piątek, 18 września 2015

Rozdział 5

 Czytasz=Komentujesz
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

                Obudziły mnie cieplutkie promyki słońca, łaskoczące mnie w twarz. Znów zapomniałam zasłonić zasłon. Przeciągnęłam się i ziewnęłam cicho. Wstałam niechętnie z łóżka i postanowiłam coś zjeść, czując burczenie w żołądku. Przecierając twarz ręką zeszłam do kuchni, w której czekała na mnie karteczka.
Kochanie, poleciałam do pracy.
Dziękuję ci bardzo za cudowny wieczór.
Naprawdę świetnie się bawiła.
Jakbyś czegoś potrzebowała, lub chciała pogadać,
po prostu zadzwoń.
Kocham, Brook xx

Uśmiechnęłam się na wspomnienie wczorajszych wygłupów z B. Boże, uwielbiam ja. Gdyby nie ona wpadłabym w jakąś depresje. Postanowiłam zrobić sobie jajecznice.  Kiedy jajka już się zrobiły, zjadłam je i popiłam sokiem pomarańczowym. Umyłam talerze i wyjrzałam przez okno. Na dworze o dziwo była ładna pogoda. Słońce świeciło na niebieskim niebie, a ptaszki ćwierkały. Święto, normalnie. Zachichotałam i postanowiłam iść pobiegać. Dawno tego nie robiłam, ale co tam. Wiedziałam, że to niezbyt dobry pomysł dzień po wyjściu ze szpitala, ale nie zamierzałam się kisić w domu. http://b1.pinger.pl/7fa1c6cb5973143e74873a4a5d29f334/1370251936459386.jpg Przebrałam sie w strój, składający się z krótkich legginsów i koszulki na ramiączkach. Zamknęłam mieszkanie i związałam włosy w kucyka, by wsadzić słuchawki do uszu i włączyć IPoda. Rozgrzałam się troszeczkę i ruszyłam truchtem w stronę pobliskiego parku. Myślałam o różnych rzeczach. O Liamie, o Niall’u, nawet o Peterze, moim byłym chłopaku. Zaraz co? Nie, ja wcale o nim nie pomyślałam! Nawet się nie zorientowałam kiedy dobiegłam do parczku, a na niebie zebrały się czarne chmury. No tak, Irlandia, westchnęłam w myślach, kiedy z nieba nagle zaczął lecieć ulewny deszcz. Prychnęłam pod nosem lekko zła i już chciałam zwrócić, ale coś przykuło moja uwagę. Na ławce, na końcu alejki, pod drzewem siedział zgarbiony chłopak. Nie zważał na to, że szybko przemókł do suchej nitki. Zresztą ja też. Palił papierosa, a w jego posturze było coś znajomego. Liam, pomyślałam, rozpoznając go. Poczułam jak zimny dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie, a brzuch zacisnął się boleśnie. Coś w środku podpowiadało mi bym uciekała gdzie pieprz rośnie, ale z drugiej strony nie mogłam patrzeć jak siedział tak bez życia na tej ławce, w trakcie ulewy. Zacisnęłam mocno drżące dłonie i wyjęłam z uszy urzadzenie. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam nieśpiesznie w stronę odległej ławeczki.
                Byłam cała przemoczona, ale nie przeszkadzało mi to. Czułam, że musze  z nim pogadać. Przecież nie zrobi mi krzywy w miejscu publicznym. Raz kozie śmierć.
-Mogę się dosiąść?- zapytałam i nie czekając na odpowiedź zajęłam miejsce pod drugiej stronie siedziska. Nie patrzyłam na niego. Bałam się to zrobić.
- Daj mi spokój. Chce być sam!- warknął, zaciągając się dymem. Wiedziałam, że nie mogę się tak łatwo poddać.
-Dobra, dam ci spokój, ale nie tutaj i nie w taką pogodę- powiedziałam, siląc się na spokojny i obojętny ton. Cały czas wpatrywałam się w przestrzeń przed sobą.
-Nie wrócę do domu, oni nie dają mi spokoju- mruknął i wypuścił z ust chmurę śmierdzącego dymu. Odgoniłam ją ręką i skrzywiłam się lekko.
-To chodź do mnie. Mam dużo wolnych pokoi- powiedziałam, mając nadzieję, że się zgodzi. Nie musiał się przede mną otwierać. Wystarczy mi jeśli nie będzie chory.
-Po cholerę to robisz?- zapytał, po chwili ciszy. Nie wiedziałam. Nie znałam odpowiedzi na to pytanie. Czułam po prostu, że tak jest właściwie.
-Przyjaciele moich przyjaciół są moimi przyjaciółmi- powiedziałam i spojrzałam na niego pierwszy raz tego dnia. Jego oczy były ciemne i smutne,  a mokre włosy opadały na twarz. Poczułam ochotę zgarnięcia ich, ale jak to by wyglądało, dlatego się powstrzymałam.
-Nie ogarniam cię- parsknął i wyrzucił niedopałek, depcząc go butem.
-Nie musisz- skomentowałam i wstałam zaraz za nim. Czułam, że się zgodził. Chciałam się uśmiechnąć, ale z obojętnym wyrazem twarzy ruszyłam w stronę domu. Wyglądałam pewnie jak straszydło. Mokre włosy, wpadające do oczu, mokre ubrania, przyklejające do ciała. Szary sportowy stanik, prześwitujący przez biała koszulkę. Cholera, pomyślałam zdając sobie sprawę jak naprawdę wyglądam. Jednak postanowiłam machnąć na to ręką i iść dalej. Chłopak wyrównał ze mną krok i szedł ze spuszczoną głowa i dłońmi w kieszeniach. Musieliśmy dziwnie wyglądać.
                Po mniej więcej 15 minutach cali mokrzy weszliśmy do domu. Podróż minęła nam w ciszy, a każdy pogrążony był we własnym świecie. Zdjęłam buty i kiwnęłam głową na chłopaka, żeby szedł za mną. Kiedy wchodziliśmy po schodach, czułam na sobie jego wzrok. Udawałam, że nie interesuje mnie to, ale prawda była inna. 
-Rozgość się – powiedziałam i weszłam do pokoju na końcu korytarza. – Tu masz łazienkę, a ja zaraz przyniosę ci suche rzeczy- powiedziałam i zostawiłam chłopaka samego, tak jak sobie tego życzył. Zeszłam szybko do piwnicy i wyciągnęłam z kartonu jakieś rzeczy swojego byłego. Był mniej więcej tej samej budowy i wzrostu co Liam, więc miałam nadzieje, że nie będzie problemu. Wskoczyłam znów na piętro i zapukałam. Do czego to doszło. Kiedy nie usłyszałam odpowiedzi otworzyłam drzwi. Szatyn siedział na podłodze, przy małym oknie i wpatrywał się w przestrzeń. Wyglądał cholernie seksownie, a przez mokrą, białą koszulkę prześwitywały jego tatuaże i idealnie wyrobiony abs. Przełknęłam głośno ślinę i położyłam mu szare dresy, i granatowy t-shirt na łóżku.
-Jakbyś czegoś potrzebował, będę na dole- powiedziałam i zamknęłam za sobą drzwi. Wypuściłam głośno powietrze i wskoczyłam do swojego pokoju. Wzięłam gorący i umyłam głowę. Wytarłam się dokładnie i wysuszyłam włosy, zostawiając je w delikatnych falach. Nie wiem co mam myśleć o tym chłopaku. Mam wrażenie, że bardzo się zmienił od czasów imprezy. Co ja pieprze? Przecież wcześniej w ogóle go nie znałam. Teraz zresztą też nic o nim nie wiem. Owinięta ręcznikiem podeszłam do szafy i wygrzebałam z nich jakiś luźny zestaw, w postaci luźnego, za dużego, beżowego swetra i ciemnych jeansów.  Pomalowałam się delikatnie żeby wyglądać jak człowiek i zeszłam do kuchni, wciągając na stopy wełniane skarpety. I tak z ładnego dnia zrobiło się zimno i mokro. Westchnęłam i zaparzyłam wodę na herbatę. Nie wiedziałam czy zanieść ją chłopakowi, czy nie wiec postanowiłam dać mu już święty spokój.
                Rozsiadłam się na kanapie w salonie i ściskając w ręku kubek zaczytałam się w jakimś typowym romansidle. Krople deszczu uderzały o szybę, a ja nie mogłam się skupić, dlatego też oderwałam się od lektury i wpatrywałam w ciemne niebo. Usłyszałam kroki na schodach i odwróciłam głowę w tamta stronę. Payne kierował się w moją stronę ze spuszczoną głową, w nowych ubraniach. Po chwili poczułam jak kanapa obok mnie ugina się pod jego ciężarem.
-Hej- mruknął, odwracając wzrok w moja stronę.
-Hej- wyszeptała, dokładnie skanując jego zmęczona twarz z kilkudniowym zarostem. Naprawdę był przystojny.
-Nat, ja chciałem cię przeprosić- wyszeptał, a w jego oczach widziałam ból i szczerość. Nic nie powiedziałam. Jedynie kiwnęłam głową. Już dawno się na niego nie gniewałam. Ludzie po pijaku robią różne rzeczy, których potem żałują. Wstałam i wyszłam z salonu odprowadzona czekoladowymi tęczówkami chłopaka. Zgarnęłam kubek z herbatą, która jakimś dziwnym trafem nadal była gorąca i podałam ją mu. – Dzięki.
-Nie ma za co- odezwałam się. Nie wiem na jakiej podstawie, ale nie czułam się skrępowana jego towarzystwem. Było nawet miło.
- Twój chłopak nie będzie miał nic przeciwko, że nosze jego ciuchy?- zapytał patrząc na mnie pytająco i upijając łyk herbaty.
-Wątpię, zostawił je tutaj kilka lat temu jak się wyprowadzał- powiedziałam i wbiłam wzrok w herbatę. Nie lubiłam o nim rozmawiać. Moi znajomi wiedzieli, że to temat tabu, więc nawet nie próbowali go poruszać, a ja byłam im za to wdzięczna.
-Przepraszam, nie powinienem pytać- rzekł lekko zakłopotany i podrapał się wolną ręką po karku.
-A nie przejmuj się, nic się nie stało- machnęłam ręką i sama się zdziwiłam swoja obojętną reakcją.
Chłopak posłał mi swój piękny uśmiech, który nieznacznie odwzajemniłam i ruszyłam w stronę telefonu, który dzwonił w mojej kurtce. Spojrzałam na wyświetlacz i przez chwilę się zawahałam czy to dobry pomysł bym odbierała.
-Hej, Nat! Mamy poważny problem- mówił szybko blondyn, a ja już wiedział co chciał mi powiedzieć.
-Co jest?- zapytałam i usiadłam na starym miejscu.
-Liam gdzieś zniknął. Nie ma go od rana. Martwimy się o niego- powiedział, a ja usłyszałam klakson. Pewnie jeździ po mieście i go szuka.
-Liam zniknął?- zapytałam posyłając mojemu towarzyszowi znaczące spojrzenie. Zaczął machać energicznie rękami i z ruchu jego warg wyczytałam, e mam udawać, że go tu nie ma. Kiwnęłam tylko głową na potwierdzenie, ale nie wiedziałam, czy to dobry pomysł.
-Możesz do nas przyjechać?- zapytał Niall, a ja musiałam coś szybko wymyślić.
-Mam inny pomysł. Wsiądę w samochód i objadę okoliczne parki, a jak ktoś czegoś się dowie to damy sobie znać, ok?
-Dobry pomysł. Muszę kończyć. Uważaj na siebie –rzucił i rozłączył się. Wypuściłam powietrze ustami z głośnym świstem.
-Dziękuję- powiedział Payne, patrząc na mnie z wdzięcznością.
-Do usług, ale zadzwoń do niego przynajmniej, bo jeździ po mieście i cię szuka.
-Tak zrobię- powiedział odstawiając kubek na stół. Skierował się w stronę schodów, a mi się coś przypomniało.
-Liam, a zjesz naleśniki, na obiad?- Zapytałam jakby od niechcenia i skierowałam się do kuchni, z której był idealny widok na schody.
-Nie musisz mi gotować- zaśmiał się, a ja popatrzyłam na niego pobłażliwie.
-Skoro robię sobie, to kilka naleśników w tą czy we wtą nie robi dla mnie różnicy- rzuciłam i zaczęłam wyjmować z szafek składniki i garnki potrzebne do zrobienia obiadu.
-W takim razie bardzo chętnie- powiedział i wbiegł szybko po stopniach. Pokręciłam jedynie głową i zabrałam się do pracy.
                Kiedy zrobiłam już ciasto, zaczęłam smażyć placki i zabrałam się za robienie masy. Jednej owocowej, a drugiej na słono. Pieczarki z serem w naleśnikach są naprawdę dobre. Rozłożyłam talerze i sztućce, a potem nalałam soku do szklanek, udając, że nie zwracam uwagi na szatyna wchodzącego do kuchni.  Chłopak usiadł, a ja położyłam na stole czyste placki i masy w miseczkach, a no i nutelle oczywiście.
-Smacznego- powiedział chłopak, nakładając sobie naleśniki, a potem sięgając po masę.
-Smacznego- odpowiedziałam i grzebałam widelcem w placku z nutellą oraz owocami.
W końcu zmusiłam się do zjedzenia tego, a potem wsunęłam jeszcze tego na słono. Czułam się pełna i już nic nie byłam w stanie przełknąć.
-To jest pyszne- powiedział Li z pełna buzią. Naprawdę cię ciszyłam, że chodź w małej części lepiej się poczuł.
-Nie przesadzaj to zwykłe naleśniki, nic wielkiego- zaśmiałam się i spojrzałam rozbawiona na jego twarz umorusaną czekoladą.
-Zwariowałaś? Louis jak raz próbował zrobić Eleonor naleśniki to prawie spalił dom- zaśmiał się i popił posiłek szklanką soku.
-Nie może być aż tak źle.
-A jednak- parsknął, a ja mu zawtórowałam. W sumie, to nawet mnie to jakoś nie zdziwiło. Przecież widziałam do czego zdolny jest Hazza. Między nami zapadła cisza, której nie chciałam przerywać. Z nie każdym można tak swobodnie milczeć. –Zerwałem z Cristal- rzucił nagle Liam, a ja się domyśliłam dlaczego był pijany. Nie chciałam, żeby zmuszał się do opowiadania tego. To mogło być dla niego zbyt bolesne.
-Nie musisz, Li- powiedziałam i posłałam mu smutny uśmiech.
-Ale chcę- odparł od razu i spojrzał mi w oczy, jakby pytając o pozwolenie. Kiwnęłam lekko głową, a w moim wnętrzu zapanowało przyjemne ciepło. Czyżby mi ufał? –Tamtego dnia, zadzwoniła do mnie, bym do niej przyjechał. Zrobiłem to, nawet się nie wahając. Otworzył mi jakiś facet, chyba trochę starszy ode mnie. Byłem zdziwiony, ale ufałem jej. Ba, kochałem ja- wyszeptał, a ja czułam, że zaraz głos mu się załamie. Nie byłam pewna czy postępuję słusznie, albo taktownie, ale przysunęłam sobie krzesło do niego i objęłam jego zgarbioną sylwetkę, kładąc mu głowę na ramieniu. Nie odepchnął mnie.- Pod szedłem do niej i chciałem pocałować, ale odsunęła się ode mnie. Byłem kompletnie zdezorientowany. Potem ten cały Brayn podszedł i objął ja od tyłu, kładąc głowę na ramieniu, a ręce na brzuchu. Myślałem, że mnie rozniesie. Powiedziała, że mnie nie kocha, że byłem jej tylko potrzebny by się wybiła. W tym samym czasie kiedy była ze mną sypiała z tym fagasem. Wiedział o wszystkim- przerwał i położył głowę na mojej. Pogłaskałam go wolna ręką po przedramieniu, które leżało na stole. Był bardzo spięty, ale czułam jak się rozluźnia pod wpływem mojego dotyku. Było mi go cholernie żal i miałam ochotę wydrapać tej małej flądrze oczy, widząc go takiego. Moje serce ściskało się boleśnie, bo nic nie mogłam zrobić, żeby poczuł się lepiej. – Potem powiedziała, że jest w ciąży i zamierza wyjechać. Przestraszyłem się, bo miałem nadzieje, że to moje dziecko. Wybaczyłbym jej wtedy i bylibyśmy szczęśliwą rodzina. Ale nie, to było jego dziecko. Boże, jak mogłem być taki głupi- wrzasnął i wstał gwałtownie, sprawiając, że zachwiałam się niebezpiecznie na krześle. Nie chciałam, żeby się denerwował. Zacząć chodzić w kółko po kuchni i szarpać za włosy. Widziałam jego zbolałe i pełne nienawiści spojrzenie. Zimny dreszcz przebiegł mi po plecach, bo nie wiedziałam co może mu odwalić. Jednak postanowiłam coś zrobić. Wstałam i podeszłam do niego od tył, by położyć mu rękę na ramieniu. Zatrzymał się natychmiast, czym mnie zaskoczył. W pewnym momencie odwrócił się nagle i popchnął mnie na ścianę.  Ból, który zaatakował moje żebra i kręgosłup był nieziemski. Krzyknęłam i poczułam jak łza spływa mi po policzku. Chłopak naparł na mnie swoim ciałem, a ja nie miałam szansy się wyrwać. Przycisnął dłonie po obu stronach mojej głowy i wpił się gwałtownie i brutalnie w moje usta. Pisnęłam cicho, bo nie wiedziałam co w niego wstąpiło. Przycisnął się do mnie, a ja chciałam się wyrwać, bo ból był nie do wytrzymania.
-Li… błagam, przestań- wychrypiałam, próbując go odciągnąć go mojej szyi na której składał mocne i bolesne pocałunki. Nie czułam żadnej przyjemności. Jedynie cierpienie i strach. Kiedy jego dłoń w pewnym momencie wylądowała na mojej kobiecości, poczułam jak coś innego napełnia moje żyły. Nie byłam wkurzona, ja wpadłam w furię. Ja próbuję mu pomóc, a on traktuje mnie jak dziwkę, która da mu zapomnienie. – Kurwa, Payne, nie będą twoją pieprzona nagrodą pocieszenia- warknęłam, a po moich policzkach słynął wodospad łez. Czułam się brudna i nic nie warta. Chyba te słowa mocno do niego przemówiły, bo zesztywniał i odsunął się ode mnie. Widząc swoją szanse uciekłam i zamknęłam się w łazience, w swoim pokoju. Czułam jak moje żebra płoną, a kręgosłup nieprzyjemnie pulsuje. Chciałam, żeby przestało boleć, zaraz, teraz, już. Nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Najpierw mnie przeprasza, a potem co kurwa! Złapałam się za włosy, skulona pod drzwiami i szarpnęłam za nie mocno. Usłyszałam jak chłopak wchodzi do pokoju i podchodzi do drzwi łazienki.
-Natalie, jesteś tam?- jego głos był zmartwiona, ale dużo spokojniejszy niż wcześniej.
-Spieprzaj stąd!- krzyknęłam i wstałam na równe nogi, podchodząc do lustra.
-Nat, błagam, ja nie wiem co we mnie wstąpiło- powiedział i zobaczyłam jak próbuje otworzyć drzwi. Nic nie powiedziałam, nie wiedziałam co. Już mu nie ufałam.- Mała, otwórz drzwi, porozmawiajmy- wyłapałam w jego głosie nutkę strachu gdy kolejny raz nic nie powiedziałam. Miałam dość, wszystkiego dość. Zobaczyłam tabletki przeciwbólowe i złapałam za opakowanie. Wysypałam całą zawartość.



-Kurwa, Nat, jeśli za pięć sekund nie otworzysz tych drzwi, to je wywarzę- wrzasnął i usłyszałam jak wali w drewniana powłokę. Bez zastanowienia wrzuciłam całą zawartość ręki do buzi i połknęłam, popijając wodą z kranu. Otarłam łzy i weszłam do wanny, by zwinąć się w jej kącie. Poczuła jak robię się senna, ale ból minął i to liczyło się dla mnie najbardziej. Czułam jak lek zaczyna działać, a obraz się rozmazuję. Chciałam to skończyć, nie być już niczyją zabawką czy problemem. Jedyne czego pragnęłam to to, żeby to wszystko się skończyło. Zamknęłam oczy i czułam, że zaczynam odpływać. Ostatnie co do mnie dotarło to trzask wyłamywanych drzwi.

*Liam
                Kiedy Natalie nieodpowiadana ani nie otworzyła tych pieprzonych drzwi żołądek podszedł mi do gardła. Jak mogłem ją tak potraktować? Ona próbowała mi tylko pomóc, a ja ją pobiłem, a potem potraktowałem jak nic nie warte ścierwo. Ręce zaczęły mi się trząść, ale nie miałem innego wyjścia. Jeśli ona sobie coś zrobiła, to nigdy sobie tego nie wybaczę. Nie zasłużyła na to wszystko z mojej strony. Z całych sił kopnąłem drzwi od łazienki, a one upadły na podłogę z drugiej strony. Miałem tylko nadzieje, że nie uderzyły Nat. Wpadłem do środka i rozejrzałem się dookoła w popłochu. Przecież kurwa nie mogła się teleportować, pomyślałem gdy niegdzie jej niebyło. Nagle jednak mój wzrok zatrzymał się na drobnej zwiniętej sylwetce, w kącie wanny. Podbiegłem do niej szybko, ale miała zamknięte oczy, a obok niej leżało puste opakowanie po bardzo silnych lekach przeciwbólowych. Poczułem jak z mojej twarzy odpływa krew, a serce się zatrzymuje. Kurwa co ja zrobiłem?
-Mała, obudź się, błagam- wyszeptałem, wchodząc do wanny i kładąc sobie jej plecy na torsie. Leżała między moimi nogami, a ja klepałem ją po twarzy. To nic nie dawało. –Ja pierdole- warknąłem, kiedy zdałem sobie sprawę, że jest bez sensu. Sprawdziłem jej puls i cały zesztywniałem. Był prawie niewyczuwalny. Poczułem jak łzy zapiekły mnie w kącikach oczu, bo zdałem sobie sprawę, ze ona właśnie umiera.  Wziąłem głęboki oddech, chcąc uspokoić rozszalałe serce. Nagle wpadłem na pewien pomysł rozchyliłem jej usta i włożyłem dwa palce jak najgłębiej mogłem. Drobne ciało szatynki zaczęło się trząść aż w końcu odzyskała przytomność wymiotując. Poczułem jak kamień spada mi z serca i odetchnąłem z ulgą. Złapałem jej włosy w dłoń, nie chcąc by jej przeszkadzały. Miałem w dupie to, że mam całe nogawki w jej wymiocinach. Najważniejsze, że otworzyła oczy. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego do czego doprowadziłem. Ona chciała się przeze mnie zabić i nie wiele brakował, żeby tak się stało. Poczułem jak łza spływa mi po policzku, bo poczułem się jak gówno. Nie miałem już prawa nazywać się mężczyzną. Zawsze gardziłem facetami, którzy biją, gwałcą i poniewierają słabszą płcią przeciwna, a teraz sam się taki stałem. Konwulsje dziewczyny już chyba ustąpiły, bo siedziała opierając czoło o zimną ścianę po naszej lewej stronie. Objąłem ja w pasie i mocno wtuliłem w swój tors. Schowałem twarz w jej włosach i pozwoliłem łzą spływać po moim policzkach. Poczułem jak brązowooka trzęsie się cała i usłyszałem jak pociąga nosem. Płakała. Prze ze mnie. Kurwa pieprzona mać!
-Tak strasznie cię przepraszam. Przepraszam, przepraszam….

*Natalie
Trzęsłam się od płaczu, a facet przez którego przed chwilą chciałam się zabić tulił mnie do siebie, a jego łzy spadały mi na odkryty obojczyk. Nie wiedziałam co mam myśleć, robić, czuć. Przestraszyłam się sama siebie. Nie chciałam się zabić. Nie chciałam tak skończyć. Chciałam po prostu zasnąć.
-Tak strasznie cię przepraszam. Przepraszam, przepraszam….- chłopak rozpłakał się jak małe dziecko i wtulił we mnie jeszcze mocniej. Wiem, że nie powinnam, ale już mu chyba wybaczyłam. Kiedy usłyszałam jego szloch moje serce zacisnęło się boleśnie. Nie, mam dość łez jak na ten tydzień.
-Już Liam, posłuchaj mnie, ok?- przekręciłam się i plecami opierałam się o ścianą, a w rękach trzymałam jego zdezorientowaną twarz. Starłam  kciukami jego łzy i przytrzymałam policzki tak by na mnie patrzył.  Widziałam jak bardzo jest załamany i jak boli go ta sytuacja. – Zapominamy o dzisiejszym dniu. Ty zapominasz o tym co przed chwilą odwaliłam, a ja zapominam o tym co robiłeś ty, zgadzasz się?
-Jak mam zapomnieć? Do cholery, przeze mnie się prawie zabiłaś!- podniósł głos, a ja automatycznie skuliłam się jeszcze bardzie.- Przepraszam, Nat. Ja po prostu nie zasługuję żebyś mi wybaczyła te dwa chore dni. Jestem zwykłym gównem, nawet Cristal tak powiedziała- wychrypiał, nie odrywając ode mnie wzroku. Nie wiem czy w tym momencie byłam bardziej wkurwiona, czy po prostu zmartwiona. Chyba to pierwsze, bo poczułam ochotę zabicia tej małpy.
-Nie mów tak, ok.? Nigdy więcej tak nie mów. To nie jest prawda, a ta dziewczyna na ciebie nie zasługiwała- wyszeptałam i posłałam mu smutny uśmiech.
-Jesteś w stanie zapomnieć? Jesteś w stanie mi wybaczyć?- widziałam nadzieję jaka narodziła się w jego spojrzeniu. Nie mogłam zaprzeczyć.
-Jestem, a właściwie już to zrobiłam- parsknęłam cicho i pokręciłam głową nad swoją głupotą. Tej drugiej części mogłam nie mówić.
-Dobrze, a wiec umowa stoi- uśmiechnął się szeroko i podał mi rękę na zgodę, która bez problemu uścisnęłam.
-Em…Li?
-Tak?
-Wyjdźmy już z tej wanny- zachichotałam i opuściłam miejsce do mycia. Podałam chłopakowi dłoń i pociągnęłam za nią by mógł spokojnie wstać.
-Natalie, mogę zostać u ciebie na noc? Muszę przemyśleć co powiem chłopakom- zapytał się, ale zobaczyłam, że to go stresuje, bo podrapał się po karku.
-Pewnie, nie ma sprawy- powiedziałam i machnęłam ręką. Dopiero teraz zobaczyłam, że ma obrzygane spodnie. Boże to takie żenujące. – Przepraszam- wyszeptałam i spuściłam wzrok, czując jak się rumienię.
-Weź w ogóle mnie nie denerwuj, nie masz za co przepraszać- powiedział i podniósł palcem moją brodę. Kiedy zobaczył moje buraczane rumieńce, łobuzerski uśmiech wpłyną na jego usta.
-Przyniosę ci świeże ciuchy- mruknęłam i czym prędzej zeszłam do piwnicy po nowe ubrania dla niego. Czułam się nie zręcznie przez to co zrobiłam i nie ważne co by powiedział, nic tego nie zmieni. Złapałam parę ciemnych dresów i szara koszulkę bez nadruku. Weszłam po schodach, ale chłopaka nie było w moim pokoju. Z góry założyłam, że jest u „siebie”, wiec tam też się udałam. Kiedy zapukałam, nie otrzymałam odpowiedzi, weszłam, ale tam też go nie było. Łazienka. Poznałam to po szumie wody. Zapukałam i krzyknęłam dość głośno:
-Li, kładę ci ubrania na łóżku
-Ok.
                Opuściłam pomieszczenie i udałam się do swojej łazienki. Umyłam wannę i spojrzałam w lustro. Wyglądałam strasznie. Przekrwione oczy, rozczochrane włosy, rozmazany tusz. Szybko umyłam zęby i zmyłam resztki makijażu nakładając nowy. Rozczesałam włosy i zmieniłam spodnie oraz   koszulkę. Od razu lepiej, pomyślałam i zeszłam do kuchni. Miałam pusty żołądek, ale czułam, że nic nie przełknę, więc postawiłam na gorzką herbatę. W czasie kiedy woda bulgotała w czajniku ja stałam i parzyłam przez okno na szare niebo. Tyle rzeczy się ostatnio dzieję, że ja nie wiem, ile jeszcze tak pojadę. Jedną ręką złapałam się za przeciwległe biodro, a drugą rozmasowałam skronie. Ja chciałam się zabić! Ludzie co się ze mną stało? Zawsze silna i niezależna, a teraz? Miękka jak trzy letnie dziecko.
-Lubię jak mówisz do mnie Li-usłyszałam szept Liama przy moim uchu i aż podskoczyłam. Nawet nie zdałam sobie sprawy, że wszedł do pomieszczenia!
-Wiec będę tak do ciebie mówić, a ty nie będziesz mnie straszyć- stwierdziłam i zalałam sobie napój.
-Też chcesz?- zapytałam machając mu przed nosem torebką z herbatą. Chłopak jedynie kiwną głową i po chwili pił już ze swojego kubka, siedząc koło mnie w salonie.
-Opowiedz mi coś o sobie- poprosił szatyn i spojrzał na mnie tymi czekoladowymi oczami szczeniaczka. Gdy był spokojne, były takie piękne.
-Nazywam się Natalie Matters i mam 24 lata. Jestem ordynatorem na oddziale onkologicznym w miejscowym szpitali. Przeskoczyłam kilka klas. Uwielbiam swoją prace. A i oczywiście jestem pracoholiczką, która została wysłana na dwumiesięczny urlop pod przymusem swojego pracodawcy- przerwał mi śmiech Payne, który odstawił kubek na stolik do kawy i zwijał się na kanapie. Spojrzałam na niego jak na chorego psychicznie, ale jego śmiech wywołał nie znane do tąd uczucie. Co jest do cholery?- Li, dobrze się czujesz? Masz chyba gorączkę po tym deszczu- rzuciłam i chciałam dotknąć dłonią jego czoła, ale złapał mnie za nadgarstek i wciągnął pod siebie. Co mu odwaliło? – Co ty robisz dzieciaku?- parsknęłam śmiechem, widząc jego wyczyny.
-Dzieciaku? Jestem rok straszy!
-Ale zachowujesz się jak dziecko!
-Odszczekaj to- powiedział i próbował zachować kamienną minę, ale jego oczy świeciły się uroczo i patrzyły na mnie rozbawione. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że siedział na moich udach, a dłońmi trzymał moje nadgarstki na moją głową.
-A jak nie, to co?- zapytałam, chcąc się z nim lekko podrażnić.
-Będzie kara- wyszeptał mi do ucha, a ja spięłam się delikatnie. Nie przez to, że się bałam. W sumie nie wiem przez co. Za nim się obejrzałam zaczął mnie gilgotać, a ja nie mogłam przestać się śmieć. To było bardzo nie fair, bo miałam cholerne łaskotki. Jeździł swoimi dużymi dłońmi po moich bokach, a ja wiłam się pod nim, próbując się jakoś wydostać. Po całym domu roznosiły się nasze zmieszane chichoty, śmiech, piski i wrzaski.
-Li, błagam, błagam… przestań- wyksztusiłam czując, że już pomału brakuję mi siły.
-A co będę miał w zamian?- zapytał, pozwalając mi złapać oddech. Co za człowiek?!
-Śniadanie?- zapytałam, mając nadzieję, że się zgodzi.


-Pasuje mi- skusił się i posłała mi jeden ze swoich uroczych uśmieszków, który odwzajemniłam. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy i patrzyliśmy sobie w oczy. Miałam wrażenie, że tonę w morzu czekolady, a w żołądku szalało mi dziwne ciepło.
-Oglądamy coś?- zapytałam, chcąc jakoś przerwać to co się działo między nami.
-Oki- powiedział i wstał ze mnie, a ja usiadłam i poprawiłam sobie koszulkę, która podwinęła mi się na brzuchu. Zobaczyłam, że chłopak podchodzi do szafek obok telewizora i szuka w nich jakiegoś filmu.
-Nie, Liam tej nie otwieraj!- wrzasnęłam widząc do czego zmierza. Miałam taka swoja zamkniętą skrytkę, w której znajdowały się wszystkie moje ulubione bajki i filmy Disneya. On nie mógł tego zobaczyć. Za późno…
-Nat, jaja sobie ze mnie robisz?- zapytał śmiertelnie poważnie obserwując mnie z tej odległości. Spuściłam zawstydzona głowę i schowałam twarz we włosach. Czułam jak moje policzki i szyja robią się bordowe. No pięknie! – Kocham Disneya!!!- krzyknął nagle na całe gardło, a ja podniosłam na niego głowę i spojrzał na niego z niedowierzaniem. Obserwował mnie rozbawiony, trzymając w dłoni płytę Toy Story. Uśmiechnęłam się do niego promiennie i pokiwałam głową by wsadził film do odtwarzacza. Tak też zrobił i włączył film, a ja pobiegłam szybko zrobić popcorn.
                Wróciłam do pokoju i usiadłam obok Liama, stykając się z nim ramionami. Położyłam sobie miskę z przekąska na kolanach i rozpoczął się seans. Co jakiś czas wybuchaliśmy śmiechem, a ja co kilka minut czułam na sobie wzrok szatyna. Miałam ochotę się uśmiechnąć, ale zamiast tego wpatrywałam się w ekran jak zaczarowana. Po jakiejś godzinie moje powieki stały się ciężkie, a moja głowa opadła na ramię Payne’a.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bardzo was przepraszam, ze rozdział taki do dupy, ale leże w łóżku mam gorączkę i nie mogę mówić. Nie mam siły napisać lepszego, ale przysięgam, że za tydzień już będzie. Mam nadzieję, ze tak strasznie was ten nie odstraszy. Kocham was! Pamiętajcie o tym.









                                                                                                                            

6 komentarzy:

  1. Czy ty sobie jaja robisz ?! On jest genialny ! I ta akcja z Li a później z Nat . I ten film :)
    Czekam na kolejny , życzę weny i zdrówka kochana <3

    Vanessa


    http://diaries-memories-zayn-malik-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne! Kochani są:D I nawet nie mów mi tutaj, że rozdział jest do dupy! Jest świetny ;* Życzę Ci weny :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju jacy uroczy *-* Swietny rodzial ;) Czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaki do dupy?! Ja się pytam?!!??!
    Rozdział ZA-JE-BI-STY!
    Zapraszam do mnie :))))))))))))
    http://neverbewell.blogspot.de/
    powodzenia w dalszym pisaniu!

    OdpowiedzUsuń