sobota, 21 listopada 2015

Zawieszam!

Nie chcę tego robić, ale niestety muszę. Zakładając bloga miałam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie, ale jednak zawiodłam i was i samą siebie. Nie chodzi o to, że nie mam pomysłu na dalszą realizację opowiadania, o nie! Pomysłów mam pełno, ale najzwyczajniej brak mi czasu. Mam teraz straszny zapierdziel w szkole i po prostu nie wyrabiam. Jak wychodzę rano, wracam dopiero wieczorem. Do tego dochodzą jeszcze sprawdziany, których jest tyle, że szkoda gadać. Nie wiem, wściekli się ci nauczyciele, czy co?!

Po za tym nawet jeśli znajduję chwilkę czasu, wieczorem, to jestem tak padnięta, że we wszystkim co napiszę jest pełno błędów, niezgodność, a nie chcę tego. Chcę, żeby te rozdziały były naprawdę dobre, ale żeby były dobre muszę mieć czas i siły. Mam nadzieje, że mi to wybaczycie i wrócicie do mnie tu za jakiś czas. Jak na razie żaden rozdział nie pojawi się na pewno do 6 grudnia, a cała reszta jest jednym, wielkim znakiem zapytania.

Chcę jednak, żebyście wiedzieli, że bardzo was kocham. Nawet jeśli nie skomentujecie rozdziału (co ostatnio zdarza się dość często) to i tak jesteście dla mnie cholernie ważni i zdaję sobie sprawę, że pewnie teraz większość z was odejdzie i nie będzie kontynuowała czytania The Shadow of Your Heart, ale ja też jestem człowiekiem i mam prawo do chwili słabości.

Mam nadzieję, że to zrozumiecie.

Wiec... do następnego!

piątek, 13 listopada 2015

Rozdział 10


Obudziłam się i jęknęłam przeciągle. Moja głowa pulsowała, a światło zza zasłoniętych zasłon powodowało światłowstręt. Było mi zimno, więc naciągnęłam kołdrę na szyję. Poczułam jak ciarki przechodzą moje plecy, a coś łaskocze mnie w nosie. Kichnęłam głośno i przyłożyłam rękę do czoła. Chyba miałam temperaturę. Zrzuciłam z siebie kołdrę i ruszyłam do łazienki, otulając się grubym, białym szlafrokiem. Podeszłam do lustra i aż się wzdrygnęłam. Na głowie miałam pobojowisko, oczy zaczerwienione i piekące. Nos czerwony i zapuchnięty, a usta suche i prawie sine. Wyglądam jak monstrum. Ubrałam na nogi grube skarpety i postanowiłam wyjść z pokoju, wcześniej sprawdzając godzinę. 11:04. Coś podejrzanie cicho jak na tą godzinę. Wzruszyłam ramionami i zarzuciłam kaptur na głowę, chcąc choć trochę oddzielić się od świata zewnętrznego. Spuściłam wzrok na swoje stopy i szybko przemknęłam przez dom do kuchni. Na szczęście nikogo nie spotkałam. Otworzyłam lodówkę, ale głośno i szybko ją zamknęłam, warcząc pod nosem. Kiedy tylko spojrzałam na jedzenie miałam odruch wymiotny. Podeszłam do czajnika i nastawiłam wody na herbatę. Nie miałam nawet ochoty na kawę, a to już po prostu kaplica. Zalałam sobie saszetkę czarnego naparu i zabrałam kubek do pokoju. Usiadłam na skraju materaca i wypiłam całą zawartość szklanki za jednym zamachem. Nie pomogło. Ryknęłam cicho i skoczyłam na równe nogi by zasłonić to pieprzone okno. Kiedy już światło słoneczne mi  nie przeszkadzało ruszyłam do łazienki gdzie umyłam zęby i połknęłam dwie tabletki przeciwbólowe. Łeb mi pękał, a ten przeklęty katar nie dawał o sobie zapomnieć. Żyć nie umierać, co nie? Sarkazm. Wysmarkałam nos i wczołgałam się z powrotem pod pierzynę. Dobrze, ze zamknęłam drzwi od pokoju. Przynajmniej nikt mi tu nie wejdzie i nie będzie nic chciał.
Gdyby nie pukanie do drzwi pewnie przespałabym 3/4 dnia. Złapałam się za głowę i nakryłam jeszcze kocem, bo dreszcze i drgawki nie dawały mi spokoju. Ja tego Style'a zabiję. Nienawidzę go. Przez jego chore zamiłowanie do wody jestem chora.
-Natalie, jesteś tam? Wszystko gra?- usłyszałam zza drzwi Liama i nawet przeszło mi przez myśl czy go wpuścić, ale zważywszy na to jak wyglądam... w każdym bądźcie razie szybko odgoniłam ten pomysł.
-Idź stąd!- jęknęłam i nakryłam twarz poduszą. Niech oni mi dzisiaj dadzą święty spokój. Wysmarkałam nosa i rzuciłam chusteczkę pod poduszkę. Posprzątam jak lepiej się poczuję.
-Nat, co się dzieje? Wpuść mnie- powiedział, nie dając ani mi, ani klamce od drzwi chwili wytchnienia.
-Nie będę dzisiaj z wami rozmawiać. Dajcie mi wszyscy święty spokój- warknęłam i nakryłam głowę poduszka, chcąc mieć jak największą ciszę.
-Odsuń się Liam, zaraz zrobię z nią porządek- usłyszałam cichy głos Skyler i miałam ochotę skoczyć z okna. Jak wyzdrowieje to się wyprowadzam. Zero prywatności. -Natalie Matters, masz 3 sekundy, żeby otworzyć te drzwi, albo Niall je wyważy- dobra, sama tego chciałaś. Skopałam kołdrę z łóżka i podeszłam do drzwi. Przekręciłam klucz w zamku i schowałam się za drewnianą deska. Złapałam nadgarstek dziewczyny i wciągnęłam ją do pomieszczenia, zatrzaskując za nią wejście.
-Jezu, jak ty wyglądasz?- wrzasnęła, a ja zakryłam uszy dłońmi. Miałam ochotę się popłakać. Zatkany nos i łupanie w czaszce doprowadzały mnie do szału. Dobrze, ze przynajmniej mogłam mówić.
-Możesz nie drzeć japy?- wyszeptałam wskakując pod kołdrę. - Co chciałaś?- zapytała, patrząc na nią przez załzawione spojówki. Nienawidzę być chora.
-Jak się czujesz?- zapytała siadając na skraju materaca i zerknęła na mnie z troską wymalowana na twarzy.
-Gorzej niż wyglądam.
-To jest źle. Brałaś jakieś leki? Mierzyłaś gorączkę?- zadawała milion pytań, a ja patrzyłam na nią próbując się opanować.
-Nope- wykrztusiłam i zakaszlałam kilka razy.
- Zaraz wracam- rzuciła i praktycznie wybiegła z pokoju, zamykając za sobą drzwi z głośnym hukiem. Myślałam, że umrę. Czułam się gorzej niż na bardzo mocnym kacu. Zamknęłam oczy i po prostu odpłynęłam, nie zwracając na wagi na szepty z korytarza.
Obudziłam się, czując jak ktoś odgarnia kilka włosów z mojej twarzy. Było to tak cholerni przyjemne, że miałam ochotę cicho zamruczeć. Szybko jednak oprzytomniałam i przypomniałam sobie jak wyglądam. Otworzyłam gwałtownie oczy i gdy zobaczyłam obok siebie zmartwionego Liama, nakryłam się cała kołdrą. Nie chciałam żeby oglądał mnie w takim stanie.
-Proszę cie, idź stąd- jęknęłam, zakrywając twarz dłońmi.
-Nat, nigdzie nie pójdę- wymruczał i poczułam jak kładzie się obok mnie i wtula sie w moje plecy. Normalnie czułabym się jak w niebie, ale teraz moje zmysły były otumanione i każdy odruch nieprzemyślany.
-Zarazisz się- wymruczałam i odsunęłam się od niego, prawie spadając z łóżka. Jednak to nic nie dało, bo znów oplótł mnie ramieniem w talii i przyciągnął do siebie. Dziwiłam się jakim cudem przez kołdrę rozumiał co mówię. No nic.
-Nie zarażę- wymruczał i poczułam jak sięga dłonią, by zdjąć okrycie z mojej głowy. Naprawdę nie miałam za grosz siły by się z nim szarpać. Byłam jak szmaciana lalka, z którą mogłeś zrobić wszystko co chciałeś. Nie opierałabym się.
-Jak się czujesz?-zapytał. wtulając twarz w moją szyję. Boże, był tak blisko!
-Źle.
- Chodź, zmierzę ci gorączkę- powiedział i wstał, a ja nie miałam możliwości się ruszyć. Chłopak widząc to, podszedł do mnie i pomógł mi usiąść tak bym opierała się o poduszki. Wyglądałam pewnie jeszcze gorzej niż rano. Liam wyszedł na chwilę, a ja w tym czasie zmusiłam mięśnie do pracy i związałam włosy w wysoką kitkę. Kiedy wrócił trzymał w ręce bezdotykowy termometr. Śledziłam uważnie jego ruchy, gdy siadał obok moich nóg i przystawiał mi maszynę do czoła. Po kilku sekundach wydała ona specyficzny odgłos, a ja skrzywiłam się lekko, bo jak dla mnie był zdecydowanie za głośny.
-Ja pierdole- wyszeptał Payn'e, patrząc na mały monitorek. Cały zbladł, a jego spojrzenie mówiło tylko jedno. Było źle.
-Jak bardzo źle jest?- zapytałam cicho, nie ruszając się nawet o centymetr.
-39,9;jedziemy do szpitala-powiedział i wstał gwałtownie. Spojrzałam na niego jak na debila patrząc jak szuka czegoś w moich szufladach. Co on wyprawiał?
-Liam- wyszeptała, ale nie zareagował. - Liam- powiedziałam już troche głosniej i byłam pewna, że to usłyszał.
-Gdzie masz jakąś torbę?- zapytał, a w jego głosie wyczułam, że jest zmartwiony i porządnie przejęty. Co nie zmienia faktu, że mnie zignorował, a ja tego tolerować nie będę.
-Liam do cholery!- wydarłam się i zakaszlałam dwa razy. Dopiero teraz spojrzał na mnie zdziwiony i zaskoczony. -Nie jadę do żadnego szpitala- wychrypiałam i kichnęłam głośno.
-Zwariowałaś? Jeśli ci się coś stanie?- zapytał i usiadł obok mnie, łapiąc mnie za dłonie. To urocze z jego strony, że się tak przejmował, ale do cholery! Jestem dorosła, sama o sobie decyduję!
-Li, wszystko będzie dobrze- wypowiedziałam powoli i wyraźnie, chcąc, żeby dotarło to do niego. Spojrzał na mnie, ale po chwili zamknął oczy i przetarł je.
-Niech ci będzie. Niall poleciał do apteki, zaraz powinien wrócić- powiedział i położył się, a właściwie usiadł obok mnie, nie wypuszczając z uścisku moich palców.
-Dziękuję- wymruczałam i zamknęłam zmęczona oczy. Sen jednak za nic nie chciał przyjść, więc po minucie otworzyłam je. Chyba się już wyspałam.
-Co jadłaś dzisiaj na śniadanie?- wypalił nagle, a ja mimowolnie jęknęłam i zakryłam twarz kołdrą. Serio? Nie miał innych tematów do rozmowy? - Natalie, chcesz mi powiedzieć, że nic nie jadłaś? Zwariowałaś? Jest 15:00!- krzyknął i zerwał się jak poparzony. Dobra, podoba mi się, ale zaraz go zabiję.
-Nie krzycz, błagam- wyjąkałam i położyłam się do niego tyłem. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, ale szybko ją starłam i zakryłam czaszkę poduszka.
-Skarbie- wzdrygnęłam się lekko na to jak mnie nazwał oraz na uczucie, zapadającego się obok materaca. -Przepraszam- wyszeptał i wtulił mnie w swój tors, wcześniej rzucając gdzieś poszewkę, która leżała spokojnie na moich włosach. Pociągnęłam nosem, a on pogłaskał mnie po czuprynie i pocałował w czoło. Błagam, przestań!, krzyczałam gdzieś w środku, ale tak naprawdę chciałam zostać już tak na zawsze. -Na co masz ochotę?
-Nie Liam, proszę. Nie dam rady nic zjeść- pokręciłam głową. Cały czas miałam zamknięte oczy, nie chcąc by chociaż jedna kropla je opuściła.
-Nat, musisz coś zjeść- jęknął i ujął w palce moja brodę. -Skarbie, spójrz na mnie. Proszę, otwórz oczy- powiedział delikatnie. Nie wiem co się ze mną działo. Byłam w kompletnej rozsypce. Hormony we mnie buzowały, a ja mogłam jedynie czekać aż mi przejdzie. -Proszę- w jego głosie rozbrzmiewała czysta desperacja i błaganie. Powoli podniosłam powieki i spojrzałam na niego. Obraz była całkowicie zamazany, a po sekundzie poczułam jak słona ciecz moczy moje policzki.
-Jestem żałosna- prychnęłam i wepchnęłam twarz w materac. Co się ze mną dzieję do jasnej anielki?
-Nie jesteś. Nawet tak nie mów- rzekł spokojnie. -Wszystko będzie dobrze, tak?
Pokręciłam przecząco głową i wstałam z łóżka. Weszłam do łazienki i nawet nie odważyłam się spojrzeć w lustro. Nie chciałam dostać zawału. Obmyłam twarz lodowatą wodą i wsłuchiwałam się w szum przez kilka sekund. Zakręciłam kran i wytarłam twarz w biały ręcznik. Odwróciłam się, żeby wyjść, ale czyjeś ramiona zamknęły mnie w niedźwiedzim uścisku. Wdychany zapach miał na mnie działanie uspokajające. Czułam się bezpieczna.
-Lepiej?- zapytał, patrząc na mnie katem oka. Pokiwałam tylko głową, nawet jej nie podnosząc.
-Dziękuję... za wszystko- wymruczałam mu w koszulkę i już chciałam się oddalić, ale nie puścił mnie.
-Głupku, to sama przyjemność- zaśmiał się, a ja mimowolnie odwzajemniłam gest, ale jednak nie powstrzymałam się przed pacnięciem go w tors.-Jednak nalegam żebyś zjadła chociaż jedną kanapkę- powiedział już całkowicie na poważnie. -Dla mnie- dodał z uśmieszkiem nadziej, a ja przewróciłam oczami i wyciągnęłam go na korytarz.
-Ale tylko jedną- zastrzegłam, schodząc ze schodów. W pewnym momencie chłopak podniósł mnie, a ja pisnęłam cicho, chichocząc pod nosem.- Odstaw mnie, jestem ciężka.
-Ta, chyba nie w tym życiu- parsknął chłopak i wniósł mnie do pomieszczenia. Na szczęścia nikogo tam nie było, więc mowy o ciekawskich spojrzeniach naszych znajomych i późniejszych pytaniach. Odetchnęłam z ulgą gdy chłopak posadził mnie na barowym krześle i podszedł do przeciwległego blatu gdzie zaczął robić mi kanapkę.
-Liam, nie musisz robić mi jedzenie- prychnęłam i wstałam, żeby do niego podejść, ale chłopak był szybszy, więc złapał mnie za ramiona i usadził z powrotem na siedzeniu.
-Siedź i po prostu się nie ruszaj, bo zrobię ci dwie- popatrzyłam na niego jak na karalucha, a ten zaśmiał się i wrócił do wcześniejszego zajęcia.
W pewnym momencie usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i kroki dwóch osób. Za nim jeszcze zdążyłam zgadnąć kto to, przez salon przeszedł blondyn, trzymając Skyler za rękę. Uśmiechnęłam się pod nosem i odwróciłam wzrok na szybę.
-Faktycznie wygląda gorzej niż opisywałaś, skarbie- skomentował Niall, siadając obok mnie i obserwując moją osobę jak obiekt muzealny.
-Mi też miło cię widzieć- prychnęłam i wysmarkałam nos z którego non stop ciekła przeźroczysta wydzielina.
-Tu masz leki- powiedziała szatynka, stawiając przede mną opakowanie z różnymi tabletkami, syropami i maściami. Już chciałam sięgnąć po paczuszkę tabletek przeciwbólowych, ale brązowooki zwinął mi zakupy sprzed nosa.
-Najpierw kanapka- mruknął, patrząc mi w oczy i grożąc palcem. Prychnęłam na niego i trzepnęłam w wystawiony paluch. Liam tylko wywrócił oczami i postawił przede mną talerz z połówką bułki, serem żółtym i szczypiorkiem.
-Dzięki- mruknęłam i przez chwilę wpatrywałam się w potrawę. W końcu wzięłam kromkę do ust i wgryzłam się w nią powoli i stwierdziłam, że nawet nie jest tak źle. Po zjedzonym posiłku odłożyłam talerz do zlewu i szybko go umyłam. Odwróciłam się, a przede mną, opierając się nonszalancko o blat, stał uśmiechnięty Liam.
-Widzisz, nie było tak źle- powiedział i rzucił w moją stronę torbę lekarstw, którą od razu złapałam. Wykrzywiłam usta w sztucznym, szczęśliwym grymasie i przewracąjac oczami, położyłam leki na płycie.
-Wiesz jak je stosować?- usłyszałam obok siebie szept szatyna i spojrzałam na niego jak na debila. On tak na serio?
-Jestem lekarzem. Myślę, że będę wiedziała ile, czego brać.
-Dobra, dobra, tylko nie gryź- dodał i zniknął mi z pola widzenia. Połknęłam tabletkę przeciwbólową. Wypiłam łyżkę cholernie gorzkiego syropy. Zakropiłam nos kroplami i zalałam sobie wrzącą wodą żółty proszek, czyli lek przeciw zapalny. Kiedy tylko wzięłam pierwszy łyk wyplułam to dziadostwo do zlewu i wypłukałam dokładnie usta. Boże, co to za gówno? Napój był słony i pachniał jak stare skarpety. Za nic tego nie wypiję.
-No nie, Nat, nie masz już 5 lat. Wypij to szybko i po krzyku- westchnął blondyn, a ja pokręciłam głową, krzywiąc się mocno. Nie, nie, nie, za nic.
-Chcesz, to se sam pij to gówno!- warknęłam i już miałam wylać zawartość do zlewu, kiedy Payne wyrwał mi szklankę i spojrzał na mnie znad uniesionych brwi.
-Matko! Ty przeklnęłaś- zapowietrzył się blondyn, a ja przyłożyłam dłoń do czoła. Co za ciołek?! Ale to prawda. Na głos raczej się brzydko nie wyrażam.- To musi być serio ohydne- dodał i wbił z powrotem wzrok w ekran swojego IPhon'a.
-Natalie, musisz to wypić. Po tym szybciej wyzdrowiejesz- westchnął brązowooki, tłumacząc mi to jak małemu dziecku. Czy ja wyglądam na 3 latka, żeby mi mówić takie rzeczy? Chłopak nachylił się i powąchał napar ,a następnie skrzywił się automatycznie, ale próbował to ukryć pod wymuszonym uśmieszkiem. -Nie pachnie tak źle- popukałam  się w czoło. To ja mam gorączkę, nie on. -No weź... dla mnie?- zapytał, a ja pokręciłam przecząco głową i złożyłam dłonie na piersi. Liam zaczął się do mnie zbliżać, a ja nie odrywałam wzroku od jego tęczówek. Złapał mnie wolną ręką w talii i przysunął do siebie. Podniosłam jedną brew, patrząc na niego wymownie. -Bardzo...- wyszeptał nachylając się nade mną. Czemu wszyscy są ode mnie wyżsi? -... bardzo ładnie...- wymruczał i musnął nosem moje ucho. Mimowolnie zadrżałam i pokryłam się rumieńcem.  -... proszę- dokończył i przygryzł delikatnie płatek uszny, a ja jak oparzona odepchnęłam go i wyrwałam mu naczynie z ręki. Jednym łykiem pozbyłam się tego świństwa, marząc o tym, żeby jak najszybciej się stad ewakuować. Odstawiłam kubełek na blat i nawet na niego nie patrząc ruszyłam szybkim krokiem do swojego pokoju. Usłyszałam jeszcze tylko śmiech tych idiotów i zatrzasnęłam za sobą drzwi.

Zmarszczyłam nos, mając cały czas zamknięte oczy i zaciągnęłam się zapachem, jaki unosił się w powietrzu. Był lekko słonawy i jakby słodki. Uniosłam lekko powieki, a pierwsze co zobaczyłam to zielona miska, stojąca przed moim nosem.
-Obejrzymy jakiś film?- usłyszałam znajomy głos osoby, która mnie dzisiaj wyjątkowa zirytowała i zakryłam oczy dłonią. Jakim cudem najpierw robi TAKIE rzeczy, a potem jakby nigdy nic pyta się czy coś obejrzymy?
-Ale ja wybieram co- wymruczałam i zwaliłam kołdrę z nóg. Spuściłam nogi na panele i odwróciłam głowę w stronę wyszczerzonego szatyna.
-Spoko- powiedział i wstał, w jednej ręce trzymając popcorn, a drugą wyciągając w moją stronę. Złapałam ją bez wahania, a on splótł nasze palce i wyprowadził nas z pokoju. Jak się okazało mieliśmy oglądać film w jego pomieszczeniu, więc wpadłam na pewien pomysł.
-Oglądałeś Niesamowitego Spider-Men'a, tego z 2012 roku, z Adrew Garfield'em? - zapytałam i usiadłam na skraju jego wypasionego łóżka, pokrytego czarna pościelą z logo batmana.
-Miałem to oglądnąć, ale jakoś się nie złożyło- stwierdził, zamykając drzwi i kładąc się pod drugiej stronie łóżka. Nie patrząc na mnie włączył laptopa i szybko wpisał nazwę filmu.- Ja nie gryzę- prychnął kiedy położyłam się w odległości 15 centymetrów od niego. Spojrzałam na szatyna, marszcząc brwi, a on tylko przewrócił tymi ślicznymi oczami i objął mnie ramieniem, wtulając moja głową w swój tors. Zarumieniłam się lekko i nie wiedząc co zrobić z ręką położyłam ją na jego klatce i wsłuchiwałam się w spokojne, miarowe, ale mocne bicie jego serca. Chłopak zgasił pobliska lampkę i sięgnął po pilota, którym zasłonił automatyczne zasłony, sprawiając że w pokoju zapanowały egipskie ciemności. Jedną dłonią włączył film, a drugą błądził po moim boku, przez co miałam gęsią skórkę, a moje serce zdecydowanie nie biło w normalnym tempie. Było mi cholernie dobrze, ale jakby ktoś teraz wszedł i nas nie znał, bez dwóch zdań stwierdziłby, że jesteśmy parą. Właściwie ostatnie zachowanie brązowookiego tylko powodowały, że między nami jest coś więcej niż przyjaźń. Niestety chyba tylko ja to tak odbierałam. Dla niego to była zwykła relacja, ale mi dawała nadzieje. Trudno, najwyżej się zakocham i będę cierpieć jak cholera. Mam nadzieję, że będzie warto.

Film skończył, a ja czułam jak moje powieki powoli opadają. Nie chciałam zasypiać, więc z całych sił walczyłam z nadciągającym niczym stado sępów snem. Ziewnęłam delikatnie i już chciałam się podnieść, kiedy szatyn nie pozwolił mi na to, wtulając twarz w moje włosy.
-Oglądamy drugą cześć?- zapytał, a ja wyczułam w jego głosie senność i to, że jest równie mocno zmęczony co ja.
-Chyba już jesteś zmęczony, co nie? Może chodźmy spać?- rzuciłam, nie ruszając się nawet o centymetr i zerkając przelotnie na zegarek. 19:53. Niby wcześnie, ale ja miałam wrażenie jakby była co najmniej 3 w nocy.
-Dobra, ale śpisz ze mną- ziewnął przeciągle i wstał, delikatnie układając mnie na bok, na czarną poduszkę. Zmarszczyłam brwi i śledziłam dokładnie jego ruchy.
-Mam swój pokój- wymruczałam i już chciałam wstać, kiedy zastawił mi drogę, swoją osoba.
-Ale ja chcę spać z tobą.
-A co jeśli ja nie chcę?- mruknęłam, zakładając ręce na piersi i przymrużając oczy, by lepiej widzieć w ciemności jego dojrzałą twarz.
-Skarbie, oboje wiemy, że ty też tego chcesz- zaśmiał się cicho, a ja prychnęłam i opadłam z powrotem na poduszki. Miał rację. Chciałam spróbować jak to jest zasypia z chłopakiem i budzić się przy nim. Z transu wybudził mnie dźwięk odpinanego paska i zsuwanych jeansów. Mimowolnie katem oka spojrzałam na chłopaka, który rozebrał się do samych bokserek. Zarumieniłam się jak burak i odwróciłam w drugą stronę. Nie chciałam, żeby zobaczył jak pożeram wzrokiem jego perfekcyjnie wyrzeźbiony abs, wąskie biodra i szerokie barki.
Nie chciałam także zakochiwać się w  genialnych tatuażach jakie pokrywały jego silne ramiona. Nie mogłam sobie na to pozwolić.


Poczułam jak łóżko ugina się z drugiej strony i wciągnęłam głośno powietrze. Kiedy przyciągnął mnie do siebie i wtulił moje plecy, odziane jedynie w cienki materiał szarego t-shirtu, myślałam, że serce wyskoczy mi z piesi. Modliłam się o to, żeby nie usłyszała jak łomocze w mojej klatce piersiowej. Ciepło emanujące od jego ciała było przyjemne i dawało uczucie beztroski i bezpieczeństwa. Liam wtulił twarz w moja szyję, a ja wypuściłam ze świstem wstrzymywane powietrze. Splątał swoje nogi z moimi, zamykając tym samym w żelaznej klatce, z której nie było ucieczki. Przyjemne ciepło rozlało się po moim organiźmię, a żołądek zacisnął się nieznanych przyczyn. Albo nie. To raczej było stado motyli, rozsadzające moje podbrzusze.
-Dobranoc Natalie- wymamrotał, a jego miętowy oddech, połaskotał mnie w kark.
-Dobranoc Liam- wyszeptałam słabym głosem, bo moje gardło było ściśnięte na supeł. Musiałam się ogarnąć. Wzięłam głęboki oddech i rozluźniłam się w ramionach mojego "przyjaciela". Z Niallem nigdy nie było takich sytuacji. Owszem spaliśmy w jednym łóżku, ale po obu jego stronach. Oblizałam usta i przymknęłam powieki. Czułam, że nie zasnę i leżałam tak, wsłuchując się w równomierny oddech Payne'a. Przeniosłam się do krainy Morfeusza, szybciej niż myślałam; całkowicie ignorując wypuklenie w bokserkach szatyna, dociśniętych do moich pośladków.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale miałam prawdziwe urwanie głowy. Po za tym rozdział, przyznajmy się szczerze, nie jest za ciekawy, ale zrobiłam to celowa. Chciałabym, żeby opowiadanie chociaż w małej części przypominało prawdziwe życie, więc wszystko w nim będzie działo się powoli. Na wszystko przyjdzie czas.
Kocham Was mocno!