż w brzuch- odparł, patrząc na mnie z niedowierzaniem.  Tak, byłam lekarzem i powinnam coś z tym zrobić, ale lepiej się w ta sprawę nie mieszać.
- Zaufaj mi, jeśli chcesz, żebyśmy dożyli jutra!- odparłam i błagam w myślach by nie zadawał żadnych pytań. Na próżno.
-O co ci chodzi?
-Opowiem ci wszystko jak dotrzemy do domu- odparłam i postanowiłam sprawdzić czy rekrutacja się już skończyła. Odsunęłam delikatnie kilka gałązek, starając się nie narobić hałasu i spojrzałam w miejsce gdzie przed chwilą stał krwawiący chłopak.  Teraz, oprócz pustej ławki i kałuży krwi na chodniku nikogo tam nie było. Odetchnęłam z ulgą i rozluźniłam się lekko. Jeszcze przez chwile się nie ruszałam, a potem dałam znać Liamowi, że powinniśmy stąd spadać.
                Złapałam go za rękę i wyciągnęłam na ścieżkę, ruszając pospiesznie w stronę domu. Na dworze już było ciemno, bo słońce jakiś czas temu schowało się za horyzontem. Przez cała drogę milczeliśmy, ale to lepiej. Musiałam sobie poukładać w głowię co mu powiem i jak wyjaśnię zaistniałą sytuację. Bałam się tego jak zareaguje, ale chłopak ułatwiał mi to, nie zadając żadnych pytań dopóki nie przekroczyliśmy progu naszego domu.


                Nie zwracać uwagi na zdziwione spojrzenia naszych znajomych, Liam odwiesił kurtkę do szafy, na przedpokoju, a potem splątał swoje palce z moimi i zaciągnął do mojego pokoju. Przepuścił mnie w drzwiach, a następnie zamknął je, w chwili gdy ja usiadłam po turecku na poduszkach i zaczęłam bawić się palcami.  Nawet nie zdałam sobie sprawy jak siada naprzeciwko mnie, do momentu gdy ujął moje dłonie w swoje i  potarł je w uspokajającym geście. Spojrzałam na niego nieśmiało i widząc, ze czeka aż się przed nim otworzę postanowiłam zacząć.
- Kazałam ci siedzieć cicho, ponieważ wiem co robili tamci goście- odetchnęłam.  Bolało mnie to, ze musiałam rozdrapywać dawne rany, ale jeśli to sprawi, ze Li będzie bezpieczniejszy to okay. Jestem gotowa to zrobić. – To było coś w stylu rytuały przejścia.  Ich jakby przywódca rekrutuje w ten posób nowych ludzi. Przebija im bok nożem i jeśli przeżyją do następnego ranka wstępują do gangu. Wiesz narkotyki, rozboje, te sprawy. Jeśli napotkają jakiś świadków zabijają ich. To w sumie tyle- odetchnęłam i spuściłam wzrok, nie mogą wytrzymać natarczywego spojrzenia szatyna. Wiem, ze muszę mu wyjaśnić skąd to wiem, ale boję się.
-Nat… skad ty to wiesz?- zapytał, a ja pokręciłam głową. To tak strasznie bolało.
-Nie Liam, ja… nie mogę ci powiedzieć. Obiecałam, ze będę siedzieć cicho. Już i tak za dużo wiesz- wymamrotałam próbując wstać. Jednak chłopak zręcznie przerzucił mnie na swoje kolana, nie pytając mnie o pozwolenie. Był władczy, ale delikatny jednocześnie, a to była jedna z wielu rzeczy, która mnie w nim zaskakiwała.
-Natalie, proszę. Muszę wiedzieć czy coś ci grozi- odparł spokojnie, opierając swoje czoło o moje i patrząc mi głęboko w oczy, niemo błagając. Wiedziałam, że nie mogę przed nim tego ukrywać, ale z drugiej strony wiedza może go zniszczyć.
-Miałam kiedyś chłopaka. Nazywał się Peter- zaczęłam po chwili, wiedząc, że brązowooki nie odpuści do póki nie pozna prawdy. – Poznałam go w domu dziecka. Na początku przyjaźniliśmy się, a potem gdy oboje opuściliśmy ośrodek związaliśmy się i zamieszkaliśmy razem. Kochałam go- kontynuowałam, ale w chwili gdy wspomniałam o uczuciach do pewnego bruneta, poczułam jak Liam spiął się delikatnie i rozbawiło mnie to.  – Myślałam, że on mnie też, jednak się przeliczyłam.  Dość szybko się zaręczyliśmy, ale nie trwało to dugo.  Zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Zbite okna, próby podpalenia. Nie wiedziałam co się dzieje aż pewnego razu nie wyjechałam na jakieś sympozjum naukowe do Berlina.  Skończyło się wcześniej, więc wróciłam do domu. Gdy przyjechałam z lotniska miała czekać na mnie taksówka i faktycznie czekała. Wsiadłam do niej, ale zamiast do domu zostałam wywieziona do jakiegoś magazynu. Okazało się, że jakiś były kumpel Petera chciał się na nim zemścić i powiedział mi całą prawdę. Byłam tylko przykrywką. Tak naprawdę Peter cały czas miał jakieś panienki na boku, był szefem tego całego gówna i to on dźgał tych biednych gości. Swojego czasu było o tym głośno, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam kto to robił – czułam dziwne ukłucie w sercu na wspomnienie o Peterze, bo mimo wszystko było mi z nim dobrze. Naprawdę łudziłam się, że będziemy razem szczęśliwi, ale tak się nie stało.   – Rozstałam się z nim, ale przed odejściem powiedział mi, że zawsze mogę na niego liczyć i chodź nie jesteśmy już razem, zawsze będę jego przyjaciółką.  Wspomniał coś jeszcze o tym, że nie da mi zrobić krzywdy, ale potem wyjechał, a zaczął tu działa jakiś jego wspólnik. W sumie nie widziałam go już od jakiś… 3 lat? Tak, jakoś tak- dokończyłam i czekałam, aż Li ułoży to sobie w głowie.
                Przez jakieś pięć minut w pokoju panowała cisza, przerywana tylko naszymi oddechami, ale Liam w końcu chyba zrozumiał powagę sytuacji, więc się odezwał.
-Czemu nie zgłosiłaś tego na policję?- zapytał, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę. Serio, Liaś, serio?
-Był moim narzeczonym, a poza tym najlepszym przyjacielem. Nie potrafiłam tego zrobić- wyjaśniłam. Taka była prawda. Nadal miałam sentyment do chłopaka, który tak mnie skrzywdził.
-A teraz?- dopytywał, a ja wstałam z jego kolan i podeszłam do okna. Spojrzałam na rozgwieżdżone niebo i wzięłam głęboki oddech.
- Ponieważ nie dopuszczę by zrobił krzywdę ludziom, którzy są dla mnie ważni – wyjaśniłam i już po chwili poczułam jak owija ramiona wokół mojej talii. Byłam przy nim bezpieczna, więc oparłam głowę o jego ramię i rozkoszowałam się chwilą.







~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bardzo Was przepraszam za długa nieobecność. Nie będę się znów usprawiedliwiać, bo to bezsensu. Mam jednak nadzieje, ze rozdział si~ę wam spodoba i zostawicie po sobie ślad w postaci komentarza, w którym  mnie ochrzanicie. Jenak wiedzcie, że i tak was bardzo kocham!


poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rozdział 11

                   Otworzyłam powoli powieki, czując się tak jakby moje ciało się roztapiało. Było mi strasznie gorąco i chciałam się odkryć, ale nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Moja talia była mocno opleciona ramieniem Liama, który spał smacznie i głęboko, wtulony w moje plecy. Zachichotałam cicho gdy jego ciepły oddech połaskotał mnie po karku. Kiedy kładłam się spać, myślałam, że obudzę się sama. W zimnym łóżku, a tu taka niespodzianka. Cholernie miła niespodzianka. Mimo ciepła, czułam się dobrze. Nie tylko w sensie fizycznym, ale też psychicznym.
-Dzień dobry-usłyszałam zachrypnięty głos chłopaka i dreszcz przebiegł po moich plecach. To było seksowne.
-Dzień dobry- wymruczałam i bardziej wtuliłam się w poduszkę, by nie było widać tego jak się szczerze.
-Jak się spało?- zapytał i poczułam jego usta na moim karku. Cholera, co on wyprawia?! Zadrżałam lekko i założyłam kosmyki, które opadały mi na oczy, za ucho, a szatyn bardziej przyciągnął mnie do swojej klatki piersiowej, o ile to w ogóle było możliwe. Nie wiedziałam co się z nim dzieje. Nasza relacja w tym momencie na pewno nie była czysto przyjacielska.
-Dobrze- wyszeptałam, nie panując nad swoim głosem. Czułam przyjemne ciepło w podbrzuszu i musiałam przyznać, że chciałabym się tak budzić codziennie. W jego ramionach.
-Cieszę się, bo ja mógłbym się tak budzić codziennie- wymruczał i podniósł się na łokciu, by przejechać nosem po moim policzku. To co wtedy poczułam… nie ma słów, żeby to opisać. Moje serca zabiło szybciej, a oddech stał się nie równy. Nie wiem co się ze mną dzieje, ale z każdym dniem coraz bardziej wariuję.




-Liam, kurwa, wstawaj! Nat zniknę…- nagle drzwi do pokoju otworzyły się i stanął w nich Harry. Zaczerwieniłam się jak burak i schowałam twarz w pościel, chcąc ukryć zażenowanie. Liam jednak, nie ruszył się nawet o centymetr i wisiał nad moim bokiem. Czułam jak spina mięśnie i prycha.
-Stary, naucz się pukać, do cholery- warknął ciemnooki, a lokowaty zachichotał cicho. Wolałam teraz na niego nie patrzeć. Spaliłabym się ze wstydu!
-Dobra, dobra. Już wam nie przeszkadzam gołąbeczki- zaśmiał się i usłyszałam jak zamyka za sobą drzwi. Dzisiaj już raczej się nikomu nie pokażę.
-Idiota- mruknął pod nosem Payne i przytulił się o mnie. Ja jednak nie potrafiłam na niego spojrzeć. Wstydziłam się jak cholera! –Mała? Wszystko gra?- zapytał po tym jak przez jakieś pięć minut się nie ruszałam, ani nic nie mówiłam. Usłyszałam w jego głosie zmartwienie i troskę.
-Nie!- burknęłam i nasunęłam kołdrę na głowę, gdy tylko lekko się odsunął.
-No weź! Chyba się nie wstydzisz, co?- ewidentnie się ze mnie nabijał. Jęknęłam cicho pod nosem i zirytowana tą cała sytuacją wstałam z łóżka, a potem wyszłam z jego pokoju trzaskając drzwiami. Tak Natalie, bardzo dojrzale.
Od razu skierowałam się do swojego królestwa gdzie pierwsze co zrobiłam to ruszyłam pod prysznic. Kiedy minęłam lustro, zatrzymałam się i cofnęłam by spojrzeć w swoje odbicie. Sapnęłam, zabierając z włosów kawałki popcornu, które nie wiem jak się tam znalazły. Następnie ściągnęłam z siebie piżamę i wskoczyłam pod prysznic. Westchnęłam czując jak moje ciało i umysł ogarnia cudowne orzeźwienie. Tego mi było trzeba. Na szczęście po wczorajszej dawce leków czułam się dużo lepiej i mogłam swobodnie oddychać, a to już coś. Gdy ciepłe kropelki wody spłukały ze mnie i z moich włosów pianę, wyszłam i szybko wytarłam się ręcznikiem, a potem założyłam na ramiona szlafrok i wyszłam z pomieszczenia.  Ubrałam świeżą bieliznę, a potem wciągnęłam na siebie czarne legginsy i dużo za duży beżowy sweter, który sięgał mi do połowy ud. Rozczesałam włosy i wysuszyłam je, a potem umyłam zęby. Zakryłam wory pod oczami fluidem i wyszłam z łazienki, a potem położyłam się by następnie otworzyć laptopa i poprzeglądać różne portale. Harry wstawił na instagrama zdjęcie z imprezy, a ja polubiłam je i weszłam na mail. Tak, nie było mnie od półtora tygodnia w szpitalu, a już miałam skrzynkę zapchaną różnymi wiadomościami.  Westchnęłam pod nosem i przeleciałam wzrokiem po każdej z nich. W sumie nie znajdowały się tam żadne konkretne, albo kluczowe dane, wiec, no… Miałam wolne.
-Proszę- powiedziałam, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Mój głos nie był jeszcze w pełni sprawny, ale i tak było lepiej niż wczoraj.
-Skarbie, chodź na śniadanie- zza drzwi wychylił się Liam, a ja jęknęłam i nakryłam twarz poduszka. Ja naprawdę nie rozumiem tego człowieka. Po co tak się o mnie martwi? Po za tym, nie jestem głodna!
-Daj mi spokój- warknęłam i modliłam się, żeby sobie poszedł.
-Oj, na to nie masz co liczyć- usłyszałam jak mruknął, a potem do moich uszu doszły jego kroki. Za nim się obejrzałam poczułam jak bierze mnie na ręce i pisnęłam cicho.
-Liam, kurde, odstaw mnie- warknąłem i gdyby nie to, że boję się wysokości, to pewnie pacnęłabym go w łeb.
-Nope.
-Liam!- krzyknęłam, ale zaraz zaczęłam kaszleć, bo moje gardło najwyraźniej nie było w tak dobrej formie jak myślałam.
-Cii, księżniczko nie krzycz i tak nikt cie nie usłyszy- zaśmiał się, a ja mnie przeszły dreszcze, bo w kuchni było strasznie zimno.
-Gdzie są wszyscy?- wyszeptałam, kiedy szatyn posadził mnie na wysokim kuchennym krześle w kuchni. Swoja drogą, muszę przyznać, że jest naprawdę silny, skoro zniósł mnie tu po schodach.
-Pojechali do kina- odparł i widząc jak się trzęsę zamknął okno w pomieszczeniu, a potem zdjął z siebie bluzę i opatulił mnie nią. Odruchowo zaciągnęłam się jej zapachem i praktycznie odpłynęłam. Mięta i woda kolońska, połączona z nutką nikotyny. Raj.
-Czemu nie zabrałeś się z nimi?- zapytałam, podwijając pod siebie kolana i chowając dłonie w za dużych rękawach.
-Wolałem zostać. Nie za bardzo lubię chodzić do kina- wymamrotał i postawił przede mną talerz z pysznie wyglądającą kanapką.
Patrzyłam się na nią przez chwilę, ale natarczywy wzrok mężczyzny zmusił mnie do zjedzenia jej. Podczas gryzienia towarzyszyła nam dość swobodna cisza, podczas której powoli zaczęły docierać do mnie pewne fakty. Liam nie zachowywał się względem mnie fair. Może dla niego te pocałunki kompletnie nic nie znaczą, ale we mnie rozbudzają osobę, którą tak bardzo nie chciałam się stać. Nie chciałam być zazdrosna o każdą dziewczynę jaką przy nim zobaczę. Nie chciałam czuć się zależna od jego obecność i osoby. Nie chciałam się zakochać. Nie w nim. Owszem, jest najwspanialszym człowiekiem jakiego w życiu poznałam, nie licząc Nialla, ale on w końcu wróci do pracy. Zacznie podróżować i zostawi mnie tutaj samą ze złamanym sercem. W każdym mieście, w którym się pojawi będą na niego czekać tysiące podnieconych fanek, błagających jedynie o to by na nie spojrzał, a przecież są setki piękniejszych ode mnie. Po za tym, kim ja jestem? Nikim specjalnym, a on zasługuje na kogoś tak samo wyjątkowego jak on. Zasługuje na dziewczynę, które będzie mogła z nim wszędzie podróżować i pozować z nim do każdego zdjęcia, bo będą wyglądać uroczo.  Ja nie jestem kobietą dla niego. Dlatego też muszę postawić sprawę jasno. Wznieść mury, których nie będzie mógł przekroczyć. Oczywiście, że zawsze będę jego przyjaciółką, ale nic więcej. Nie może być czegokolwiek więcej.
Moje rozmyślenia przerwał dźwięk dzwonka, akurat w momencie, kiedy skończyłam rzuć ostatni kawałek bułki.  Szatyn wstał od stołu, a potem zabierając ode mnie talerz i wkładając go do zlewu, ruszył otworzyć drzwi.  Po dołowienie sekundzie usłyszałam na panelach w przedpokoju kroki, a z korytarza dobiegł mnie czyjś głośny płacz. Co się dzieję, do cholery?!
-Ruth co ty tu robisz? Dlaczego płaczesz?- głos Liamam dobiegający z tamtego miejsca był pełen troski i zmartwienia, a ja byłam zbyt ciekawskim człowiekiem by oprzeć się pokusie i siedzieć na dupie.
-Liam, co się dzieję?- zapytałam wychodząc z pomieszczenia i widząc niecodzienną scenę. W brązowookiego wtulona była blond kobieta, na oko trochę starsza, ale niższa od niego, wypłakując oczy w jego szary t-shirt.
-Nie wiem. Możesz zrobić proszę dwie herbaty i przynieść nam je do salonu?- zapytał chłopak, a ja widząc smutek w jego oczach skinęłam głową i szybko wróciłam do kuchni i nastawiłam wody na herbatę. Byłam ciekawa co to za dziewczyna, ale nie chciałam być wścibska, dlatego postanowiłam zostawić herbatę na stole zmycie się do swojego pokoju. Tak też zrobiłam. Bez zbędnych pytań odstawiłam herbatę na stole i rzucając szatynowi jedno, zdezorientowane spojrzenie poszłam do siebie. Nie wiedziałam kim jest ta blondynka, ale miała identyczne oczy jak Liam, więc bez wątpienia była to jego siostra. Innej opcji nie mogłam obie wyobrazić.
Siedziałam sobie właśnie na łóżku, po uszy przykryta kołdrą i przeglądałam coś na telefonie, gdy na wyświetlaczu pojawił mi się numer Payna. Prychnęłam pod nosem, bo znalazł sobie naprawdę świetny sposób na komunikacje, ale jednak wstałam i zeszłam do salonu, bez dwóch zdań. Zobaczyłam, ze jego siostra już się trochę uspokoiła i automatycznie mi ulżyło. Nie lubiłam jak ktoś płakał.
-Natalie, to jest Ruth. Moja siostra- powiedział Liam, a ja spojrzałam mu w oczy. Były takie cholernie smutne, ze aż coś zakuło mnie w sercu. Nie lubiłam gdy czuł się źle. –Ruth, to moja przyjaciółka, Natalie.
-Miło mi cię poznać- powiedziałam i podałam blondynce dłoń, uśmiechając się lekko, a ona wstała i zrobiła to samo. Mimo czerwonych oczu i tak była śliczna.
-Mogę cie o coś prosić?- zapytała gdy już usiadłyśmy, a ja pokiwałam głową, bo nie chciałam, żeby jeszcze raz płakała.
-Ruth ma raka- powiedział szatyn, a ja zamarłam i popatrzyłam na niego ze współczuciem.
-Mogę zobaczyć twoją tomografię?- zapytałam,  bo byłam ciekawa na jakim poziomie jest jej choroba. Może będę mogła pomóc. Nie zniosę więcej patrzenia w puste, ale smutne tęczówki jej brata. Ten widok łamał mi serce.
-Oczywiście, ale wiedz, że lekarz powiedział, że już nic nie da się zrobić- odparła cicho, a jej głos załamał się i znów się rozpłakała. Szatyn wtulił ją w siebie i przytulił mocno, a ja odebrałam od niej dokument i próbując zachować spokój dokładnie przeskanowałam wyniki.  Ale to co zobaczyłam po prostu zwaliło mnie z nóg. Jestem ciekawa jaki lekarz ją badał. A właściwie to mam już pewne podejrzenia. Zaśmiałam się cicho i pokręciłam głową, bo ten lekarz to prawdziwy idiota.
-Niech zgadnę… badał cie doktor Richards?- zadałam pytanie rozbawiona, a oni popatrzyli na mnie ze złością, ale też zdziwieniem.
-Tak. Skąd wiesz?- burknęła Ruth i chyba uraziłam ją swoim zachowaniem, ale błagam was… Z tego zdjęcia wynika, że jest drobna narośl, ale to na pewno nie rak, a Tom, jej specjalista, to jeden z najgorszych lekarzy jakich znam. Nie jakim cudem nadal pracuje w swoim zawodzie.
-Znam go i powiem ci, że to największy żółtodziób chodzący po tym świecie. Nie jestem pewna czy w ogóle zdał studia, ale okay. Owszem, jest tu drobna narośl, ale na pewno nie jest to nowotwór. Mogę ci nawet teraz wypisać tabletki na to i po dwóch tygodniach nie będzie żadnego śladu po czymkolwiek- wypowiedziałam się, a oni popatrzyli na mnie jakbym miała dwie głowy. No co?
-Jesteś pewna?- zapytała Payne, a ja uśmiechnęłam się i posłałam jej pełne szczerości spojrzenie.
-Jestem ordynatorem onkologii w tutejszym szpitalu. I tak, jestem pewna- odparłam, nie opuszczając kącików ust, ale tak naprawdę miałam ochotę zabić człowieka przez którego bliskie mi osoby tak się martwiły.
-Zaraz wrócę- powiedziałam i zostawiłam ich samych.
  Pobiegłam do swojego pokoju gdzie czym prędzej dopadłam swoją torebkę i zaczęłam w niej szukać świstków na których mogłabym napisać receptę. Za cholerę nie mogłam ich znaleźć. W tym skórzanym worku było wszystko, tylko nie to co trzeba. To cholernie irytujące. Nie wiem czemu, ale trzęsły mi się dłonie i to wkurzało mnie jeszcze bardziej. W końcu nie wytrzymałam i usiadłam na podłodze by wysypać na nią cała zawartość mojej torby. Oczywiście towarzyszył temu nie mały huk, bo wypadły z niej dwie grubaśne tomiska encyklopedii, którą nie wiadomo po co noszę, ale okay. Nie spodziewałam się tylko takiej reakcji ze strony piosenkarza.
-Wszystko gra? Słyszałem huk- powiedział, wychylając głowę zza framugi.
-Tak, tak. Nie mogę tylko znaleźć recept- wymamrotałam i otworzyłam jakaś pierwszą lepszą teczkę.
-Matko, jesteś najgorzej zorganizowaną osobą jaką znam- zaśmiał się, ale widziałam po jego twarz, że napięcie dopiero teraz z niego uchodzi.
-Tak, kpij sobie- prychnęłam, ale znalazłam nareszcie poszukiwaną rzeczy i nabazgrałam na niej nazwę kilku leków, a potem przybiłam pieczątkę, którą znalazła przy okazji i podpisałam się.
- Dobra, idziemy?- zapytałam stając przy nim, a ten popatrzył na mnie przez chwile z nieodgadnionym wyrazem twarz, sprawiając, że stałam się zdezorientowana.
-Proszę, nie znienawidź mnie- wymruczał, podchodząc do mnie, a ja zmarszczyłam brwi. O co mu chodzi?
-Czemu miałabym…?- nie dokończyłam nawet swojej wypowiedzi gdy zostałam przyparta do ściany, a na moich ustach znalazły się ciepłe wargi Liamam. Przez pierwsze kilka sekund byłam tak oszołomiona, że pozwoliłam napierać mu na mnie, ale gdy dotarło do mnie co się dzieje, nie byłam już w stanie tego przerwać. Wiem, że dzisiaj rano mówiłam coś innego, ale kurwa! Gdy jego język przejechał po mojej dolnej wardze, uchyliłam buzie, a dreszcz przeszedł po moim kręgosłupie. Smakował lekko herbatą i czymś niezidentyfikowanym. Niesamowite ciepło eksplodowało w moim podbrzuszu, a ja jęknęłam cicho gdy poczułam jak szatyn kładzie dłonie na moich pośladkach i ściska lekko.


Dopiero wtedy w pełni dotarło do mnie co sie dzieje, więc przestałam poruszać ustami i oderwałam się delikatnie od chłopaka.
-Nat, ja... ja- Liam zająknął się i spuścił wzrok, a potem podrapał się po karku. Powietrze w pokoju stało się ciężkie, a atmosfera gęsta i napięta.
-Chyba...- odchrząknęłam. - Powinniśmy już zejść na dół- odparłam i nie patrząc na Payna, zeszłam na parter. Czułam się dziwnie z myślą, że całowałam sie z takim chłopakiem jakim jest Liam, a po za tym wiedziałam, że teraz wszystko się zmieni. Nie wiem czy będę mogła jeszcze na niego normalnie spojrzeć.
-Znalazłam- powiedziałam, wychodząc zza rogu i przyklejając na twarz swój najjaśniejszy uśmiech. -A więc tak. Bierz te tabletki rano i wieczorem, co drugi dzień, a wszystko powinno być dobrze już za dwa- trzy tygodnie. Z tyłu, na karteczce masz numer do mojej znajomej. Powiedz, że jesteś ode mnie, a wtedy przyjmie cię kontrolę bez kolejki.
-Jeju, nie wiem jak ci dziękować. Jesteś wspaniała!- pisnęła cicho i podskoczyła z miejsca, by mnie przytulić.
-Bez przesady- zachichotałam i odwzajemniłam uścisk.
-Liam! Wychodzę, chodź pożegnać się ze starą siostrą- krzyknęła Ruth, a po sekundzie usłyszałyśmy kroki na schodach.
-Nie jesteś stara, jesteś po prostu w sile wieku- zaśmiał się brązowooki.
-Cokolwiek- prychnęła i wtuliła się w klatkę piersiową brata.
-Daj znać jak dojedziesz do domu- powiedział chłopak i zamknął drzwi za swoją siostrą.
W chwili gdy Ruth przekroczyła próg domu, atmosfera stała sie cięższa, a ja nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Stanęłam jak sierota na środku salonu i bawiłam się palcami. Czułam na sobie uporczywy wzrok Liama, ale nie miałam na tyle odwagi by spojrzeć mu w oczy. W tamtym momencie poczułam sie jak małe, zagubione dziecko, które nie wie gdzie jest, tylko z tym szczegółem, że ja nie mam 3 lat, a 24.
-Natalie, spójrz na mnie- moje rozmyślania przerwał głos Payna. Nawet nie wiem kiedy zmaterializował się tuż przede mną. Gdy nie wykonałam jego prośby, złapał mój podbródek w palce i zmusił do spojrzenia mu w tęczówki.
-Jesteś na mnie zła?- zapytał, a ja westchnęłam cicho. Prawda była taka, że sama nie wiedziałam co czuję. Byłam chyba zażenowana i zawstydzona.
-Nie Liam, nie jestem zła- westchnęłam i spuściłam po sobie ręce. Mimowolnie dreszcze ogarnęły moje ciało gdy zdałam sobie sprawę jak blisko mnie znajduje sie chłopak. Nie wiedziałam czemu reaguję tak tylko na jego obecność.
-To o co chodzi?
-To chyba ja powinnam zadać to pytanie. Nie jesteśmy razem, a ty po prostu mnie całujesz. Wysyłasz mi jakieś sprzeczne sygnały Li, a ja sie po prostu gubię- wyrzuciłam z siebie, odsuwając sie od niego i stając za kanapą. W jednej chwili stałam sie zdenerwowana i poirytowana tą cała grą. Przez chwile zapanowała między nami cisza.
-Podobasz mi sie, Nat- powiedział nagle Payna, a mnie wmurowało w podłogę. Co, że jak, że słucham?
-Liam...
-I wiem, że ja także ci się podobam. Widzę ja reagujesz na moją osobę- skomentował, przybliżając się do mojej osoby.
-To nie prawda- zaprzeczyłam i skrzyżowałam ręce na piersiach. Dobra, kogo ja próbuję oszukać? Szatyn zaczął sie śmiać, a ja pokręciłam głową. Co tu się wyrabia?
-Skarbie, mnie nie oszukasz- wymruczał mi do ucha, gdy ni z tego ni z owego znalazł sie przy mnie i przyparł mnie do ściany. Pisnęłam cicho, bo nie wiedziałam co się z nim dzieje, poza tym moja psychika nadal obawiała sie jego gwałtownych ruchów.
-Mam propozycję- wymruczał, sunąc nosem po mojej szyj. Wzdrygnęłam się gdy poczułam jego ciepły oddech na mojej skórze. - Nie chcę się już bawić  w związki, więc może po prostu zostańmy przyjaciółmi z korzyściami. Jeśli któreś z nas zakocha się w kimś innym, przerwiemy to- wymamrotał, a ja oprzytomniałam. Czułam sie tak jakby ktoś wylała na mnie kubeł zimnej wody. On mówi serio?
-Chyba sobie ze mnie żartujesz?!- odepchnęłam go lekko i uważnie przeskanowałam jego tęczówki. Nie kłamał.
-Przemyśl to- wyszeptał, a potem delikatnie musnął moje usta i zabierając kurtkę z wieszaka, wyszedł z domu.
Zsunęłam się po ścianie i schowałam twarz w dłoniach. Oddychałam cieżko, a od tych wszystkich myśli rozbolała mnie głowa. Nie wiedziałam co mam zrobić, ale bałam się mu odmówić. Nie wiem czemu, część mnie krzyczała „Zgódź się”, a druga mówiła „Chyba zwariowałaś!”. Miałam tego dość. Ja pierdolę!!! Co mam robić?!


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! Wróciłam! Mam nadzieje, ze już na dobre. Dziękuję wam za słowa otuchy pod ostatnim postem i obiecuję by zrobić wszystko by znów was nie zawieść. Mam nadzieje, ze rozdział się wam spodoba :D
Do następnego, kochani!

sobota, 21 listopada 2015

Zawieszam!

Nie chcę tego robić, ale niestety muszę. Zakładając bloga miałam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie, ale jednak zawiodłam i was i samą siebie. Nie chodzi o to, że nie mam pomysłu na dalszą realizację opowiadania, o nie! Pomysłów mam pełno, ale najzwyczajniej brak mi czasu. Mam teraz straszny zapierdziel w szkole i po prostu nie wyrabiam. Jak wychodzę rano, wracam dopiero wieczorem. Do tego dochodzą jeszcze sprawdziany, których jest tyle, że szkoda gadać. Nie wiem, wściekli się ci nauczyciele, czy co?!

Po za tym nawet jeśli znajduję chwilkę czasu, wieczorem, to jestem tak padnięta, że we wszystkim co napiszę jest pełno błędów, niezgodność, a nie chcę tego. Chcę, żeby te rozdziały były naprawdę dobre, ale żeby były dobre muszę mieć czas i siły. Mam nadzieje, że mi to wybaczycie i wrócicie do mnie tu za jakiś czas. Jak na razie żaden rozdział nie pojawi się na pewno do 6 grudnia, a cała reszta jest jednym, wielkim znakiem zapytania.

Chcę jednak, żebyście wiedzieli, że bardzo was kocham. Nawet jeśli nie skomentujecie rozdziału (co ostatnio zdarza się dość często) to i tak jesteście dla mnie cholernie ważni i zdaję sobie sprawę, że pewnie teraz większość z was odejdzie i nie będzie kontynuowała czytania The Shadow of Your Heart, ale ja też jestem człowiekiem i mam prawo do chwili słabości.

Mam nadzieję, że to zrozumiecie.

Wiec... do następnego!

piątek, 13 listopada 2015

Rozdział 10


Obudziłam się i jęknęłam przeciągle. Moja głowa pulsowała, a światło zza zasłoniętych zasłon powodowało światłowstręt. Było mi zimno, więc naciągnęłam kołdrę na szyję. Poczułam jak ciarki przechodzą moje plecy, a coś łaskocze mnie w nosie. Kichnęłam głośno i przyłożyłam rękę do czoła. Chyba miałam temperaturę. Zrzuciłam z siebie kołdrę i ruszyłam do łazienki, otulając się grubym, białym szlafrokiem. Podeszłam do lustra i aż się wzdrygnęłam. Na głowie miałam pobojowisko, oczy zaczerwienione i piekące. Nos czerwony i zapuchnięty, a usta suche i prawie sine. Wyglądam jak monstrum. Ubrałam na nogi grube skarpety i postanowiłam wyjść z pokoju, wcześniej sprawdzając godzinę. 11:04. Coś podejrzanie cicho jak na tą godzinę. Wzruszyłam ramionami i zarzuciłam kaptur na głowę, chcąc choć trochę oddzielić się od świata zewnętrznego. Spuściłam wzrok na swoje stopy i szybko przemknęłam przez dom do kuchni. Na szczęście nikogo nie spotkałam. Otworzyłam lodówkę, ale głośno i szybko ją zamknęłam, warcząc pod nosem. Kiedy tylko spojrzałam na jedzenie miałam odruch wymiotny. Podeszłam do czajnika i nastawiłam wody na herbatę. Nie miałam nawet ochoty na kawę, a to już po prostu kaplica. Zalałam sobie saszetkę czarnego naparu i zabrałam kubek do pokoju. Usiadłam na skraju materaca i wypiłam całą zawartość szklanki za jednym zamachem. Nie pomogło. Ryknęłam cicho i skoczyłam na równe nogi by zasłonić to pieprzone okno. Kiedy już światło słoneczne mi  nie przeszkadzało ruszyłam do łazienki gdzie umyłam zęby i połknęłam dwie tabletki przeciwbólowe. Łeb mi pękał, a ten przeklęty katar nie dawał o sobie zapomnieć. Żyć nie umierać, co nie? Sarkazm. Wysmarkałam nos i wczołgałam się z powrotem pod pierzynę. Dobrze, ze zamknęłam drzwi od pokoju. Przynajmniej nikt mi tu nie wejdzie i nie będzie nic chciał.
Gdyby nie pukanie do drzwi pewnie przespałabym 3/4 dnia. Złapałam się za głowę i nakryłam jeszcze kocem, bo dreszcze i drgawki nie dawały mi spokoju. Ja tego Style'a zabiję. Nienawidzę go. Przez jego chore zamiłowanie do wody jestem chora.
-Natalie, jesteś tam? Wszystko gra?- usłyszałam zza drzwi Liama i nawet przeszło mi przez myśl czy go wpuścić, ale zważywszy na to jak wyglądam... w każdym bądźcie razie szybko odgoniłam ten pomysł.
-Idź stąd!- jęknęłam i nakryłam twarz poduszą. Niech oni mi dzisiaj dadzą święty spokój. Wysmarkałam nosa i rzuciłam chusteczkę pod poduszkę. Posprzątam jak lepiej się poczuję.
-Nat, co się dzieje? Wpuść mnie- powiedział, nie dając ani mi, ani klamce od drzwi chwili wytchnienia.
-Nie będę dzisiaj z wami rozmawiać. Dajcie mi wszyscy święty spokój- warknęłam i nakryłam głowę poduszka, chcąc mieć jak największą ciszę.
-Odsuń się Liam, zaraz zrobię z nią porządek- usłyszałam cichy głos Skyler i miałam ochotę skoczyć z okna. Jak wyzdrowieje to się wyprowadzam. Zero prywatności. -Natalie Matters, masz 3 sekundy, żeby otworzyć te drzwi, albo Niall je wyważy- dobra, sama tego chciałaś. Skopałam kołdrę z łóżka i podeszłam do drzwi. Przekręciłam klucz w zamku i schowałam się za drewnianą deska. Złapałam nadgarstek dziewczyny i wciągnęłam ją do pomieszczenia, zatrzaskując za nią wejście.
-Jezu, jak ty wyglądasz?- wrzasnęła, a ja zakryłam uszy dłońmi. Miałam ochotę się popłakać. Zatkany nos i łupanie w czaszce doprowadzały mnie do szału. Dobrze, ze przynajmniej mogłam mówić.
-Możesz nie drzeć japy?- wyszeptałam wskakując pod kołdrę. - Co chciałaś?- zapytała, patrząc na nią przez załzawione spojówki. Nienawidzę być chora.
-Jak się czujesz?- zapytała siadając na skraju materaca i zerknęła na mnie z troską wymalowana na twarzy.
-Gorzej niż wyglądam.
-To jest źle. Brałaś jakieś leki? Mierzyłaś gorączkę?- zadawała milion pytań, a ja patrzyłam na nią próbując się opanować.
-Nope- wykrztusiłam i zakaszlałam kilka razy.
- Zaraz wracam- rzuciła i praktycznie wybiegła z pokoju, zamykając za sobą drzwi z głośnym hukiem. Myślałam, że umrę. Czułam się gorzej niż na bardzo mocnym kacu. Zamknęłam oczy i po prostu odpłynęłam, nie zwracając na wagi na szepty z korytarza.
Obudziłam się, czując jak ktoś odgarnia kilka włosów z mojej twarzy. Było to tak cholerni przyjemne, że miałam ochotę cicho zamruczeć. Szybko jednak oprzytomniałam i przypomniałam sobie jak wyglądam. Otworzyłam gwałtownie oczy i gdy zobaczyłam obok siebie zmartwionego Liama, nakryłam się cała kołdrą. Nie chciałam żeby oglądał mnie w takim stanie.
-Proszę cie, idź stąd- jęknęłam, zakrywając twarz dłońmi.
-Nat, nigdzie nie pójdę- wymruczał i poczułam jak kładzie się obok mnie i wtula sie w moje plecy. Normalnie czułabym się jak w niebie, ale teraz moje zmysły były otumanione i każdy odruch nieprzemyślany.
-Zarazisz się- wymruczałam i odsunęłam się od niego, prawie spadając z łóżka. Jednak to nic nie dało, bo znów oplótł mnie ramieniem w talii i przyciągnął do siebie. Dziwiłam się jakim cudem przez kołdrę rozumiał co mówię. No nic.
-Nie zarażę- wymruczał i poczułam jak sięga dłonią, by zdjąć okrycie z mojej głowy. Naprawdę nie miałam za grosz siły by się z nim szarpać. Byłam jak szmaciana lalka, z którą mogłeś zrobić wszystko co chciałeś. Nie opierałabym się.
-Jak się czujesz?-zapytał. wtulając twarz w moją szyję. Boże, był tak blisko!
-Źle.
- Chodź, zmierzę ci gorączkę- powiedział i wstał, a ja nie miałam możliwości się ruszyć. Chłopak widząc to, podszedł do mnie i pomógł mi usiąść tak bym opierała się o poduszki. Wyglądałam pewnie jeszcze gorzej niż rano. Liam wyszedł na chwilę, a ja w tym czasie zmusiłam mięśnie do pracy i związałam włosy w wysoką kitkę. Kiedy wrócił trzymał w ręce bezdotykowy termometr. Śledziłam uważnie jego ruchy, gdy siadał obok moich nóg i przystawiał mi maszynę do czoła. Po kilku sekundach wydała ona specyficzny odgłos, a ja skrzywiłam się lekko, bo jak dla mnie był zdecydowanie za głośny.
-Ja pierdole- wyszeptał Payn'e, patrząc na mały monitorek. Cały zbladł, a jego spojrzenie mówiło tylko jedno. Było źle.
-Jak bardzo źle jest?- zapytałam cicho, nie ruszając się nawet o centymetr.
-39,9;jedziemy do szpitala-powiedział i wstał gwałtownie. Spojrzałam na niego jak na debila patrząc jak szuka czegoś w moich szufladach. Co on wyprawiał?
-Liam- wyszeptała, ale nie zareagował. - Liam- powiedziałam już troche głosniej i byłam pewna, że to usłyszał.
-Gdzie masz jakąś torbę?- zapytał, a w jego głosie wyczułam, że jest zmartwiony i porządnie przejęty. Co nie zmienia faktu, że mnie zignorował, a ja tego tolerować nie będę.
-Liam do cholery!- wydarłam się i zakaszlałam dwa razy. Dopiero teraz spojrzał na mnie zdziwiony i zaskoczony. -Nie jadę do żadnego szpitala- wychrypiałam i kichnęłam głośno.
-Zwariowałaś? Jeśli ci się coś stanie?- zapytał i usiadł obok mnie, łapiąc mnie za dłonie. To urocze z jego strony, że się tak przejmował, ale do cholery! Jestem dorosła, sama o sobie decyduję!
-Li, wszystko będzie dobrze- wypowiedziałam powoli i wyraźnie, chcąc, żeby dotarło to do niego. Spojrzał na mnie, ale po chwili zamknął oczy i przetarł je.
-Niech ci będzie. Niall poleciał do apteki, zaraz powinien wrócić- powiedział i położył się, a właściwie usiadł obok mnie, nie wypuszczając z uścisku moich palców.
-Dziękuję- wymruczałam i zamknęłam zmęczona oczy. Sen jednak za nic nie chciał przyjść, więc po minucie otworzyłam je. Chyba się już wyspałam.
-Co jadłaś dzisiaj na śniadanie?- wypalił nagle, a ja mimowolnie jęknęłam i zakryłam twarz kołdrą. Serio? Nie miał innych tematów do rozmowy? - Natalie, chcesz mi powiedzieć, że nic nie jadłaś? Zwariowałaś? Jest 15:00!- krzyknął i zerwał się jak poparzony. Dobra, podoba mi się, ale zaraz go zabiję.
-Nie krzycz, błagam- wyjąkałam i położyłam się do niego tyłem. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, ale szybko ją starłam i zakryłam czaszkę poduszka.
-Skarbie- wzdrygnęłam się lekko na to jak mnie nazwał oraz na uczucie, zapadającego się obok materaca. -Przepraszam- wyszeptał i wtulił mnie w swój tors, wcześniej rzucając gdzieś poszewkę, która leżała spokojnie na moich włosach. Pociągnęłam nosem, a on pogłaskał mnie po czuprynie i pocałował w czoło. Błagam, przestań!, krzyczałam gdzieś w środku, ale tak naprawdę chciałam zostać już tak na zawsze. -Na co masz ochotę?
-Nie Liam, proszę. Nie dam rady nic zjeść- pokręciłam głową. Cały czas miałam zamknięte oczy, nie chcąc by chociaż jedna kropla je opuściła.
-Nat, musisz coś zjeść- jęknął i ujął w palce moja brodę. -Skarbie, spójrz na mnie. Proszę, otwórz oczy- powiedział delikatnie. Nie wiem co się ze mną działo. Byłam w kompletnej rozsypce. Hormony we mnie buzowały, a ja mogłam jedynie czekać aż mi przejdzie. -Proszę- w jego głosie rozbrzmiewała czysta desperacja i błaganie. Powoli podniosłam powieki i spojrzałam na niego. Obraz była całkowicie zamazany, a po sekundzie poczułam jak słona ciecz moczy moje policzki.
-Jestem żałosna- prychnęłam i wepchnęłam twarz w materac. Co się ze mną dzieję do jasnej anielki?
-Nie jesteś. Nawet tak nie mów- rzekł spokojnie. -Wszystko będzie dobrze, tak?
Pokręciłam przecząco głową i wstałam z łóżka. Weszłam do łazienki i nawet nie odważyłam się spojrzeć w lustro. Nie chciałam dostać zawału. Obmyłam twarz lodowatą wodą i wsłuchiwałam się w szum przez kilka sekund. Zakręciłam kran i wytarłam twarz w biały ręcznik. Odwróciłam się, żeby wyjść, ale czyjeś ramiona zamknęły mnie w niedźwiedzim uścisku. Wdychany zapach miał na mnie działanie uspokajające. Czułam się bezpieczna.
-Lepiej?- zapytał, patrząc na mnie katem oka. Pokiwałam tylko głową, nawet jej nie podnosząc.
-Dziękuję... za wszystko- wymruczałam mu w koszulkę i już chciałam się oddalić, ale nie puścił mnie.
-Głupku, to sama przyjemność- zaśmiał się, a ja mimowolnie odwzajemniłam gest, ale jednak nie powstrzymałam się przed pacnięciem go w tors.-Jednak nalegam żebyś zjadła chociaż jedną kanapkę- powiedział już całkowicie na poważnie. -Dla mnie- dodał z uśmieszkiem nadziej, a ja przewróciłam oczami i wyciągnęłam go na korytarz.
-Ale tylko jedną- zastrzegłam, schodząc ze schodów. W pewnym momencie chłopak podniósł mnie, a ja pisnęłam cicho, chichocząc pod nosem.- Odstaw mnie, jestem ciężka.
-Ta, chyba nie w tym życiu- parsknął chłopak i wniósł mnie do pomieszczenia. Na szczęścia nikogo tam nie było, więc mowy o ciekawskich spojrzeniach naszych znajomych i późniejszych pytaniach. Odetchnęłam z ulgą gdy chłopak posadził mnie na barowym krześle i podszedł do przeciwległego blatu gdzie zaczął robić mi kanapkę.
-Liam, nie musisz robić mi jedzenie- prychnęłam i wstałam, żeby do niego podejść, ale chłopak był szybszy, więc złapał mnie za ramiona i usadził z powrotem na siedzeniu.
-Siedź i po prostu się nie ruszaj, bo zrobię ci dwie- popatrzyłam na niego jak na karalucha, a ten zaśmiał się i wrócił do wcześniejszego zajęcia.
W pewnym momencie usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i kroki dwóch osób. Za nim jeszcze zdążyłam zgadnąć kto to, przez salon przeszedł blondyn, trzymając Skyler za rękę. Uśmiechnęłam się pod nosem i odwróciłam wzrok na szybę.
-Faktycznie wygląda gorzej niż opisywałaś, skarbie- skomentował Niall, siadając obok mnie i obserwując moją osobę jak obiekt muzealny.
-Mi też miło cię widzieć- prychnęłam i wysmarkałam nos z którego non stop ciekła przeźroczysta wydzielina.
-Tu masz leki- powiedziała szatynka, stawiając przede mną opakowanie z różnymi tabletkami, syropami i maściami. Już chciałam sięgnąć po paczuszkę tabletek przeciwbólowych, ale brązowooki zwinął mi zakupy sprzed nosa.
-Najpierw kanapka- mruknął, patrząc mi w oczy i grożąc palcem. Prychnęłam na niego i trzepnęłam w wystawiony paluch. Liam tylko wywrócił oczami i postawił przede mną talerz z połówką bułki, serem żółtym i szczypiorkiem.
-Dzięki- mruknęłam i przez chwilę wpatrywałam się w potrawę. W końcu wzięłam kromkę do ust i wgryzłam się w nią powoli i stwierdziłam, że nawet nie jest tak źle. Po zjedzonym posiłku odłożyłam talerz do zlewu i szybko go umyłam. Odwróciłam się, a przede mną, opierając się nonszalancko o blat, stał uśmiechnięty Liam.
-Widzisz, nie było tak źle- powiedział i rzucił w moją stronę torbę lekarstw, którą od razu złapałam. Wykrzywiłam usta w sztucznym, szczęśliwym grymasie i przewracąjac oczami, położyłam leki na płycie.
-Wiesz jak je stosować?- usłyszałam obok siebie szept szatyna i spojrzałam na niego jak na debila. On tak na serio?
-Jestem lekarzem. Myślę, że będę wiedziała ile, czego brać.
-Dobra, dobra, tylko nie gryź- dodał i zniknął mi z pola widzenia. Połknęłam tabletkę przeciwbólową. Wypiłam łyżkę cholernie gorzkiego syropy. Zakropiłam nos kroplami i zalałam sobie wrzącą wodą żółty proszek, czyli lek przeciw zapalny. Kiedy tylko wzięłam pierwszy łyk wyplułam to dziadostwo do zlewu i wypłukałam dokładnie usta. Boże, co to za gówno? Napój był słony i pachniał jak stare skarpety. Za nic tego nie wypiję.
-No nie, Nat, nie masz już 5 lat. Wypij to szybko i po krzyku- westchnął blondyn, a ja pokręciłam głową, krzywiąc się mocno. Nie, nie, nie, za nic.
-Chcesz, to se sam pij to gówno!- warknęłam i już miałam wylać zawartość do zlewu, kiedy Payne wyrwał mi szklankę i spojrzał na mnie znad uniesionych brwi.
-Matko! Ty przeklnęłaś- zapowietrzył się blondyn, a ja przyłożyłam dłoń do czoła. Co za ciołek?! Ale to prawda. Na głos raczej się brzydko nie wyrażam.- To musi być serio ohydne- dodał i wbił z powrotem wzrok w ekran swojego IPhon'a.
-Natalie, musisz to wypić. Po tym szybciej wyzdrowiejesz- westchnął brązowooki, tłumacząc mi to jak małemu dziecku. Czy ja wyglądam na 3 latka, żeby mi mówić takie rzeczy? Chłopak nachylił się i powąchał napar ,a następnie skrzywił się automatycznie, ale próbował to ukryć pod wymuszonym uśmieszkiem. -Nie pachnie tak źle- popukałam  się w czoło. To ja mam gorączkę, nie on. -No weź... dla mnie?- zapytał, a ja pokręciłam przecząco głową i złożyłam dłonie na piersi. Liam zaczął się do mnie zbliżać, a ja nie odrywałam wzroku od jego tęczówek. Złapał mnie wolną ręką w talii i przysunął do siebie. Podniosłam jedną brew, patrząc na niego wymownie. -Bardzo...- wyszeptał nachylając się nade mną. Czemu wszyscy są ode mnie wyżsi? -... bardzo ładnie...- wymruczał i musnął nosem moje ucho. Mimowolnie zadrżałam i pokryłam się rumieńcem.  -... proszę- dokończył i przygryzł delikatnie płatek uszny, a ja jak oparzona odepchnęłam go i wyrwałam mu naczynie z ręki. Jednym łykiem pozbyłam się tego świństwa, marząc o tym, żeby jak najszybciej się stad ewakuować. Odstawiłam kubełek na blat i nawet na niego nie patrząc ruszyłam szybkim krokiem do swojego pokoju. Usłyszałam jeszcze tylko śmiech tych idiotów i zatrzasnęłam za sobą drzwi.

Zmarszczyłam nos, mając cały czas zamknięte oczy i zaciągnęłam się zapachem, jaki unosił się w powietrzu. Był lekko słonawy i jakby słodki. Uniosłam lekko powieki, a pierwsze co zobaczyłam to zielona miska, stojąca przed moim nosem.
-Obejrzymy jakiś film?- usłyszałam znajomy głos osoby, która mnie dzisiaj wyjątkowa zirytowała i zakryłam oczy dłonią. Jakim cudem najpierw robi TAKIE rzeczy, a potem jakby nigdy nic pyta się czy coś obejrzymy?
-Ale ja wybieram co- wymruczałam i zwaliłam kołdrę z nóg. Spuściłam nogi na panele i odwróciłam głowę w stronę wyszczerzonego szatyna.
-Spoko- powiedział i wstał, w jednej ręce trzymając popcorn, a drugą wyciągając w moją stronę. Złapałam ją bez wahania, a on splótł nasze palce i wyprowadził nas z pokoju. Jak się okazało mieliśmy oglądać film w jego pomieszczeniu, więc wpadłam na pewien pomysł.
-Oglądałeś Niesamowitego Spider-Men'a, tego z 2012 roku, z Adrew Garfield'em? - zapytałam i usiadłam na skraju jego wypasionego łóżka, pokrytego czarna pościelą z logo batmana.
-Miałem to oglądnąć, ale jakoś się nie złożyło- stwierdził, zamykając drzwi i kładąc się pod drugiej stronie łóżka. Nie patrząc na mnie włączył laptopa i szybko wpisał nazwę filmu.- Ja nie gryzę- prychnął kiedy położyłam się w odległości 15 centymetrów od niego. Spojrzałam na szatyna, marszcząc brwi, a on tylko przewrócił tymi ślicznymi oczami i objął mnie ramieniem, wtulając moja głową w swój tors. Zarumieniłam się lekko i nie wiedząc co zrobić z ręką położyłam ją na jego klatce i wsłuchiwałam się w spokojne, miarowe, ale mocne bicie jego serca. Chłopak zgasił pobliska lampkę i sięgnął po pilota, którym zasłonił automatyczne zasłony, sprawiając że w pokoju zapanowały egipskie ciemności. Jedną dłonią włączył film, a drugą błądził po moim boku, przez co miałam gęsią skórkę, a moje serce zdecydowanie nie biło w normalnym tempie. Było mi cholernie dobrze, ale jakby ktoś teraz wszedł i nas nie znał, bez dwóch zdań stwierdziłby, że jesteśmy parą. Właściwie ostatnie zachowanie brązowookiego tylko powodowały, że między nami jest coś więcej niż przyjaźń. Niestety chyba tylko ja to tak odbierałam. Dla niego to była zwykła relacja, ale mi dawała nadzieje. Trudno, najwyżej się zakocham i będę cierpieć jak cholera. Mam nadzieję, że będzie warto.

Film skończył, a ja czułam jak moje powieki powoli opadają. Nie chciałam zasypiać, więc z całych sił walczyłam z nadciągającym niczym stado sępów snem. Ziewnęłam delikatnie i już chciałam się podnieść, kiedy szatyn nie pozwolił mi na to, wtulając twarz w moje włosy.
-Oglądamy drugą cześć?- zapytał, a ja wyczułam w jego głosie senność i to, że jest równie mocno zmęczony co ja.
-Chyba już jesteś zmęczony, co nie? Może chodźmy spać?- rzuciłam, nie ruszając się nawet o centymetr i zerkając przelotnie na zegarek. 19:53. Niby wcześnie, ale ja miałam wrażenie jakby była co najmniej 3 w nocy.
-Dobra, ale śpisz ze mną- ziewnął przeciągle i wstał, delikatnie układając mnie na bok, na czarną poduszkę. Zmarszczyłam brwi i śledziłam dokładnie jego ruchy.
-Mam swój pokój- wymruczałam i już chciałam wstać, kiedy zastawił mi drogę, swoją osoba.
-Ale ja chcę spać z tobą.
-A co jeśli ja nie chcę?- mruknęłam, zakładając ręce na piersi i przymrużając oczy, by lepiej widzieć w ciemności jego dojrzałą twarz.
-Skarbie, oboje wiemy, że ty też tego chcesz- zaśmiał się cicho, a ja prychnęłam i opadłam z powrotem na poduszki. Miał rację. Chciałam spróbować jak to jest zasypia z chłopakiem i budzić się przy nim. Z transu wybudził mnie dźwięk odpinanego paska i zsuwanych jeansów. Mimowolnie katem oka spojrzałam na chłopaka, który rozebrał się do samych bokserek. Zarumieniłam się jak burak i odwróciłam w drugą stronę. Nie chciałam, żeby zobaczył jak pożeram wzrokiem jego perfekcyjnie wyrzeźbiony abs, wąskie biodra i szerokie barki.
Nie chciałam także zakochiwać się w  genialnych tatuażach jakie pokrywały jego silne ramiona. Nie mogłam sobie na to pozwolić.


Poczułam jak łóżko ugina się z drugiej strony i wciągnęłam głośno powietrze. Kiedy przyciągnął mnie do siebie i wtulił moje plecy, odziane jedynie w cienki materiał szarego t-shirtu, myślałam, że serce wyskoczy mi z piesi. Modliłam się o to, żeby nie usłyszała jak łomocze w mojej klatce piersiowej. Ciepło emanujące od jego ciała było przyjemne i dawało uczucie beztroski i bezpieczeństwa. Liam wtulił twarz w moja szyję, a ja wypuściłam ze świstem wstrzymywane powietrze. Splątał swoje nogi z moimi, zamykając tym samym w żelaznej klatce, z której nie było ucieczki. Przyjemne ciepło rozlało się po moim organiźmię, a żołądek zacisnął się nieznanych przyczyn. Albo nie. To raczej było stado motyli, rozsadzające moje podbrzusze.
-Dobranoc Natalie- wymamrotał, a jego miętowy oddech, połaskotał mnie w kark.
-Dobranoc Liam- wyszeptałam słabym głosem, bo moje gardło było ściśnięte na supeł. Musiałam się ogarnąć. Wzięłam głęboki oddech i rozluźniłam się w ramionach mojego "przyjaciela". Z Niallem nigdy nie było takich sytuacji. Owszem spaliśmy w jednym łóżku, ale po obu jego stronach. Oblizałam usta i przymknęłam powieki. Czułam, że nie zasnę i leżałam tak, wsłuchując się w równomierny oddech Payne'a. Przeniosłam się do krainy Morfeusza, szybciej niż myślałam; całkowicie ignorując wypuklenie w bokserkach szatyna, dociśniętych do moich pośladków.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale miałam prawdziwe urwanie głowy. Po za tym rozdział, przyznajmy się szczerze, nie jest za ciekawy, ale zrobiłam to celowa. Chciałabym, żeby opowiadanie chociaż w małej części przypominało prawdziwe życie, więc wszystko w nim będzie działo się powoli. Na wszystko przyjdzie czas.
Kocham Was mocno!





piątek, 30 października 2015

Rozdział 9

Rozdział 9
Wjechałam na podjazd mojego nowego, tymczasowego lokum i wyszłam z samochodu, zabierając ze sobą dwie, pierwsze lepsze walizki. Drzwi ku mojemu dziwieniu, ale też radości były otwarte, więc bez problemu weszłam do środka i wtargałam bagaże do pokoju. Kurde, one są serio ciężkie. Spięłam włosy w wysoki kucyk i zeszłam na dół po resztę swoich rzeczy. Wcześniej tego nie zauważyłam, ale salon i jadalnie były przemeblowane, drzwi na taras szeroko otwarte, rzeczy cenne, lub łatwe do zniszczenia zostały pochowane, a chłopcy robili coś w ogrodzie.
-Chodź skarbie, pomogę ci z tymi walizkami, bo ci idioci są czymś zajęci- objęła mnie nagle Skyler, która zjawiła się nie wiadomo skąd i zaprowadziła mnie do bagażnika mojego cacuszka.
Każda z nas coś wzięła, a ja w drodze do domu zamknęłam maszynę. Gdy byłyśmy przy drzwiach, do garażu wjechał czarny land rover Liam'a. Szatynka tylko spojrzała na mnie tajemniczo, a ja nie za bardzo
wiedziałam o co jej chodzi. Wolnym krokiem wtarabaniłyśmy się do mojego pokoju i rzuciłyśmy torby na podłogę. Wytarłam spocone dłonie w spodnie i rozejrzałam się do okoła. Muszę się teraz rozpakować.
-W co ubierasz się na imprezę?- wypaliła w pewnym momencie, leżąc na moim łożku niebieskooka, kiedy rozkładałam kosmetyki na półce w łazience.
-Em, chyba tak pójdę- wzruszyłam ramionami i wróciłam do pokoju, gdzie położyłam na biurku laptopa i aparat. Szczerze to jakoś dziwnie się czułam z myślą, że mój najlepszy przyjaciel jest piosenkarzem, a ja teraz będę mieszkać z jego zespołem. Nie przeszkadzało mi to, ale jednak nadal miałam jakieś dziwne myśli. Co jeśli fanki sobie coś pomyślą? -Sky co się stało z fankami chłopaków? Zawsze jak Niall przyjeżdżał do domu było w okół niego mnóstwo szumu, a teraz wszyscy zachowują się jakby chłopcy nie zajmowali się tym, czym się zajmują- zapytałam, układając rzeczy na półce, w dużej szafie, która stała przy oknie, w kacie pokoju.
-Paul ogłosił, że chłopcy potrzebują trochę wolności. Zagroził, że jeśli fanki będą się na nich rzucać, robić sceny i takie tam, to chłopcy zakończą karierę- mruknęła, przewracając się na drugi bok, tym samym bacznie się we mnie wpatrując.
-Aha- skomentowałam tylko i wrzuciłam torbę do szuflady.
-Wiesz, wyglądasz super, ale na pewno nie jak na imprezę- mruknęła dziewczyna i podeszła do budowli, by uważnie zeskanować zawartość półek. Spojrzałam po sobie i mimo woli przyznałam dziewczynie rację. Na pewno nie wyglądałam jakbym szła na imprezę. Do kawiarni, albo na spacer i owszem.
-To wybierz mi coś, a ja wezmę szybki prysznic- zaproponowałam, a ona posłała mi szeroki uśmiech i zabrała się za przekopywanie zawartości dużego, drewnianego pudełka. Zrzuciłam z siebie ubrania i wskoczyłam pod ciepłą wodę. Wsmarowałam w skórę żel czekoladowy i umyłam włosy szamponem miętowym. Owinęłam się ręcznikiem i wytarłam nim mokre włosy.
-Natalie, ubrania masz na łóżku. Lecę do siebie się uszykować- powiedziała dziewczyna, stojąc zapewne blisko drzwi, z drugiej strony.
-Dobra, dzięki- krzyknęłam i podpięłam suszarkę do prądu.Wysuszyłam swoje nieokiełznane kudły i lekko je pofalowałam. Patrzyłam na siebie w lustrze i przekrzywiłam głowę, skanując swoją twarz. Mocny makijaż czy lekki makijaż? O to jest pytanie. Wzruszyłam ramionami i nałożyłam podkład na twarz. Zrobiłam na powiekach grube kreski eliynerem i mocno potuszowałam rzęsy. Usta musnęłam bezbarwnym błyszczykiem i spryskałam się perfumami. Wyglądałam dobrze, nawet bardzo dobrze. Tak, wiem. Skromna ja. Wyszłam z pomieszczenia i zerknęłam na łóżko, gdzie leżały przyszykowane przez Skyler ciuchy. Drobny uśmiech wpłynął na moją twarz widząc w co miałam się ubrać. Czegoś tu jeszcze jednak brakowało. Wyciągnęłam z szuflady czarne rajtuzy i wciągnęłam je na nogi. Potem zarzuciłam na siebie szary sweter i wcisnęłam się w cekinową miniówę. Na nogi założyłam wysokie szpilki i przejrzałam się w lustrze, które zajmowało całą ścianę na przeciw łóżka. Na pierwszy rzut oka wyglądałam jak nie ja. Uśmiechnęłam się szeroko widząc efekty naszej wspólnej pracy.
-Wyglądasz jak seks bomba- wymruczała szatynka, wkradając się do mojego pokoju. Zarumieniłam się lekko i zeskanowałam jej ciało, odziane w obcisłą, krótką sukienkę z rękawem 3/4, w kwiaty. Świetnie podkreślała jej krągłości i wąska talię. Lekki makijaż dodawał jej kobiecości, więc wyglądała prześlicznie.
-Ty też niczego sobie- zachichotałam i zasłoniłam okna.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że z ogrodu dochodzi głośna muzyka i słychać tłum ludzi na posesji. Ile ja siedziałam w tej łazience? Dziewczyna skinęła głową dając mi znak do wyjścia. Ruszyłam przez pokój i obie go opuściłyśmy zamykając drzwi na klucz. Tak na wszelki wypadek.
-Liam padnie jak cię zobaczy- pisnęła mi do ucha szatynka, a ja spojrzałam na nią karcąco.
-To tylko przyjaciel- mruknęłam i schowałam twarz we włosach, czując jak rumieńce zalewają moje policzki.
-Mhmm, jasne- burknęła i posłała mi rozbawione spojrzenie. No ludzie! Ruszyłyśmy przez salon, w którym było pełno ludzi. Nie znałam żadnego z nich. Teraz to dopiero naszły mnie myśli, że tutaj w ogóle nie pasuję.
-Wariatko, ja cię zamorduję. Czemu nie zadzwoniłaś?- odwróciłam się w stronę znajomego głosu i poczułam jak ktoś na mnie wpada. Zatoczyłam się do tyłu na tych diabelskich butach i odwzajemniłam uścisk, rozpoznając znajomy zapach Brook. Faktycznie przez ostatnie dni kompletnie o niej zapomniałam. Koszmarna ze mnie przyjaciółka.
-Przepraszam B. Ale co ty tutaj robisz?- zaśmiałam się cicho, odsuwając ją od siebie na szerokość ramion. Wyglądała obłędnie w czerwonej koszuli z baskijką i kołnierzykiem, dopasowanej do czarnych, obcisłych spodni i szpilek z czerwona podszwą.
-Niall mnie zaprosił-wytłumczyła, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. Muszę go znaleźć i mu za to podziękować.
-Czekaj chwilę- powiedziałam i pociągnęłam ją w stronę Skyler, która stała przy stoliku i nalewała sobie pończu do czerwonego kubeczka. - Brook to jest Skyler- dziewczyna Horana, Skyler to jest Brook- moja przyjaciółka-przedstawiłam sobie dziewczyny, a te przytuliły się na przywitanie. Czułam, że będą się ze sobą dobrze dogadywać. Są tak samo otwarte na nowe znajomości i rozgadane jak przekupy na targu.
-Czemu porywasz mi narzeczoną?- usłyszałam za sobą rozbawiony, niski głos i odwróciłam się z bananem na twarzy. Przede mną stał wysoki brunet z zielonymi oczami. Był dość umięśniony, ubrany w czarne spodnie i czarna koszulę z rozpiętym kołnierzem.
-Cześć Joe- powiedziałam i cmoknęłam go w policzek. Znałam go już dobre pięć lat. Był narzeczonym mojej przyjaciółki, a ja byłam jego przyszłą świadkową. Był naprawdę spoko gościem, dwa lata starszym od nas, ale wiedziałam, że szybciej skoczyłby z mostu niż skrzywdził Brookie.
-Skyler to mój narzeczony Joe, Joe to dziewczyna Niall'a Skyler- rzuciła Brookie, a dwójka ludzi podała sobie dłonie.
-Chodźcie do ogrodu, potańczyć- przekrzyknęła szatynka i łapiąc mnie za nadgarstek zaciągnęła na dwór. Czemu wszyscy tak mocno łapią mnie za moje biedne kości nadgarstkowe??
Jęknęłam pod nosem, ale kiedy wyszłam na zewnątrz moje usta uchyliły się lekko w szoku. Altanka ozdobiona była kolorowymi lampkami, a pod drzwewm stał namiot gdzie urzędował DJ w postaci Payne'a. Wszędzie było jasno, kolorowo i dość ciepło. Kilka osób siedziało na brzegu basenu i moczyło w nim nogi, rozmawiając w najlepsze. Gdzieś w tłumie wyłapałam postacie Louisa, Harrego i Horana gadających z jakimiś chłopakami. Śmiali się i pili piwo. Ja dzisiaj postanowiłam pozostać czysta. Jakoś nie przepadam za alkoholem.
-Liam się na ciebie gapi!- usłyszałam koło ucha i spojrzałam zdezorientowana na skaczącą obok mnie szatynkę. Jak ona mogła tak tańczyć w takich wysokich szpilkach?
-A ty gapisz się na niego, skoro wiesz co robi- zaśmiałam się i obróciłam w okół własnej osi.
-Ej!- pacnęła mnie w ramie, a ja zaśmiałam się głośno, odchylając głowę do tyłu. Zgasiłam ją.
-Mam ochotę się napić- rzuciłam i odeszłam w poszukiwaniu czegoś co nie zawierało procentów. Weszłam do środka i nalałam sobie do kubeczka soczek pomarańczowy. Westchnęłam cicho kiedy ciecz nawilżyła moje gardło. Oparłam się o stolik i nie wiedziałam co z sobą zrobić. Westchnęłam cicho i postanowiłam udać się do Liama, dotrzymać mu towarzystwa. Jak Boga kocham, ostatni raz założyłam szpilki! Wiecie jak trudno łazi si w nich po trawie?! Masakra!
-Hej Liaś, co tam?- zapytałam, podchodząc z boku do znajomego. Jakim cudem ubrany jedynie w czarne spodnie, szary t-shirt i zieloną bluzę wyglądał tak perfekcyjnie. To nie jest normalne!
-DJ Payne jest w domu- zaśmiał się szatyn i pokręcił palcami na mikserze.


Zachichotałam i pokręciłam głową. - Prześlicznie wyglądasz- mruknął mi do ucha, nachylając w moją stronę. Czułam jak uśmiecha się łobuzersko, więc spojrzałam na niego i posłałam mu rozbawione spojrzenie.
-Dzieki, dzięki- zaśmiałam się i upiłam sok z kubeczka.
-Chcesz spróbować?- zapytał, wskazując brodą na kąsole.
-Nie umiem- krzyknęłam, próbując przekrzyczeć muzykę, wydobywającą się z głośników, które stały w rogach ogrodu.
-Nauczę cię- powiedział, łapiąc mnie za rękę i wciągając przed siebie. Czułam jak moje plecy przylegają do jego torsu. Jego ciało emanowało przyjemnym ciepłem, które mi się udzieliło. Uśmiechnęłam się pod nosem i z całych sił powstrzymywałam rumieńce, które cisnęły mi się na policzki. Ten chłopak stał zdecydowanie za blisko, a po mojej skórze przebiegały przyjemne dreszcze.
-Rozluźnij się. Nie gryzę- zaśmiał się i złapała moje dłonie w swoje. - To na początek połóż tu swoje palce- wymruczał mi do ucha, położył moje palce na konsoli, a jego ciepły oddech otulał mój kark, gdzie natychmiast pojawiła się gęsia skórka.- Ok, a teraz przesuń je tutaj- powiedział cicho i
przesunął moimi opuszkami kilka przycisków. Uśmiechnęłam się po nosem słysząc jak basy przestają grać tak mocno, a muzyka zwalnia swój rytm. -Dobrze, a teraz wybierz ten utwór- dodał i nakierował moją dłoń na ekran i nacisnął w odpowiednim miejscu. Muzyka płynnie przeszła ze skocznej i wesołej w spokojną i nastrojową. Chłopak puścił moje palce i złączył dłonie, kładąc je na moim brzuchu i przytulając mnie do siebie od tyłu. Szkarłatne plamy zalały moje policzki i szyję, a ja nie mogłam się ich pozbyć. -Zatańczysz ze mną?- zapytał, a ja odchyliłam głowę lekko w bok i posyłając mu delikatny uśmiech, pokiwałam głową.
Liam zamknął moją dłoń w swojej i ruszyliśmy gdzieś w kąt ogrodu. Muzyka stała się głośniejsza, a światła nie docierały w to miejsce tak mocno jak w poprzednie. Było tu dużo mniej ludzi, więc mieliśmy   trochę więcej prywatności. Szatyn przyciągnął mnie do siebie i wolna ręką objął mnie w talii. Nasze klatki piersiowe się stykały, a my patrzyliśmy sobie w oczy. Jego tęczówki były takie ciepłe, pełne troski i jakiegoś uczucia, którego nie umiałam zidentyfikować. Jego twarz nie byłą teraz pokryta zarostem, co sprawiało, ze wyglądał młodziej, jak siedemnastolatek. Zaśmiał się cicho i posłał mi rozbawione spojrzenie.
-Jesteś taka niska- parsknął i pokręcił głową.
-No nie gada?! Nie wiedziałam- rzuciłam sarkastycznie i przewróciłam oczami.
-To urocze- dodał, a ja pokręciłam głowa. Ten człowiek był taki zagadkowy. Nie potrafiłam określić co się we mnie działo. Podejrzewałam, że teraz moja temperatura znacznie przekraczała odpowiednie progi. W moim brzuchu szalało stado motyli, a ja nie potrafiłam oderwać wzroku od chłopaka z którym tańczyłam. W jego silnych, ale jednocześnie delikatnych ramionach czułam się bezpiecznie. Wiedziałam, że nie zrobi mi krzywdy.
         Nie wiem ile tak się kołysaliśmy. Może 5 minut, może 30, a może godzinę. Nie zwracałam na to uwagi. Liczyło się tylko tu i teraz. W pewnym momencie brązowooki zaczął przybliżać swoją twarz do mojej. Jeśli wcześniej moje serce biło jak po maratonie, to teraz miałam palpitacie. Mój oddech stał się płytki i urywany. Liam zamknął oczy i oparł swoje czoło o moje, nie puszczajac mnie nawet na sekundę. Uśmiechnęłam się pod nosem i wypuściłam powietrze, które nieświadomie zatrzymywałam w płucach. Przymkęłam powieki i rozkoszowałam się chwilą. Było cudownie. Nagle jednak chłopak otworzył oczy i odsunął mnie od siebie na szerokość ramion i okręcił mnie do okoła. Kiedy skończył przyciągnął z powrotem w swoją stronę, a ja potknęłam się przez przypadek i wpadłam w jego ciepłe ramiona. Oboje parsknęliśmy śmiechem, a ja oparłam czoło o jego obojczyk.
-Liam, mogę ci ją porwać?- usłyszałam zza pleców głos Nialla i odsunęłam powoli głowę od szatyna. Patrzył na nas nie wiem ile, ale w jego oczach zobaczyłam szczere rozbawienie, a na ustach, łobuzerski uśmieszek.
-Nie, nie możesz- rzucił Li, ale w jego głosie pobrzmiewał śmiech.
-No weź!- jęknął blondyn, zakładając ręce na piersiach i tupiąc nogą o świeżo skoszony trawnik, niczym pięciolatek.
-Jak dziecko- skomentował szatyn i poluźnił uścisk.- Wróć do mnie potem- wyszeptał mi do ucha i delikatnie przygryzł jego płatek. Zatkało mnie, a ucho jakby mnie paliło. Zalałam się szkarłatem i pokiwałam głową, patrząc na swoje szpilki. Potem usłyszałam już tylko jego chichot i odgłos oddalających się kroków.
-Co jest między wami?- zapytał nagle Horan, wyrywając mnie z jakiegoś dziwnego transu. Spojrzałam na niego zamglonymi oczami i dopiero po chwili dotarło do mnie to co powiedział.
-Niall, nie chcę o tym gadać- powiedziałam i przetarłam twarz dłońmi. Dopiero wtedy poczułam, że stopy mi odpadają, a ja sama nie mam siły zrobić nawet kroku. Ile ja z nim tańczyłam?
-Dobra, ale i tak to z ciebie wcześniej czy później wyciągnę- rzucił szelmowsko, a ja pokręciłam zirytowana głową. Męczyła mnie już ta krótka wymiana zdań.
Niebieskooki splótł nasze palce i ruszył w głąb ogrodu. Wszędzie było pełno ludzi i hałasu. Jakim cudem w tamtym miejscu było zupełnie cicho? Chłopak w pewnym momencie odwrócił się do mnie i przyciągnął do siebie, splatając dłonie na moich plecach. Zarzuciłam mu ręce na kark i zaczęłam się kiwać na wszystkie strony. Pamiętam jak kiedyś, jeszcze w podstawówce, Horan zaprosił mnie do tańca. Byłam wtedy bardzo nieśmiała i uciekałam przed nim. On jednak nie odpuszczał i latał za mną po korytarzu. Był tak irytujący, że w końcu się zgodziłam.
-Jak się czujesz? Nie wyglądasz najlepiej- powiedział i spojrzał na mnie lekko zmartwiony. Może faktycznie byłam już lekko zmęczona, ale nie chciałam jeszcze iść spać.
-Dzięki za komplement, panie Horan- prychnęłam cichym śmiechem, a chłopak westchnął i przewrócił oczami. Ten gest jeszcze bardziej mnie rozbawił i oparałm głowę na jego ramieniu, nie mogąc pohamować chichotu. No co, jestem tylko człowiekiem!
-Naprawdę jestem taki zabawny?- prychnął, lekko głaszcząc mnie po plecach.
-Tak, jesteś zabawny-powiedziałam i oderwałam się od niego, by spojrzeć w te niebieskie tęczówki. Znałam tylko jedną osobę, która miała taki kolor. To czyniło go wyjątkowym. Tak jak Liam'a. STOP! Nie pomyślałam tego!-Jak długo jesteście już razem ze Skyler?- zapytałam, bo byłam po prostu ciekawa. Po za tym widziałam jak dobry mają ze sobą kontakt i nie sądziłam, żeby to była świeża sprawa.
-Jakieś 4 miesiące- wymruczał i spuścił wzrok na swoje buty. Poczułam lekki ukucie w sercu kiedy to powiedział. Tak długo ja przede mną ukrywał? Ale... czemu? Zawsze wszystko sobie mówiliśmy.
-I ty nic mi nie powiedziałeś? Chyba się obrażę- zachichotałam, zmuszając się do tego. Jednak mój przyjaciel chyba to wyczuł, bo spojrzał na mnie lekko zmieszany.
-Nat, ja nie sądziłem, że to będzie coś trwałego. Przepraszam, powinienem ci powiedzieć- rzucił bezbarwnym głosem, a ja pokręciłam głową z niedowierzaniem. Wciągnęłam lekko powietrze i wypuściłam je ze świstem.
-Nie, Niall, jeśli nie czułeś takie potrzeby to rozumiem. Nie jestem twoja mamą, żebyś musiał mi o wszystkim mówić- dodałam i opuściłam ręce w zdłóż ciała. Czułam, że pomiędzy mną, a blondynem coś się psuje. Ciągłe kłótnie, tajemnice. Kiedyś mówiliśmy sobie o tym czy mamy sraczkę, czy pierwszy raz się całowaliśmy. A teraz? Od kąt poszedł do X Factora coś się zmieniło. Nieodwracalnie, niestety. Nie jesteśmy już tymi samymi dzieciakami, które potrafiły siedzieć na drzewie cały dzień, grać w karty i obrzerać się paluszkami z nutellą. Jesteśmy dorośli, a chwile dzieciństwa bezpowrotnie minęły, a co z tym idzie nasza dobra niesamowita relacja chyba także.
-To nie tak- rzucił, a ja czułam, że coś jest nie tak.
-Niall, naprawdę, nie przejmuj się- mruknęłam i chodź wewnątrz rozpadałam się na kawałki, postanowiłam grać twardą. Znowu. Położyłam dłoń na jego policzku i pogłaskałam go delikatnie.
-Nie ty nic nie rozumiesz!- krzyknął, a jego oczy stały się granatowe. Był zły i wyprowadzony z równowagi, a ja kompletnie nie wiedziałam dlaczego. Spojrzałam na niego zdezorientowana i zmarszczyłam brwi. - Muszę ci coś powiedzieć- dodał już odrobinę spokojniej i zaciągnął mnie do domu. Następnie przepuścił mnie w drzwiach do swojego pokoju i zatrzasnął je za nami. Byłam całkowicie zdezorientowana, a on nie pomagał mi chodząc w tę i z powrotem po pokoju i szarpiąc się za włosy.
-Niall, co się dzieję?- zapytałam lekko przestraszona, kiedy załapał w dłoń wazon i rozbił go na tysiące kawałeczków. Nagle zamarł i spojrzał na mnie przerażony. Podeszłam do niego na drżących nagach i łapiąc za ręce zaprowadziłam na łóżko. Lekko na nie nie pchnęłam, sprawiając, że usiadł na jego brzegu, a ja kleknęłam miedzy jego nogami i złapałam jego gładką twarz miedzy palce. Wolałam nie myśleć co by sobie ktoś pomyślała jakby tu wszedł, ale dla nas to nie było nic dziwnego. Przynajmniej kiedyś. Byliśmy jak rodzeństwo.
-Przepraszam, tak strasznie cię przepraszam- wychlipiał nagle i przyciągnął mnie do siebie, zamykając w żelaznym uścisku. Byłam jak sparaliżowana, słuchając jak co chwila jakiś niekontrolowany szloch wydobywał się z jego gardła.
-Już, spokojnie, wszystko będzie dobrze- powiedziałam cicho i pogłaskałam go uspokajająco po kręgosłupie.
Minęła chwila zanim całkiem się uspokoił i wciągnął mnie na swoje kolana. Serce mnie bolało, kiedy patrzyłam na niego, gdy był w takim stanie. Przyciągnęłam jego głowę do swojej piersi i zaczęłam powoli głąskać go po głowie. W przeszłości Horan nie raz miał wahania nastrojów, gorsze niż ja podczas trudnych, kobiecych dni, więc nauczyłam się sobie z nimi radzić.
-Nie wiem czy widzisz, ale ja tak i strasznie mnie to boli. Od kąt wyjechałem nasze relacja uległa jakieś przemianie. Niby wszystko jest jak dawniej, ale tak naprawdę nic nie jest takie same. Ciągłe jakieś tajemnice, sekrety, ja tak nie chcę. Nie chcę się z tobą kłócić, nie chcę cię okłamywać, dlatego powiem prawdę- wydukał po 10 minutach, a ja wzięłam głęboki oddech, szykując się na dawkę szoku, jaki na pewno za chwilę mi podaruję.- Gdy opuściłem Irlandię, podpisałem kontrakt z Modestem, który kazał mi ograniczyć kontakty z tobą do minimum. Zrobiłem tak, ale i tak dzwoniłem przynajmniej raz w tygodniu, bo tylko ty najlepiej mnie rozumiałaś. Nadal byłaś dla mnie jak siostra. Jednak nie oszukujmy się nasze rozmowy stały się bardziej rzeczowe, jak jakiś prawników.Oddaliliśmy się od siebie, bo mimo wszystko 10 minut, 4 razy w miesiącu, to nie jest długo. Miałem tego dość, wiec poszedłem do szefa i zerwałem umowę 6 miesięcy temu.  Zgodził się na to, ale pod warunkiem, że zacznę się spotykać ze Skyler, która była wtedy dobrze zapowiadającą się, początkującą modelką. Wyjaśnił mi, że zrobił to, żeby nie zaczęły się jakieś spekulacje, że jesteśmy razem. Teoretycznie chciał dla mnie dobrze, ale zabronił mi mówić ci o Sky, więc zgodziłem się. Nie wiem czemu. Jednak zdawałem sobie sprawę, że to nie fair wobec ciebie, jednak nic nie mogłem zrobić. Byłem zły i zacząłem brać narkotyki- powiedział, a mnie zatkało. Znieruchomiałam i dopiero po kilku minutach kiwnęłam głowa, żeby kontynułował. Musiałam to wszystko sobie poukładać. - Chłopcy widząc co sie ze mną dzieje, zażądali urlopu. Tak naprawdę nie kocertujemu od maja. Przez ten czas byłem na odwyku, ale teraz jest już dobrze- westchnął i spojrzał na mnie, a ja, cóż... zamurowało mnie. Gapiłam się tępo w białą ścianę i nie za bardzo wiedziałam co powiedzieć. -Tylko błagam, nie mów nic Skyler. Ja naprawdę się w niej zakochałem- dodał, patrząc na mnie z nadzieją. Wypuściłam ciężko powietrze i przetarłam twarz ręką. Za dużo informacji jak na jeden wieczór.
Opuściłam kolana chłopaka i udałam się do okna, otwierając je i wychylając za nie nieznacznie. Świeże powietrze otuliło moją twarz, a ja zamknęłam oczy i rozmasowałam palcami skronie. Nie wiedziałam myśleć. Szczerze to ta historia była jakaś zaplątana, nie trzymała się kupy, ale postanowiłam tego nie komentować. Musiałam coś zrobić.
- Nie obrazisz się, jeśli wyjdę na podjazd zapalić?- zapytałam, nie odwracając się w jego stronę, bo dobrze wiedziałam że stoi z mojej prawej strony i obserwuje mnie niczym pies myśliwski.
-Ty palisz?- zadał pytanie, a ja jedynie pokiwałam lekko głową. Nie otrzymując odpowiedzi udałam się na parter i wyciągnęłam z płaszcza paczkę papierosów. Wyszłam na zewnątrz, nie przejmując się zimnym, wieczornym wiatrem i odpaliłam patyczek nikotynowy. Dym otulił moje płuca, a ja od razu się rozluźniłam. Nie byłam nałogowym palaczem. O nie! Ja po prostu paliłam gdy miałam jakiś problem, gdy coś mnie przytłaczało. To była taka moja mała odskocznie. Zaczęłam to robić po zerwaniu ze swoim byłym. Nie wiedziałam czemu. To był odruch i tyle.
Zanim się zorientowałam przy moim boku pojawił się blodnyn i popatrzył w przestrzeń przed nami. Na przeciw podjazdu chłopaków znajdował się duży park, w którym rzadko kiedy można było spotkać żywą duszę.
-Może być jak dawniej?- wyszeptał nagle, a ja spojrzałam na jego twarz, która znów była mokra od łez. Wyrzuciłam niedopałek i zdeptałam go butem, a potem zarzuciłam przyjacielowi ramiona na szyję i wtuliłam się w niego.
-O niczym innym nie marzę- wyszeptałam mu do ucha i schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi. Pachniał... dzieciństwem i beztroskimi latami.
-A o Liamie?- zaśmiał się nagle, a ja oderwałam się od niego gwałtownie i zdzieliłam go w tors. On ma nastroje gorsze niż baba w ciąży, do cholery!
-O tu jesteś! Szukamy cię z Hazzą- powiedział Louis, wychodząc z domu na świeże powietrze. Spojrzałam na niego pytająco, a on jedynie pokręcił głową. Co się znów dzieje do cholery? Co im wpadło do tych pustych łbów? Aż się boję.-Muszę ci coś pokazać- powiedział zachowując nieodgadniony wyraz twarz, a ja jedynie popatrzyłam na blondyna i wzruszyłam ramionami.
Ruszyłam za szatynem i po chwili znaleźliśmy się po drugiej stronie domu. Ludzi już trochę ubyło, ale tylko troszeczkę i nadal wszędzie był harmider. Lou złapał mnie w talii i popchnął delikatnie w kierunku basenu, gdzie stał Harry z chytrym uśmieszkiem na twarz. Przechyliłam lekko głowę i zlustrowałam dokładnie tą dwójkę. W pewnej chwili Styles podszedł do mnie na niebezpiecznie bliską odległość, a ja skrzywiłam się na zapach alkoholu jaki od niego bił.
-Mam nadzieje, że nie masz przy sobie nic wartościowego- powiedział, a ja pokręciłam przecząco głową. Krzyknęłam głośno, kiedy zgiął się i podniósł mnie w ślubnym stylu. Zaczął zbliżać się do tafli wody, a ja dopiero teraz dodałam dwa do dwóch.
-Tylko spróbuj, a przez tydzień się do ciebie nie odezwę- wrzasnęłam i próbowałam się wyrwać, ale już było za późno. Chłopak puścił mnie, a ja wpadłam z głuchym chlustem do lodowatej wody. Na szczęście basen nie był głęboki, bo inaczej miałabym problem. Szybko się ogarnęłam i wypłynęłam na powierzchnię i wyplułam wodę, która wlała mi się do gardła. Zaczęłam kaszleć i nie mogłam złapać powietrza. Złapałam się za gardło i błagałam Boga, żeby to nie było to o czym myślałam. Nie tutaj, nie przy tych ludziach. cały czas się dusząc znalazłam barierkę i próbowałam się po niej wspiąć, ale pomogły mi tym czyjeś silne ręce. Nie patrzyłam kto to, bo od razu zgięłam się wpół i położyłam dłonie na kolanach. Nie mogłam złapać oddechu i czułam jak czarne mroczki pojawiają mi się przed oczami.
-Boże Nat, nic ci nie jest?- usłyszałam głos Liama, ale nawet nie podniosłam na niego wzroku. Czułam jak płuca pieką mnie niemiłosiernie, a kolana robią się jak z waty.
-Kurwa mać, Styles coś ty zrobił?!- uchwyciłam krzyk Horana i próbowałam zaciągnąć się powietrzem, ale moja krtań i tchawica były ściśnięte na supeł. W kącikach oczu zgromadziły się łzy, które po chwili zamoczyły mi policzki. Jeśli za chwilę nie wezmę leków, uduszę się, pomyślałam i jak na zawołanie usłyszałam głos Payn'a.
-Spokojnie, Niall poleciał po leki. Wytrzymaj jeszcze trochę!- był spanikowany, a ja zachwiałam się nie bezpiecznie. Poczułam mocny uścisk w talii i ktoś podniósł mnie do pionu.
-Masz!- krzyknął blondyn, wpychając mi w dłoń inhalator. Odblokowałam do i zaciągnęłam się dawką lekarstwa. Od razu lepiej, pomyślałam gdy tlen dotarł do moich płuc. Łapałam gwałtownie powietrze, mając wrażenie, że każdy oddech był moim ostatnim. Tak, mam astmę. Czasami miałam ataki, ale zdarzały się one stosunkowo rzadko.
Liam objął mnie opiekuńczo w talii i zaprowadził do salonu. Posadził mnie delikatnie na kanapie, gdzie nie było żywej duszy, i okrył mnie miękkim, pluszowym kocem. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem cała  mokra i kosmyki opadają mi na twarz, więc zagarnęłam je delikatnie za ucho. Szatyn usiadł obok mnie i wtulił mnie w swoją klatkę piersiową. Z kuchni wyleciał Horan, niosąc kubek ciepłej, gorzkiej herbaty z cytryną. Pamiętał, że to moja ulubiona. Uśmiechnęłam się delikatnie i odebrałam od niego naczynie. Miałam zmarznięte dłonie, więc ciepło napoju skutecznie załatwiło sprawę. Payne głaskał mnie delikatnie po plecach. Zwinęłam się w kulkę, podwijając nogi pod siebie, czując jak nieprzyjemne dreszcze wstrząsają moim ciałem. Było mi zimno, ale nie chciałam żeby chłopak mnie puścił.
-Lepiej się czujesz?- zapytał cicho Niall, kucając na przeciwko mnie i kładąc mi dłonie na kolanach. Pokiwałam lekko głową i upiłam łyk napoju, mając nadzieję, że chociaż trochę mnie on ogrzeje.
-Przepraszam, że rozwaliłam wam imprezę- wymruczałam spuszczając wzrok na naczynie i widząc uprzednio jak goście wychodzą przez frontowe drwi.
-Przestań!- warknął Liam i zacieśnił uścisk na moim ramieniu.- Cholera, ty się cała trzęsiesz!- prawie krzyknął, a blondyn odebrał ode mnie napój, który sam przygotował. Szatyn jednym ruchem wziął mnie na ręce, a ja poczułam ja robi mi się odrobinę cieplej. Byłam kompletnie rozwalona. Moje mięśnie nie funkcjonowały, a kości były zastałe. Wtuliłam się w klatkę chłopaka, który szybko pokonał schody. Czułam jak moje powieki staja się cięższe i zanim się zorientowałam odpłynęłam.

*Liam
Cholera jasna! Kiedy zobaczyłem jak Harry wrzuca Natalie do basenu trochę mnie to rozbawiło, ale jak wypłynęła  i nie mogła złapać powietrza cała krew uciekła z mojej twarz. Wyciągnąłem ją z tej pieprzonej wody i zacząłem uspokajać, ale ona kompletnie nie kontaktowała. Była cała przemoczona i blada. Gdy zaczęła się dusić wpadł przerażony Niall i ochrzanił Styles'a. Potem pobiegł z powrotem do domu, ale widząc jego przerażenie, wiedziałem, że jest źle i to bardzo.
Nagle szatynka zatoczyła się do tyłu, a ja złapałem ją w talii i uniosłem jej tułów do pionu. Jej oczy były zaczerwienione, a po policzkach spływały łzy. Nadal nie mogła oddychać. Wszystko działo się strasznie szybko. Wiem tylko, że kiedy Natalie prawie upadła byłem przerażony, a mój żołądek zaciskał się boleśnie. Na szczęście Horan przyniósł w porę te pieprzone lekarstwa.
Teraz jednak to nic nie dało, bo niosąc Nat do pokoju, trzęsła się jak galareta. Czułem jak wtula się we mnie i mętny uśmiech wpłynął na moją twarz. Zaraz jednak zniknął, kiedy spojrzałem na bladą i nieprzytomną dziewczynę. Wpadłem szybko do jej pokoju i położyłem ją delikatnie do łóżka. Następnie drżącymi rękami nalałem goręcej wody do wanny w jej łazience i wróciłem do pokoju. Nie wiedząc za bardzo co robić przełknąłem głośno ślinę i rozebrałem dziewczynę do samej, czarnej, koronkowej bielizny. Uwierzcie mi, nie chcielibyście wiedzieć co wtedy chodziło mi po głowie, ale szybko się ogarnąłem i włożyłem dziewczynę do ciepłej wody. Usiadłem obok i poklepałem ją delikatnie po policzku. Była taka blada, miała zaczerwienione oczy i opuchnięte usta. Złość się we mnie zakumulowała, ale nie dałem jej wypłynąć. Musiałem być spokojny.
-Liam?- usłyszałem cichy głosik szatynki, kiedy obmywałem ją lekko wrzątkiem i poczułem jak kamień spada mi z serca.
-Cii, spokojnie, już wszystko jest dobrze- wyszeptałem i pogłaskałem ją delikatnie po policzku, siadając na progu wanny. Dziewczyna spojrzała po sobie już trochę bardziej przytomna i zarumieniła się słodko. Zachichotałem cicho na jej reakcję, bo była urocza. Natalie podciągnęła kolana pod brodę i owinęła smukłe nogi ramionami. -Jak się czujesz?- zapytałem siadając obok, na kafelkach i opierając się plecami o niski murek.
-Niezręcznie- wymruczała, a ja parsknąłem śmiechem i przetarłem twarz dłońmi. Było po wszystkim i wróciła moja dawne, cholernie nieśmiała Nat.