czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział 2

Dziękuję bardzo osobą, które przeczytały moje ostatnie wypociny i chciałabym was prosić, żebyście poświecili dla mnie kilka sekund by skomentować to coś. Możecie mnie tam obrażać i krytykować moje rozdziały, nie obrażę się. Przynajmniej będę wiedziała, ze ktoś to czyta.
Do następnego!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

                Chłopak objął mnie w pasie i obrócił dookoła własnej osi. Zaśmiałam się głośno i ponownie wtuliłam twarz w jego szyję. Nawet nie zauważyłam kiedy pielęgniarka zostawiła nas samych. Blondyn opuścił mnie na ziemie, ale nie wypuszczał z objęć. Byłam w tamtym momencie cholernie szczęśliwa.
-Co ty tu robisz?- zapytałam, odchylając się i skanując dokładnie jego minę. Nie widzieliśmy się przez pół roku. Oczywiście gadaliśmy na skypie raz w tygodniu, ale to nie to samo. Teraz dopiero zobaczyłam, że jego rysy  stwardniały i z chłopca zmienił się w mężczyzną.
-Simon dał nam dwa miesiące wolnego, więc postanowiliśmy zrobić sobie wakacje w Irlandii- wyszczerzył się i cofną się, by móc dokładnie zeskanować moją sylwetkę. Westchnął cicho i pokręcił głową, a kąciki jego ust opadły lekko.
-Strasznie schudłaś, Nat. Czy ty w ogóle coś jesz?- zapytał bacznie wpatrując się w moje oczy. Zawsze był w stosunku do mnie bardzo opiekuńczy. Tylko on znał mnie od deski do deski. Wiedział o mnie wszystko. Nie mieliśmy przed sobą tajemnic.
-Oczywiście, może nie tyle ile ty, ale jem- zaśmiałam się, a on mi zawtórował. Tak bardzo mi brakowało tego dźwięku. Przypominał mi beztroskie dzieciństwo.
-Tęskniłem za tobą- westchnął i uśmiechnął się delikatnie, a w jego oczach ujrzałam ciepło, którym obdarowywał moją osobę.
-Ja też, głupku- zachichotałam i ponownie wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Miałam jedynie 160 cm wzrostu, więc nie było dla niego problemem by oprzeć brodę na mojej głowie i głaskać mnie po włosach.
-Chciałbym ci przedstawić kilka osób. Tylko nie wiem kiedy masz wolne- powiedział i usiedliśmy na kanapie, a on objął mnie ramieniem wtulając ponownie w swój dobrze wyćwiczony tors.
-Właściwie to do 1 września nie wolno pokazywać mi się w szpitalu. Dyrektor wysłał mnie na przymusowy urlop- mruknęłam i przewróciłam zdegustowana oczami.
-To wspaniale, spędzimy ze sobą dużo czasu- ucieszył się i potarł moją rękę.  – Wiesz, może uczcimy to i pójdziemy wieczorem na imprezę?- zadał pytanie, wpatrując się we mnie jak w obrazek.
-W sumie, to czemu nie- odparłam i wzruszyłam ramionami.  Nie pamiętam kiedy ostatni raz gdzieś wychodziłam.
-Dobra, to zbieraj się i jedziemy do ciebie- zakomenderował i puścił mnie, a ja pośpiesznie zdjęłam kitel i stetoskop, by schować je do torebki. Ubrałam płaszcz i wyszliśmy z pomieszczenia. Chłopak otulił mnie ramieniem i razem, jak za dawnych czasów, opuściliśmy teren szpitala.
-Przyjechałeś samochodem?- zapytałam otwierając swój wóz.
-Nie, taksówką. Więc nie masz wyjścia i musisz mnie podwieś- zaśmiał się i usiadł na miejscu kierowcy. Bez gadania dałam mu kluczyki i zapięłam pas na miejscu pasażera. Był jedyną osobą, której pozwalałam prowadzić moje maleństwo.
                Niebieskooki odpalił maszynę i ruszyliśmy do mojego domu. O godzinie 18 nie było już korków, więc dojazd zajął nam jakieś 20 minut, które spędziliśmy na rozmowie o starych, dobrych czasach. Cholernie się za nim stęskniłam, a teraz perspektywa 2 miesięcznego urlopu nie była wcale taka straszna.
-Nat, muszę coś o coś spytać. Tylko błagam odpowiedź szczerze i nie bój się mojej reakcji- rzucił, kiedy zaparkował na podjeździe, przed moim domem. Zdziwiłam się lekko poważnym tonem jaki przyjął, wiec nic nie mówiąc skinęłam głową, na znak, że się zgadzam.- Czy ty… znaczy czy…. Cholera- mruczał i widać, ze bardzo krepuję go to o co musi zapytać. Złapałam go wiec za palce i ścisnęłam je lekko, chcąc dodać mu otuchy. – Czy czujesz do mnie coś więcej niż przyjaźń?- wyszeptał, a ja myślałam, że się przesłyszałam. Błąd. Ja miałam NADZIEJĘ, że się przesłyszałam. Gwałtownie zabrała swoją rękę i przetarłam twarz dłońmi. Co ja mam mu powiedzieć? Nie wiem co chciałby usłyszeć, nie wiem czego się spodziewać, a jeśli moje uczucie mu nie wystarcza?
-Niall, kocham cić- wyszeptałam i wstrzymałam oddech. – Ale jak brata- dodałam po chwili ciszy i spojrzała na niego ze strachem w oczach. Nie chciałam i nie mogłam go zranić.  Zobaczyłam jak jego mięśnie się rozluźniają, a twarz wykrzywia się w szerokim uśmiechu.
-To dobrze, bo nie chciałbym cię zranić- powiedział, złapał moją dłoń i pogłaskał jej wierzch kciukiem.
-Poznałeś kogoś- zaśmiałam się, składając do kupy wszystkie części układanki.
-Tak, poznasz ją dzisiaj, ok?
-Już nie mogę się doczekać – zaćwierkałam i z wielkim bananem na ustach wysiadłam z samochodu, by otworzyć posiadłość. –Napijesz się czegoś?- zapytałam słysząc jak mój gość zamyka drzwi wejściowe i wchodzi za mną do przestronnej, jasnej kuchni. Na ścianach znajdowały się szafki i blaty, a po środku pomieszczenia, na drewnianych panelach, stał duży, dębowy stół, dopasowany kolorystycznie do jaśniejszych mebli.
-Jak masz jakiś sok, to możesz dać- rzucił i ściągnął kurkę, rzucając ją gdzieś w kąt. Wyjęłam dwie szklanki i nalałam nam soku pomarańczowego. Postawiłam naczynia na stole i sama zdjęłam okrycie, by szybko przewiesić je na krześle, na którym po sekundzie usiadłam.
-To co, ja teraz lecę do siebie, a o 20 przyjadę do ciebie i pojedziemy do klubu, ok.?- zapytał i wypił zawartość szkła.
-Pewnie- wzruszyłam ramionami, bo było mi wszystko jedno. Ważne, że będę mogła spędzić z nim trochę czasu.
-Dobra, to ja lecę, a ty się szykuj- dodał i zerwał się ze swojego miejsca. Włożył skórzaną kurtkę, w której swoją drogą wyglądał zabójczo, i pocałował mnie w policzek, zanim opuścił dom. Westchnęłam i zamknęłam za nim drzwi. Przez chwile stałam w miejscu, uświadamiając sobie, ze mój przyjaciel wrócił i zostanie ze mną przez bite 2 miesiące. Zdjęłam buty i udałam się do swojego pokoju, którego ściany miały kolor kawy z mlekiem. Jasne umeblowanie i łóżko stojące na środku, pod ścianą,  doskonale ze sobą współgrały, sprawiając, ze czułam się wyśmienicie w swoim królestwie.    Otworzyłam szafę i wyjęłam z niej czarną, koronkowa bieliznę wraz z czarną, marszczona sukienką z jednym ramiączkiem. Wzięłam ciuchy i udałam się do łazienki gdzie zrobiłam sobie długą, ciepłą kąpiel i umyłam włosy. Następnie wyszłam z wanny i owinęłam się białym, puchatym ręcznikiem. Wysuszyłam włosy i zostawiłam naturalnie je proste. Ubrałam się i zrobiłam delikatny makijaż, a usta musnęłam czerwoną szminką. Spryskałam się ulubionymi perfumami i wyszłam z pomieszczenia w poszukiwaniu szpilek. W końcu stanęło na czarnych butach z czerwoną podeszwą. Cały zestaw komponował się świetnie i doskonale do mnie pasował, a sukienka podkreślała moje krągłości. Za nim się obejrzałam była już 20, a ja czekałam w dość dużym, białym salonie ze swoim beżowym płaszczem na kolanach i mała kopertówką obok, na białej, skórzanej kanapie..
                Jakieś 10 minut później usłyszałam dzwonek do drzwi i zerwałam się na równe nogi. Podeszłam do nich i otworzyłam je niepewnie. Przede mną stał Horan i trzymał za rękę szatynkę, która była tego samego wzrostu co on. Jej twarz była jedwabiście gładka, a duże, niebieskie oczy wpatrywały się we mnie z zaciekawieniem.
-Hej, wchodźcie- posłałam im szeroki uśmiech i otworzyłam szerzej drewniana powłokę, wpuszczając gości do środka.
-Sky, to jest Natalie, Nat to moja dziewczyna Skyler- przedstawił nas sobie blondyn, a dziewczyna bez jakichkolwiek oporów, przytuliła mnie. Byłam mile zaskoczona jej zachowanie i odwzajemniłam uścisk.
-Miło mi cię w końcu poznać, dużo o tobie słyszałam- rzuciła, posyłając mi słodki uśmiech, który powtórzyłam.
-Mi też bardzo miło cię poznać. Masz przecudną sukienkę- odparłam patrząc na jej czarną kreację, przedłużana z tyłu i z wycięciami w talii. Wyglądała w niej jak księżniczka, a blondyn przy niej jak książę.
-Och dzięki, ty też wyglądasz niesamowicie – machnęła ręką i zeskanowała moje niskie ciało.
-Obie wyglądacie fantastycznie, a teraz już chodźmy- odezwał się znudzonym głosem niebieskooki i złapał za klamkę od drzwi. Faceci.
-Co ty taki niecierpliwy?- zapytała chłopaka Sky i posłała mu znaczące spojrzenie. – Mogę ci coś doradzić, skarbie?- zapytała patrząc na moja nagą szyję.
-Pewnie- stwierdziłam, że nawet przyda mi się mała rada.
-Chodź wybierzemy ci jakaś biżuterię. Złapała mnie za dłoń i pociągnęła na piętro. Z dołu usłyszałyśmy tylko jęk marudy i zaśmiałyśmy się obie. – Który to twój pokój?- zapytała, stając na szycie schodów.
-Ten- powiedziałam otwierając jej drzwi mojego królestwa. Nigdy nie byłam zbyt otwarta wobec ludzi, ale nie chciałam sprawiać przyjacielowi przykrości, wiec postanowiłam od razu dać szatynce szansę, bo wydawała się bardzo sympatyczna i czułam, że możemy się nawet zaprzyjaźnić. – Proszę- podałam jej szkatułkę z biżuterią, a ona usiadła na łóżku i zaczęła przeglądać jej zawartość.
-Ten będzie idealny - powiedziała i podała mi naszyjnik w kształcie znaku nieskączoności. Uśmiechnęłam się szeroko kiedy go zobaczyłam i momentalnie założyłam. Dostałam go od Nialla kiedy wyjeżdżał do Londynu.
-Dziękuję ci bardzo- posłałam jej szeroki uśmiech i zapięłam biżuterię na szyi.
-Ale  nie ma za co, a teraz chodź, bo nam chłopak wykituje- rzuciła i opuściła pomieszczenie. Czym prędzej poszłam w jej ślady i zeszłam na dół. Ubrałam płaszczyk, złapałam mała torebeczkę i wspólnie opuściłyśmy dom. Horan czekał na nas w swoim samochodzie. Razem ze Skyler postanowiłyśmy usiąść z tyłu i trochę poplotkować. Naprawdę przekonałam się do tej dziewczyny, a to nie zdarzało się często.
-Ej, czuję się samotny- zapiszczał blondyn, wyjeżdżając na drogę główną, prowadzącą do centrum.
-Twój pech- rzuciłam i wróciłam do cichej rozmowy z niebieskooką. Bardzo szybko znalazłyśmy wspólny język i świetnie nam się gadało.
                Po jakiś 15 minutach samochód zatrzymał się przed najpopularniejszym klubie w mieście, a my opuściliśmy wóz.
-Znasz chłopców?- zapytała Sky, splatając palce z palcami swojego partnera.
-Nie, Horan do tej pory się mnie wstydził i przez dziesięć lat bycia w zespole nie przedstawił mnie swoich znajomych- zażartowała, a szatynka zaśmiała się głośno.
-Niegrzeczny chłopiec- pogroziła mu palcem, a ten spojrzał na mnie udając oburzenia.
-Nie wstydzę się ciebie, po prostu nie było okazji – tłumaczył się, ale jedynie pokręciłam głową. Co za człowiek! Blondyn przepuścił nas w drzwiach i weszliśmy do budynku. W środku było bardzo głośno, ciemno i duszno. Pełno ludzi skakało na parkiecie lub raczej ocierało się o siebie. W pomieszczeniu pachniało dymem papierosowym, alkoholem i Bóg wie czym jeszcze.  Chłopaka złapał nas za ręce i zaczął przepychać się przez dziki tłum. Po drodze do prywatnej loży minęliśmy barek, za którym stał bardzo przystojny, wysoki szatyn. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały posłał mi łobuzerski uśmiech, który o dziwo odwzajemniłam. Postanowiłam wrzucić na luz i raz w życiu się zabawić. Nigdy nie byłam typem balangowiczki. Wolałam siedzieć w pokoju nad książkami i się uczyć.
                Po jakiś kilku minutach dotarliśmy do końca sali i naszym oczom ukazał się duży okrągły stół, otoczony kanapami i kotara. Zauważyłam, że siedzi przy nim trójka chłopaków i jedna brunetka. Już z daleka poznałam znajomych mojego przyjaciele i dopiero teraz poczułam pewne obawy. A jeśli mnie nie polubią, nie zaakceptują? Cholera mam 24 lat, a przejmuję się takimi pierdołami. W najgorszym wypadku szybko się stąd zmyję i wrócę taksówką do domu.
-Hej wszystkim!- krzyknął niebieskooki, witając się z grupą. –To jest moja przyjaciółka o której wam opowiadałem. Natalie to jest Louis, Harry, Liam i Cristal, dziewczyna Liama. Ludzie to jest Nat- przedstawił nas sobie, a ja pomachałam im na przywitanie. Posłali mi szerokie uśmiechy i również odwzajemnili gest. Niall wcisnął się koło kolegi, a ja usiadłam niepewnie obok Sky.
-Napijecie się czegoś?- zapytał wysoki szatyn z lekkim zarostem i czekoladowymi oczami. Był ubrany w czarne rurki i koszulę w kratę z rozpiętymi pierwszymi guzikami. Był cholernie przystojny.
- Wisky- powiedział Horan.
-Sex on the Beach- dodała szatynka, siedząca obok mnie.
-To samo- rzuciłam jakby od niechcenia. Chłopak kiwnął głową i przepraszając swoja dziewczynę opuścił loże.
-Nudzi mnie wasze towarzystwo, idę zatańczyć- fuknęła towarzyszka Liam’a i opuściła nasz stolik. Spojrzałam na Sky, a ta jedynie wywróciła oczami i wzruszyła ramionami. Czyli to nie nowość.
-Sky, a ty chcesz zatańczyć?- krzyknął Niall, próbując przekrzyczeć głośne basy.
-Pewnie kocie- zgodziła się dziewczyna, więc wstałam i wypuściłam zakochańców. Siedziałam przez chwilę z chłopakami w krepującej ciszy, którą zdecydował się przerwać Louis.
-Długo znasz naszego żarłoka?- zapytał sącząc szkocką.
-Jakieś 15 lat- powiedziałam i poprawiłam sukienkę, która podwinęła mi się trochę za bardzo. Mogłam ubrać coś dłuższego!
-Jak ty z nim wytrzymałaś?- zaśmiał się szatyn z burzą loków na głowie, a ja mu zawtórowałam.
-Jakoś dałam radę- wydusiłam i w tym momencie wrócił Li z napojami. – Dzięki- posłałam mu uśmiech wdzięczności i zatopiłam usta w napoju. Jęknęłam cicho z przyjemności jaką dał mi słodkawy smak alkoholu i wypiłam resztę za jednym zamachem, zyskując zdziwione spojrzenia części bandu. Wstała ze swojego miejsca widząc wracającego blondyna i Skyler.
-Teraz ty chodź- zażądała niebieskooka i złapała mnie za nadgarstek, ciągnąc na parkiet. Zaśmiałam się z jej podekscytowania. Z głośników zaczęła lecieć piosenka Nicky Minaj „Starship”, a my zaczęłyśmy skakać w miejscy i machać rękami, śmiejąc się przy tym jak głupie. Dawno się tak dobrze nie bawiłam, właściwie nigdy. Teraz odreagowywałam całe 7 lat.
-Nie chcę nic mówić, ale wszyscy na około się na ciebie gapią- zachichotała szatynka, a ja jej zawtórowałam.
-Niech się gapią- rzuciłam i zamachnęłam się włosami, co wywołało głośniejszy śmiech Skyler.
-Boże, już cię uwielbiam- krzyknęła i okręciła się wokół własnej osi.
-Ja ciebie też- rzuciłam, a wszystkie moje troski szlak trafił. I dobrze. – Chodź się czegoś napić- parsknęłam i zaciągnęłam dziewczynę w stronę barku. Czułam na siebie wzrok dziesiątek oczu i szczerze mi to schlebiało.
-Dwa razy whyski z lodem- zakomenderowała.- No co, trzeba się wyluzować- odparła, widząc moje zdziwione spojrzenie. W odpowiedzi kiwnęłam tylko głową i usiałam na wysokim, barowym krześle. Po chwili ten sam przystojny barman postawił przed nami dwie szklanki z bursztynowym płynem.
-Jak się nazywacie, piękne?- zapytał, opierając się biodrem wysoki blat.
-Ja Skyler, a to jest Natalie- powiedziała moja towarzyszka i upiła trochę napoju.
-Piękne imię- zwrócił się do mnie i posłała w moja stronę ten sam łobuzerski uśmieszek, co wcześniej. Poczułam jak rumieńce wstępują na moje policzki i w duszy dziękowałam, że w klubie jest ciemno.
 –Mam teraz przerwę, może zechcesz ze mną zatańczyć?- w sumie co mi szkodzi, pomyślałam, ale nie chciałam zostawiać dziewczyny samej, wiec posłałam jej pytające spojrzenie. „Leć” odczytałam z ruchu jej warg i kiwnęłam głowa na znak, że zgadzam się na propozycje chłopaka. Brunet obszedł ladę i pomógł mi wstać, łapiąc za rękę. Zachwiałam się lekko na wysokich obcasach, ale złapał mnie w talii i pomógł dojść na parkiet. Z głośników zaczęła lecieć jakaś wolniejsza piosenka, więc zarzuciłam mu dłonie na kark, a on objął mnie w biodrach i przyciągnął do siebie jak najbliżej.
-Jak się nazywasz, nieznajomy?- wychrypiałam mu seksownym głosem do ucha, sama nie wiedząc co we mnie wstąpiło. Nigdy nie robiłam czegoś takiego, a tu taka niespodzianka.
-Jestem Rayn- wyszeptał i przygryzł płatek mojego ucha.
Wzdrygnęłam się na ten gest, ale nie oddaliłam się nawet o centymetr. Czułam jak alkohol buzuje mi w żyłach i szumi w głowie. Chyba za dużo wypiłam jak na pierwszy raz w tym roku.
Tańczyliśmy jeszcze kilka minut i poczułam jak nogi powoli odmawiają mi posłuszeństwa, więc oderwałam się od zielonookiego.
-Wiesz, ja już nie mam chyba siły- odparłam i już chciałam odejść, ale złapał mnie mocno za nadgarstek i znów przyciągnął do siebie. Jęknęłam kiedy jego uścisk stał się mocniejszy. Mam nadzieję, że nie będzie siniaków.
-Znam miejsce, w którym odpoczniesz- odparł i zaczął ciągnąć mnie w stronę korytarza, w którym znajdowały się toalety. Zaniepokojona jego zachowaniem zaczęłam się wyrywać, co nie skoczyło się dla mnie dobrze. Przerzucił mnie sobie przez ramię i nie zwracał uwagi na moje krzyki, piski, czy to jak waliłam go po plecach. Czułam jak krew odpływa mi z twarzy, kiedy wrzucił mnie do męskiej toalety i przycisnął mocno do lodowatych kafelków na ścianie. Wrzasnełam, ale byliśmy w pomieszczeniu zupełnie sami. Poczułam jak brutalnie wpija się w moje usta i błądzi rekami po moim ciele. Zamarłam i próbowałam go odepchnąć, ale był dla mnie za silny. Łzy bezsilności zaszczypały mnie w oczy, a nieprzyjemny dreszcz przeszedł po moim kręgosłupie, gdy Rayn wsadził swoja dużą dłoń pod moja sukienkę i kierował nią w stronę mojej kobiecości. Nie wiedząc co robić ugryzłam go w język, który wepchnął mi do buzi, a on odskoczył ode mnie jak poparzony.
-Ty mała suko!- wydarł sie i wymierzył mi policzek. Pisnęłam cicho gdy moja głowa odbiła się mocno od ściany, a z pękniętej wargi wypłynęła krew. Łzy spłynęły mi po policzku, kiedy zdałam sobie sprawę, że boli mnie cała twarz, a obraz niebezpiecznie się zamazuję. Mój żołądek zacisnął się boleśnie, a ja z całej siły walczyłam by nie stracić przytomności. Jednak kiedy zobaczyłam czarne, duże plamy, które rozmazywały mi pole widzenia, wiedziałam, że to koniec. Osunęłam się na podłogę i odpłynęłam, czując się jak nic nie warta dziwka.
                Nie wiem ile byłam nieprzytomna, ale miałam wrażenie, że całą wieczność. Nie wiedziałam czy Rayn wziął sobie to co chciał, czy nie, ale czułam jak ktoś klepie mnie po policzku. Próbowałam otworzyć oczy, ale powieki były za ciężkie. Czułam ostry, pulsujący ból w tylnej części czaszki i na lewym policzku.
-Nat, do cholery, obudź się- usłyszałam zmartwiony głos Horana i zmusiłam się do otwarcia oczu. Ostre światło raziło niemiłosiernie, ale dałam sobie z nim radę. Grosza była piekąca warga, która pulsowała nieprzyjemnie.
-Co z nią?- zapytał głos podajże Liama, ale nie byłam pewna.
- Nie wiem- westchnął blondyn i pogłaskał mnie po policzku. W jego oczach zobaczyłam ból i strach. Nie chciałam tego. – Mała, słyszysz mnie?
-Tsa- mrugnęłam i podniosłam dłoń by chociaż trochę odgrodzić się od światła tych cholernych lamp.
-Dobra Horan. Zawiozę ją do szpitala, a ty zajmij się resztą- zakomunikował Payn, a ja zadrżałam. Nie chciałam tam jechać.
-Nie, nie do szpitala- wyszeptałam i chciałam wstać, ale ręce mojego przyjaciele skutecznie mnie powstrzymały.
-Leż, spokojnie. Możesz mieć wstrząs mózgu- mrugnął niebieskooki, a ja wyłapałam nutę wściekłości w jego głosie. Skrzywiłam się lekko i spojrzałam na nadgarstek, który pokryty był fioletowymi odciskami palców tego idioty.
-Niall, puść mnie w tej chwili. Nic mi nie jest- powiedziałam dość stanowczo, a on pokręcił głową i pomógł mi usiąść. Nadal byłam w sukience, wiec odetchnęłam z ulgą i zgarnęłam włosy, które opadały mi na twarz. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu, więc podparłam się na ramieniu kolegi i wstałam na równe nogi. O dziwo nie miałam problemu z zachowaniem równowagi, ale dla bezpieczeństwa zdjęłam szpili i podeszłam do umywalek. Kiedy ujrzałam swoje odbicie, miałam ochotę wrzasnąć. Zacisnęłam jedynie zęby i przemyłam twarz lodowata wodą, która dała chwilową ulgę w bólu. Makijaż na szczęście było wodoodporny, więc zmyłam jedynie resztki zaschniętej krwi z brody.
-Jak się czujesz?- zapytał Liam i spojrzał na mnie w odbiciu lustra. Stał tuż za mną i po jego minie wywnioskowałam, że był zmartwiony, rozczulając mnie tym, bo prawie się nie znaliśmy.
-Na pewno lepiej niż wyglądam- parsknęłam i zachichotałam cicho. Całkowicie zignorowałam ból głowy i twarzy, próbując grać twardą.
-Boże, jesteś niemożliwa dziewczyno- zaśmiał się szatyn i  założył dłonie na piersi, bacznie mnie obserwując. – Chodź, odwiozę cię do domu- powiedział i już chciał mnie objąć w tali, ale odsunęłam się i posłałam mu znaczące spojrzenie.
-Dam sobie radę, mogę chodzić-powstrzymałam go i wyminęłam kierując się do drzwi.
-Baby- westchnął Horan, a ja jedynie potrząsnęłam zirytowana głową i wyszłam z ubikacji, czując za sobą obecność chłopców. Zaczęłam przepychać się przez tłum ludzi i po minucie opuściłam klub. Zaraz po mnie wyszedł Liam i wskazał dłonią, bym szła za nim. Tak też zrobiłam. Po kilku metrach ukazał mi się wielkich rozmiarów, czarny land rover, a jego właściciel otworzył mi drzwi i pomógł wejść do środka.
                Kiedy nasze skóry się ze sobą spotkały dreszcz przeszedł po moim ramieniu i spowodował, że szybko zabrałam palce. Liam jednak, nie poczuł chyba tego co ja, bo zamknął drzwi i usiadł na miejscu pasażera, nie zaszczycając mnie ani jednym spojrzeniem.
-Na pewno, wszystko gra?- zapytał wsadzając kluczyki do stacyjki i odpalając piękną maszynę.
-Tak, wszystko jest w porządku- odparłam, wpatrując się w noc, rozciągającą się za oknem.- A tak w ogóle to dziękuję za… za wszystko- wyjąkałam i posłałam chłopakowi delikatny uśmiech, który odwzajemnił. Czy mówiłam już, że jest cholernie przystojny? Jeśli tak, to się powtórzę. A ten uśmiech…
-Nie ma sprawy- odparł i wjechał na ulicę. Droga minęła nam w przyjemnej, niezobowiązującej ciszy. Dopiero teraz zaczęło docierać do mnie co się stało. Nigdy więcej nie idę do żadnego kluby. Poszłam raz i jak to się skończyło? Nie za ciekawie.
-Poradzisz sobie sama, czy jednak wejść z Toba?- był cholernie uparty, ale to czyniło, że zyskiwał jeszcze większe uznanie z mojej strony.
-Tak, Liam. Poradzę sobie, a ty się już mną nie przejmuj i wracaj się bawić, bo z tego co wiem zepsułam wam imprezę- skrzywiłam się lekko, uświadamiając sobie znaczenie tych słów. Zorientowałam się, że stoimy przed moim domem, więc złapałam torebkę i nacisnęłam klamkę. Już miałam opuścić pojazd, kiedy poczułam jak chłopaka łapie mnie delikatnie za zdrowy nadgarstek. Jego dotyk był zupełnie inny niż Rayn’a, delikatny, ale stanowczy. Nie brutalny i sprawiający ból. Spojrzałam na niego i wróciłam na swoje miejsce.
-Nie pozwalam ci tak myśleć, nic nie popsułaś- warknął, a mnie przebiegł dreszcz. W jego oczach widziałam pewność z jakimi wypowiedział te słowa.
-Okay, ale i tak dziękuję- posłałam mu delikatny uśmiech i udałam się w stronę domu, zamykając za sobą delikatnie drzwi pasażera. Szatyn odjechał dopiero wtedy gdy zamknęłam za sobą dom na cztery spusty. Zapaliłam światło i zdjęłam płaszcz, którym nakrył mnie Horan gdy wychodziłam z klubu oraz szpilki, od których bolały mnie już nogi. Westchnęłam cicho i weszłam do kuchni. Nalałam sobie szklankę wody i wypiłam ją za jednym zamachem, czując jak moje gardło jest wyschnięte na wiór. Przetarłam zmęczona twarz i syknęłam cicho, zapominając o rozciętej wardze. Odepchnęłam się od blatu i udałam się do swojego pokoju, w którym wzięłam szybki prysznic i umyłam włosy. Na wargę nałożyłam jakąś maść i z trudem wsmarowałam ją w bolące miejsce.
                Włożyłam na siebie jakąś dużo za dużą koszulkę i świeżą bielizną. Rozczesałam wilgotne włosy i wysuszyłam je. Wróciłam do kuchni i nalałam sobie picia na noc, przy okazji popijając nią jakieś proszki naprzeciw bólowe. Przed położeniem się do łóżka zasłoniłam zasłony i zgasiłam światło. Sen jak na złość nie chciał przyjść. Gdy zamykałam oczy, widziałam zielone, potwornie zimne i agresywne spojrzenie barmana z klubu. Czułam na sobie jego dłonie, sunące po moim ciele. Kilka łez spłynęła mi po policzku i objęłam się ramionami, chcąc nie rozpaść się na kawałki. Gdyby nie chłopcy nie wiem co by się stało i nie wiem jak bym to przyjęła. Swoją drogą od chwili, w której zemdlałam nie widziałam Rayn’a, ale jakoś specjalnie nie interesowało co się z nim stało. Ważne, że byłam już bezpieczna. Z tą myślą Morfeusz zabrał mnie do swojej krainy.

               


2 komentarze:

  1. O rany ! No weny życzę :)
    http://diaries-memories-zayn-malik-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow
    Niesamowicie lekko piszesz!
    Jestem pod wrażeniem.
    Świetny rozdział, czekam na kolejny! <3

    OdpowiedzUsuń