czwartek, 15 października 2015

Rozdział 7


                Siedzieliśmy tak w ciszy przez minutę czy dwie, a ja zastanawiałam się czy podjęłam dobrą decyzję. Jak to mówią raz kozie śmierć, co nie?
-Chodź pojedziemy do chłopaków i Sky. Oni też odchodzili od zmysłów- mruknął mi do ucha Liam, a ja westchnęłam cicho i poszłam się ubrać. Nie chciało mi się jakoś szczególnie stroić, więc wciągnęłam na nogi czarne, obcisłe rurki, a na klatkę piersiową białą, luźną bokserkę i za duży beżowy sweter. Rozczesałam włosy i związałam je w ciasnego wysokiego kucyka. Pomalowałam lekko twarz i spryskałam się perfumami. Na stopy wciągnęłam jakieś glanopodobne buty i nie kłopotałam się ze sznurowaniem ich, bo po co.
-Nat, weź jakieś rzeczy na przebranie. Śpisz dzisiaj u nas- krzyknął z dołu Niall, a ja prychnęłam pod nosem i wystawiłam głowę za drzwi.
-Coś podobnego- rzuciłam i zatrzasnęłam wejście do mojego pokoju. Usłyszałam śmiech z kuchni i sama mimowolnie zachichotałam. Wrzuciłam więc do torby jakieś ciuchy, piżamę oraz kosmetyki. Zamykając ją, wolno zeszłam na dół. Chłopcy czekali już na mnie przy wyjściu, ubrani w swoje kurtki. Oboje byli bardzo przystojni, nie dziwie się, że mają miliony fanek. Skoczyłam jeszcze do kuchni, zabrać telefon i opuściłam posiadłość, zamykając drzwi i wciągając na ramiona mój kochany płaszczyk i czerwony szalik w czarną kratę. Tak, jest lato, a ja chodzę w szaliku. Irlandia moi drodzy, Irlandia.
Wsiadłam bez słowa na tylne siedzenie land rovera Liam’a i rzuciłam czarną torbę gdzieś pod nogi.
Zapięłam pasy i ruszyliśmy. W samochodzie panowała cisza jak makiem zasiał, a ja skubałam wargę i gapiłam się tępo w obraz za oknem.
-Natalie, a gdzie ty się właściwie poziewałaś kiedy cię nie było?- mruknął żartobliwie Payne, ale mi jakoś nie szczególnie było do śmiechu, bo niby co miałam mu powiedzieć. On nie wiedział nic o mojej rodzinie, ani dzieciństwie i prawdę powiedziawszy wolałam, żeby jak na razie tak pozostało.
-Byłam w mojej rodzinnej miejscowości, jakieś 4 godziny drogi autostradą – mruknęłam wymijająco, nawet na niego nie patrząc. Czułam jego wzrok na sobie  lusterku wstecznym. Zarumieniłam się lekko i jeszcze bardziej odwróciłam twarz w stronę okna.
                Nic już nie mówiąc zaparkowaliśmy przed wielką willą. Wyskoczyłam z auta i zamknęłam za sobą delikatnie tylne drzwiczki. Liam podszedł do mnie i przewiesił sobie ramię przez moje, a  me policzki znów pokryły się czerwienią. Chłopak parsknął cichym śmiechem, a ja wolną ręką pacnęłam go w tors. Zaśmiał się jeszcze głośniej.
-Co was tak śmieszy?- zapytała blondyn, stojąc przed drzwiami i odwracając się w naszą stronę. Kiedy tylko zobaczył moją minę również zaczął ze mnie drwić. Prychnęłam pod nosem i zrzuciłam rękę chłopaka. To tylko pogorszyło moja sytuację, wiec wyminęłam go i przepchnęłam się do przedpokoju.
-No wreszcie i jak, znaleźli…- usłyszałam zmęczony głos Sky i pobiegłam w jej stronę.
-Błagam cię, schowaj mnie przed nimi- wiem, że zachowywałam się jak typowy dzieciak, ale no ludzie… Ja nie potrafię się nie rumienić. Po prostu odzwyczaiłam się od takich rzeczy jak publiczne przytulanie i takie tam, po za tym ile ja znam tego człowieka?
-Chodź- westchnęła, nawet nie pytając o co chodzi. Matko, uwielbiam ją! Szatynka złapała mnie za rękę i wcisnęła do piwnicy, której wejście znajdowało sie obok kuchni. – Dobra, mam ochotę cię porządnie opieprzyć, że nie dawałaś znaku życia. Wiesz jak się o ciebie martwiliśmy?!- krzyczała szeptem, a w jej oczach mimo wszechogarniającej ciemności zobaczyłam złość i naganę.
-Przepraszam, po prostu zabolała mnie to co powiedział Niall i musiałam ochłonąć. Wiesz pobyć sama ze sobą. Po za tym nie myślałam, że ktokolwiek będzie się o mnie martwił- powiedziałam, a pod koniec spuściłam wzrok lekko zawstydzona. Tak była prawda.
-Kurde, Natalie, my cię tu wszyscy kochamy! To oczywiste, że będziemy się o ciebie martwić. Już od kiedy tylko cię zobaczyliśmy wiedzieliśmy, że jesteś wyjątkowa. Lou, Hazza i ja odchodziliśmy od zmysłów, a Liam to już w ogóle wariował. Niall ześwirował, ale dopiero dzisiaj rano- gadała jak najęta, a ja czułam jak przyjemne ciepło rozchodzi się po moim sercu. Już zapomniałam jakie to uczucie być dla kogoś ważnym.
-Obiecuję, że to się nie powtórzy- zaśmiałam się cicho i zrobiłam znak „harcerza” na znak szczerości.
-Wybaczam – westchnęła teatralnie i mocno mnie przytuliła. Odprężyłam się w jej ramionach i poczułam jakbym znała ją od dziecka, a tak naprawdę, praktycznie nic o sobie nie wiedziałyśmy.
– A teraz gadaj, czemu uciekałaś przed Liamem i moim kochasiem?- zadała pytanie lekko chichocząc i przysiadając na schodach. Dosiadłam się do niej i odgarnęłam kilka niezdarnych kosmyków z twarzy. Chyba muszę ściąć włosy.
-No bo jak wyszliśmy z samochodu, to Liam objął mnie ramieniem, a ja no… nie jestem przyzwyczajona do takich rzeczy. Poza tym- zacięłam się, bo nie widziałam, jak nazwać to co się działo w środku mnie.
-Nikomu nie powiem- powiedziała, niby poważnie, ale jej głos aż drżał od rozbawienia. Pokręciłam głową i przetarłam twarz dłońmi.
-Nie wiem jak to nazwać, ale raz jest dla mnie jak brat. Raz jak przyjaciel, a raz… strasznie mnie onieśmiela- wyszeptałam i nie wiedziałam czy dziewczyna siedząca 30cm ode mnie usłyszała ostatnie zdanie.
-Podoba ci się – zaśmiała się cichutko i podwinęła rękawy niebieskiego sweterka. Przełknęłam głośno ślinę i wytarłam lekko wilgotne dłonie w spodnie. Miła racje.
-Nie mów mu o tym- wymruczałam i złapałam się za głowę na co znów parsknęła cichutkim rechotem. Serio jestem taka zabawna? – No i wracając… objął mnie ramieniem, a ja się zarumieniłam. Zauważył to i zaczął się śmiać, potem jeszcze Horan jak zobaczył jakiego buraka spaliłam również zaczął sobie robić ze mnie jaja, a ja chciałam po prostu uciec i zapaść się pod ziemię.
- Nat mogę cie o coś zapytać?
-Już się boję. Dawaj- rzekłam i spojrzałam na nią szczerze zaciekawiona. Co ona wymyśliła?
-Z tego co zdążyłam zauważyć jesteś bardzo nieśmiała w stosunku do chłopaków, a nawet najmniejsze gesty, które przekraczają przyjacielskie, cię zawstydzają. Czy ty jesteś dziewicą?- zachłysnęłam się powietrzem i poczułam jak moja skóra na twarzy i szyi zaczyna mnie palić. Schowałam głowę w dłoniach i jęknęłam cicho. Czy to tak strasznie widać?
-Myślisz, że oni mogą to wiedzieć?- pisnęłam, nie wiedząc czy się śmiać czy płakać. Postanowiłam się jednak modlić, by odpowiedź była przecząca.
-Cóż… Liam jest dość inteligentny i po pewnym czasie pewnie się domyśli- no dzięki! Wiesz jak dobić człowieka. Potrząsnęłam głową i wstałam. No to jestem w dupie.
-To mnie pocieszyłaś- burknęłam opierając się o poręcz. To jest przecież takie krępujące. Wątpię, żeby jeszcze jakaś dziewica w moim wieku chodziła po ziemi!
-Wyluzuj, ktoś taki to skarb – powiedziała i wzruszyła ramionami. Tak, tak jasne, uważaj, bo uwierzę. Jakoś tak wyszło, że przez 24 lata nie zrobiłam TEGO. Bardzo chciałabym to przeżyć z facetem, którego naprawdę kocham i który kocha mnie, ale jak byłam jeszcze z Peterem byłam młoda i nie gotowa na taki krok. Od tamtej pory jestem sama.
-No nie, dziewczyny, gdzie wy jesteście?! – usłyszałyśmy wrzask Niall’a i Sky automatycznie podniosła się na równe nogi. Przyłożyłam palec do buzi i dałam jej znak, żeby była cicho jak mysz pod miotłom. Wstydziłam się wyjść.
-Nat, no przepraszam! Nie będę się więcej śmiał, obiecuję- głos Liama dobiegał zza drzwi, więc zapewne był w kuchni, albo w przejściu. Dobra, przecież nie będę tu siedzieć cały dzień. Przełknęłam ślinę i pokazałam Skyler głową, by skierowała się do wyjścia. Posłuchała mnie i już po sekundzie stałyśmy w kuchnie, nalewając sobie soku do szklanek.
-Cały czas tu byłyśmy- mruknęłam szatynce do ucha, a ta parsknęła śmiechem, ale pokiwała głową na zgodę.
Usiadłyśmy przy wyspie i udawałyśmy, że plotkujemy o czymś ciekawym, kiedy do kuchni wparowała dwója oszołomów.
- Gdzie wyście były?- zapytał blondyn i zrobił podejrzliwą minę. Spojrzałam porozumiewawczo na niebieskooką i przeniosłam twarz na jej chłopaka, udając zdziwioną.
-Cały czas siedziałyśmy w kuchni- powiedziałam i wypiłam trochę soku pomarańczowego, który przyjemnie nawilżył moje wyschnięte gardło.
-Przecież byłem tutaj minutę temu. Nie było was- wymruczał szatyn i zaplótł ręce na klatce piersiowej, robiąc zamyślona minę. Wyglądał jednocześnie uroczo, ale i poważnie. Poczułam jak Harris złapała mnie za przedramię i zacisnęła na nim palce. Miałam wrażenie, że moje kości zostały zmiażdżone, ale wymusiłam szeroki uśmiech.  Kurde, chyba mi ją złamała.
- Dobra, ja już nie mogę- wybuchła śmiechem i gdyby nie szybka reakcja Horana, miałaby dość bolesne spotkanie z kuchenną posadzką. Przywaliłam sobie otwartą dłonią w czoło i przetarłam zirytowana twarz dłońmi.
-Z tobą to się kraść koni nie da- prychnęłam i posłałam jej niby rozłoszczone spojrzenie, ale pewnie zdradziły mnie błyszczące, roześmiane oczy. Co za dziewczyna!
-E… możemy wiedzieć o co chodzi?- zapytał niebieskooki, pomagając swojej kochance z powrotem wdrapać się na barowe krzesło.
-Gadałyśmy chwilę w piwnicy i dostałam ochrzan, za to, że nie mogliście się ze mną skontaktować- prychnęłam i wypiłam resztę pysznego i orzeźwiającego napoju. Wstałam i wstawiłam szklankę do zlewu, obracając się i opierając na nim. Miałam z tamtą świetny widok na pozostałą trójkę.
-Dobraaaa…- skomentował Payne robiąc dziwna minę, na którą nie byłam w stanie nie zachichotać. On był naprawdę zabawny! –Nat, chodź, pokarze ci twój pokój- powiedział, po chwili, i wystawił dłoń w moja stronę. Zmarszczyłam brwi, ale jednak chwyciłam ją i zostałam zaciągnięta na korytarz, skąd wziął moją  torbę, której nie pozwolił mi nieść, i zaprowadził mnie na piętro.
-Li, ale jak to mój pokój? Ja tu jestem tylko na jedną noc- skomentowałam, kiedy weszliśmy na górę.
-Mogę ci tylko zapowiedzieć, że będziesz tu spędzała dużo więcej czasu- zachichotał cicho i otworzył drzwi, znajdujące się na końcu korytarza.
Moim oczom ukazał się nie wielkich rozmiarów pokoik, zachowany w małych kolorach. Nie był może jakiś wielgaśny, ale na pewno śliczny i przytulny. Naprawdę, zapierał dech w piersiach i bardzo mi się spodobał. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem i okręciłam wokół w własnej osi, powoli skanując całe pomieszczenie.
-Liam, jest śliczny. Dziękuję- rzuciłam i posłałam mu swój najpiękniejszy uśmiech. Przynajmniej mi się wydaje, że tak był. Chłopak spojrzał mi w oczy i wykrzywił usta równie olśniewająco.
-Cieszę się, że ci się podoba- mruknął i zmniejszył odległość między nami.  – Tu masz łazienkę – dodał, stając centralnie naprzeciw nie i wyciągając rękę w prawą stronę. Kiwnęłam tylko głową, nawet nie spojrzawszy w tamtym kierunku, nie mogąc oderwać oczu od jego pięknych tęczówek. Były ciepłe, czekoladowe i tańczyły w nich zabawne iskierki. Były inne niż jakiekolwiek, jakie kiedykolwiek widziałam. Wyjątkowe. – Chodź, pokażę ci pokoje reszty- odchrząknął, lekko się ode mnie oddalając i wychodząc z pokoju. Dziwne uczucie, jakby zawód, opanowało mój umysł, ale szybko wyrzuciłam tą myśl z głowy, podążając w ślady szatyna.  – Tutaj jest moje królestwo. Tylko się nie śmiej- wymamrotał i otworzył mi drzwi, pozwalając wejść pierwszej. Uchyliłam usta będąc w szoku. Nie wiedziałam, że tak bardzo kochał Batmana
-O raju, Batman- zachichotałam, zupełnie jak mała dziewczynka. Jego pokój był naprawdę świetny. Co z tego, że ma 25 lat? W jego w wnętrzu najwyraźniej nadal drzemie dziecko. To takie słodkie. - Ale na serio, pokój masz świetny! – dodałam i spojrzałam rozbawiona na dwuosobowe łóżko.
-A ty masz piękny śmiech – wymruczał, patrząc na mnie nieodgadnionym wyrazem twarzy, który mimo wszystko był cholernie pociągający.
- Przestań – jęknęłam, czując jak ciepło wstępuję na moje policzku, a ja nie mogłam nad nim zapanować. Nie lubiłam gdy ktoś prawił mi komplementy, po prostu dziwnie się przy tym czułam.
-Ale to prawda, uwielbiam gdy się śmiejesz- dorzucił i zbliż się do mnie, zamykając za sobą drzwi, a ja wyglądałam już pewnie jak burak. Błagam cię, człowieku, przestań!
-Liam, błagam- mruknęłam, odwracając się do niego tyłem i chowając twarz w dłoniach, mając w zamiarze chodź trochę je ochłodzić. Po co on to robi? Co mu to da?
-Lubię też sprawiać, że się rumienisz- wymruczał mi do ucha i położył dłonie na moich biodrach, sprawiając, że wzdrygnęłam się nieznacznie. Moje serce przyśpieszyło swój rytm, a oddech stał się płytszy i nierówny.
-Dobra, koniec, ja zaraz spłonę!- powiedziałam dość dobitnie i strzepnęłam jego dłonie z bioder. To zdecydowanie szło w złym kierunku. Kiedy weszłam bez pytania do łazienki tego głupka nadal słyszałam jego śmiech i prychnęłam pod nosem. Obmyłam policzki lodowata wodą i zostawiłam je lekko wilgotne. Dłonie wytarłam w biały, mały ręczniczek i wróciłam do chłopaka.
-Chodź, idziemy dalej, a potem obiad, bo znając ciebie nic nie jadłaś- wydusił i z bananem na buzi wyciągnął mnie na korytarz i zamknął za nami drzwi. – Tu mieszka Sky – wskazał drzwi, znajdujące się obok moich. Dobrze, że jest blisko, pomyślałam. – Tu Niall- wskazał na drzwi obok swoich. „Będzie ciekawie” skomentowałam w głowie, ale nadal stałam cicho, podczas gdy jego ciepła, duża i szorstka dłoń stanowczo, ale delikatnie trzymała moją. Gdy tylko na nią zerknęłam miałam ochotę się uśmiechnąć z niewiadomych mi przyczyn, ale powstrzymałam się.  – Te dwa pokoje zamieszkują Lou i Hazza, a te dwa są gościnne- pokazywał palcem, prowadząc mnie w stronę schodów. Właśnie, a gdzie loczek i pasiasty?
-Liam, a gdzie chłopcy?- zapytała, kiedy zeszliśmy na parter. W tym samym momencie usłyszałam dźwięk otwierania drzwi i do domu wpadli obładowani zakupami mężczyźni.
-Byli na zakupach- westchnął szatyn i podszedł do przyjaciół pomóc im wtargać zakupy. Postanowiłam zrobić to samo, ale jak tylko załapałam pierwszą lepszą siatkę, została mi ona brutalnie wyrwana z ręki.
-Nat, nie ruszaj tego, to za ciężkie- westchnął Hazza i ruszył do kuchni, a ja patrzyłam na niego zdziwiona. W pewnym momencie jednak zatrzymał się na środku salonu i stanął jak słup, wcześniej upuszczając pakunki.
-Natalie!- krzyknął i odwrócił się w moja stronę, jakby dopiero zdając sobie sprawę z kim rozmawia.
-Hej, Harry- zaśmiałam się widząc jego minę, a zaraz po tym poczułam jak podbiega do mnie i zamyka w ramionach. Wzmocnił uścisk i uniósł mnie nad ziemię. Śmiejąc się obrócił kilka razy dookoła własnej osi, a ja piszcząc i machając nogami, rechotałam szczęśliwa. –Nie waż się tak więcej znikać- parsknął patrząc na mnie niby poważnie, ale widziałam, że bardziej cieszy się, bo mnie widzi. Zawiesiłam mu ręce na karku i przytuliłam się do niego najzwyczajniej w świecie.
-Obiecuję- wymruczałam i cmoknęłam go w policzek, a potem wyswobodziłam się z jego objęć.
-Dobra, teraz ja – usłyszałam głos Louisa i odwróciłam się w jego stronę z bananem na budzi. Cały czas miał na sobie płaszcz, na twarzy kilku dniowy zarost. Jego włosy sterczały, każdy w inną stronę. Wtuliłam się w niego jak w pluszowego misia i poczułam jak kładzie mi brodę na ramieniu.
-Najpierw ochrzan. Jeśli jeszcze raz tak znikniesz i nie powierz gdzie, nie będziesz odbierać telefonu i ba, wyłączysz go, to się na ciebie po prostu obrażę i już nigdy nie odezwę- powiedział żartobliwym tonem, ale miałam dziwne przeczucie, że jego słowa są prawdzie i poważne. To cholerni miłe, że tak o mnie dba.
-Nie zaryzykuję, obiecuję- zasalutowała, a on zachichotał i zaniósł zakupy do kuchni. Pokręciłam głową, bo to niedorzeczne, żeby w tak krótkim czasie ktoś stał się dla kogoś tak ważny. A jednak.
-Nat, chodź pomożesz mi w obiedzie – zawołała Skyler. Miała chyba na myśli obiadokolację.
                Bez słowa ruszyłam do kuchni i podwinęłam rękawy. W pomieszczeniu siedzieli już wszyscy, ale szatynka tłumacząc, że musimy się skupić na przygotowaniu jadalnego posiłku, wygoniła każdego, oprócz mnie. Chłopcy kupili tego żarcia chyba na dwa tygodnie, bo szafki aż ledwo się domykały i niektóre składniki trzeba było umieścić w spiżarni. W końcu ustaliłyśmy, że zrobimy lazanie i podzieliłyśmy się obowiązkami. Ona robiła farsz, a ja makaron, co nie było wcale takie trudne. Nie zajęła nam to dużo czasu, wiec nakryłyśmy do stołu, a po chwili siedzieliśmy już przy nim w szóstkę i pałaszowaliśmy. Wyszło naprawdę dobre, przynajmniej wywnioskowałam tak z komplementów chłopaków. Przy posiłku gadaliśmy o jakiś kompletnych głupotach. Było bardzo miło, sympatycznie i tak jakby rodzinnie. To idiotycznie, ale tylko tak mogłam nazwać tą atmosferę.  Kiedy już każdy talerz był pusty, posprzątałam i postanowiliśmy się położyć, bo byliśmy wykończeni. Każdy udał się do swojego pokoju. Przed zamknięciem drzwi krzyknęłam jeszcze „Dobranoc”, ale wszyscy byli chyba tak wykończeni, że nie byli w stanie mi odpowiedzieć, albo po prostu im się nie chciało.
                Wzięłam ciepły prysznic i przebrałam się  piżamę, czyli bieliznę, za dużą koszulkę z krótkim rękawem i szare legginsy. Włosy związałam w niedbałego koka i umyłam dokładnie zęby. Zmyłam makijaż i wskoczyłam na łóżko. Na dworze było już ciemno, a jedyne światło dawał księżyc. Przez jakaś godzinę przekręcałam się z boku na bok, lub po prostu patrzyłam się w sufit. Liczyłam owce, barany, kaczki, nawet krowy, ale za Chiny ludowe, nie mogłam zasnąć. Chyba za dużo wrażeń. Nie chciałam nikogo budzić, wiec po cichutku wyszłam na trasa i podkurczyłam kolana pod brodę. Kompletnie nie przeszkadzało mi zimno, czy gęsia skórka. Byłam urzeczona pięknem księżyca i nocy. Nagle przypomniało mi się jak pewnego razu rodzice się pokłócili. Nie mogłam tamtej nocy zasnąć i zeszłam do kuchni, by się czegoś napić. Spotkałam mamę w ogródku i postanowiłam z nią chwile posiedzieć. Położyłyśmy się na trawie i oglądałyśmy gwiazdy. Wypatrywałyśmy gwiazdozbiorów i z chwili, zrobiła się cała noc. Dopiero nad ranem zasnęłyśmy przemarznięte i wtulone w siebie. Strasznie się wtedy przeziębiłam i była to nasza ostatnia taka noc. Ile ja bym dała, żeby ją powtórzyć.
                Byłam tak zamyślona, że gdy poczułam jak ktoś kładzie mi jakiś materiał na ramionach aż podskoczyłam. Spojrzałam do góry i napotkałam ciepłe, czekoladowe tęczówki Liam’a.
-Dziękuję- powiedziałam, kiedy podał mi kubek ciepłego kakao i usiadł koło mnie po turecku.
-Nie możesz spać? – zapytał i upił czekoladowy napój z zielonego naczynia. Dopiero teraz zobaczyłam jego roztrzepane na wszystkie strony włosy i zaspane oczy. Wyglądał jak słodki, mały chłopczyk. Miałam cholerną ochotę wtulić się w jego klatkę piersiową, ale nie zrobiłam tego.
-Nie, ale nie chciałam cię obudzić, przepraszam- powiedziałam i poczułam jak wyrzuty sumienia ściskają mój żołądek. Nie dość, że się mną przejmuje i pomaga mnie szukać, to ja jeszcze nie daje mu się wyspać.
-Nie obudziłaś, nie martw się- posłała mi delikatny uśmiech, a mi zrobiło się momentalnie ciepło na sercu.  – Czemu tutaj siedzisz?- zapytał po jakiś 5 minutach ciszy. Westchnęłam cicho i założyłam za ucho niesforny kosmyk.
-Myślę, wspominam- wyjaśniłam ogólnie, nie wgłębiając się w szczegóły.
-A powiesz mi o czym?
- Przypomniało mi się jak kiedyś siedziałam z mamą w nocy na podwórku i oglądałyśmy gwiazdy gadając całą noc. Byłam po tym strasznie chora- zachichotałam, a chłopak mi zawtórował. Potem objął mnie ramieniem, a ja położyłam głowę na jego barku i zaciągnęłam się jego zapachem. Papieros i mięta. Uzależniam się od tego.
-Może jeszcze kiedyś to powtórzycie- parsknął i przysunął się do mnie. Dawno nie płakałam z powodu mamy, ale teraz poczułam jak kilka łez spływa po moim policzku. Coś od środka rozrywało moje serce, które wiedziało, że to niemożliwe.
-Wątpię- wychrypiałam, a szatyn spojrzał na mnie badawczo. Kiedy tylko zobaczył moje łzy uchylił lekko usta, ale zamknął je od razu i starł słoną ciecz z moich policzków.
-Przepraszam, powiedziałem coś nie tak?- przejął się tym i nie potrzebnie. Wiedziałam, że nie powinnam płakać.
-Nie Li, po prostu…- jąkałam się, nie pewna co powiedzieć. Postawiłam na prawdę. – Moja mama zmarła kiedy miałam 14 lat. Została zastrzelona podczas jakiegoś napadu.
-Boże, Nat. Tak mi przykro- powiedział i mocno mnie w siebie wtulił. Tego właśnie potrzebowałam. To przyniosło mi ulgę. Zwykłe przytulenie. Niby tak nie wiele, a jednak… - To dla tego mieszkasz sama? Nie chcesz mieszkać z ojcem tam gdzie mieszkała twoja mama?- zapytał niepewnie, a ja wypuściłam ze świstem powietrze. To wszystko jest takie popieprzone, ale jak już się zdecydowałam powiedzieć A, muszę powiedzieć też B.
-Nie Liam. Mój ojciec po śmierci mamy stał się zupełnie innym człowiekiem. Był zimny, obojętny. Pół roku po pogrzebie zapakował moje rzeczy i wywiózł gdzieś. Nie wiedziałam o co chodzi aż nie stanęłam przed domem dziecka. To było jak cios w twarz. Przez całe życie byłam przekonana, że ten człowiek mnie kocha. Był dla mnie wzorem. Ostatnie co od niego usłyszałam, to to, że za bardzo przypominam mu matkę i nie jest w stanie już na mnie patrzeć. Od tamtej pory nie mam z nim żadnego kontaktu – wyjaśniłam, ale już nie płakałam. Moje serce wypełniała czysta, prymitywna nienawiść. 
-Natalie, ja… przepraszam, że… nie powinienem w ogóle poruszać tego tematu – wyjąkał w końcu, a ja poczułam jak spina wszystkie swoje mięśnie i w mojej głowie zaświeciła czerwona lampka.
-Li, wyluzuj. Cieszę się, że w końcu mogłam to z siebie wyrzucić. Proszę tylko, żebyś przez to co powiedziałam, nie patrzył na mnie inaczej. Ja nadal jestem ta samą dziewczyną i nic się nie zmieniło- dodałam, patrząc mu głęboko w oczy. Rozluźnił się i przyciągnął moją głowę do swojego torsu.
- Głuptasie, nie będę na ciebie patrzył inaczej, nadal jesteś dla mnie bardzo ważna- wyszeptał i pocałował mnie w czoło, a moje serca zabiło mocniej na jego ostatnie słowa. Uśmiechnęłam się w duchu i rozluźniłam. Wszystko było w porządku.
-Ty też jesteś dla mnie bardzo ważny, dlatego też zbieramy się i idziemy spać, bo po pierwsze widzę, że padasz na twarz, a po drugie nie chce, żebyś się przeziębił- zakomenderowałam  i wstałam, podając mu rękę. Złapał mnie za nią i wstał, zabierając przy okazji nasze kubki w drugą dłoń.
Gdy weszliśmy do środka ja zamknęłam dokładnie drzwi tarasowe, a on poszedł odłożyć naczynia do zlewu. Kiedy wrócił złapał mnie za rękę i nie puścił jej aż do momentu, w której każdy miał wejść do swojego pokoju.
-Dobranoc Nat- wychrypiał i pocałował mnie opiekuńczo w czoło.




-Branoc Liam- odpowiedziałam i zamknęłam za sobą pokój.  Położyła się na łóżko i zamknęłam oczy, uśmiechając się, szczęśliwa, pod nosem. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam wtulona w miękką bluzę Payne’a.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, za opóźnienie, ale będziemy już raczej wracać do starego rytmu wstawiania rozdziałów. 
Komentujcie, kochani. To cholernie motywuje. 
Kocham Was!

5 komentarzy: