piątek, 30 października 2015

Rozdział 9

Rozdział 9
Wjechałam na podjazd mojego nowego, tymczasowego lokum i wyszłam z samochodu, zabierając ze sobą dwie, pierwsze lepsze walizki. Drzwi ku mojemu dziwieniu, ale też radości były otwarte, więc bez problemu weszłam do środka i wtargałam bagaże do pokoju. Kurde, one są serio ciężkie. Spięłam włosy w wysoki kucyk i zeszłam na dół po resztę swoich rzeczy. Wcześniej tego nie zauważyłam, ale salon i jadalnie były przemeblowane, drzwi na taras szeroko otwarte, rzeczy cenne, lub łatwe do zniszczenia zostały pochowane, a chłopcy robili coś w ogrodzie.
-Chodź skarbie, pomogę ci z tymi walizkami, bo ci idioci są czymś zajęci- objęła mnie nagle Skyler, która zjawiła się nie wiadomo skąd i zaprowadziła mnie do bagażnika mojego cacuszka.
Każda z nas coś wzięła, a ja w drodze do domu zamknęłam maszynę. Gdy byłyśmy przy drzwiach, do garażu wjechał czarny land rover Liam'a. Szatynka tylko spojrzała na mnie tajemniczo, a ja nie za bardzo
wiedziałam o co jej chodzi. Wolnym krokiem wtarabaniłyśmy się do mojego pokoju i rzuciłyśmy torby na podłogę. Wytarłam spocone dłonie w spodnie i rozejrzałam się do okoła. Muszę się teraz rozpakować.
-W co ubierasz się na imprezę?- wypaliła w pewnym momencie, leżąc na moim łożku niebieskooka, kiedy rozkładałam kosmetyki na półce w łazience.
-Em, chyba tak pójdę- wzruszyłam ramionami i wróciłam do pokoju, gdzie położyłam na biurku laptopa i aparat. Szczerze to jakoś dziwnie się czułam z myślą, że mój najlepszy przyjaciel jest piosenkarzem, a ja teraz będę mieszkać z jego zespołem. Nie przeszkadzało mi to, ale jednak nadal miałam jakieś dziwne myśli. Co jeśli fanki sobie coś pomyślą? -Sky co się stało z fankami chłopaków? Zawsze jak Niall przyjeżdżał do domu było w okół niego mnóstwo szumu, a teraz wszyscy zachowują się jakby chłopcy nie zajmowali się tym, czym się zajmują- zapytałam, układając rzeczy na półce, w dużej szafie, która stała przy oknie, w kacie pokoju.
-Paul ogłosił, że chłopcy potrzebują trochę wolności. Zagroził, że jeśli fanki będą się na nich rzucać, robić sceny i takie tam, to chłopcy zakończą karierę- mruknęła, przewracając się na drugi bok, tym samym bacznie się we mnie wpatrując.
-Aha- skomentowałam tylko i wrzuciłam torbę do szuflady.
-Wiesz, wyglądasz super, ale na pewno nie jak na imprezę- mruknęła dziewczyna i podeszła do budowli, by uważnie zeskanować zawartość półek. Spojrzałam po sobie i mimo woli przyznałam dziewczynie rację. Na pewno nie wyglądałam jakbym szła na imprezę. Do kawiarni, albo na spacer i owszem.
-To wybierz mi coś, a ja wezmę szybki prysznic- zaproponowałam, a ona posłała mi szeroki uśmiech i zabrała się za przekopywanie zawartości dużego, drewnianego pudełka. Zrzuciłam z siebie ubrania i wskoczyłam pod ciepłą wodę. Wsmarowałam w skórę żel czekoladowy i umyłam włosy szamponem miętowym. Owinęłam się ręcznikiem i wytarłam nim mokre włosy.
-Natalie, ubrania masz na łóżku. Lecę do siebie się uszykować- powiedziała dziewczyna, stojąc zapewne blisko drzwi, z drugiej strony.
-Dobra, dzięki- krzyknęłam i podpięłam suszarkę do prądu.Wysuszyłam swoje nieokiełznane kudły i lekko je pofalowałam. Patrzyłam na siebie w lustrze i przekrzywiłam głowę, skanując swoją twarz. Mocny makijaż czy lekki makijaż? O to jest pytanie. Wzruszyłam ramionami i nałożyłam podkład na twarz. Zrobiłam na powiekach grube kreski eliynerem i mocno potuszowałam rzęsy. Usta musnęłam bezbarwnym błyszczykiem i spryskałam się perfumami. Wyglądałam dobrze, nawet bardzo dobrze. Tak, wiem. Skromna ja. Wyszłam z pomieszczenia i zerknęłam na łóżko, gdzie leżały przyszykowane przez Skyler ciuchy. Drobny uśmiech wpłynął na moją twarz widząc w co miałam się ubrać. Czegoś tu jeszcze jednak brakowało. Wyciągnęłam z szuflady czarne rajtuzy i wciągnęłam je na nogi. Potem zarzuciłam na siebie szary sweter i wcisnęłam się w cekinową miniówę. Na nogi założyłam wysokie szpilki i przejrzałam się w lustrze, które zajmowało całą ścianę na przeciw łóżka. Na pierwszy rzut oka wyglądałam jak nie ja. Uśmiechnęłam się szeroko widząc efekty naszej wspólnej pracy.
-Wyglądasz jak seks bomba- wymruczała szatynka, wkradając się do mojego pokoju. Zarumieniłam się lekko i zeskanowałam jej ciało, odziane w obcisłą, krótką sukienkę z rękawem 3/4, w kwiaty. Świetnie podkreślała jej krągłości i wąska talię. Lekki makijaż dodawał jej kobiecości, więc wyglądała prześlicznie.
-Ty też niczego sobie- zachichotałam i zasłoniłam okna.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że z ogrodu dochodzi głośna muzyka i słychać tłum ludzi na posesji. Ile ja siedziałam w tej łazience? Dziewczyna skinęła głową dając mi znak do wyjścia. Ruszyłam przez pokój i obie go opuściłyśmy zamykając drzwi na klucz. Tak na wszelki wypadek.
-Liam padnie jak cię zobaczy- pisnęła mi do ucha szatynka, a ja spojrzałam na nią karcąco.
-To tylko przyjaciel- mruknęłam i schowałam twarz we włosach, czując jak rumieńce zalewają moje policzki.
-Mhmm, jasne- burknęła i posłała mi rozbawione spojrzenie. No ludzie! Ruszyłyśmy przez salon, w którym było pełno ludzi. Nie znałam żadnego z nich. Teraz to dopiero naszły mnie myśli, że tutaj w ogóle nie pasuję.
-Wariatko, ja cię zamorduję. Czemu nie zadzwoniłaś?- odwróciłam się w stronę znajomego głosu i poczułam jak ktoś na mnie wpada. Zatoczyłam się do tyłu na tych diabelskich butach i odwzajemniłam uścisk, rozpoznając znajomy zapach Brook. Faktycznie przez ostatnie dni kompletnie o niej zapomniałam. Koszmarna ze mnie przyjaciółka.
-Przepraszam B. Ale co ty tutaj robisz?- zaśmiałam się cicho, odsuwając ją od siebie na szerokość ramion. Wyglądała obłędnie w czerwonej koszuli z baskijką i kołnierzykiem, dopasowanej do czarnych, obcisłych spodni i szpilek z czerwona podszwą.
-Niall mnie zaprosił-wytłumczyła, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. Muszę go znaleźć i mu za to podziękować.
-Czekaj chwilę- powiedziałam i pociągnęłam ją w stronę Skyler, która stała przy stoliku i nalewała sobie pończu do czerwonego kubeczka. - Brook to jest Skyler- dziewczyna Horana, Skyler to jest Brook- moja przyjaciółka-przedstawiłam sobie dziewczyny, a te przytuliły się na przywitanie. Czułam, że będą się ze sobą dobrze dogadywać. Są tak samo otwarte na nowe znajomości i rozgadane jak przekupy na targu.
-Czemu porywasz mi narzeczoną?- usłyszałam za sobą rozbawiony, niski głos i odwróciłam się z bananem na twarzy. Przede mną stał wysoki brunet z zielonymi oczami. Był dość umięśniony, ubrany w czarne spodnie i czarna koszulę z rozpiętym kołnierzem.
-Cześć Joe- powiedziałam i cmoknęłam go w policzek. Znałam go już dobre pięć lat. Był narzeczonym mojej przyjaciółki, a ja byłam jego przyszłą świadkową. Był naprawdę spoko gościem, dwa lata starszym od nas, ale wiedziałam, że szybciej skoczyłby z mostu niż skrzywdził Brookie.
-Skyler to mój narzeczony Joe, Joe to dziewczyna Niall'a Skyler- rzuciła Brookie, a dwójka ludzi podała sobie dłonie.
-Chodźcie do ogrodu, potańczyć- przekrzyknęła szatynka i łapiąc mnie za nadgarstek zaciągnęła na dwór. Czemu wszyscy tak mocno łapią mnie za moje biedne kości nadgarstkowe??
Jęknęłam pod nosem, ale kiedy wyszłam na zewnątrz moje usta uchyliły się lekko w szoku. Altanka ozdobiona była kolorowymi lampkami, a pod drzwewm stał namiot gdzie urzędował DJ w postaci Payne'a. Wszędzie było jasno, kolorowo i dość ciepło. Kilka osób siedziało na brzegu basenu i moczyło w nim nogi, rozmawiając w najlepsze. Gdzieś w tłumie wyłapałam postacie Louisa, Harrego i Horana gadających z jakimiś chłopakami. Śmiali się i pili piwo. Ja dzisiaj postanowiłam pozostać czysta. Jakoś nie przepadam za alkoholem.
-Liam się na ciebie gapi!- usłyszałam koło ucha i spojrzałam zdezorientowana na skaczącą obok mnie szatynkę. Jak ona mogła tak tańczyć w takich wysokich szpilkach?
-A ty gapisz się na niego, skoro wiesz co robi- zaśmiałam się i obróciłam w okół własnej osi.
-Ej!- pacnęła mnie w ramie, a ja zaśmiałam się głośno, odchylając głowę do tyłu. Zgasiłam ją.
-Mam ochotę się napić- rzuciłam i odeszłam w poszukiwaniu czegoś co nie zawierało procentów. Weszłam do środka i nalałam sobie do kubeczka soczek pomarańczowy. Westchnęłam cicho kiedy ciecz nawilżyła moje gardło. Oparłam się o stolik i nie wiedziałam co z sobą zrobić. Westchnęłam cicho i postanowiłam udać się do Liama, dotrzymać mu towarzystwa. Jak Boga kocham, ostatni raz założyłam szpilki! Wiecie jak trudno łazi si w nich po trawie?! Masakra!
-Hej Liaś, co tam?- zapytałam, podchodząc z boku do znajomego. Jakim cudem ubrany jedynie w czarne spodnie, szary t-shirt i zieloną bluzę wyglądał tak perfekcyjnie. To nie jest normalne!
-DJ Payne jest w domu- zaśmiał się szatyn i pokręcił palcami na mikserze.


Zachichotałam i pokręciłam głową. - Prześlicznie wyglądasz- mruknął mi do ucha, nachylając w moją stronę. Czułam jak uśmiecha się łobuzersko, więc spojrzałam na niego i posłałam mu rozbawione spojrzenie.
-Dzieki, dzięki- zaśmiałam się i upiłam sok z kubeczka.
-Chcesz spróbować?- zapytał, wskazując brodą na kąsole.
-Nie umiem- krzyknęłam, próbując przekrzyczeć muzykę, wydobywającą się z głośników, które stały w rogach ogrodu.
-Nauczę cię- powiedział, łapiąc mnie za rękę i wciągając przed siebie. Czułam jak moje plecy przylegają do jego torsu. Jego ciało emanowało przyjemnym ciepłem, które mi się udzieliło. Uśmiechnęłam się pod nosem i z całych sił powstrzymywałam rumieńce, które cisnęły mi się na policzki. Ten chłopak stał zdecydowanie za blisko, a po mojej skórze przebiegały przyjemne dreszcze.
-Rozluźnij się. Nie gryzę- zaśmiał się i złapała moje dłonie w swoje. - To na początek połóż tu swoje palce- wymruczał mi do ucha, położył moje palce na konsoli, a jego ciepły oddech otulał mój kark, gdzie natychmiast pojawiła się gęsia skórka.- Ok, a teraz przesuń je tutaj- powiedział cicho i
przesunął moimi opuszkami kilka przycisków. Uśmiechnęłam się po nosem słysząc jak basy przestają grać tak mocno, a muzyka zwalnia swój rytm. -Dobrze, a teraz wybierz ten utwór- dodał i nakierował moją dłoń na ekran i nacisnął w odpowiednim miejscu. Muzyka płynnie przeszła ze skocznej i wesołej w spokojną i nastrojową. Chłopak puścił moje palce i złączył dłonie, kładąc je na moim brzuchu i przytulając mnie do siebie od tyłu. Szkarłatne plamy zalały moje policzki i szyję, a ja nie mogłam się ich pozbyć. -Zatańczysz ze mną?- zapytał, a ja odchyliłam głowę lekko w bok i posyłając mu delikatny uśmiech, pokiwałam głową.
Liam zamknął moją dłoń w swojej i ruszyliśmy gdzieś w kąt ogrodu. Muzyka stała się głośniejsza, a światła nie docierały w to miejsce tak mocno jak w poprzednie. Było tu dużo mniej ludzi, więc mieliśmy   trochę więcej prywatności. Szatyn przyciągnął mnie do siebie i wolna ręką objął mnie w talii. Nasze klatki piersiowe się stykały, a my patrzyliśmy sobie w oczy. Jego tęczówki były takie ciepłe, pełne troski i jakiegoś uczucia, którego nie umiałam zidentyfikować. Jego twarz nie byłą teraz pokryta zarostem, co sprawiało, ze wyglądał młodziej, jak siedemnastolatek. Zaśmiał się cicho i posłał mi rozbawione spojrzenie.
-Jesteś taka niska- parsknął i pokręcił głową.
-No nie gada?! Nie wiedziałam- rzuciłam sarkastycznie i przewróciłam oczami.
-To urocze- dodał, a ja pokręciłam głowa. Ten człowiek był taki zagadkowy. Nie potrafiłam określić co się we mnie działo. Podejrzewałam, że teraz moja temperatura znacznie przekraczała odpowiednie progi. W moim brzuchu szalało stado motyli, a ja nie potrafiłam oderwać wzroku od chłopaka z którym tańczyłam. W jego silnych, ale jednocześnie delikatnych ramionach czułam się bezpiecznie. Wiedziałam, że nie zrobi mi krzywdy.
         Nie wiem ile tak się kołysaliśmy. Może 5 minut, może 30, a może godzinę. Nie zwracałam na to uwagi. Liczyło się tylko tu i teraz. W pewnym momencie brązowooki zaczął przybliżać swoją twarz do mojej. Jeśli wcześniej moje serce biło jak po maratonie, to teraz miałam palpitacie. Mój oddech stał się płytki i urywany. Liam zamknął oczy i oparł swoje czoło o moje, nie puszczajac mnie nawet na sekundę. Uśmiechnęłam się pod nosem i wypuściłam powietrze, które nieświadomie zatrzymywałam w płucach. Przymkęłam powieki i rozkoszowałam się chwilą. Było cudownie. Nagle jednak chłopak otworzył oczy i odsunął mnie od siebie na szerokość ramion i okręcił mnie do okoła. Kiedy skończył przyciągnął z powrotem w swoją stronę, a ja potknęłam się przez przypadek i wpadłam w jego ciepłe ramiona. Oboje parsknęliśmy śmiechem, a ja oparłam czoło o jego obojczyk.
-Liam, mogę ci ją porwać?- usłyszałam zza pleców głos Nialla i odsunęłam powoli głowę od szatyna. Patrzył na nas nie wiem ile, ale w jego oczach zobaczyłam szczere rozbawienie, a na ustach, łobuzerski uśmieszek.
-Nie, nie możesz- rzucił Li, ale w jego głosie pobrzmiewał śmiech.
-No weź!- jęknął blondyn, zakładając ręce na piersiach i tupiąc nogą o świeżo skoszony trawnik, niczym pięciolatek.
-Jak dziecko- skomentował szatyn i poluźnił uścisk.- Wróć do mnie potem- wyszeptał mi do ucha i delikatnie przygryzł jego płatek. Zatkało mnie, a ucho jakby mnie paliło. Zalałam się szkarłatem i pokiwałam głową, patrząc na swoje szpilki. Potem usłyszałam już tylko jego chichot i odgłos oddalających się kroków.
-Co jest między wami?- zapytał nagle Horan, wyrywając mnie z jakiegoś dziwnego transu. Spojrzałam na niego zamglonymi oczami i dopiero po chwili dotarło do mnie to co powiedział.
-Niall, nie chcę o tym gadać- powiedziałam i przetarłam twarz dłońmi. Dopiero wtedy poczułam, że stopy mi odpadają, a ja sama nie mam siły zrobić nawet kroku. Ile ja z nim tańczyłam?
-Dobra, ale i tak to z ciebie wcześniej czy później wyciągnę- rzucił szelmowsko, a ja pokręciłam zirytowana głową. Męczyła mnie już ta krótka wymiana zdań.
Niebieskooki splótł nasze palce i ruszył w głąb ogrodu. Wszędzie było pełno ludzi i hałasu. Jakim cudem w tamtym miejscu było zupełnie cicho? Chłopak w pewnym momencie odwrócił się do mnie i przyciągnął do siebie, splatając dłonie na moich plecach. Zarzuciłam mu ręce na kark i zaczęłam się kiwać na wszystkie strony. Pamiętam jak kiedyś, jeszcze w podstawówce, Horan zaprosił mnie do tańca. Byłam wtedy bardzo nieśmiała i uciekałam przed nim. On jednak nie odpuszczał i latał za mną po korytarzu. Był tak irytujący, że w końcu się zgodziłam.
-Jak się czujesz? Nie wyglądasz najlepiej- powiedział i spojrzał na mnie lekko zmartwiony. Może faktycznie byłam już lekko zmęczona, ale nie chciałam jeszcze iść spać.
-Dzięki za komplement, panie Horan- prychnęłam cichym śmiechem, a chłopak westchnął i przewrócił oczami. Ten gest jeszcze bardziej mnie rozbawił i oparałm głowę na jego ramieniu, nie mogąc pohamować chichotu. No co, jestem tylko człowiekiem!
-Naprawdę jestem taki zabawny?- prychnął, lekko głaszcząc mnie po plecach.
-Tak, jesteś zabawny-powiedziałam i oderwałam się od niego, by spojrzeć w te niebieskie tęczówki. Znałam tylko jedną osobę, która miała taki kolor. To czyniło go wyjątkowym. Tak jak Liam'a. STOP! Nie pomyślałam tego!-Jak długo jesteście już razem ze Skyler?- zapytałam, bo byłam po prostu ciekawa. Po za tym widziałam jak dobry mają ze sobą kontakt i nie sądziłam, żeby to była świeża sprawa.
-Jakieś 4 miesiące- wymruczał i spuścił wzrok na swoje buty. Poczułam lekki ukucie w sercu kiedy to powiedział. Tak długo ja przede mną ukrywał? Ale... czemu? Zawsze wszystko sobie mówiliśmy.
-I ty nic mi nie powiedziałeś? Chyba się obrażę- zachichotałam, zmuszając się do tego. Jednak mój przyjaciel chyba to wyczuł, bo spojrzał na mnie lekko zmieszany.
-Nat, ja nie sądziłem, że to będzie coś trwałego. Przepraszam, powinienem ci powiedzieć- rzucił bezbarwnym głosem, a ja pokręciłam głową z niedowierzaniem. Wciągnęłam lekko powietrze i wypuściłam je ze świstem.
-Nie, Niall, jeśli nie czułeś takie potrzeby to rozumiem. Nie jestem twoja mamą, żebyś musiał mi o wszystkim mówić- dodałam i opuściłam ręce w zdłóż ciała. Czułam, że pomiędzy mną, a blondynem coś się psuje. Ciągłe kłótnie, tajemnice. Kiedyś mówiliśmy sobie o tym czy mamy sraczkę, czy pierwszy raz się całowaliśmy. A teraz? Od kąt poszedł do X Factora coś się zmieniło. Nieodwracalnie, niestety. Nie jesteśmy już tymi samymi dzieciakami, które potrafiły siedzieć na drzewie cały dzień, grać w karty i obrzerać się paluszkami z nutellą. Jesteśmy dorośli, a chwile dzieciństwa bezpowrotnie minęły, a co z tym idzie nasza dobra niesamowita relacja chyba także.
-To nie tak- rzucił, a ja czułam, że coś jest nie tak.
-Niall, naprawdę, nie przejmuj się- mruknęłam i chodź wewnątrz rozpadałam się na kawałki, postanowiłam grać twardą. Znowu. Położyłam dłoń na jego policzku i pogłaskałam go delikatnie.
-Nie ty nic nie rozumiesz!- krzyknął, a jego oczy stały się granatowe. Był zły i wyprowadzony z równowagi, a ja kompletnie nie wiedziałam dlaczego. Spojrzałam na niego zdezorientowana i zmarszczyłam brwi. - Muszę ci coś powiedzieć- dodał już odrobinę spokojniej i zaciągnął mnie do domu. Następnie przepuścił mnie w drzwiach do swojego pokoju i zatrzasnął je za nami. Byłam całkowicie zdezorientowana, a on nie pomagał mi chodząc w tę i z powrotem po pokoju i szarpiąc się za włosy.
-Niall, co się dzieję?- zapytałam lekko przestraszona, kiedy załapał w dłoń wazon i rozbił go na tysiące kawałeczków. Nagle zamarł i spojrzał na mnie przerażony. Podeszłam do niego na drżących nagach i łapiąc za ręce zaprowadziłam na łóżko. Lekko na nie nie pchnęłam, sprawiając, że usiadł na jego brzegu, a ja kleknęłam miedzy jego nogami i złapałam jego gładką twarz miedzy palce. Wolałam nie myśleć co by sobie ktoś pomyślała jakby tu wszedł, ale dla nas to nie było nic dziwnego. Przynajmniej kiedyś. Byliśmy jak rodzeństwo.
-Przepraszam, tak strasznie cię przepraszam- wychlipiał nagle i przyciągnął mnie do siebie, zamykając w żelaznym uścisku. Byłam jak sparaliżowana, słuchając jak co chwila jakiś niekontrolowany szloch wydobywał się z jego gardła.
-Już, spokojnie, wszystko będzie dobrze- powiedziałam cicho i pogłaskałam go uspokajająco po kręgosłupie.
Minęła chwila zanim całkiem się uspokoił i wciągnął mnie na swoje kolana. Serce mnie bolało, kiedy patrzyłam na niego, gdy był w takim stanie. Przyciągnęłam jego głowę do swojej piersi i zaczęłam powoli głąskać go po głowie. W przeszłości Horan nie raz miał wahania nastrojów, gorsze niż ja podczas trudnych, kobiecych dni, więc nauczyłam się sobie z nimi radzić.
-Nie wiem czy widzisz, ale ja tak i strasznie mnie to boli. Od kąt wyjechałem nasze relacja uległa jakieś przemianie. Niby wszystko jest jak dawniej, ale tak naprawdę nic nie jest takie same. Ciągłe jakieś tajemnice, sekrety, ja tak nie chcę. Nie chcę się z tobą kłócić, nie chcę cię okłamywać, dlatego powiem prawdę- wydukał po 10 minutach, a ja wzięłam głęboki oddech, szykując się na dawkę szoku, jaki na pewno za chwilę mi podaruję.- Gdy opuściłem Irlandię, podpisałem kontrakt z Modestem, który kazał mi ograniczyć kontakty z tobą do minimum. Zrobiłem tak, ale i tak dzwoniłem przynajmniej raz w tygodniu, bo tylko ty najlepiej mnie rozumiałaś. Nadal byłaś dla mnie jak siostra. Jednak nie oszukujmy się nasze rozmowy stały się bardziej rzeczowe, jak jakiś prawników.Oddaliliśmy się od siebie, bo mimo wszystko 10 minut, 4 razy w miesiącu, to nie jest długo. Miałem tego dość, wiec poszedłem do szefa i zerwałem umowę 6 miesięcy temu.  Zgodził się na to, ale pod warunkiem, że zacznę się spotykać ze Skyler, która była wtedy dobrze zapowiadającą się, początkującą modelką. Wyjaśnił mi, że zrobił to, żeby nie zaczęły się jakieś spekulacje, że jesteśmy razem. Teoretycznie chciał dla mnie dobrze, ale zabronił mi mówić ci o Sky, więc zgodziłem się. Nie wiem czemu. Jednak zdawałem sobie sprawę, że to nie fair wobec ciebie, jednak nic nie mogłem zrobić. Byłem zły i zacząłem brać narkotyki- powiedział, a mnie zatkało. Znieruchomiałam i dopiero po kilku minutach kiwnęłam głowa, żeby kontynułował. Musiałam to wszystko sobie poukładać. - Chłopcy widząc co sie ze mną dzieje, zażądali urlopu. Tak naprawdę nie kocertujemu od maja. Przez ten czas byłem na odwyku, ale teraz jest już dobrze- westchnął i spojrzał na mnie, a ja, cóż... zamurowało mnie. Gapiłam się tępo w białą ścianę i nie za bardzo wiedziałam co powiedzieć. -Tylko błagam, nie mów nic Skyler. Ja naprawdę się w niej zakochałem- dodał, patrząc na mnie z nadzieją. Wypuściłam ciężko powietrze i przetarłam twarz ręką. Za dużo informacji jak na jeden wieczór.
Opuściłam kolana chłopaka i udałam się do okna, otwierając je i wychylając za nie nieznacznie. Świeże powietrze otuliło moją twarz, a ja zamknęłam oczy i rozmasowałam palcami skronie. Nie wiedziałam myśleć. Szczerze to ta historia była jakaś zaplątana, nie trzymała się kupy, ale postanowiłam tego nie komentować. Musiałam coś zrobić.
- Nie obrazisz się, jeśli wyjdę na podjazd zapalić?- zapytałam, nie odwracając się w jego stronę, bo dobrze wiedziałam że stoi z mojej prawej strony i obserwuje mnie niczym pies myśliwski.
-Ty palisz?- zadał pytanie, a ja jedynie pokiwałam lekko głową. Nie otrzymując odpowiedzi udałam się na parter i wyciągnęłam z płaszcza paczkę papierosów. Wyszłam na zewnątrz, nie przejmując się zimnym, wieczornym wiatrem i odpaliłam patyczek nikotynowy. Dym otulił moje płuca, a ja od razu się rozluźniłam. Nie byłam nałogowym palaczem. O nie! Ja po prostu paliłam gdy miałam jakiś problem, gdy coś mnie przytłaczało. To była taka moja mała odskocznie. Zaczęłam to robić po zerwaniu ze swoim byłym. Nie wiedziałam czemu. To był odruch i tyle.
Zanim się zorientowałam przy moim boku pojawił się blodnyn i popatrzył w przestrzeń przed nami. Na przeciw podjazdu chłopaków znajdował się duży park, w którym rzadko kiedy można było spotkać żywą duszę.
-Może być jak dawniej?- wyszeptał nagle, a ja spojrzałam na jego twarz, która znów była mokra od łez. Wyrzuciłam niedopałek i zdeptałam go butem, a potem zarzuciłam przyjacielowi ramiona na szyję i wtuliłam się w niego.
-O niczym innym nie marzę- wyszeptałam mu do ucha i schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi. Pachniał... dzieciństwem i beztroskimi latami.
-A o Liamie?- zaśmiał się nagle, a ja oderwałam się od niego gwałtownie i zdzieliłam go w tors. On ma nastroje gorsze niż baba w ciąży, do cholery!
-O tu jesteś! Szukamy cię z Hazzą- powiedział Louis, wychodząc z domu na świeże powietrze. Spojrzałam na niego pytająco, a on jedynie pokręcił głową. Co się znów dzieje do cholery? Co im wpadło do tych pustych łbów? Aż się boję.-Muszę ci coś pokazać- powiedział zachowując nieodgadniony wyraz twarz, a ja jedynie popatrzyłam na blondyna i wzruszyłam ramionami.
Ruszyłam za szatynem i po chwili znaleźliśmy się po drugiej stronie domu. Ludzi już trochę ubyło, ale tylko troszeczkę i nadal wszędzie był harmider. Lou złapał mnie w talii i popchnął delikatnie w kierunku basenu, gdzie stał Harry z chytrym uśmieszkiem na twarz. Przechyliłam lekko głowę i zlustrowałam dokładnie tą dwójkę. W pewnej chwili Styles podszedł do mnie na niebezpiecznie bliską odległość, a ja skrzywiłam się na zapach alkoholu jaki od niego bił.
-Mam nadzieje, że nie masz przy sobie nic wartościowego- powiedział, a ja pokręciłam przecząco głową. Krzyknęłam głośno, kiedy zgiął się i podniósł mnie w ślubnym stylu. Zaczął zbliżać się do tafli wody, a ja dopiero teraz dodałam dwa do dwóch.
-Tylko spróbuj, a przez tydzień się do ciebie nie odezwę- wrzasnęłam i próbowałam się wyrwać, ale już było za późno. Chłopak puścił mnie, a ja wpadłam z głuchym chlustem do lodowatej wody. Na szczęście basen nie był głęboki, bo inaczej miałabym problem. Szybko się ogarnęłam i wypłynęłam na powierzchnię i wyplułam wodę, która wlała mi się do gardła. Zaczęłam kaszleć i nie mogłam złapać powietrza. Złapałam się za gardło i błagałam Boga, żeby to nie było to o czym myślałam. Nie tutaj, nie przy tych ludziach. cały czas się dusząc znalazłam barierkę i próbowałam się po niej wspiąć, ale pomogły mi tym czyjeś silne ręce. Nie patrzyłam kto to, bo od razu zgięłam się wpół i położyłam dłonie na kolanach. Nie mogłam złapać oddechu i czułam jak czarne mroczki pojawiają mi się przed oczami.
-Boże Nat, nic ci nie jest?- usłyszałam głos Liama, ale nawet nie podniosłam na niego wzroku. Czułam jak płuca pieką mnie niemiłosiernie, a kolana robią się jak z waty.
-Kurwa mać, Styles coś ty zrobił?!- uchwyciłam krzyk Horana i próbowałam zaciągnąć się powietrzem, ale moja krtań i tchawica były ściśnięte na supeł. W kącikach oczu zgromadziły się łzy, które po chwili zamoczyły mi policzki. Jeśli za chwilę nie wezmę leków, uduszę się, pomyślałam i jak na zawołanie usłyszałam głos Payn'a.
-Spokojnie, Niall poleciał po leki. Wytrzymaj jeszcze trochę!- był spanikowany, a ja zachwiałam się nie bezpiecznie. Poczułam mocny uścisk w talii i ktoś podniósł mnie do pionu.
-Masz!- krzyknął blondyn, wpychając mi w dłoń inhalator. Odblokowałam do i zaciągnęłam się dawką lekarstwa. Od razu lepiej, pomyślałam gdy tlen dotarł do moich płuc. Łapałam gwałtownie powietrze, mając wrażenie, że każdy oddech był moim ostatnim. Tak, mam astmę. Czasami miałam ataki, ale zdarzały się one stosunkowo rzadko.
Liam objął mnie opiekuńczo w talii i zaprowadził do salonu. Posadził mnie delikatnie na kanapie, gdzie nie było żywej duszy, i okrył mnie miękkim, pluszowym kocem. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem cała  mokra i kosmyki opadają mi na twarz, więc zagarnęłam je delikatnie za ucho. Szatyn usiadł obok mnie i wtulił mnie w swoją klatkę piersiową. Z kuchni wyleciał Horan, niosąc kubek ciepłej, gorzkiej herbaty z cytryną. Pamiętał, że to moja ulubiona. Uśmiechnęłam się delikatnie i odebrałam od niego naczynie. Miałam zmarznięte dłonie, więc ciepło napoju skutecznie załatwiło sprawę. Payne głaskał mnie delikatnie po plecach. Zwinęłam się w kulkę, podwijając nogi pod siebie, czując jak nieprzyjemne dreszcze wstrząsają moim ciałem. Było mi zimno, ale nie chciałam żeby chłopak mnie puścił.
-Lepiej się czujesz?- zapytał cicho Niall, kucając na przeciwko mnie i kładąc mi dłonie na kolanach. Pokiwałam lekko głową i upiłam łyk napoju, mając nadzieję, że chociaż trochę mnie on ogrzeje.
-Przepraszam, że rozwaliłam wam imprezę- wymruczałam spuszczając wzrok na naczynie i widząc uprzednio jak goście wychodzą przez frontowe drwi.
-Przestań!- warknął Liam i zacieśnił uścisk na moim ramieniu.- Cholera, ty się cała trzęsiesz!- prawie krzyknął, a blondyn odebrał ode mnie napój, który sam przygotował. Szatyn jednym ruchem wziął mnie na ręce, a ja poczułam ja robi mi się odrobinę cieplej. Byłam kompletnie rozwalona. Moje mięśnie nie funkcjonowały, a kości były zastałe. Wtuliłam się w klatkę chłopaka, który szybko pokonał schody. Czułam jak moje powieki staja się cięższe i zanim się zorientowałam odpłynęłam.

*Liam
Cholera jasna! Kiedy zobaczyłem jak Harry wrzuca Natalie do basenu trochę mnie to rozbawiło, ale jak wypłynęła  i nie mogła złapać powietrza cała krew uciekła z mojej twarz. Wyciągnąłem ją z tej pieprzonej wody i zacząłem uspokajać, ale ona kompletnie nie kontaktowała. Była cała przemoczona i blada. Gdy zaczęła się dusić wpadł przerażony Niall i ochrzanił Styles'a. Potem pobiegł z powrotem do domu, ale widząc jego przerażenie, wiedziałem, że jest źle i to bardzo.
Nagle szatynka zatoczyła się do tyłu, a ja złapałem ją w talii i uniosłem jej tułów do pionu. Jej oczy były zaczerwienione, a po policzkach spływały łzy. Nadal nie mogła oddychać. Wszystko działo się strasznie szybko. Wiem tylko, że kiedy Natalie prawie upadła byłem przerażony, a mój żołądek zaciskał się boleśnie. Na szczęście Horan przyniósł w porę te pieprzone lekarstwa.
Teraz jednak to nic nie dało, bo niosąc Nat do pokoju, trzęsła się jak galareta. Czułem jak wtula się we mnie i mętny uśmiech wpłynął na moją twarz. Zaraz jednak zniknął, kiedy spojrzałem na bladą i nieprzytomną dziewczynę. Wpadłem szybko do jej pokoju i położyłem ją delikatnie do łóżka. Następnie drżącymi rękami nalałem goręcej wody do wanny w jej łazience i wróciłem do pokoju. Nie wiedząc za bardzo co robić przełknąłem głośno ślinę i rozebrałem dziewczynę do samej, czarnej, koronkowej bielizny. Uwierzcie mi, nie chcielibyście wiedzieć co wtedy chodziło mi po głowie, ale szybko się ogarnąłem i włożyłem dziewczynę do ciepłej wody. Usiadłem obok i poklepałem ją delikatnie po policzku. Była taka blada, miała zaczerwienione oczy i opuchnięte usta. Złość się we mnie zakumulowała, ale nie dałem jej wypłynąć. Musiałem być spokojny.
-Liam?- usłyszałem cichy głosik szatynki, kiedy obmywałem ją lekko wrzątkiem i poczułem jak kamień spada mi z serca.
-Cii, spokojnie, już wszystko jest dobrze- wyszeptałem i pogłaskałem ją delikatnie po policzku, siadając na progu wanny. Dziewczyna spojrzała po sobie już trochę bardziej przytomna i zarumieniła się słodko. Zachichotałem cicho na jej reakcję, bo była urocza. Natalie podciągnęła kolana pod brodę i owinęła smukłe nogi ramionami. -Jak się czujesz?- zapytałem siadając obok, na kafelkach i opierając się plecami o niski murek.
-Niezręcznie- wymruczała, a ja parsknąłem śmiechem i przetarłem twarz dłońmi. Było po wszystkim i wróciła moja dawne, cholernie nieśmiała Nat.

6 komentarzy:

  1. Matko, to opowiadanie jest cudowne! Czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam. *-*

    OdpowiedzUsuń
  2. jest super, tylko nie rozumiem czemu opisałaś astmę jako cos strasznego hahahah😂 sama mam i to naprawdę nie jest az takie złe 😂 opowiadanie swietne !

    OdpowiedzUsuń