piątek, 11 września 2015

Rozdział 4


Najpierw usłyszałam jakieś dziwne, jakby elektroniczne, systematyczne pikanie. Następnie poczułam jak ktoś ściska moja prawą dłoń. Wszystko mnie bolała. Byłam świadoma każdej kości i każdego mięśnia jaki tylko posiadałam. Trudno mi było oddychać, ale jednak dawałam radę. Bolała mnie głowa, a w ustach miałam całkowicie sucho. Nagle wszystko mi się przypomniało. Liam mnie pobił, sponiewierał. Jęknęłam przypominając sobie jego agresywne i pełne nienawiści spojrzenie.
-Nat, Natalie, proszę, otwórz oczy – usłyszałam, pełną smutku i zmęczenia, prośbę. Ten głos należeć tylko do jednej osoby i wiedziałam, że musze to dla niego zrobić. Ścisnęłam jego ciepła rękę i włożyłam cała siłę jaką posiadałam by podnieść powieki. 
-Obudziłaś się- spojrzała na chłopaka i moje serce boleśnie się zacisnęło. Był bardzo blady i ciemne cienie pod oczami mocno się odznaczały. Miał takie smutne, przekrwione i zmęczone od płaczu oczy. To wszystko przeze mnie.  Chciałam coś powiedzieć, przeprosić go, ale gdy tylko otworzyłam usta, nie wydobywał się z nich żaden dźwięk.- Poczekaj, napijesz się- powiedział i wlał mi kilka kropel wody do ust. Matko, co za ulga.
-Przepraszam- wychrypiałam i podniosłam dłoń, by odgarnąć niesforne kosmyki z jego czoła. Spojrzał na mnie zszokowany, ale zaraz się domyślił o co chodzi.
-Co ty pieprzysz? To nie twoja wina. Nie warz się nawet tak myśleć- wyszeptał słabym głosem i wtulił się w moja rękę. Byłam w tym momencie jednocześnie przygnębiona, ale i szczęśliwa, że jest przy
mnie. – Tak cholernie się bałem. Nie wybaczył bym sobie tego jeśli coś by ci się stało. Kiedy wtedy zamknęłaś oczy…- głos mu się załamał, a po jego policzkach spłynęły słone łzy. Poczułam jak moje serce rozpada się na kawałki. Nawet się nie zorientowałam, ale sama też płakałam. Robiłam to, bo on to robił. Nie mogłam na to patrzeć.- …myślałem, że cię straciłem na zawsze- dokończył i zalał się łzami. Musiałam coś zrobić.
-Nie płacz, żarłoczku- poprosiłam, ścierają mu kropelkę z lewego policzka. Poczułam jak lekko chichocze i uśmiecha się. Wiedziałam, że tak będzie. Zawsze go tak nazywałam, kiedy byliśmy dziećmi, ale kiedy poszliśmy do 5 klasy zabronił mi tak do siebie mówić, bo podobno robiłam mu siarę.
-Dobrze, już nie będę…- powiedział i otarł oczy.- …biedroneczko- dopowiedział, a ja wybuchłam śmiechem i gdyby nie ból w klatce piersiowej pewnie zwijałabym się na łóżku. On wymyślił właśnie takie drobnienie, ale potem trochę dorośliśmy, postanowiliśmy nie robić sobie wiochy, czy jak to się teraz mówi.
-Dzień dobry, widzę, że już się obudziłaś- usłyszałam dobrze znany mi, serdeczny, głos i spojrzałam w stronę drzwi od sali. Stała w nich moja dobra znajoma chirurg, Debora Johnson. Był to ruda kobieta w średnim wieku. Zawsze kochała swoja pracę, ale jeszcze bardziej kochała swojego męża i dwójkę dzieci.
-Dobry, Debora- przywitałam się i posłałam jej nikły uśmiech, który odwzajemniła.
- Jak się czujesz?- zapytała podchodząc do łóżka i notując coś na karcie pacjenta. Okulary w czerwonych oprawkach śmiesznie spadały jej na czubek nosa.
-Na pewno lepiej niż wyglądam.
-A tak na poważnie?- zapytała, patrząc na mnie wymownie. Ona wiedziała w jakim jestem stanie i wiedziała, że nie mogę czuć się dobrze. Zdawała sobie sprawę, że tylko grałam twardą, a w środku skomlałam z rozszywającego bólu.
-Bolą mnie żebra- powiedziałam i skrzywiła się lekko, próbując usiąść.
-Leż, nie ruszaj się- nakazała, więc zrobiłam to bez potrzeby powtarzania mi tego.- Są bardzo poobijane, ale nie złamane. Trzy dni to nie dużo i będą pewnie boleć z jakiś miesiąc, ale jutro przy wypisie dostaniesz receptę, na środku przeciwbólowe i powinnaś czuć się jak nowa.
-Byłam nieprzytomna przez trzy dni?- prawie krzyknęłam, kiedy dotarły do mnie jej słowa.
-Tak, miałaś dość poważny uraz głowy, ale wszystko już jest, ok. Na szczęście to nie wstrząs, więc wszystko będzie dobrze- próbowała mnie pocieszyć, ale to nie było łatwe zadanie. – Wpadnę do ciebie jeszcze za jakiś czas, a ty leż i odpoczywaj- rzuciła i wyszła, prawie wpadając na drzwi, nie wyjmując nosa z dokumentów.
                Między mną, a Horan’em zapadła cisza, której nikt z nas nie chciał przerywać, a może się bało? Nie wiem.
-Jedź do domu, prześpij się. Domyślam się, że byłeś tu przez cały czas.- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością, jednak martwiło mnie jego zmęczenie. To się mogło się źle skończyć.
-Byłem i będę do póki cię nie wypiszą- powiedział stanowczo i jakby dla potwierdzenia tych słów rozsiadł się na stołku, udając, że jest bardzo wygodny. Nie był. Siedziałam na nim nie raz przy pacjentach i tyłek mi po tym odpadał.
-Niall, proszę. Jeśli nie dasz mi wyboru każę cie stąd wyrzucić.
-Naprawdę byś to zrobiła?- zapytał patrząc na mnie z niedowierzaniem, wymalowanym na twarzy.
-Dla twojego dobra- skomentowałam tylko, wiedząc, że już wygrałam.
-Dobrze, za kilka minut pojadę do domu- westchnął i przetarł twarz dłońmi.
-Co z Liam’em?- zapytałam szeptem po jakiś 2 minutach. Zobaczyłam jak napina mięśnie i zaciska zęby. Był wściekł.
-Po tym co zrobił, ty się jeszcze o niego martwisz?!
- Tak, Niall. Martwię się. Po za tym to twój przyjaciel. Był pijany, nie panował nad sobą- próbowałam go bronić, chodź nadal w uszach rozbrzmiewały mi jego słowa, które rozrywały moje serce na kawałki.
-Może masz rację- przyznał i przejechał dłonią po twarzy. Zmęczenie aż się z niego wylewało. – Chłopcy mówią, że od momentu, w którym zabrała cię karetka, nie wychodzi z pokoju. Z nikim nie rozmawia. Jest tak jakby go w ogóle nie było. Nigdy się tak nie zachowywał. Nie wiem co w niego wstąpiło- mruknął i widziałam, że męczy go ta cała sprawa.
-Dobra żarłoczku, jedź do domu, zjedz coś, weź prysznic i idź spać. Jak jutro dostanę wypis, to do ciebie zadzwonię i zawieziesz mnie do domu.
-Nie ma mowy, dopóki do końca nie wyzdrowiejesz, wprowadzasz się do nas- powiedział, a ja już traciłam cierpliwość do tego człowieka. Byłam zmęczona, a jeszcze musiałam się z nim kłócić. – A i zaraz przyjedzie do ciebie Harry, albo Louis.
-Horan, denerwujesz mnie. Jestem zmęczona, więc nie ma sensu, żeby ktoś tu siedział. Mam najlepszą opiekę medyczną w Wielkie Brytanii. Nic mi nie będzie- powiedziałam i po jego minie już wiedziałam, że się poddaje.
-Niech ci będzie. Jakby cokolwiek się działo, to na szafce masz telefon i masz go użyć- rozkazał, patrząc na mnie jednoznacznie, a ja wywróciłam na niego oczami. Z jednej strony to urocze, że tak się mną opiekuję, ale z drugiej nie jestem już dzieckiem, wiem co robię. – Odpoczywaj- dodał i pocałował mnie w czoło. Potem posłał mi delikatny uśmiech i wyszedł z sali. 
                Westchnęłam i leżałam przez chwile patrząc w śnieżnobiały sufit. Zastanawiałam co się stało, że Li doprowadził się do takiego stanu. Dałabym sobie rękę uciąć, że gdyby nie alkohol, nie uderzył by mnie nawet małym palcem. Będę musiała z nim o tym porozmawiać i nie spocznę, dopóki się tego nie dowiem. Z ta myślą zamknęłam oczy i zasnęłam.
                Następnego dnia, z samego rana zabrali mnie na ostatnie badania. Wyniki były w normie, więc nie było przeszkód bym wróciła do domu. Odebrałam wypis wraz z receptą i podziękowałam Deborze za opiekę. Zadzwoniłam do Nialla i poprosiłam żeby po mnie przyjechał. Spakowałam swoje rzeczy, które blondyn tu przywiózł i ubrałam się w łazience. Stanęło na jakiś rurkach, białej, luźnej koszuli, szarym swetrze i adidasach. Na szczęście dostałam już leki przeciwbólowe, które zaczęły działać, więc nie miałam problemów z poruszaniem. Jednak na ciele miałam pełno nie ciekawie wyglądających siniaków i nie wiem jakim cudem moja pani doktor łyknęła bajeczkę o upadku ze schodów. Cóż, nie zamierzam wnikać. Złapałam torbę i wsadzając telefon do kieszeni, ruszyłam na parking.  Zanim jednak opuściłam mury szpitala, napadł na mnie zdenerwowany blondyn.
-Nie targaj tego. Mówiłem ci, żebyś poczekała. Nie możesz się przemęczać. Musisz być taka uparta i nieposłuszna?- gadał jak najęty, a mnie to zwyczajnie śmieszyło.
-Niall, to tylko poobijane żebra, nie jestem kaleką- zaśmiałam się i wsiadłam do jego czarnego auta z przyciemnianymi szybami.
-Baby- skomentował jedynie i włączył radio. Wyjechaliśmy na drogę główną, a z głośników zaczęła lecieć nowa piosenka One Direction. Blondyn wchodził podczas swoich kwestii i darł się jak potępieniec na cały samochód. Nie mogłam się uspokoić i śmiałam się tak mocno, że aż rozbolał mnie brzuch. Tylko on umiał doprowadzić mnie do takiego stanu, no i Brook, no i teraz też chłopcy ze Sky. Matko, jakim cudem w tak krótkim czasie powiększyło się moje grono przyjaciół?
-Na pewno nie zgodzisz, żeby zamieszkać z nami na jakiś czas?- zapytał z nadzieję, ściszając dźwięk, ale nie odrywając wzroku od drogi.
-Nie chcę wam robić problemu, po za tym, muszę przemyśleć kilka spraw- powiedziałam wymijająco i machnęłam ręką.
-Głupia, to dla nas żaden problem. Wręcz przeciwnie. Czulibyśmy się pewniej, wiedząc, że jesteś z nami i nic ci nie jest. Lou i Harry sami to zaproponowali. Bardzo cię polubili- powiedział, starając się mnie przekonać i chodź przyjemne ciepło otuliło moje serce, nie zmieniłam zdania.
-Cieszę się, ale zdania nie zmienię. Przecież będziemy się odwiedzać co drugi, trzeci dzień.
-Codziennie i będziemy dzwonić- zastrzegł, a ja pokręciłam głową. Był taki uparty.
-Dobrze- westchnęłam i utknęłam spojrzenie za szybą, na czystym, niebieskim niebie.
                Reszta drogi minęła nam w ciszy. Każdy pogrążony byłe we własnych myślach. Nie wiedziałam, co będę jeszcze dzisiaj robić, ale chyba zadzwonię do Brook i zapytam się, czy zostanie ze mną na noc. Muszę z nią pogadać jak kobieta z kobietą. Po za tym będziemy musiały iść na zakupy i kupić sukienkę na ślub.
-Uważaj na siebie i dzwoń, gdyby cokolwiek się działo, okay?- zapytał, splatając swoje palce z moimi.
-Nie wejdziesz na herbatę?
-Musze jeszcze coś załatwić.
-Ach, ok. Wy też się trzymajcie. Pozdrów Sky i chłopców- powiedziałam i ściskając jego rękę, musnęłam mu policzek z dwudniowym zarostem.
-Na razie, mała- pomachał mi i odjechał, a ja jeszcze chwile stałam na podjeździe i patrzyłam jak znika za zakrętem, wjeżdżając na drogę główna. Westchnęłam i ruszyłam do domu. Wszystko było na swoim miejscu, tak jak to zostawiłam. Zaniosłam torbę do pokoju i rozpakowałam rzeczy. Wróciłam na dół i zrobiłam sobie ukochanej kawy. Westchnęłam czując jak kofeina przepływa przez moje gardło. Byłam od niej uzależniona. Nie wiedząc co ze sobą zrobić udałam się do salonu i zaczęłam oglądać jakiś denny serial. Jednak kompletnie nie potrafiłam się na nim skupić. Cały czas myślałam o Liam’ie i o tym co mu odbiło. Ten chłopak był jak magnes. Nie potrafiłam wyrzucić go z głowy i nie ważne czy próbowałam spać, jeść, sprzątać, czy czytać książkę. On przez cały dzień tam był. Frustrowała mnie ta cała sytuacja. Nie powinno tak być. Przecież ja go nawet nie znam!
Kierowana nagłym odruchem postanowiłam zadzwonić do Brook. Jej mogłam wszystko powiedzieć, licząc, że nie zostanę przez to oceniona. Kochałam ją jak siostrę. Była tak naprawdę moja jedyną rodzinę jak Niall wyjeżdżał w trasę. Coś zakuło mnie w sercu, kiedy zdałam sobie sprawę, jak to może wyglądać z jego strony. Ma wspaniałą rodzinę, zespół i piękną dziewczynę. Po co mu taka wywłoka jak ja?  Pewnie zadaje się ze mną tylko dla tego, że mu mnie zwyczajnie żal. Zawsze był wspaniałym człowiekiem i pomagał każdemu, komu się dało. Mnie pewnie uważał za taka osobę.
-Chryste dziewczyno, czemu tak długo się nie odzywałaś? Martwiłam się o ciebie!- wydarła się do telefonu, a ja walczyłam sama z sobą, żeby nie rozryczeć się jak małe dziecko.
-Możesz do mnie przyjechać i zostać ze mną na noc?- zapytałam, a mój głos się załamał. Nie potrafiłam dłużej udawać.
-Boże, skarbie co się stało?
-Przyjedź proszę, potrzebuje cię- wyszeptałam i zakończyłam połączenie. Zsunęłam się po kuchennej ścianie i schowałam twarz w dłoniach. Co się ze mną dzieje?, myślałam wstrząsana kolejna fala płaczu. Nigdy nie byłam osobą, która ryczy niewiadomo ile, czułam się wtedy słaba, a nienawidziłam taka być. Zawsze radziłam sobie sama, wiec czemu teraz czuje taką przerażającą i rozrywającą mnie od środka pustkę? Piekły mnie oczy i bolała głowa, ale miałam to gdzieś.
Siedziałam tam nawet nie wiem ile. Może 5 minut, może godzinę, albo więcej. Przetarłam mokre policzki, ale nadal pozostałam na miejscu. Nie chciałam się ruszyć. Chciałam zasnąć i już się nie obudzić. Przestraszyłam się na swoje własne myśli i usłyszałam przekręcanie kluczy w zamku. Skoczyłam jak poparzona na równe nogi i ruszyłam przestraszona do przedpokoju. W drzwiach stanął moja przyjaciółka z torba przewieszona na ramieniu i kluczykami w dłoniach. Zapomniałam, że ma klucze od mojego mieszkania. Kiedy spojrzałam w jej zmartwione i smutne oczy, znów się rozryczałam. Powinna teraz poświęcać czas swojemu narzeczonemu, szykować się do ślubu, a nie zajmować się rozhisteryzowana przyjaciółką. Schowałam w twarz w dłoniach i poczułam Jak Brookie przytula mnie mocno do siebie. Nie potrafiłam się uspokoić. Chciałam, ale nie potrafiłam.
-Już kochanie, spokojnie. Jestem tu- pogładziłam mnie uspokajająco po plecach i ucałowała w czoło. Czułam się małe dziecko. Zagubiona w tym wielki świecie, zupełnie sama. –Chodź zrobimy sobie kakao i wszystko mi opowiesz- zakomenderowała i puściła mnie na chwilę by zdjąć płaszcz. Następnie objęła mnie ramieniem i zaprowadziła do salonu, na kanapę. Przykryła mnie kocem, a sama zniknęła w kuchni. Wzięłam kilka głębokich oddechów i wytarłam oczy. Powoli się uspokajałam i dopiero teraz dotarło do mnie jaki cyrk odstawiłam. Nikt nie powinien mnie widzieć w takim stanie. Nawet Johnson.
-Dobra, a teraz opowiadaj co porabiałaś przez ten tydzień, kiedy nie miałam z Tobą kontaktu- poleciła i upiła łyk ciepłej, parującej, czekoladowej cieczy. Poszłam w jej ślady i wyrzuciłam z siebie wszystko. Opowiedział o powrocie Niall, Skyler, wypadzie do klubu, próbie gwałtu, o Harrym, Louis’ie i zachowaniu Liama. Trochę mi to zajęło, bo co jakiś czas, albo płakałam, albo się śmiałam ze swojej głupoty. Jednak ona nic nie mówiąc, siedziała i patrzyła na mnie, uważnie przetrawiając każde moje słowo. Kiedy skończyłam swój wywód było już po 17:00 i poczułam jak burczy mi w brzuchu. Oprócz śniadanie w szpitalu, składającego się z jednej kanapki, nic nie jadłam. Blondynka zaśmiała się i postanowiła zamówić pizze. Wróciła po minucie i westchnęła cicho.
-Co ty o tym wszystkim myślisz?- zapytałam cicho, dopijając zimne kakao. 
-Uważam, że ten urlop dobrze ci zrobi. Musisz odpocząć i spędzić więcej czasu z ludźmi. Nie możesz cały czas siedzieć sama w domu. A co do tego, że Niall zadaje się z tobą, bo jest mu ciebie żal, to uważam, że to twój wymysł. Znam go trochę i wiem, że naprawdę mu na tobie zależy, ale musisz zrozumieć, że do szczęścia jesteś mu potrzebna tak samo jak Sky i zespół. Nie możesz tak myśleć- powiedziała i przytuliła mnie. Poczułam ciepło na sercu i zaczęłam w myślach dziękować bogu, za to, że mam tak wspaniałą przyjaciółkę. –A co do Liama…- westchnęła i odgarnęła kosmyki włosów z karmelowych oczu.- … nie będę ci mówić, żebyś się z nim nie zadawała, bo i tak mnie nie posłuchasz, ale uważaj na niego. Ok?
-Dobrze, będę ostrożna- powiedziałam i zaśmiałam się cicho. –Dziękuję, że jesteś.
-Nie masz zza co. Przyjaźń z tobą to prawdziwa przyjemność- zaśmiała się i wstała gwałtownie. –Dość tego smutaszenia się. Trzeba się zabawić! – krzyknęła i wybiegła z pomieszczenia. Spojrzałam na nią jednocześnie rozbawiona i zorientowana. Moja wariatka.
-Co ty wymyśliłaś?- zapytałam i poszłam za nią. Aż się bałam, co może jej strzelić do głowy.
-Trzeba się zabawić, a że nie możesz pić, przyniosłam coś równie pysznego, ale bez procentów- powiedziała i wyjęła coś z torby. W jednej ręce trzymała siatkę ze słodyczami i niezdrowym jedzeniem, a drugą machała mi przed nosem butelką jabłkowego Pikolo. Kiedy je zobaczyłam, wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Brook, dobrze wiedziała, że po nim odbija mi bardziej, niż po alkoholu. Oj, dużo bardziej.
-Dobra, to ty leć i nalej nam tego nieba, a ja przyniosę pizze- powiedziała, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Wzięłam pieniądze z portfela, a moja przyjaciółka poszła do kuchni. Odebrałam pizze i zapłaciłam wyznaczoną sumę, zostawiając młodemu dostawcy, całkiem spory napiwek. Mrugnęłam do niego okiem i zamknęłam drzwi przed nosem. Zdążyłam jednak wyłapać szeroki uśmiech, który mi posłał. No co? Może zbiera na prezent dla dziewczyny?
                Zaniosłam nasza kolację do salonu i poczęstowałam się jednym kawałkiem. W tym momencie blondi weszła do pokoju i postawiła przede mną kubeczek z napojem dla dzieci. Zachichotałam i łyknęłam kropelkę. Przyjemne musowanie wypełniło moje gardło, a ja uśmiechnęłam się szeroko.
-Dobra, oglądamy Milerów- zadecydowała i włączyła nasza ulubioną komedie, która zajmowała honorowe miejsce, obok odtwarzacz. Film się zaczął, a my już po kilku minutach zwijałyśmy się ze śmiechu. Zjadłyśmy całą pizze i wypiłyśmy Pikolo. Czułam jak bąbelki uderzają mi do głowy i nie mogłam opanować ciągłego chichotu. Byłam jak na jakimś haju. W pewnym momencie usłyszałam telefon i śmiejąc się, przeszłam na czworaka do kuchni, gdzie go ostatnio zostawiłam.
- Halo?- zaśmiałam się i położyłam na zimnych kafelkach.
-Em, Nat, to ja, Louis. Wszystko gra?- zapytał, a w jego głosie można było wyczuć zdziwienie i dezorientacje.
-Wszystko…… w jak … najlepszy … porządku- wyksztusiłam między spazmami śmiechu jakie wywoływały u mnie krzyki Brook.
-Zostawi go ty idiotko! Ten kundel nie jest wasz!*- darła się, szarpiąc za włosy i skacząc po kanapie. I weź tu bądź poważny człowieku.
-Natalie, co się tam dzieje?- zapytała lekko podenerwowany Lou, a kiedy nie mogłam odpowiedzieć, cały czas rechocząc do telefonu, krzyknął:- Ty jesteś kompletnie pijana!
-Lou, wyluzuj. Ja nic nie piłam- zachichotałam.
-Jak to nie? Przecież słyszę, do cholery!- krzyknął, a ja powoli odzyskiwałam zdrowy rozsądek. – Nie wolno ci pić, biorąc tak mocne leki przeciwbólowe, nie wiesz tego?!
-Louis wyluzuj, ja piłam tylko Pikolo!
-Co?- zapytał już spokojnie, skołowanym i zdezorientowanym głosem. Zaśmiałam się i odparłam.
-Bezalkoholowy, napój gazowany dla dzieci.
- Natalie, jak mogłaś się spić. Zaraz do ciebie przyjadę. Nie wolno ci pić, biorąc leki!- wrzasnął Niall, który wyrwał Tomlinson’owi telefon i pieklił się po drugiej stronie słuchawki. Co za ludzie?! Ja przecież wiem, że nie mogę spożywać procentów. Hellloł, ja tu jestem lekarzem!
-Horan, wyluzuj! Brook przyniosła tylko szampana dla dzieci- rzuciłam, lekko poirytowana i wstałam z ziemnej posadzki. mmm
-Pikolo?- zapytał, jakby uspokojony tą informacją.
-Yeap- powiedziałam i nalałam sobie szklankę wody.
-Wykończysz mnie kiedyś- westchnął i byłam pewna, że wywrócił oczami. – Dobrze, że przynajmniej nie jesteś sama. Pozdrów ode mnie Brookie i bawcie się dobrze.
-Dziękuję, żarłoczku. Pozdrów tam wszystkich i weźcie trochę wyluzujcie. Jestem już dużą dziewczynką, poradzę sobie- westchnęłam i przepłukałam usta przeźroczystym płynem.
-My się po prostu martwimy- usłyszałam głos Tommo i uśmiechnęłam się pod nosem.
-To uroczę, ale potrafię się sobą zająć, a teraz wybaczcie, ale moja przyjaciółka rozwala mi salon- zaśmiałam się patrząc jak rozrzuca poduszki po pokoju. –Trzymaj cię.
-Uważaj na siebie- powiedzieli razem i zakończyli połączenie. Westchnęłam i odłożyłam telefon na miejsce.
-Przegapiłaś najlepsze- wrzasnęła Johnson i władowała do buzi kolejną porcję paprykowych chipsów. Zachichotałam cicho i bez słowa pokiwałam głową. Położyłam się na oparciu i już na spokojnie dokończyłam oglądanie filmu.
                Po seansie posprzątałyśmy pomieszczenie i udałyśmy się do swoich pokoi. Kiedyś mieszkałam razem z przyjaciółką, ale odkąd się przeprowadziła do swojego chłopaka jestem sama, ale ona często u mnie nocuje. Wzięłam szybki prysznic i proszki przeciw bólowe, bo moje żebra, kręgosłup i głowa dały o sobie znać. Rozczesałam lekko wilgotne włosy i czując się lekka jak piórko, po rozmowie z Brook, udałam się do swojego kochanego, ciepłego, miękkiego łóżka. Za nim się obejrzałam zapadłam w twardy jak skała sen.



 *Nie wiem czy w filmie jest taka scena. Wymyśliłam ją.



 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie wiem jak wam, ale mi ten rozdział jakoś nie przypadł do gustu, ale cóż...
Mogę tylko powiedzieć, ze w następnym trochę się zadzieje, ale mam nadzieje, ze będzielepszy niż ten.
Jak tam minął kolejny tydzień szkoły? Jak dla mnie 5 matematyk to stanowczo za dużo, ale co ja tam mogę. Dziekuję wam bardzo za tyle wejść i komentarzy pod ostatnim rozdziałem. Jesteście niesamowici!

3 komentarze:

  1. świetny !!! I co jak martwi się Lou i Niall o nią to takie aww . A co do Liama nie wiem co w niego wstąpiło .

    Zapraszam do siebie
    http://diaries-memories-zayn-malik-ff.blogspot.com/

    Vanessa

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże jaki super opowiadanie! Czekam na następny oby szybko <3

    OdpowiedzUsuń