piątek, 30 października 2015

Rozdział 9

Rozdział 9
Wjechałam na podjazd mojego nowego, tymczasowego lokum i wyszłam z samochodu, zabierając ze sobą dwie, pierwsze lepsze walizki. Drzwi ku mojemu dziwieniu, ale też radości były otwarte, więc bez problemu weszłam do środka i wtargałam bagaże do pokoju. Kurde, one są serio ciężkie. Spięłam włosy w wysoki kucyk i zeszłam na dół po resztę swoich rzeczy. Wcześniej tego nie zauważyłam, ale salon i jadalnie były przemeblowane, drzwi na taras szeroko otwarte, rzeczy cenne, lub łatwe do zniszczenia zostały pochowane, a chłopcy robili coś w ogrodzie.
-Chodź skarbie, pomogę ci z tymi walizkami, bo ci idioci są czymś zajęci- objęła mnie nagle Skyler, która zjawiła się nie wiadomo skąd i zaprowadziła mnie do bagażnika mojego cacuszka.
Każda z nas coś wzięła, a ja w drodze do domu zamknęłam maszynę. Gdy byłyśmy przy drzwiach, do garażu wjechał czarny land rover Liam'a. Szatynka tylko spojrzała na mnie tajemniczo, a ja nie za bardzo
wiedziałam o co jej chodzi. Wolnym krokiem wtarabaniłyśmy się do mojego pokoju i rzuciłyśmy torby na podłogę. Wytarłam spocone dłonie w spodnie i rozejrzałam się do okoła. Muszę się teraz rozpakować.
-W co ubierasz się na imprezę?- wypaliła w pewnym momencie, leżąc na moim łożku niebieskooka, kiedy rozkładałam kosmetyki na półce w łazience.
-Em, chyba tak pójdę- wzruszyłam ramionami i wróciłam do pokoju, gdzie położyłam na biurku laptopa i aparat. Szczerze to jakoś dziwnie się czułam z myślą, że mój najlepszy przyjaciel jest piosenkarzem, a ja teraz będę mieszkać z jego zespołem. Nie przeszkadzało mi to, ale jednak nadal miałam jakieś dziwne myśli. Co jeśli fanki sobie coś pomyślą? -Sky co się stało z fankami chłopaków? Zawsze jak Niall przyjeżdżał do domu było w okół niego mnóstwo szumu, a teraz wszyscy zachowują się jakby chłopcy nie zajmowali się tym, czym się zajmują- zapytałam, układając rzeczy na półce, w dużej szafie, która stała przy oknie, w kacie pokoju.
-Paul ogłosił, że chłopcy potrzebują trochę wolności. Zagroził, że jeśli fanki będą się na nich rzucać, robić sceny i takie tam, to chłopcy zakończą karierę- mruknęła, przewracając się na drugi bok, tym samym bacznie się we mnie wpatrując.
-Aha- skomentowałam tylko i wrzuciłam torbę do szuflady.
-Wiesz, wyglądasz super, ale na pewno nie jak na imprezę- mruknęła dziewczyna i podeszła do budowli, by uważnie zeskanować zawartość półek. Spojrzałam po sobie i mimo woli przyznałam dziewczynie rację. Na pewno nie wyglądałam jakbym szła na imprezę. Do kawiarni, albo na spacer i owszem.
-To wybierz mi coś, a ja wezmę szybki prysznic- zaproponowałam, a ona posłała mi szeroki uśmiech i zabrała się za przekopywanie zawartości dużego, drewnianego pudełka. Zrzuciłam z siebie ubrania i wskoczyłam pod ciepłą wodę. Wsmarowałam w skórę żel czekoladowy i umyłam włosy szamponem miętowym. Owinęłam się ręcznikiem i wytarłam nim mokre włosy.
-Natalie, ubrania masz na łóżku. Lecę do siebie się uszykować- powiedziała dziewczyna, stojąc zapewne blisko drzwi, z drugiej strony.
-Dobra, dzięki- krzyknęłam i podpięłam suszarkę do prądu.Wysuszyłam swoje nieokiełznane kudły i lekko je pofalowałam. Patrzyłam na siebie w lustrze i przekrzywiłam głowę, skanując swoją twarz. Mocny makijaż czy lekki makijaż? O to jest pytanie. Wzruszyłam ramionami i nałożyłam podkład na twarz. Zrobiłam na powiekach grube kreski eliynerem i mocno potuszowałam rzęsy. Usta musnęłam bezbarwnym błyszczykiem i spryskałam się perfumami. Wyglądałam dobrze, nawet bardzo dobrze. Tak, wiem. Skromna ja. Wyszłam z pomieszczenia i zerknęłam na łóżko, gdzie leżały przyszykowane przez Skyler ciuchy. Drobny uśmiech wpłynął na moją twarz widząc w co miałam się ubrać. Czegoś tu jeszcze jednak brakowało. Wyciągnęłam z szuflady czarne rajtuzy i wciągnęłam je na nogi. Potem zarzuciłam na siebie szary sweter i wcisnęłam się w cekinową miniówę. Na nogi założyłam wysokie szpilki i przejrzałam się w lustrze, które zajmowało całą ścianę na przeciw łóżka. Na pierwszy rzut oka wyglądałam jak nie ja. Uśmiechnęłam się szeroko widząc efekty naszej wspólnej pracy.
-Wyglądasz jak seks bomba- wymruczała szatynka, wkradając się do mojego pokoju. Zarumieniłam się lekko i zeskanowałam jej ciało, odziane w obcisłą, krótką sukienkę z rękawem 3/4, w kwiaty. Świetnie podkreślała jej krągłości i wąska talię. Lekki makijaż dodawał jej kobiecości, więc wyglądała prześlicznie.
-Ty też niczego sobie- zachichotałam i zasłoniłam okna.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że z ogrodu dochodzi głośna muzyka i słychać tłum ludzi na posesji. Ile ja siedziałam w tej łazience? Dziewczyna skinęła głową dając mi znak do wyjścia. Ruszyłam przez pokój i obie go opuściłyśmy zamykając drzwi na klucz. Tak na wszelki wypadek.
-Liam padnie jak cię zobaczy- pisnęła mi do ucha szatynka, a ja spojrzałam na nią karcąco.
-To tylko przyjaciel- mruknęłam i schowałam twarz we włosach, czując jak rumieńce zalewają moje policzki.
-Mhmm, jasne- burknęła i posłała mi rozbawione spojrzenie. No ludzie! Ruszyłyśmy przez salon, w którym było pełno ludzi. Nie znałam żadnego z nich. Teraz to dopiero naszły mnie myśli, że tutaj w ogóle nie pasuję.
-Wariatko, ja cię zamorduję. Czemu nie zadzwoniłaś?- odwróciłam się w stronę znajomego głosu i poczułam jak ktoś na mnie wpada. Zatoczyłam się do tyłu na tych diabelskich butach i odwzajemniłam uścisk, rozpoznając znajomy zapach Brook. Faktycznie przez ostatnie dni kompletnie o niej zapomniałam. Koszmarna ze mnie przyjaciółka.
-Przepraszam B. Ale co ty tutaj robisz?- zaśmiałam się cicho, odsuwając ją od siebie na szerokość ramion. Wyglądała obłędnie w czerwonej koszuli z baskijką i kołnierzykiem, dopasowanej do czarnych, obcisłych spodni i szpilek z czerwona podszwą.
-Niall mnie zaprosił-wytłumczyła, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. Muszę go znaleźć i mu za to podziękować.
-Czekaj chwilę- powiedziałam i pociągnęłam ją w stronę Skyler, która stała przy stoliku i nalewała sobie pończu do czerwonego kubeczka. - Brook to jest Skyler- dziewczyna Horana, Skyler to jest Brook- moja przyjaciółka-przedstawiłam sobie dziewczyny, a te przytuliły się na przywitanie. Czułam, że będą się ze sobą dobrze dogadywać. Są tak samo otwarte na nowe znajomości i rozgadane jak przekupy na targu.
-Czemu porywasz mi narzeczoną?- usłyszałam za sobą rozbawiony, niski głos i odwróciłam się z bananem na twarzy. Przede mną stał wysoki brunet z zielonymi oczami. Był dość umięśniony, ubrany w czarne spodnie i czarna koszulę z rozpiętym kołnierzem.
-Cześć Joe- powiedziałam i cmoknęłam go w policzek. Znałam go już dobre pięć lat. Był narzeczonym mojej przyjaciółki, a ja byłam jego przyszłą świadkową. Był naprawdę spoko gościem, dwa lata starszym od nas, ale wiedziałam, że szybciej skoczyłby z mostu niż skrzywdził Brookie.
-Skyler to mój narzeczony Joe, Joe to dziewczyna Niall'a Skyler- rzuciła Brookie, a dwójka ludzi podała sobie dłonie.
-Chodźcie do ogrodu, potańczyć- przekrzyknęła szatynka i łapiąc mnie za nadgarstek zaciągnęła na dwór. Czemu wszyscy tak mocno łapią mnie za moje biedne kości nadgarstkowe??
Jęknęłam pod nosem, ale kiedy wyszłam na zewnątrz moje usta uchyliły się lekko w szoku. Altanka ozdobiona była kolorowymi lampkami, a pod drzwewm stał namiot gdzie urzędował DJ w postaci Payne'a. Wszędzie było jasno, kolorowo i dość ciepło. Kilka osób siedziało na brzegu basenu i moczyło w nim nogi, rozmawiając w najlepsze. Gdzieś w tłumie wyłapałam postacie Louisa, Harrego i Horana gadających z jakimiś chłopakami. Śmiali się i pili piwo. Ja dzisiaj postanowiłam pozostać czysta. Jakoś nie przepadam za alkoholem.
-Liam się na ciebie gapi!- usłyszałam koło ucha i spojrzałam zdezorientowana na skaczącą obok mnie szatynkę. Jak ona mogła tak tańczyć w takich wysokich szpilkach?
-A ty gapisz się na niego, skoro wiesz co robi- zaśmiałam się i obróciłam w okół własnej osi.
-Ej!- pacnęła mnie w ramie, a ja zaśmiałam się głośno, odchylając głowę do tyłu. Zgasiłam ją.
-Mam ochotę się napić- rzuciłam i odeszłam w poszukiwaniu czegoś co nie zawierało procentów. Weszłam do środka i nalałam sobie do kubeczka soczek pomarańczowy. Westchnęłam cicho kiedy ciecz nawilżyła moje gardło. Oparłam się o stolik i nie wiedziałam co z sobą zrobić. Westchnęłam cicho i postanowiłam udać się do Liama, dotrzymać mu towarzystwa. Jak Boga kocham, ostatni raz założyłam szpilki! Wiecie jak trudno łazi si w nich po trawie?! Masakra!
-Hej Liaś, co tam?- zapytałam, podchodząc z boku do znajomego. Jakim cudem ubrany jedynie w czarne spodnie, szary t-shirt i zieloną bluzę wyglądał tak perfekcyjnie. To nie jest normalne!
-DJ Payne jest w domu- zaśmiał się szatyn i pokręcił palcami na mikserze.


Zachichotałam i pokręciłam głową. - Prześlicznie wyglądasz- mruknął mi do ucha, nachylając w moją stronę. Czułam jak uśmiecha się łobuzersko, więc spojrzałam na niego i posłałam mu rozbawione spojrzenie.
-Dzieki, dzięki- zaśmiałam się i upiłam sok z kubeczka.
-Chcesz spróbować?- zapytał, wskazując brodą na kąsole.
-Nie umiem- krzyknęłam, próbując przekrzyczeć muzykę, wydobywającą się z głośników, które stały w rogach ogrodu.
-Nauczę cię- powiedział, łapiąc mnie za rękę i wciągając przed siebie. Czułam jak moje plecy przylegają do jego torsu. Jego ciało emanowało przyjemnym ciepłem, które mi się udzieliło. Uśmiechnęłam się pod nosem i z całych sił powstrzymywałam rumieńce, które cisnęły mi się na policzki. Ten chłopak stał zdecydowanie za blisko, a po mojej skórze przebiegały przyjemne dreszcze.
-Rozluźnij się. Nie gryzę- zaśmiał się i złapała moje dłonie w swoje. - To na początek połóż tu swoje palce- wymruczał mi do ucha, położył moje palce na konsoli, a jego ciepły oddech otulał mój kark, gdzie natychmiast pojawiła się gęsia skórka.- Ok, a teraz przesuń je tutaj- powiedział cicho i
przesunął moimi opuszkami kilka przycisków. Uśmiechnęłam się po nosem słysząc jak basy przestają grać tak mocno, a muzyka zwalnia swój rytm. -Dobrze, a teraz wybierz ten utwór- dodał i nakierował moją dłoń na ekran i nacisnął w odpowiednim miejscu. Muzyka płynnie przeszła ze skocznej i wesołej w spokojną i nastrojową. Chłopak puścił moje palce i złączył dłonie, kładąc je na moim brzuchu i przytulając mnie do siebie od tyłu. Szkarłatne plamy zalały moje policzki i szyję, a ja nie mogłam się ich pozbyć. -Zatańczysz ze mną?- zapytał, a ja odchyliłam głowę lekko w bok i posyłając mu delikatny uśmiech, pokiwałam głową.
Liam zamknął moją dłoń w swojej i ruszyliśmy gdzieś w kąt ogrodu. Muzyka stała się głośniejsza, a światła nie docierały w to miejsce tak mocno jak w poprzednie. Było tu dużo mniej ludzi, więc mieliśmy   trochę więcej prywatności. Szatyn przyciągnął mnie do siebie i wolna ręką objął mnie w talii. Nasze klatki piersiowe się stykały, a my patrzyliśmy sobie w oczy. Jego tęczówki były takie ciepłe, pełne troski i jakiegoś uczucia, którego nie umiałam zidentyfikować. Jego twarz nie byłą teraz pokryta zarostem, co sprawiało, ze wyglądał młodziej, jak siedemnastolatek. Zaśmiał się cicho i posłał mi rozbawione spojrzenie.
-Jesteś taka niska- parsknął i pokręcił głową.
-No nie gada?! Nie wiedziałam- rzuciłam sarkastycznie i przewróciłam oczami.
-To urocze- dodał, a ja pokręciłam głowa. Ten człowiek był taki zagadkowy. Nie potrafiłam określić co się we mnie działo. Podejrzewałam, że teraz moja temperatura znacznie przekraczała odpowiednie progi. W moim brzuchu szalało stado motyli, a ja nie potrafiłam oderwać wzroku od chłopaka z którym tańczyłam. W jego silnych, ale jednocześnie delikatnych ramionach czułam się bezpiecznie. Wiedziałam, że nie zrobi mi krzywdy.
         Nie wiem ile tak się kołysaliśmy. Może 5 minut, może 30, a może godzinę. Nie zwracałam na to uwagi. Liczyło się tylko tu i teraz. W pewnym momencie brązowooki zaczął przybliżać swoją twarz do mojej. Jeśli wcześniej moje serce biło jak po maratonie, to teraz miałam palpitacie. Mój oddech stał się płytki i urywany. Liam zamknął oczy i oparł swoje czoło o moje, nie puszczajac mnie nawet na sekundę. Uśmiechnęłam się pod nosem i wypuściłam powietrze, które nieświadomie zatrzymywałam w płucach. Przymkęłam powieki i rozkoszowałam się chwilą. Było cudownie. Nagle jednak chłopak otworzył oczy i odsunął mnie od siebie na szerokość ramion i okręcił mnie do okoła. Kiedy skończył przyciągnął z powrotem w swoją stronę, a ja potknęłam się przez przypadek i wpadłam w jego ciepłe ramiona. Oboje parsknęliśmy śmiechem, a ja oparłam czoło o jego obojczyk.
-Liam, mogę ci ją porwać?- usłyszałam zza pleców głos Nialla i odsunęłam powoli głowę od szatyna. Patrzył na nas nie wiem ile, ale w jego oczach zobaczyłam szczere rozbawienie, a na ustach, łobuzerski uśmieszek.
-Nie, nie możesz- rzucił Li, ale w jego głosie pobrzmiewał śmiech.
-No weź!- jęknął blondyn, zakładając ręce na piersiach i tupiąc nogą o świeżo skoszony trawnik, niczym pięciolatek.
-Jak dziecko- skomentował szatyn i poluźnił uścisk.- Wróć do mnie potem- wyszeptał mi do ucha i delikatnie przygryzł jego płatek. Zatkało mnie, a ucho jakby mnie paliło. Zalałam się szkarłatem i pokiwałam głową, patrząc na swoje szpilki. Potem usłyszałam już tylko jego chichot i odgłos oddalających się kroków.
-Co jest między wami?- zapytał nagle Horan, wyrywając mnie z jakiegoś dziwnego transu. Spojrzałam na niego zamglonymi oczami i dopiero po chwili dotarło do mnie to co powiedział.
-Niall, nie chcę o tym gadać- powiedziałam i przetarłam twarz dłońmi. Dopiero wtedy poczułam, że stopy mi odpadają, a ja sama nie mam siły zrobić nawet kroku. Ile ja z nim tańczyłam?
-Dobra, ale i tak to z ciebie wcześniej czy później wyciągnę- rzucił szelmowsko, a ja pokręciłam zirytowana głową. Męczyła mnie już ta krótka wymiana zdań.
Niebieskooki splótł nasze palce i ruszył w głąb ogrodu. Wszędzie było pełno ludzi i hałasu. Jakim cudem w tamtym miejscu było zupełnie cicho? Chłopak w pewnym momencie odwrócił się do mnie i przyciągnął do siebie, splatając dłonie na moich plecach. Zarzuciłam mu ręce na kark i zaczęłam się kiwać na wszystkie strony. Pamiętam jak kiedyś, jeszcze w podstawówce, Horan zaprosił mnie do tańca. Byłam wtedy bardzo nieśmiała i uciekałam przed nim. On jednak nie odpuszczał i latał za mną po korytarzu. Był tak irytujący, że w końcu się zgodziłam.
-Jak się czujesz? Nie wyglądasz najlepiej- powiedział i spojrzał na mnie lekko zmartwiony. Może faktycznie byłam już lekko zmęczona, ale nie chciałam jeszcze iść spać.
-Dzięki za komplement, panie Horan- prychnęłam cichym śmiechem, a chłopak westchnął i przewrócił oczami. Ten gest jeszcze bardziej mnie rozbawił i oparałm głowę na jego ramieniu, nie mogąc pohamować chichotu. No co, jestem tylko człowiekiem!
-Naprawdę jestem taki zabawny?- prychnął, lekko głaszcząc mnie po plecach.
-Tak, jesteś zabawny-powiedziałam i oderwałam się od niego, by spojrzeć w te niebieskie tęczówki. Znałam tylko jedną osobę, która miała taki kolor. To czyniło go wyjątkowym. Tak jak Liam'a. STOP! Nie pomyślałam tego!-Jak długo jesteście już razem ze Skyler?- zapytałam, bo byłam po prostu ciekawa. Po za tym widziałam jak dobry mają ze sobą kontakt i nie sądziłam, żeby to była świeża sprawa.
-Jakieś 4 miesiące- wymruczał i spuścił wzrok na swoje buty. Poczułam lekki ukucie w sercu kiedy to powiedział. Tak długo ja przede mną ukrywał? Ale... czemu? Zawsze wszystko sobie mówiliśmy.
-I ty nic mi nie powiedziałeś? Chyba się obrażę- zachichotałam, zmuszając się do tego. Jednak mój przyjaciel chyba to wyczuł, bo spojrzał na mnie lekko zmieszany.
-Nat, ja nie sądziłem, że to będzie coś trwałego. Przepraszam, powinienem ci powiedzieć- rzucił bezbarwnym głosem, a ja pokręciłam głową z niedowierzaniem. Wciągnęłam lekko powietrze i wypuściłam je ze świstem.
-Nie, Niall, jeśli nie czułeś takie potrzeby to rozumiem. Nie jestem twoja mamą, żebyś musiał mi o wszystkim mówić- dodałam i opuściłam ręce w zdłóż ciała. Czułam, że pomiędzy mną, a blondynem coś się psuje. Ciągłe kłótnie, tajemnice. Kiedyś mówiliśmy sobie o tym czy mamy sraczkę, czy pierwszy raz się całowaliśmy. A teraz? Od kąt poszedł do X Factora coś się zmieniło. Nieodwracalnie, niestety. Nie jesteśmy już tymi samymi dzieciakami, które potrafiły siedzieć na drzewie cały dzień, grać w karty i obrzerać się paluszkami z nutellą. Jesteśmy dorośli, a chwile dzieciństwa bezpowrotnie minęły, a co z tym idzie nasza dobra niesamowita relacja chyba także.
-To nie tak- rzucił, a ja czułam, że coś jest nie tak.
-Niall, naprawdę, nie przejmuj się- mruknęłam i chodź wewnątrz rozpadałam się na kawałki, postanowiłam grać twardą. Znowu. Położyłam dłoń na jego policzku i pogłaskałam go delikatnie.
-Nie ty nic nie rozumiesz!- krzyknął, a jego oczy stały się granatowe. Był zły i wyprowadzony z równowagi, a ja kompletnie nie wiedziałam dlaczego. Spojrzałam na niego zdezorientowana i zmarszczyłam brwi. - Muszę ci coś powiedzieć- dodał już odrobinę spokojniej i zaciągnął mnie do domu. Następnie przepuścił mnie w drzwiach do swojego pokoju i zatrzasnął je za nami. Byłam całkowicie zdezorientowana, a on nie pomagał mi chodząc w tę i z powrotem po pokoju i szarpiąc się za włosy.
-Niall, co się dzieję?- zapytałam lekko przestraszona, kiedy załapał w dłoń wazon i rozbił go na tysiące kawałeczków. Nagle zamarł i spojrzał na mnie przerażony. Podeszłam do niego na drżących nagach i łapiąc za ręce zaprowadziłam na łóżko. Lekko na nie nie pchnęłam, sprawiając, że usiadł na jego brzegu, a ja kleknęłam miedzy jego nogami i złapałam jego gładką twarz miedzy palce. Wolałam nie myśleć co by sobie ktoś pomyślała jakby tu wszedł, ale dla nas to nie było nic dziwnego. Przynajmniej kiedyś. Byliśmy jak rodzeństwo.
-Przepraszam, tak strasznie cię przepraszam- wychlipiał nagle i przyciągnął mnie do siebie, zamykając w żelaznym uścisku. Byłam jak sparaliżowana, słuchając jak co chwila jakiś niekontrolowany szloch wydobywał się z jego gardła.
-Już, spokojnie, wszystko będzie dobrze- powiedziałam cicho i pogłaskałam go uspokajająco po kręgosłupie.
Minęła chwila zanim całkiem się uspokoił i wciągnął mnie na swoje kolana. Serce mnie bolało, kiedy patrzyłam na niego, gdy był w takim stanie. Przyciągnęłam jego głowę do swojej piersi i zaczęłam powoli głąskać go po głowie. W przeszłości Horan nie raz miał wahania nastrojów, gorsze niż ja podczas trudnych, kobiecych dni, więc nauczyłam się sobie z nimi radzić.
-Nie wiem czy widzisz, ale ja tak i strasznie mnie to boli. Od kąt wyjechałem nasze relacja uległa jakieś przemianie. Niby wszystko jest jak dawniej, ale tak naprawdę nic nie jest takie same. Ciągłe jakieś tajemnice, sekrety, ja tak nie chcę. Nie chcę się z tobą kłócić, nie chcę cię okłamywać, dlatego powiem prawdę- wydukał po 10 minutach, a ja wzięłam głęboki oddech, szykując się na dawkę szoku, jaki na pewno za chwilę mi podaruję.- Gdy opuściłem Irlandię, podpisałem kontrakt z Modestem, który kazał mi ograniczyć kontakty z tobą do minimum. Zrobiłem tak, ale i tak dzwoniłem przynajmniej raz w tygodniu, bo tylko ty najlepiej mnie rozumiałaś. Nadal byłaś dla mnie jak siostra. Jednak nie oszukujmy się nasze rozmowy stały się bardziej rzeczowe, jak jakiś prawników.Oddaliliśmy się od siebie, bo mimo wszystko 10 minut, 4 razy w miesiącu, to nie jest długo. Miałem tego dość, wiec poszedłem do szefa i zerwałem umowę 6 miesięcy temu.  Zgodził się na to, ale pod warunkiem, że zacznę się spotykać ze Skyler, która była wtedy dobrze zapowiadającą się, początkującą modelką. Wyjaśnił mi, że zrobił to, żeby nie zaczęły się jakieś spekulacje, że jesteśmy razem. Teoretycznie chciał dla mnie dobrze, ale zabronił mi mówić ci o Sky, więc zgodziłem się. Nie wiem czemu. Jednak zdawałem sobie sprawę, że to nie fair wobec ciebie, jednak nic nie mogłem zrobić. Byłem zły i zacząłem brać narkotyki- powiedział, a mnie zatkało. Znieruchomiałam i dopiero po kilku minutach kiwnęłam głowa, żeby kontynułował. Musiałam to wszystko sobie poukładać. - Chłopcy widząc co sie ze mną dzieje, zażądali urlopu. Tak naprawdę nie kocertujemu od maja. Przez ten czas byłem na odwyku, ale teraz jest już dobrze- westchnął i spojrzał na mnie, a ja, cóż... zamurowało mnie. Gapiłam się tępo w białą ścianę i nie za bardzo wiedziałam co powiedzieć. -Tylko błagam, nie mów nic Skyler. Ja naprawdę się w niej zakochałem- dodał, patrząc na mnie z nadzieją. Wypuściłam ciężko powietrze i przetarłam twarz ręką. Za dużo informacji jak na jeden wieczór.
Opuściłam kolana chłopaka i udałam się do okna, otwierając je i wychylając za nie nieznacznie. Świeże powietrze otuliło moją twarz, a ja zamknęłam oczy i rozmasowałam palcami skronie. Nie wiedziałam myśleć. Szczerze to ta historia była jakaś zaplątana, nie trzymała się kupy, ale postanowiłam tego nie komentować. Musiałam coś zrobić.
- Nie obrazisz się, jeśli wyjdę na podjazd zapalić?- zapytałam, nie odwracając się w jego stronę, bo dobrze wiedziałam że stoi z mojej prawej strony i obserwuje mnie niczym pies myśliwski.
-Ty palisz?- zadał pytanie, a ja jedynie pokiwałam lekko głową. Nie otrzymując odpowiedzi udałam się na parter i wyciągnęłam z płaszcza paczkę papierosów. Wyszłam na zewnątrz, nie przejmując się zimnym, wieczornym wiatrem i odpaliłam patyczek nikotynowy. Dym otulił moje płuca, a ja od razu się rozluźniłam. Nie byłam nałogowym palaczem. O nie! Ja po prostu paliłam gdy miałam jakiś problem, gdy coś mnie przytłaczało. To była taka moja mała odskocznie. Zaczęłam to robić po zerwaniu ze swoim byłym. Nie wiedziałam czemu. To był odruch i tyle.
Zanim się zorientowałam przy moim boku pojawił się blodnyn i popatrzył w przestrzeń przed nami. Na przeciw podjazdu chłopaków znajdował się duży park, w którym rzadko kiedy można było spotkać żywą duszę.
-Może być jak dawniej?- wyszeptał nagle, a ja spojrzałam na jego twarz, która znów była mokra od łez. Wyrzuciłam niedopałek i zdeptałam go butem, a potem zarzuciłam przyjacielowi ramiona na szyję i wtuliłam się w niego.
-O niczym innym nie marzę- wyszeptałam mu do ucha i schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi. Pachniał... dzieciństwem i beztroskimi latami.
-A o Liamie?- zaśmiał się nagle, a ja oderwałam się od niego gwałtownie i zdzieliłam go w tors. On ma nastroje gorsze niż baba w ciąży, do cholery!
-O tu jesteś! Szukamy cię z Hazzą- powiedział Louis, wychodząc z domu na świeże powietrze. Spojrzałam na niego pytająco, a on jedynie pokręcił głową. Co się znów dzieje do cholery? Co im wpadło do tych pustych łbów? Aż się boję.-Muszę ci coś pokazać- powiedział zachowując nieodgadniony wyraz twarz, a ja jedynie popatrzyłam na blondyna i wzruszyłam ramionami.
Ruszyłam za szatynem i po chwili znaleźliśmy się po drugiej stronie domu. Ludzi już trochę ubyło, ale tylko troszeczkę i nadal wszędzie był harmider. Lou złapał mnie w talii i popchnął delikatnie w kierunku basenu, gdzie stał Harry z chytrym uśmieszkiem na twarz. Przechyliłam lekko głowę i zlustrowałam dokładnie tą dwójkę. W pewnej chwili Styles podszedł do mnie na niebezpiecznie bliską odległość, a ja skrzywiłam się na zapach alkoholu jaki od niego bił.
-Mam nadzieje, że nie masz przy sobie nic wartościowego- powiedział, a ja pokręciłam przecząco głową. Krzyknęłam głośno, kiedy zgiął się i podniósł mnie w ślubnym stylu. Zaczął zbliżać się do tafli wody, a ja dopiero teraz dodałam dwa do dwóch.
-Tylko spróbuj, a przez tydzień się do ciebie nie odezwę- wrzasnęłam i próbowałam się wyrwać, ale już było za późno. Chłopak puścił mnie, a ja wpadłam z głuchym chlustem do lodowatej wody. Na szczęście basen nie był głęboki, bo inaczej miałabym problem. Szybko się ogarnęłam i wypłynęłam na powierzchnię i wyplułam wodę, która wlała mi się do gardła. Zaczęłam kaszleć i nie mogłam złapać powietrza. Złapałam się za gardło i błagałam Boga, żeby to nie było to o czym myślałam. Nie tutaj, nie przy tych ludziach. cały czas się dusząc znalazłam barierkę i próbowałam się po niej wspiąć, ale pomogły mi tym czyjeś silne ręce. Nie patrzyłam kto to, bo od razu zgięłam się wpół i położyłam dłonie na kolanach. Nie mogłam złapać oddechu i czułam jak czarne mroczki pojawiają mi się przed oczami.
-Boże Nat, nic ci nie jest?- usłyszałam głos Liama, ale nawet nie podniosłam na niego wzroku. Czułam jak płuca pieką mnie niemiłosiernie, a kolana robią się jak z waty.
-Kurwa mać, Styles coś ty zrobił?!- uchwyciłam krzyk Horana i próbowałam zaciągnąć się powietrzem, ale moja krtań i tchawica były ściśnięte na supeł. W kącikach oczu zgromadziły się łzy, które po chwili zamoczyły mi policzki. Jeśli za chwilę nie wezmę leków, uduszę się, pomyślałam i jak na zawołanie usłyszałam głos Payn'a.
-Spokojnie, Niall poleciał po leki. Wytrzymaj jeszcze trochę!- był spanikowany, a ja zachwiałam się nie bezpiecznie. Poczułam mocny uścisk w talii i ktoś podniósł mnie do pionu.
-Masz!- krzyknął blondyn, wpychając mi w dłoń inhalator. Odblokowałam do i zaciągnęłam się dawką lekarstwa. Od razu lepiej, pomyślałam gdy tlen dotarł do moich płuc. Łapałam gwałtownie powietrze, mając wrażenie, że każdy oddech był moim ostatnim. Tak, mam astmę. Czasami miałam ataki, ale zdarzały się one stosunkowo rzadko.
Liam objął mnie opiekuńczo w talii i zaprowadził do salonu. Posadził mnie delikatnie na kanapie, gdzie nie było żywej duszy, i okrył mnie miękkim, pluszowym kocem. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem cała  mokra i kosmyki opadają mi na twarz, więc zagarnęłam je delikatnie za ucho. Szatyn usiadł obok mnie i wtulił mnie w swoją klatkę piersiową. Z kuchni wyleciał Horan, niosąc kubek ciepłej, gorzkiej herbaty z cytryną. Pamiętał, że to moja ulubiona. Uśmiechnęłam się delikatnie i odebrałam od niego naczynie. Miałam zmarznięte dłonie, więc ciepło napoju skutecznie załatwiło sprawę. Payne głaskał mnie delikatnie po plecach. Zwinęłam się w kulkę, podwijając nogi pod siebie, czując jak nieprzyjemne dreszcze wstrząsają moim ciałem. Było mi zimno, ale nie chciałam żeby chłopak mnie puścił.
-Lepiej się czujesz?- zapytał cicho Niall, kucając na przeciwko mnie i kładąc mi dłonie na kolanach. Pokiwałam lekko głową i upiłam łyk napoju, mając nadzieję, że chociaż trochę mnie on ogrzeje.
-Przepraszam, że rozwaliłam wam imprezę- wymruczałam spuszczając wzrok na naczynie i widząc uprzednio jak goście wychodzą przez frontowe drwi.
-Przestań!- warknął Liam i zacieśnił uścisk na moim ramieniu.- Cholera, ty się cała trzęsiesz!- prawie krzyknął, a blondyn odebrał ode mnie napój, który sam przygotował. Szatyn jednym ruchem wziął mnie na ręce, a ja poczułam ja robi mi się odrobinę cieplej. Byłam kompletnie rozwalona. Moje mięśnie nie funkcjonowały, a kości były zastałe. Wtuliłam się w klatkę chłopaka, który szybko pokonał schody. Czułam jak moje powieki staja się cięższe i zanim się zorientowałam odpłynęłam.

*Liam
Cholera jasna! Kiedy zobaczyłem jak Harry wrzuca Natalie do basenu trochę mnie to rozbawiło, ale jak wypłynęła  i nie mogła złapać powietrza cała krew uciekła z mojej twarz. Wyciągnąłem ją z tej pieprzonej wody i zacząłem uspokajać, ale ona kompletnie nie kontaktowała. Była cała przemoczona i blada. Gdy zaczęła się dusić wpadł przerażony Niall i ochrzanił Styles'a. Potem pobiegł z powrotem do domu, ale widząc jego przerażenie, wiedziałem, że jest źle i to bardzo.
Nagle szatynka zatoczyła się do tyłu, a ja złapałem ją w talii i uniosłem jej tułów do pionu. Jej oczy były zaczerwienione, a po policzkach spływały łzy. Nadal nie mogła oddychać. Wszystko działo się strasznie szybko. Wiem tylko, że kiedy Natalie prawie upadła byłem przerażony, a mój żołądek zaciskał się boleśnie. Na szczęście Horan przyniósł w porę te pieprzone lekarstwa.
Teraz jednak to nic nie dało, bo niosąc Nat do pokoju, trzęsła się jak galareta. Czułem jak wtula się we mnie i mętny uśmiech wpłynął na moją twarz. Zaraz jednak zniknął, kiedy spojrzałem na bladą i nieprzytomną dziewczynę. Wpadłem szybko do jej pokoju i położyłem ją delikatnie do łóżka. Następnie drżącymi rękami nalałem goręcej wody do wanny w jej łazience i wróciłem do pokoju. Nie wiedząc za bardzo co robić przełknąłem głośno ślinę i rozebrałem dziewczynę do samej, czarnej, koronkowej bielizny. Uwierzcie mi, nie chcielibyście wiedzieć co wtedy chodziło mi po głowie, ale szybko się ogarnąłem i włożyłem dziewczynę do ciepłej wody. Usiadłem obok i poklepałem ją delikatnie po policzku. Była taka blada, miała zaczerwienione oczy i opuchnięte usta. Złość się we mnie zakumulowała, ale nie dałem jej wypłynąć. Musiałem być spokojny.
-Liam?- usłyszałem cichy głosik szatynki, kiedy obmywałem ją lekko wrzątkiem i poczułem jak kamień spada mi z serca.
-Cii, spokojnie, już wszystko jest dobrze- wyszeptałem i pogłaskałem ją delikatnie po policzku, siadając na progu wanny. Dziewczyna spojrzała po sobie już trochę bardziej przytomna i zarumieniła się słodko. Zachichotałem cicho na jej reakcję, bo była urocza. Natalie podciągnęła kolana pod brodę i owinęła smukłe nogi ramionami. -Jak się czujesz?- zapytałem siadając obok, na kafelkach i opierając się plecami o niski murek.
-Niezręcznie- wymruczała, a ja parsknąłem śmiechem i przetarłem twarz dłońmi. Było po wszystkim i wróciła moja dawne, cholernie nieśmiała Nat.

piątek, 23 października 2015

Rozdział 8


                Poczułam jak coś ciepłego łaskocze mnie po skórze powiek i nosa. Zmarszczyłam go i uchyliłam delikatnie oczy. Zamknęłam je jednak szybko, porażona słonecznymi promieniami. Jęknęłam cicho i odwróciłam się tyłkiem do okna. Pierwszy raz od bardzo dawna kilka godzin snu w ogóle mi nie wystarczało. Czułam się jakbym moja głowa przylepiona była do poduszki, a kołdra do reszty ciała. Nic mi się nie chciało, a te boskie, wygodne łóżko aż błagało by z niego nie wstawać.
-Na, na, na, sia la, la, la wsta- je- my!- ktoś z hukiem otworzył drzwi od mojego pokoju i krzycząc wszedł do niego bez pukania. Warknęłam pod nosem i nakryłam głowę poduszką. Dajcie mi spać, błagaaam!!!
-Co za banda debili- usłyszałam rozwścieczony głos Skyler i mimo wolnie delikatny uśmiech niczym łódka wpłynął na moje usta.
- Jeśli zaraz nie wstaniesz spotka cię taki sam los jak dziewczynę Horan’a- powiedział, zdecydowanie za głośno, Harry i zerwał ze mnie okrycie. Prychnęłam niezadowolona i zwinęłam się w kłębek. Jak ja ich nienawidzę!
-Pierdol się Styles- wymruczałam i odwróciłam się w stronę słońca. Z dwojga złego wolałam żeby coś mnie raziło niż darło mi się do ucha.
-Dobra, sama tego chciałaś- parsknął i wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Odetchnęłam w duchu, a mój mózg nie pracował jeszcze na wystarczająco wysokich obrotach i nie połączył elementów układanki. Po minucie znów ktoś wpadł do pomieszczenia, a ja byłam bliska wybuchu. Kurwa, ja ich zamorduję. Tak, kiedy rano się wściekam, przeklinam. Na co dzień mi się to nie zdarza, ale jak ktoś wyprowadzi mnie z równowagi, to lepiej, żeby bez kija nie podchodził. Nagle zakrztusiłam sie powietrzem, czując jak ktoś wylewa mi lodowata substancję na głowę. Nie to jest przegięcie!
Od razu podniosłam sie do pozycji pionowej i odgarnęłam z twarzy mokre włosy. Woda wyciekała z mojego ubrania jak z wodospadu. Moje ciało pokryło się gęsią skórką, a ja wstałam jak poparzona.
-Zabiję cię- warknęłam przez zęby i rzuciłam się na Hazzę, który stał w kacie pokoju, dusząc się ze śmiechu. Kiedy tylko mnie zobaczył zaczął uciekać. No, jak dzieci. Gdy już się go pozbyłam, zatrzasnęłam drzwi tak mocno, że zastanawiałam się jakim cudem nie wypadły z witryny. No nic. Prychając pod nosem weszłam do łazienki i zdjęłam z siebie przemoczone ciuchy. Owinięta ręcznikiem podreptałam do torby i wyciągnęłam z niej świeżą bieliznę wraz z suchymi ubraniami. Wciągnęłam na siebie brązowe rurki, biała bokserkę i kremowy kardigan w skandynawskie worki. Rozczesałam włosy palcami i pozostawiając je rozpuszczone, nałożyłam na twarz lekki makijaż, którym zakryłam ciemne wory pod oczami. Ziewnęłam przeciągle i powiesiłam piżamy na kaloryferze. Włożyłam jeszcze na stopy czarne stopki i wsadzając telefon do kieszeni, opuściłam pomieszczenie.
-Wiedzę, że tobie też zrobili pobudkę- powiedziała szatynka, kiedy spotkałam się z nią przy schodach. Ubrana była w suche ciuchy, ale w jej głosie pobrzmiewał gniew i chęć mordu. Wiedziałam co czuje.
-Tsa. Ciekawe jak zareaguję, gdy będziemy ich cały dzień ignorować?- zadałam pytanie retoryczne, chcąc odwdzięczyć się pięknym za nadobne. Sky uśmiechnęła się chytrze i pokiwała głową na znak, że zgadza sie na niemą propozycję.
-Liam i Niall pojechali coś załatwić- wypaliła nagle gdy zeszłyśmy juz ze schodów, a ja faktycznie zdałam sobie sprawę, że czegoś mi brakuje, a właściwie kogoś.

                Udałyśmy się do kuchnie, w której na szczęście nikogo nie było i zrobiłyśmy sobie tosty na śniadanie. Wypiłyśmy jeszcze po mocnej kawie i siedząc na stołkach barowych plotkowałyśmy o najróżniejszych rzeczach. Po około 15 minutach do kuchni weszli Lou wraz z Harrym, a my udawałyśmy, że nie widzimy tych łobuzerskich uśmieszków, które sobie posyłali.
- Jedziemy na zakupy?- wypaliła nagle Skyler, a ja pokiwałam ochoczo głową i odstawiłam naczynia do zlewu, omijając szerokim łukiem chłopca w paskach. Już nie pamiętam kiedy ostatnio byłam na zakupach. W ogóle kiedy byłam w sklepie innym niż spożywczy. Ubrałam buty, płaszcz i łapiąc torebkę pod pachę, wybiegłam z domu za Sky. Wsiadłyśmy do jej samochodu i włączyłyśmy radio.
-Jakoś nie mam ochoty ich słuchać- skomentowała, gdy zaczęło lecieć Drag me down. Parsknęłam krótkim śmiechem i przyznałam jej szczerą rację. -Pomożesz mi wybrać sukienkę?- zapytała, a ja spojrzałam na nią pytająco. -No bo jest gala pod koniec wakacji i Niall mnie zaprosił- wytłumaczyła, a ja oparłam głowę o zagłówek.
-Aha, pewnie- mruknęłam i wbiłam wzrok w szare ulice, którymi pędzili spieszący się ludzie.
-Co byś zrobiła jakby Liam cię zaprosił?- wypaliła nagle, a ja zakrztusiłam się powietrzem, myśląc, że się przesłyszałam.
-Po co miałby mnie zapraszać?- zapytałam całkowicie zdezorientowana. Przecież my się tylko przyjaźnimy. Nic więcej.
-Jesteś ślepa czy głupia?- zadała pytanie retoryczne, a ja pacnęłam ją, z grymasem na twarzy, w ramię. Ani taka, ani taka.- Bez jaj. Ty serio nie widzisz jak on na ciebie patrzy?- zadała pytanie, a ja byłam coraz bardzie zdezorientowana. O co jej chodzi do cholery?!
-Jak się patrzy? Normalnie się patrzy. Jak na przyjaciółkę- tłumaczyłam zirytowana. Nienawidziłam jak ludzie insynuowali jakieś takie bzdury. Może inni nie wierzą w coś takiego jak przyjaźń damsko męska, ale ja zdecydowanie tak.
-Boże... kiedy ty ostatnio miałaś chłopaka?- jęknęła, a ja schowałam twarz we włosach, by ukryć rumieńce, które mnie zalały. Nie, to zdecydowanie nie jest temat, który chciałabym poruszać. - Po reakcji wnioskuję, że dawno- zachichotała, a ja jęknęłam cicho.
-Oj, zamknij się- prychnęłam i znów walnęłam ją w ramię.

                Reszta drogi minęła nam w ciszy. Ale takiej przyjemnej ciszy. Kiedy szatynka tylko zaparkowała na parkingu miałam wrażenie, że aż ją nosi by tam wlecieć. Zachichotałam cicho i zamknęłam drzwi od swojej strony. Sky nawet na mnie nie czekała. Po prostu wbiegła do galerii, a ja za nią. Biegała od sklepu do sklepu, wychodząc z każdego z ogromną torbą. A to szpilki, a to sandałki, szorty, bluzki, topy, swetry i kolczyki. Widząc jej podekscytowanie i wesołe ogniki tańczące w oczach nie sposób był się nie uśmiechnąć. Nogi właziły mi do dupy, ale nie miałam serca jej tego powiedzieć, wiec po prostu siedziałam cicho, krzywiąc się czasami. Sama kupiłam tylko jakieś dwa t-shirty, dwie pary jeansów, dwie pary szortów, trzy spódnice, cztery swetry i dwie bluzy. Tak, TYLKO.
-Boże, zobacz jaki cudny!- pisnęła dziewczyna, widząc śliczny czarny strój kąpielowy na wystawie sklepu Victoria's Secret. Pokręciłam z politowaniem głową, ale weszłam za nią do środka. Jak dziecko, pomyślałam, a szatynka już biegła w moja stronę z bikini. -Masz, będziesz w tym świetnie wyglądać- zachichotała i wcisnęła mi ubranie, a ja popatrzyłam na nią jak na kosmitę. Po co mi strój skora ja nie mam kiedy w nim chodzić.
-Nie będę miała okazji go założyć- mruknęłam i oddałam jej bieliznę.
-No weź, przymierz, założę się, że będziesz w tym świetnie wyglądać- usłyszałam dziwnie znajomy głos, ale nie skojarzyłam do kogo należy. Odwróciłam się, marszcząc nos i spotkałam na swojej drodze czyjeś lodowato niebieskie tęczówki.
-Colin, dobrze pamiętam?- zaśmiałam się cicho widząc chłopaka, którego miałam przyjemność poznać już wcześniej.
-Tak, Natalie, brawo. A teraz leć, przymierz ten strój i pokarz się nam- zakomenderował i rozsiadł się na kanapie przed przymierzalnią. Posłałam mu niepewne spojrzenie i jeszcze raz zeskanowałam dokładnie kostium.
-No nie wiem...- mruknęłam, a po chwili poczułam jak chłopak delikatnie wpycha mnie do szatni.
-Ale ja wiem- posłał mi zabójczy uśmiech i zasunął zasłonę. Zarumieniłam się delikatnie i rozebrałam by wskoczyć w strój. Nie wyglądałam źle, ale nie miałam takiego ciała, żeby się w tym pokazać. Przetarłam twarz dłońmi i obróciłam bokiem. Wyglądam źle i to bardzo. Założyłam za ucho kosmyk włosów i już miałam się z powrotem przebierać, kiedy do przebieralni wparowała Skyler.
-O matko!- pisnęła z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-Tak, wiem, wyglądam jak wieloryb.
-Wyglądasz zajebiście- krzyknęła, a ja zasłoniłam jej usta dłonią. Po kija ona się tak drze?
-No pokarz się babo- mruknął blondyn, który najwyraźniej stał pod przebieralnię.
-O jest boski- wyszeptała mi szatynka do ucha, a ja się zaczerwieniłam. Nagle dziewczyna odsłoniła zasłonkę, a ja spóściłam wzrok.
-O kurwa!- usłyszałam i podniosłam wzrok na chłopaka, którego oczy wyglądały jak kosmiczne spodki.
-Wiem, że tragicznie, ale błagam nie komentuj już więcej- mruknęłam i chciałam "zamknąć drzwi", ale chłopak złapał materiał i spojrzał mi w oczy.
-Wyglądasz pięknie. Jeśli ty go nie kupisz, zrobię to ja i wepchnę ci do torby- wychrypiała, a ja spuściłam wzrok, rumieniąc się jeszcze bardziej. Usłyszałam jak śmieje się cicho pod nosem i zamyka przebieralnie. Oglądnęłam się kolejny raz w lustrze i pokręciłam głową, nie wierząc, że to robię. Opuściłam pomieszczenie juz ubrana i skierowałam się do kas. Zapłaciłam i wróciłam do znajomych.
-Nie pożałujesz- rzucił jakby od niechcenia Colin, a ja spojrzałam na niego z wdzięcznością.
-Dzięki wielkie.
-Cała przyjemność po mojej stronie- uśmiechnął się łobuzersko, a ja odwzajemniłam gest. - Niestety ja musze już lecieć, ale tu masz mój numer, ja twój mam, więc zadzwonię. Do zobaczenia- rzucił chaotycznie i już go nie było. Magia. Uśmiechnęłam się pod nosem i rozglądnęłam w poszukiwaniu Skyler, która jak mogłam się spodziewać stała przy wystawach sklepu z butami i podziwiała różnokolorowe szpilki.
-Sky, idziemy na kawę?- zapytałam podchodząc do niej i kładąc jej rękę na ramieniu.
-Pewnie, ale w domu i tak mi wszystko opowiesz o- zachichotała i pociągnęła mnie w stronę Starbucks’a. Przewróciłam oczami i weszłam do kawiarni. Zamówiłyśmy swoje ulubione kawy na wynos i postanowiłyśmy już wracać.
-Tak, słucham?- przy samochodzie usłyszałam dzwonek swojego telefonu, więc włożyłam zakupy do dużego bagażnika i wsiadając, odebrałam.
-Cześć Nat, tu Liam- nie wiem czemu, ale słysząc jego głos mimowolnie kąciki moich ust poszybowały do góry.
-Hej Li, co tam?- zagadnęłam, upijając łyk napoju i powstrzymując się od jęku przyjemności, jaka opanowała moje podniebienie.
-Gdzie wy się tak długo podziewacie? Może po was przyjechać, albo coś w tym rodzaju?- wyszczerzyłam się sama do siebie, zauroczona jego troską. Ten chłopak to ideał jakiś, do cholery.
-Nie, nie trzeba. Jesteśmy samochodem Skyler.
-Dobra, a kiedy będziecie, bo chcemy z chłopakami...
-Zamknij pysk Payne- usłyszałam krzyk Hazzy i parsknęłam śmiechem.
-Będziemy za jakieś 30 minut- rzekłam, patrząc jak szatynka przekręca kluczyk w stacyjce i odpala auto.
-Dobra, to do zobaczenie- mruknął, a ja poczułam dreszcze, które przeszły po moim kręgosłupie.
-Do zobaczenia- powiedziałam i rozłączyłam się. Jeszcze przez chwilę gapiłam się w ekran z bananem na buzi, aż wyczułam na sobie wzrok niebieskookiej i schowałam komórkę do torebki.-Co się tak na mnie patrzysz z tym szatańskim uśmieszkiem?- zagadnęłam, dokańczając napój kofeinowy.
-Nie nie- pisnęła i wróciła wzrokiem na drogę.
- No mów.
-Ty naprawdę na niego lecisz- zaśmiała się i skręciła w prawo na skrzyżowaniu.
-Nie prawda- mruknęłam lekko zażenowana i poczułam jak rumieńce wkradają się na moją twarz. Odwróciłam głowę stronę okna, ale jednak chyba trochę zbyt wolno.
-Ja tam swoje wiem- rzuciła jakby od niechcenia, a ja postanowiłam już nawet tego nie komentować.
                Tak jak mówiłam reszta drogi minęła nam w pół godzinnej ciszy. Jedyne dźwięki wydawało radio i harmider na ulicy. Kiedy dotarłyśmy do posiadłości naszych znajomych, szatynka zaparkowała na chodniku i w tym samym czasie wysiadłyśmy z maszyny. Zabrałyśmy ze sobą zakupy i udałyśmy do domu.
-No w końcu. Ile można na was czekać?- usłyszałam głos Louisa i spojrzałam porozumiewawczo na niebieskooką, dając jej sekretnie znać, że nadal trzymamy się planu z rana. Udając, że nie słyszałyśmy pytania, zdjęłyśmy buty, płaszcze i ruszyłyśmy na piętro, by odnieść zakupy. W dwójkę zeszłyśmy na dół i od progu przywitały nas jakieś ciekawe zapachy. Spojrzałam zdziwiona na przyjaciółkę, a ona tylko wzruszyła ramionami.
-Witam panie- usłyszałam od wejścia do kuchni rozbawiony głos blondyna i uśmiechnęłam się szeroko. Nie wiem czemu, ale miałam tak, że czasami wystarczał mi po prostu czyjś głos by się uśmiechać, a czasami mogłeś mnie rozśmieszać godzinami, łaskotać i jeszcze Bóg wie co robić, ale nie potrafię się wyszczerzyć, czy zachichotać.
-Dobry, dobry- odparłam i cmoknęłam przyjaciela w policzek, po tym jak przywitał się ze swoją dziewczyną. Naprawdę ślicznie razem wyglądali. Są przepiękną i pasującą do siebie parą.
-Hej Nat- zaszedł mnie od tyłu Liam i musnął ustami w policzek, a ja zadrżałam na dźwięk jego głosu i dotyk. Co się ze mną dzieje?
-Cześć Liaś, co tam?- zapytałam odwracając się do niego i patrząc mu w te przecudowne, czekoladowe tęczówki.
-A dobrze, właśnie robiliśmy...- zaczął, ale do pomieszczenia wbiegł Louis z bałaganem na głowie, a ja spojrzałam na niego spod podniesionych brwi.
-Liam, nie umiesz trzymać języka za zębami?- zapytał, machając na szatyna ubrudzoną, drewnianą łyżką.
-Ale ja nic nie mówię- rzucił brązowooki, unosząc geście obronnym ręce.
-No ja myślę- dodał swoje cztery grosze Loczek, wchodząc do kuchni ze słoikiem pomidorów. Dobra, to się robi dziwne.
-A, właśnie to mi przypomina, że miałyśmy o czymś porozmawiać, Nat. A właściwie o kimś- zachichotała cicho szatyna, wyswobadzając się z objęć swojego kochasia. Jęknęłam cicho pod nosem i przetarłam twarz dłońmi.
-Ale tu za bardzo nie ma co gadać- mruknęłam i usiadłam na krześle barowym, z którego zostałam po chwili ściągnięta na siłę i wyprowadzona na taras.
-Chce wiedzieć wszystko od początku- zarządziła i rozsiadła się na rozkładanym krześle. No to naprawdę dużo się dowiesz, pomyślałam, patrząc na nią z politowaniem.
-No jak zniknęłam to pojechałam do swojej rodzinnej miejscowości. Jakieś 4 godziny stąd. Poszłam na spacer i gdy wracałam po prostu na siebie wpadliśmy. Nigdy go wcześniej nie widziałam, ani z nim nie gadałam. Dzisiaj to był tak na prawdę drugi raz- wyjaśniłam, nawet nie zajmując miejsca obok niej. Wyglądała na lekko zawiedziona.
-No to masz szczęście. Wpaść na takie ciacho na ulicy, to jest cud jakiś- podskoczyła na równe nogi i zaczęła krążyć wokół mnie.
-Laski, obiad-usłyszałam zza pleców rozbawiony głos Harrego, ale nawet nie odwróciłam się w jego stronę. Musiałam być twarda. - No weźcie. No nie mówcie, że macie na nas focha za dzisiejszą pobudkę- kiedy żadna z nas nie odpowiedziała i nadal stałyśmy do niego tyłem, mruknął coś pod nosem.
-Louis chodź tu, księżniczki się obraziły- krzyknął, a ja zacisnęłam pięści po bokach. Dzisiaj wyjątkowo łatwo się denerwowałam na tych chłopaków.
-No nie, tak nie może być- powiedział teatralnym głosem chłopiec w pasiastej koszulce i ruszył w kierunku szatynki. Złapała ją w pasie i przerzucił sobie przez ramię. Mimo woli zachichotałam, ale po chwili krzyknęłam głośno, kiedy poczułam jak czyjeś silne ramiona również kładą mnie sobie na ramieniu. 
-Harry w tej chwili mnie postaw- walnęłam go w plecy, ale chłopak zaśmiał sie głośno i zaczął kręcić w kółko. Zakryłam twarz dłońmi i w duszy dziękowałam sobie, że nie dałam namówić sie Skyler na ciasto. - Błagam, ratunku- wrzasnęłam, czując jak kręci mi sie w głowie i obraz załamuje się.
-Styles odstaw ją na ziemię- rzucił Payne niby poważnie, ale rozbrzmiewało w jego głosie rozbawienie. Z zamkniętymi oczami poczułam grunt pod nogami. Jednak moje stawy były jak z waty i poczułam jak kolana się pode mną załamują. -Wow, spokojnie, oddychaj - wymruczał mi Liaś do ucha, obejmując mnie opiekuńczo, delikatnie, ale stanowczo w talii i przytrzymując.
-Natalie, wszystko gra?- odezwał się Harry, a ja warknęłam pod nosem i spojrzałam na niego spode łba.
-Ja cię dzisiaj naprawdę zabiję.
-Pomogę ci, ale na początek dojdziemy do krzesła- dodał Payne, cały czas dokładnie mnie obserwując i podtrzymując w pasie. Z jego pomocą doszłam do siedziska i bezpiecznie na nie klepnęłam. Mój żołądek podchodził mi do gardła, a świat był rozmazany. Oparłam łokcie po obu stronach talerza i opierając na nich głowę, wbiłam wzrok w naczynie.
- Dzięki Liaś- mruknęłam i spojrzałam na niego zamglonymi tęczówkami.
- Nie masz za co- uśmiechnął się pod nosem i poprawił na krześle obok, nie zdejmując dłoni z dołu moich placów.- Chcesz może wody, albo cokolwiek innego?- zapytał z troską i pogłaskała mnie uspokajająco po kręgosłupie.
-Nie, już jest dobrze- powiedziałam i wyprostowałam się.- Może trzeba wam w czymś pomóc?
-Już wszystko jest gotowe. Teraz tylko ci debile przyniosą obiad- mruknął, wyraźnie zniesmaczony. Przyjemne ciepło rozchodziło się po moim ciele. Naprawdę dobrze czułam sie w jego towarzystwie i co dla niektórych może wydawać się dziwne, bezpiecznie. -Natalie, jak was nie było tak sie zastanawialiśmy... no może... zgodziłabyś sie...chciałabyś...- nie mógł wykrztusić i widać było, że
czymś się stresuje, gdyż zawsze gdy tak było, drapał się po karku. Wyglądał uroczo w takim stanie.
-Liaś, ja nie gryzę- zachichotałam cichutko i wpatrywałam sie w jego oczy, które nagle zatrzymały sie na mnie i jakby uspokoiły?
-Wprowadź sie do nas- rzucił już zupełnie na luzie, a ja w pierwszej chwili myślałam, że sie przesłyszałam. Spojrzałam na niego zszokowana i lekko otworzyłam buzię. No nieźle.
-Li, przecież mieszkam niecałe pół godziny drogi stąd- mruknęłam lekko zażenowana. Nie wiem czemu, ale zarumieniłam się. Ta propozycja była dziwna, ale z drugiej strony było mi cholernie miło.
-No, ale to bez sensu, żebyśmy tak krążyli między domami. Poza tym skoro nie pracujesz to możemy spędzić te dwa miesiące bliżej siebie i tak dalej- próbował mnie namówić, a ja nie potrafiłam odmówić tej słodkiej mince jaką robił.
-No nie wiem...- mruknęłam i oderwałam od niego tęczówki. To poważna decyzja. Nie można podjąć jej tak po prostu. Bez zastanowienia.
-Prosię- powiedział dziecięcym głosikiem i objął moją dłoń swoimi dużymi i podniósł do swoich ust. Wyrwałam ją i zaczerwieniłam się jak burak. Czemu on to zrobił?
-Zastanowię się, okay?- zadałam pytanie, a jego twarz rozpromieniła się cudownie.
-Oczywiście- parsknął i jego twarz nagle stężała. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego zdziwiona.-O jakim chłopaku mówiła Skyler- zapytał, a ja miałam ochotę się uśmiechnąć. Chłopak rozsiadł się wygodnie na krześle, ale przez jego ciało przemawiała arogancja, ciekawość i jakby dystans.
-A, to...- westchnęłam i odwróciłam wzrok. Podsłuchiwał.- Nikt taki. Jakiś znajomy, a może nawet nie. Nie znam go. Widziałam go drugi raz w życiu- mruknęłam i nalałam sobie do szklanki soku pomarańczowego. Podniosłam dzbanek i wyciągnęłam go w pytającym geście w stronę chłopaka. Pokiwał głową, a ja napełniłam jego naczynie.
-Czyli... nie podoba ci się?- zadał pytanie, a w jego głosie wyczułam jakby nadzieję i ulgę? Nie jestem pewna. W ogóle ostatnio mam słaby kontakt z ludźmi.
-Nie, nie znam go- rzuciłam, ale w pewnym momencie zaświeciłam mi sie w głowie lampka. Spojrzałam na niego rozbawiona i skanowałam jego twarz.
-Co? Mam coś na twarzy?
-Jesteś zazdrosny?- wypaliłam nagle, a szatyn gwałtownie wciągnął powietrze. Patrzył mi przez chwilę w oczy i zaczął się przybliżać. Nie cofnęłam się nawet o centymetr, a moje serce biło jak oszalałe. Wystarczyła tylko jego bliskość.
-A gdybym ci powiedział, że jak cholera? Co byś zrobiła?- wymruczał, zatrzymując się dosłownie dwa centymetry przed moją twarzą. Nasze nosy prawie się stykały, a my nie potrafiliśmy oderwać od siebie wzroku. Szukałam jakiejkolwiek oznaki, że żartuje, albo, że robi sobie ze mnie jaja, ale nie znalazłam nic takiego. Był śmiertelnie poważny. Podniósł dłoń i schował mi za ucho niesforny kosmyk. To co działo się w moim brzuchu było niczym rozszalałe stado motyli. Całe moje ciało pokryte było gęsią skórką, a ja sama oddychałam płytko i wolno. Co ja bym powiedziała? Że ty też mi się cholernie podobasz, pomyślałam i kiedy już otwierałam buzię, by to powiedzieć do salonu weszła cała banda i dosiadła się do stołu. Oderwaliśmy się od siebie z Payne'm  i wbiliśmy zakłopotani wzrok w talerze. Czułam na sobie wzrok pozostałej czwórki jak i piekące rumieńce na mojej szyi i policzkach.
-To co... smacznego- przerwała wreszcie niezręczna ciszę Sky, a ja miałam ochotę w tamtym momencie ją wyściskać, a potem zapaść się trzy metry pod ziemię.
-Natalie, Liam ci już powiedział o naszej propozycji?- zadał pytanie Niall, który siedział na przeciwko mnie, a ja spojrzałam na niego. Na jego wargach błąkał się łobuzerski uśmieszek, a w oczach tańczyły rozbawione chochliki. Widział całe zejście i źle zinterpretował.
-Tak, powiedział- rzuciłam pośpiesznie i zanurzyłam widelec w pysznym spagetthi.
-I jak? Zgadzasz się?- pytał Louis, a ja gapiłam się w swój talerz. Raz kozie śmierć.
-Mam nadzieję, że tego nie pożałuję między innymi przez takie pobudki jak dzisiaj- parsknęłam i podniosłam wzrok na pozostałych. Każdy szczerzył sie jak głupi do sera. Kątem oka widziałam jak Liam uśmiecha się pod nosem, cały czas wpatrując się w danie główne.

                Po obiedzie pomogłam przyjaciółce posprzątać, a ona badawczo mi się przyglądała. Wiedziałam o co jej chodzi, ale nie chciałam o tym gadać. Sama nie do końca potrafiłam wyjaśnić to co miało miejsce w jadalni. To było dziwne, ale Liam zachowywał sie normalnie, więc ja też postanowiłam to zrobić. Wsadziłam ostatni talerz do zmywarki i oparłam się o nią plecami.
-Nie patrz tak na mnie i nawet nie zadawaj pytań, bo ci na nie odpowiem- mruknęłam i spojrzałam na nią znacząco. Uśmiechnęła sie pod nosem i pokręciła głową.
-I tak to z ciebie kiedyś wyciągnę-powiedziała i zostawiła mnie sama w pomieszczeniu. Siedziałam na blacie i machałam nogami jak małe dziecko, pijąc zimną wodę i patrząc tępo w okno. Zastanawiałam sie czy podjęłam dobrą decyzję. Może jednak trzeba było odmówić? Tak, Natalie, dopiero teraz dopadły cię wątpliwości? No naprawdę. Szkoda słów. Co raz gorzej ze mną, pomyślałam i zeskoczyłam na kafelki.
-Chcesz może teraz pojechać po kilka rzeczy?- usłyszałam za sobą głos Liasia i odwróciłam się gwałtownie  jego stronę. Jakim cudem on w zwykłej koszulce i jeansach wyglądał idealnie?
-Pewnie- wzruszyłam ramionami i odstawiłam szklankę do zlewu. Chłopak uważnie śledził każdy mój ruch, a ja udawałam, że albo tego nie widzę, albo kompletnie mnie to nie rusza.
-To chodź, jedziemy, bo za jakieś trzy godziny robimy imprezę-powiedział i rzucając mi ostatnie spojrzenie udał się na korytarz. Westchnęłam cicho i ruszyłam za szatynem. Co dziwne na dworze zrobiło się dość ciepło, więc ubrałam tylko buty, w dłoń złapałam skórzaną torebkę i wyszłam na zewnątrz. Chłopak stał już przy samochodzie i otwierał mi drzwi. Uśmiechnęłam się do niego lekko i wsiadłam do środka. Droga minęła nam w przyjemnej ciszy, przerywanej jedynie przez muzykę z radia. Jestem ciekawa jakim cudem dzisiaj nie padało, pomyślałam i dalej wpatrywałam się w obraz za oknem.
-Nat, wyrobisz sie w godzinę? Ja bym w tym czasie pojechał do sklepu kupić alkohol i jakieś przekąski- rzucił szatyn kiedy staliśmy na skrzyżowaniu.
-Nie ma problemu- odparłam i zanurkowałam do torebki w poszukiwaniu kluczy. Boże ile ja tego tam mam.
-Zaraz utoniesz w tej torbie- zaśmiał się szatyn, nie odrywając wzroku od ulicy.
-Najwyraźniej. Po kija ja tu tego tyle noszę?- zadałam pytanie retoryczne, wyjmując ze środka dwie opasłe książki i małą encyklopedię.
-Wyjaśnij mi po co nosisz ze sobą książki i encyklopedie grubości bloku- prychnął, zatrzymując się przed moim domem. Spojrzałam na niego rozbawiona i wpiłam palec wskazujący w swoją klatkę piersiową.
-Nie mam zielonego pojęcia- rzuciłam i opuściłam maszynę, zostawiając za sobą śmiejącego się przyjaciela. Weszłam do domu i zamknęłam za sobą drzwi. Rozejrzałam sie po wnętrzu i doszłam do wniosku, że wszystko leży na swoim miejscu.
               
                Podeszłam do wieży, która stała w salonie, obok telewizora i włączyłam ją, podgłaśniając na fula. Wskoczyłam po schodach do swojego pokoju i wyciągnęłam z szafy kilka toreb. Do jednej zaczęłam pakować ubrania. Do drugiej buty. Do trzeciej jakieś kosmetyki, biżuterię i rzeczy elektroniczne, typu laptop, aparat, ładowarki i tym podobne. Nie wiem jak, ale zmieściłam się w pięciu dużych walizkach, a zajęło mi to nie całe 45 minut. Nagle jednak coś mi sie przypomniało.
Ja : Liam, ja zabiorę się sama, bo muszę zabrać samochód.
Liam: Jesteś pewna, że dasz sobie radę?
Ja: Na 100%
Liam: No okay, jakby co to dzwoń.
Ja: Do zobaczenia
Liam: Do zobaczenie ;)

                  Uśmiechnęłam sie pod nosem i schowałam telefon do tylnej kieszeni. Przetarłam twarz dłonią i spojrzałam na swoje bagaże. Dopiero teraz dotarło do mnie, że od teraz będę mieszkać z czwórką rąbniętych chłopaków i przyjaciółką. Będę mieszkać z jednym z najpopularniejszych zespołów na świecie. Każda normalna dziewczyna umarłaby ze szczęścia, ale ja nadal miałam wątpliwości. Jeśli poczuję do Liama coś więcej niż tylko sympatię? On w końcu wyjedzie, a ja zostanę sama. Prychnęłam pod nosem i złapałam walizki w dłonie. To tylko półtora miesiąca, co takiego może się stać? Przecież nie zakocham sie w nim w tak krótkim czasie. To nie dorzeczne. Z resztą jakbym z kimś się pokłóciła, zawsze mogę tu wrócić. Nie będą mnie tam trzymać siłą. Wszystko będzie dobrze, a ja zyskam tylko nowych przyjaciół. Gdybym tylko wiedziała co stanie się potem...



 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Czy prowadzenie tego bloga w ogóle ma sens? Jeśli chcecie żebym je kontynuowała, to skomentujcie ten rozdział, bardzo Was proszę!






czwartek, 15 października 2015

Rozdział 7


                Siedzieliśmy tak w ciszy przez minutę czy dwie, a ja zastanawiałam się czy podjęłam dobrą decyzję. Jak to mówią raz kozie śmierć, co nie?
-Chodź pojedziemy do chłopaków i Sky. Oni też odchodzili od zmysłów- mruknął mi do ucha Liam, a ja westchnęłam cicho i poszłam się ubrać. Nie chciało mi się jakoś szczególnie stroić, więc wciągnęłam na nogi czarne, obcisłe rurki, a na klatkę piersiową białą, luźną bokserkę i za duży beżowy sweter. Rozczesałam włosy i związałam je w ciasnego wysokiego kucyka. Pomalowałam lekko twarz i spryskałam się perfumami. Na stopy wciągnęłam jakieś glanopodobne buty i nie kłopotałam się ze sznurowaniem ich, bo po co.
-Nat, weź jakieś rzeczy na przebranie. Śpisz dzisiaj u nas- krzyknął z dołu Niall, a ja prychnęłam pod nosem i wystawiłam głowę za drzwi.
-Coś podobnego- rzuciłam i zatrzasnęłam wejście do mojego pokoju. Usłyszałam śmiech z kuchni i sama mimowolnie zachichotałam. Wrzuciłam więc do torby jakieś ciuchy, piżamę oraz kosmetyki. Zamykając ją, wolno zeszłam na dół. Chłopcy czekali już na mnie przy wyjściu, ubrani w swoje kurtki. Oboje byli bardzo przystojni, nie dziwie się, że mają miliony fanek. Skoczyłam jeszcze do kuchni, zabrać telefon i opuściłam posiadłość, zamykając drzwi i wciągając na ramiona mój kochany płaszczyk i czerwony szalik w czarną kratę. Tak, jest lato, a ja chodzę w szaliku. Irlandia moi drodzy, Irlandia.
Wsiadłam bez słowa na tylne siedzenie land rovera Liam’a i rzuciłam czarną torbę gdzieś pod nogi.
Zapięłam pasy i ruszyliśmy. W samochodzie panowała cisza jak makiem zasiał, a ja skubałam wargę i gapiłam się tępo w obraz za oknem.
-Natalie, a gdzie ty się właściwie poziewałaś kiedy cię nie było?- mruknął żartobliwie Payne, ale mi jakoś nie szczególnie było do śmiechu, bo niby co miałam mu powiedzieć. On nie wiedział nic o mojej rodzinie, ani dzieciństwie i prawdę powiedziawszy wolałam, żeby jak na razie tak pozostało.
-Byłam w mojej rodzinnej miejscowości, jakieś 4 godziny drogi autostradą – mruknęłam wymijająco, nawet na niego nie patrząc. Czułam jego wzrok na sobie  lusterku wstecznym. Zarumieniłam się lekko i jeszcze bardziej odwróciłam twarz w stronę okna.
                Nic już nie mówiąc zaparkowaliśmy przed wielką willą. Wyskoczyłam z auta i zamknęłam za sobą delikatnie tylne drzwiczki. Liam podszedł do mnie i przewiesił sobie ramię przez moje, a  me policzki znów pokryły się czerwienią. Chłopak parsknął cichym śmiechem, a ja wolną ręką pacnęłam go w tors. Zaśmiał się jeszcze głośniej.
-Co was tak śmieszy?- zapytała blondyn, stojąc przed drzwiami i odwracając się w naszą stronę. Kiedy tylko zobaczył moją minę również zaczął ze mnie drwić. Prychnęłam pod nosem i zrzuciłam rękę chłopaka. To tylko pogorszyło moja sytuację, wiec wyminęłam go i przepchnęłam się do przedpokoju.
-No wreszcie i jak, znaleźli…- usłyszałam zmęczony głos Sky i pobiegłam w jej stronę.
-Błagam cię, schowaj mnie przed nimi- wiem, że zachowywałam się jak typowy dzieciak, ale no ludzie… Ja nie potrafię się nie rumienić. Po prostu odzwyczaiłam się od takich rzeczy jak publiczne przytulanie i takie tam, po za tym ile ja znam tego człowieka?
-Chodź- westchnęła, nawet nie pytając o co chodzi. Matko, uwielbiam ją! Szatynka złapała mnie za rękę i wcisnęła do piwnicy, której wejście znajdowało sie obok kuchni. – Dobra, mam ochotę cię porządnie opieprzyć, że nie dawałaś znaku życia. Wiesz jak się o ciebie martwiliśmy?!- krzyczała szeptem, a w jej oczach mimo wszechogarniającej ciemności zobaczyłam złość i naganę.
-Przepraszam, po prostu zabolała mnie to co powiedział Niall i musiałam ochłonąć. Wiesz pobyć sama ze sobą. Po za tym nie myślałam, że ktokolwiek będzie się o mnie martwił- powiedziałam, a pod koniec spuściłam wzrok lekko zawstydzona. Tak była prawda.
-Kurde, Natalie, my cię tu wszyscy kochamy! To oczywiste, że będziemy się o ciebie martwić. Już od kiedy tylko cię zobaczyliśmy wiedzieliśmy, że jesteś wyjątkowa. Lou, Hazza i ja odchodziliśmy od zmysłów, a Liam to już w ogóle wariował. Niall ześwirował, ale dopiero dzisiaj rano- gadała jak najęta, a ja czułam jak przyjemne ciepło rozchodzi się po moim sercu. Już zapomniałam jakie to uczucie być dla kogoś ważnym.
-Obiecuję, że to się nie powtórzy- zaśmiałam się cicho i zrobiłam znak „harcerza” na znak szczerości.
-Wybaczam – westchnęła teatralnie i mocno mnie przytuliła. Odprężyłam się w jej ramionach i poczułam jakbym znała ją od dziecka, a tak naprawdę, praktycznie nic o sobie nie wiedziałyśmy.
– A teraz gadaj, czemu uciekałaś przed Liamem i moim kochasiem?- zadała pytanie lekko chichocząc i przysiadając na schodach. Dosiadłam się do niej i odgarnęłam kilka niezdarnych kosmyków z twarzy. Chyba muszę ściąć włosy.
-No bo jak wyszliśmy z samochodu, to Liam objął mnie ramieniem, a ja no… nie jestem przyzwyczajona do takich rzeczy. Poza tym- zacięłam się, bo nie widziałam, jak nazwać to co się działo w środku mnie.
-Nikomu nie powiem- powiedziała, niby poważnie, ale jej głos aż drżał od rozbawienia. Pokręciłam głową i przetarłam twarz dłońmi.
-Nie wiem jak to nazwać, ale raz jest dla mnie jak brat. Raz jak przyjaciel, a raz… strasznie mnie onieśmiela- wyszeptałam i nie wiedziałam czy dziewczyna siedząca 30cm ode mnie usłyszała ostatnie zdanie.
-Podoba ci się – zaśmiała się cichutko i podwinęła rękawy niebieskiego sweterka. Przełknęłam głośno ślinę i wytarłam lekko wilgotne dłonie w spodnie. Miła racje.
-Nie mów mu o tym- wymruczałam i złapałam się za głowę na co znów parsknęła cichutkim rechotem. Serio jestem taka zabawna? – No i wracając… objął mnie ramieniem, a ja się zarumieniłam. Zauważył to i zaczął się śmiać, potem jeszcze Horan jak zobaczył jakiego buraka spaliłam również zaczął sobie robić ze mnie jaja, a ja chciałam po prostu uciec i zapaść się pod ziemię.
- Nat mogę cie o coś zapytać?
-Już się boję. Dawaj- rzekłam i spojrzałam na nią szczerze zaciekawiona. Co ona wymyśliła?
-Z tego co zdążyłam zauważyć jesteś bardzo nieśmiała w stosunku do chłopaków, a nawet najmniejsze gesty, które przekraczają przyjacielskie, cię zawstydzają. Czy ty jesteś dziewicą?- zachłysnęłam się powietrzem i poczułam jak moja skóra na twarzy i szyi zaczyna mnie palić. Schowałam głowę w dłoniach i jęknęłam cicho. Czy to tak strasznie widać?
-Myślisz, że oni mogą to wiedzieć?- pisnęłam, nie wiedząc czy się śmiać czy płakać. Postanowiłam się jednak modlić, by odpowiedź była przecząca.
-Cóż… Liam jest dość inteligentny i po pewnym czasie pewnie się domyśli- no dzięki! Wiesz jak dobić człowieka. Potrząsnęłam głową i wstałam. No to jestem w dupie.
-To mnie pocieszyłaś- burknęłam opierając się o poręcz. To jest przecież takie krępujące. Wątpię, żeby jeszcze jakaś dziewica w moim wieku chodziła po ziemi!
-Wyluzuj, ktoś taki to skarb – powiedziała i wzruszyła ramionami. Tak, tak jasne, uważaj, bo uwierzę. Jakoś tak wyszło, że przez 24 lata nie zrobiłam TEGO. Bardzo chciałabym to przeżyć z facetem, którego naprawdę kocham i który kocha mnie, ale jak byłam jeszcze z Peterem byłam młoda i nie gotowa na taki krok. Od tamtej pory jestem sama.
-No nie, dziewczyny, gdzie wy jesteście?! – usłyszałyśmy wrzask Niall’a i Sky automatycznie podniosła się na równe nogi. Przyłożyłam palec do buzi i dałam jej znak, żeby była cicho jak mysz pod miotłom. Wstydziłam się wyjść.
-Nat, no przepraszam! Nie będę się więcej śmiał, obiecuję- głos Liama dobiegał zza drzwi, więc zapewne był w kuchni, albo w przejściu. Dobra, przecież nie będę tu siedzieć cały dzień. Przełknęłam ślinę i pokazałam Skyler głową, by skierowała się do wyjścia. Posłuchała mnie i już po sekundzie stałyśmy w kuchnie, nalewając sobie soku do szklanek.
-Cały czas tu byłyśmy- mruknęłam szatynce do ucha, a ta parsknęła śmiechem, ale pokiwała głową na zgodę.
Usiadłyśmy przy wyspie i udawałyśmy, że plotkujemy o czymś ciekawym, kiedy do kuchni wparowała dwója oszołomów.
- Gdzie wyście były?- zapytał blondyn i zrobił podejrzliwą minę. Spojrzałam porozumiewawczo na niebieskooką i przeniosłam twarz na jej chłopaka, udając zdziwioną.
-Cały czas siedziałyśmy w kuchni- powiedziałam i wypiłam trochę soku pomarańczowego, który przyjemnie nawilżył moje wyschnięte gardło.
-Przecież byłem tutaj minutę temu. Nie było was- wymruczał szatyn i zaplótł ręce na klatce piersiowej, robiąc zamyślona minę. Wyglądał jednocześnie uroczo, ale i poważnie. Poczułam jak Harris złapała mnie za przedramię i zacisnęła na nim palce. Miałam wrażenie, że moje kości zostały zmiażdżone, ale wymusiłam szeroki uśmiech.  Kurde, chyba mi ją złamała.
- Dobra, ja już nie mogę- wybuchła śmiechem i gdyby nie szybka reakcja Horana, miałaby dość bolesne spotkanie z kuchenną posadzką. Przywaliłam sobie otwartą dłonią w czoło i przetarłam zirytowana twarz dłońmi.
-Z tobą to się kraść koni nie da- prychnęłam i posłałam jej niby rozłoszczone spojrzenie, ale pewnie zdradziły mnie błyszczące, roześmiane oczy. Co za dziewczyna!
-E… możemy wiedzieć o co chodzi?- zapytał niebieskooki, pomagając swojej kochance z powrotem wdrapać się na barowe krzesło.
-Gadałyśmy chwilę w piwnicy i dostałam ochrzan, za to, że nie mogliście się ze mną skontaktować- prychnęłam i wypiłam resztę pysznego i orzeźwiającego napoju. Wstałam i wstawiłam szklankę do zlewu, obracając się i opierając na nim. Miałam z tamtą świetny widok na pozostałą trójkę.
-Dobraaaa…- skomentował Payne robiąc dziwna minę, na którą nie byłam w stanie nie zachichotać. On był naprawdę zabawny! –Nat, chodź, pokarze ci twój pokój- powiedział, po chwili, i wystawił dłoń w moja stronę. Zmarszczyłam brwi, ale jednak chwyciłam ją i zostałam zaciągnięta na korytarz, skąd wziął moją  torbę, której nie pozwolił mi nieść, i zaprowadził mnie na piętro.
-Li, ale jak to mój pokój? Ja tu jestem tylko na jedną noc- skomentowałam, kiedy weszliśmy na górę.
-Mogę ci tylko zapowiedzieć, że będziesz tu spędzała dużo więcej czasu- zachichotał cicho i otworzył drzwi, znajdujące się na końcu korytarza.
Moim oczom ukazał się nie wielkich rozmiarów pokoik, zachowany w małych kolorach. Nie był może jakiś wielgaśny, ale na pewno śliczny i przytulny. Naprawdę, zapierał dech w piersiach i bardzo mi się spodobał. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem i okręciłam wokół w własnej osi, powoli skanując całe pomieszczenie.
-Liam, jest śliczny. Dziękuję- rzuciłam i posłałam mu swój najpiękniejszy uśmiech. Przynajmniej mi się wydaje, że tak był. Chłopak spojrzał mi w oczy i wykrzywił usta równie olśniewająco.
-Cieszę się, że ci się podoba- mruknął i zmniejszył odległość między nami.  – Tu masz łazienkę – dodał, stając centralnie naprzeciw nie i wyciągając rękę w prawą stronę. Kiwnęłam tylko głową, nawet nie spojrzawszy w tamtym kierunku, nie mogąc oderwać oczu od jego pięknych tęczówek. Były ciepłe, czekoladowe i tańczyły w nich zabawne iskierki. Były inne niż jakiekolwiek, jakie kiedykolwiek widziałam. Wyjątkowe. – Chodź, pokażę ci pokoje reszty- odchrząknął, lekko się ode mnie oddalając i wychodząc z pokoju. Dziwne uczucie, jakby zawód, opanowało mój umysł, ale szybko wyrzuciłam tą myśl z głowy, podążając w ślady szatyna.  – Tutaj jest moje królestwo. Tylko się nie śmiej- wymamrotał i otworzył mi drzwi, pozwalając wejść pierwszej. Uchyliłam usta będąc w szoku. Nie wiedziałam, że tak bardzo kochał Batmana
-O raju, Batman- zachichotałam, zupełnie jak mała dziewczynka. Jego pokój był naprawdę świetny. Co z tego, że ma 25 lat? W jego w wnętrzu najwyraźniej nadal drzemie dziecko. To takie słodkie. - Ale na serio, pokój masz świetny! – dodałam i spojrzałam rozbawiona na dwuosobowe łóżko.
-A ty masz piękny śmiech – wymruczał, patrząc na mnie nieodgadnionym wyrazem twarzy, który mimo wszystko był cholernie pociągający.
- Przestań – jęknęłam, czując jak ciepło wstępuję na moje policzku, a ja nie mogłam nad nim zapanować. Nie lubiłam gdy ktoś prawił mi komplementy, po prostu dziwnie się przy tym czułam.
-Ale to prawda, uwielbiam gdy się śmiejesz- dorzucił i zbliż się do mnie, zamykając za sobą drzwi, a ja wyglądałam już pewnie jak burak. Błagam cię, człowieku, przestań!
-Liam, błagam- mruknęłam, odwracając się do niego tyłem i chowając twarz w dłoniach, mając w zamiarze chodź trochę je ochłodzić. Po co on to robi? Co mu to da?
-Lubię też sprawiać, że się rumienisz- wymruczał mi do ucha i położył dłonie na moich biodrach, sprawiając, że wzdrygnęłam się nieznacznie. Moje serce przyśpieszyło swój rytm, a oddech stał się płytszy i nierówny.
-Dobra, koniec, ja zaraz spłonę!- powiedziałam dość dobitnie i strzepnęłam jego dłonie z bioder. To zdecydowanie szło w złym kierunku. Kiedy weszłam bez pytania do łazienki tego głupka nadal słyszałam jego śmiech i prychnęłam pod nosem. Obmyłam policzki lodowata wodą i zostawiłam je lekko wilgotne. Dłonie wytarłam w biały, mały ręczniczek i wróciłam do chłopaka.
-Chodź, idziemy dalej, a potem obiad, bo znając ciebie nic nie jadłaś- wydusił i z bananem na buzi wyciągnął mnie na korytarz i zamknął za nami drzwi. – Tu mieszka Sky – wskazał drzwi, znajdujące się obok moich. Dobrze, że jest blisko, pomyślałam. – Tu Niall- wskazał na drzwi obok swoich. „Będzie ciekawie” skomentowałam w głowie, ale nadal stałam cicho, podczas gdy jego ciepła, duża i szorstka dłoń stanowczo, ale delikatnie trzymała moją. Gdy tylko na nią zerknęłam miałam ochotę się uśmiechnąć z niewiadomych mi przyczyn, ale powstrzymałam się.  – Te dwa pokoje zamieszkują Lou i Hazza, a te dwa są gościnne- pokazywał palcem, prowadząc mnie w stronę schodów. Właśnie, a gdzie loczek i pasiasty?
-Liam, a gdzie chłopcy?- zapytała, kiedy zeszliśmy na parter. W tym samym momencie usłyszałam dźwięk otwierania drzwi i do domu wpadli obładowani zakupami mężczyźni.
-Byli na zakupach- westchnął szatyn i podszedł do przyjaciół pomóc im wtargać zakupy. Postanowiłam zrobić to samo, ale jak tylko załapałam pierwszą lepszą siatkę, została mi ona brutalnie wyrwana z ręki.
-Nat, nie ruszaj tego, to za ciężkie- westchnął Hazza i ruszył do kuchni, a ja patrzyłam na niego zdziwiona. W pewnym momencie jednak zatrzymał się na środku salonu i stanął jak słup, wcześniej upuszczając pakunki.
-Natalie!- krzyknął i odwrócił się w moja stronę, jakby dopiero zdając sobie sprawę z kim rozmawia.
-Hej, Harry- zaśmiałam się widząc jego minę, a zaraz po tym poczułam jak podbiega do mnie i zamyka w ramionach. Wzmocnił uścisk i uniósł mnie nad ziemię. Śmiejąc się obrócił kilka razy dookoła własnej osi, a ja piszcząc i machając nogami, rechotałam szczęśliwa. –Nie waż się tak więcej znikać- parsknął patrząc na mnie niby poważnie, ale widziałam, że bardziej cieszy się, bo mnie widzi. Zawiesiłam mu ręce na karku i przytuliłam się do niego najzwyczajniej w świecie.
-Obiecuję- wymruczałam i cmoknęłam go w policzek, a potem wyswobodziłam się z jego objęć.
-Dobra, teraz ja – usłyszałam głos Louisa i odwróciłam się w jego stronę z bananem na budzi. Cały czas miał na sobie płaszcz, na twarzy kilku dniowy zarost. Jego włosy sterczały, każdy w inną stronę. Wtuliłam się w niego jak w pluszowego misia i poczułam jak kładzie mi brodę na ramieniu.
-Najpierw ochrzan. Jeśli jeszcze raz tak znikniesz i nie powierz gdzie, nie będziesz odbierać telefonu i ba, wyłączysz go, to się na ciebie po prostu obrażę i już nigdy nie odezwę- powiedział żartobliwym tonem, ale miałam dziwne przeczucie, że jego słowa są prawdzie i poważne. To cholerni miłe, że tak o mnie dba.
-Nie zaryzykuję, obiecuję- zasalutowała, a on zachichotał i zaniósł zakupy do kuchni. Pokręciłam głową, bo to niedorzeczne, żeby w tak krótkim czasie ktoś stał się dla kogoś tak ważny. A jednak.
-Nat, chodź pomożesz mi w obiedzie – zawołała Skyler. Miała chyba na myśli obiadokolację.
                Bez słowa ruszyłam do kuchni i podwinęłam rękawy. W pomieszczeniu siedzieli już wszyscy, ale szatynka tłumacząc, że musimy się skupić na przygotowaniu jadalnego posiłku, wygoniła każdego, oprócz mnie. Chłopcy kupili tego żarcia chyba na dwa tygodnie, bo szafki aż ledwo się domykały i niektóre składniki trzeba było umieścić w spiżarni. W końcu ustaliłyśmy, że zrobimy lazanie i podzieliłyśmy się obowiązkami. Ona robiła farsz, a ja makaron, co nie było wcale takie trudne. Nie zajęła nam to dużo czasu, wiec nakryłyśmy do stołu, a po chwili siedzieliśmy już przy nim w szóstkę i pałaszowaliśmy. Wyszło naprawdę dobre, przynajmniej wywnioskowałam tak z komplementów chłopaków. Przy posiłku gadaliśmy o jakiś kompletnych głupotach. Było bardzo miło, sympatycznie i tak jakby rodzinnie. To idiotycznie, ale tylko tak mogłam nazwać tą atmosferę.  Kiedy już każdy talerz był pusty, posprzątałam i postanowiliśmy się położyć, bo byliśmy wykończeni. Każdy udał się do swojego pokoju. Przed zamknięciem drzwi krzyknęłam jeszcze „Dobranoc”, ale wszyscy byli chyba tak wykończeni, że nie byli w stanie mi odpowiedzieć, albo po prostu im się nie chciało.
                Wzięłam ciepły prysznic i przebrałam się  piżamę, czyli bieliznę, za dużą koszulkę z krótkim rękawem i szare legginsy. Włosy związałam w niedbałego koka i umyłam dokładnie zęby. Zmyłam makijaż i wskoczyłam na łóżko. Na dworze było już ciemno, a jedyne światło dawał księżyc. Przez jakaś godzinę przekręcałam się z boku na bok, lub po prostu patrzyłam się w sufit. Liczyłam owce, barany, kaczki, nawet krowy, ale za Chiny ludowe, nie mogłam zasnąć. Chyba za dużo wrażeń. Nie chciałam nikogo budzić, wiec po cichutku wyszłam na trasa i podkurczyłam kolana pod brodę. Kompletnie nie przeszkadzało mi zimno, czy gęsia skórka. Byłam urzeczona pięknem księżyca i nocy. Nagle przypomniało mi się jak pewnego razu rodzice się pokłócili. Nie mogłam tamtej nocy zasnąć i zeszłam do kuchni, by się czegoś napić. Spotkałam mamę w ogródku i postanowiłam z nią chwile posiedzieć. Położyłyśmy się na trawie i oglądałyśmy gwiazdy. Wypatrywałyśmy gwiazdozbiorów i z chwili, zrobiła się cała noc. Dopiero nad ranem zasnęłyśmy przemarznięte i wtulone w siebie. Strasznie się wtedy przeziębiłam i była to nasza ostatnia taka noc. Ile ja bym dała, żeby ją powtórzyć.
                Byłam tak zamyślona, że gdy poczułam jak ktoś kładzie mi jakiś materiał na ramionach aż podskoczyłam. Spojrzałam do góry i napotkałam ciepłe, czekoladowe tęczówki Liam’a.
-Dziękuję- powiedziałam, kiedy podał mi kubek ciepłego kakao i usiadł koło mnie po turecku.
-Nie możesz spać? – zapytał i upił czekoladowy napój z zielonego naczynia. Dopiero teraz zobaczyłam jego roztrzepane na wszystkie strony włosy i zaspane oczy. Wyglądał jak słodki, mały chłopczyk. Miałam cholerną ochotę wtulić się w jego klatkę piersiową, ale nie zrobiłam tego.
-Nie, ale nie chciałam cię obudzić, przepraszam- powiedziałam i poczułam jak wyrzuty sumienia ściskają mój żołądek. Nie dość, że się mną przejmuje i pomaga mnie szukać, to ja jeszcze nie daje mu się wyspać.
-Nie obudziłaś, nie martw się- posłała mi delikatny uśmiech, a mi zrobiło się momentalnie ciepło na sercu.  – Czemu tutaj siedzisz?- zapytał po jakiś 5 minutach ciszy. Westchnęłam cicho i założyłam za ucho niesforny kosmyk.
-Myślę, wspominam- wyjaśniłam ogólnie, nie wgłębiając się w szczegóły.
-A powiesz mi o czym?
- Przypomniało mi się jak kiedyś siedziałam z mamą w nocy na podwórku i oglądałyśmy gwiazdy gadając całą noc. Byłam po tym strasznie chora- zachichotałam, a chłopak mi zawtórował. Potem objął mnie ramieniem, a ja położyłam głowę na jego barku i zaciągnęłam się jego zapachem. Papieros i mięta. Uzależniam się od tego.
-Może jeszcze kiedyś to powtórzycie- parsknął i przysunął się do mnie. Dawno nie płakałam z powodu mamy, ale teraz poczułam jak kilka łez spływa po moim policzku. Coś od środka rozrywało moje serce, które wiedziało, że to niemożliwe.
-Wątpię- wychrypiałam, a szatyn spojrzał na mnie badawczo. Kiedy tylko zobaczył moje łzy uchylił lekko usta, ale zamknął je od razu i starł słoną ciecz z moich policzków.
-Przepraszam, powiedziałem coś nie tak?- przejął się tym i nie potrzebnie. Wiedziałam, że nie powinnam płakać.
-Nie Li, po prostu…- jąkałam się, nie pewna co powiedzieć. Postawiłam na prawdę. – Moja mama zmarła kiedy miałam 14 lat. Została zastrzelona podczas jakiegoś napadu.
-Boże, Nat. Tak mi przykro- powiedział i mocno mnie w siebie wtulił. Tego właśnie potrzebowałam. To przyniosło mi ulgę. Zwykłe przytulenie. Niby tak nie wiele, a jednak… - To dla tego mieszkasz sama? Nie chcesz mieszkać z ojcem tam gdzie mieszkała twoja mama?- zapytał niepewnie, a ja wypuściłam ze świstem powietrze. To wszystko jest takie popieprzone, ale jak już się zdecydowałam powiedzieć A, muszę powiedzieć też B.
-Nie Liam. Mój ojciec po śmierci mamy stał się zupełnie innym człowiekiem. Był zimny, obojętny. Pół roku po pogrzebie zapakował moje rzeczy i wywiózł gdzieś. Nie wiedziałam o co chodzi aż nie stanęłam przed domem dziecka. To było jak cios w twarz. Przez całe życie byłam przekonana, że ten człowiek mnie kocha. Był dla mnie wzorem. Ostatnie co od niego usłyszałam, to to, że za bardzo przypominam mu matkę i nie jest w stanie już na mnie patrzeć. Od tamtej pory nie mam z nim żadnego kontaktu – wyjaśniłam, ale już nie płakałam. Moje serce wypełniała czysta, prymitywna nienawiść. 
-Natalie, ja… przepraszam, że… nie powinienem w ogóle poruszać tego tematu – wyjąkał w końcu, a ja poczułam jak spina wszystkie swoje mięśnie i w mojej głowie zaświeciła czerwona lampka.
-Li, wyluzuj. Cieszę się, że w końcu mogłam to z siebie wyrzucić. Proszę tylko, żebyś przez to co powiedziałam, nie patrzył na mnie inaczej. Ja nadal jestem ta samą dziewczyną i nic się nie zmieniło- dodałam, patrząc mu głęboko w oczy. Rozluźnił się i przyciągnął moją głowę do swojego torsu.
- Głuptasie, nie będę na ciebie patrzył inaczej, nadal jesteś dla mnie bardzo ważna- wyszeptał i pocałował mnie w czoło, a moje serca zabiło mocniej na jego ostatnie słowa. Uśmiechnęłam się w duchu i rozluźniłam. Wszystko było w porządku.
-Ty też jesteś dla mnie bardzo ważny, dlatego też zbieramy się i idziemy spać, bo po pierwsze widzę, że padasz na twarz, a po drugie nie chce, żebyś się przeziębił- zakomenderowałam  i wstałam, podając mu rękę. Złapał mnie za nią i wstał, zabierając przy okazji nasze kubki w drugą dłoń.
Gdy weszliśmy do środka ja zamknęłam dokładnie drzwi tarasowe, a on poszedł odłożyć naczynia do zlewu. Kiedy wrócił złapał mnie za rękę i nie puścił jej aż do momentu, w której każdy miał wejść do swojego pokoju.
-Dobranoc Nat- wychrypiał i pocałował mnie opiekuńczo w czoło.




-Branoc Liam- odpowiedziałam i zamknęłam za sobą pokój.  Położyła się na łóżko i zamknęłam oczy, uśmiechając się, szczęśliwa, pod nosem. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam wtulona w miękką bluzę Payne’a.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, za opóźnienie, ale będziemy już raczej wracać do starego rytmu wstawiania rozdziałów. 
Komentujcie, kochani. To cholernie motywuje. 
Kocham Was!