poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rozdział 11

                   Otworzyłam powoli powieki, czując się tak jakby moje ciało się roztapiało. Było mi strasznie gorąco i chciałam się odkryć, ale nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Moja talia była mocno opleciona ramieniem Liama, który spał smacznie i głęboko, wtulony w moje plecy. Zachichotałam cicho gdy jego ciepły oddech połaskotał mnie po karku. Kiedy kładłam się spać, myślałam, że obudzę się sama. W zimnym łóżku, a tu taka niespodzianka. Cholernie miła niespodzianka. Mimo ciepła, czułam się dobrze. Nie tylko w sensie fizycznym, ale też psychicznym.
-Dzień dobry-usłyszałam zachrypnięty głos chłopaka i dreszcz przebiegł po moich plecach. To było seksowne.
-Dzień dobry- wymruczałam i bardziej wtuliłam się w poduszkę, by nie było widać tego jak się szczerze.
-Jak się spało?- zapytał i poczułam jego usta na moim karku. Cholera, co on wyprawia?! Zadrżałam lekko i założyłam kosmyki, które opadały mi na oczy, za ucho, a szatyn bardziej przyciągnął mnie do swojej klatki piersiowej, o ile to w ogóle było możliwe. Nie wiedziałam co się z nim dzieje. Nasza relacja w tym momencie na pewno nie była czysto przyjacielska.
-Dobrze- wyszeptałam, nie panując nad swoim głosem. Czułam przyjemne ciepło w podbrzuszu i musiałam przyznać, że chciałabym się tak budzić codziennie. W jego ramionach.
-Cieszę się, bo ja mógłbym się tak budzić codziennie- wymruczał i podniósł się na łokciu, by przejechać nosem po moim policzku. To co wtedy poczułam… nie ma słów, żeby to opisać. Moje serca zabiło szybciej, a oddech stał się nie równy. Nie wiem co się ze mną dzieje, ale z każdym dniem coraz bardziej wariuję.




-Liam, kurwa, wstawaj! Nat zniknę…- nagle drzwi do pokoju otworzyły się i stanął w nich Harry. Zaczerwieniłam się jak burak i schowałam twarz w pościel, chcąc ukryć zażenowanie. Liam jednak, nie ruszył się nawet o centymetr i wisiał nad moim bokiem. Czułam jak spina mięśnie i prycha.
-Stary, naucz się pukać, do cholery- warknął ciemnooki, a lokowaty zachichotał cicho. Wolałam teraz na niego nie patrzeć. Spaliłabym się ze wstydu!
-Dobra, dobra. Już wam nie przeszkadzam gołąbeczki- zaśmiał się i usłyszałam jak zamyka za sobą drzwi. Dzisiaj już raczej się nikomu nie pokażę.
-Idiota- mruknął pod nosem Payne i przytulił się o mnie. Ja jednak nie potrafiłam na niego spojrzeć. Wstydziłam się jak cholera! –Mała? Wszystko gra?- zapytał po tym jak przez jakieś pięć minut się nie ruszałam, ani nic nie mówiłam. Usłyszałam w jego głosie zmartwienie i troskę.
-Nie!- burknęłam i nasunęłam kołdrę na głowę, gdy tylko lekko się odsunął.
-No weź! Chyba się nie wstydzisz, co?- ewidentnie się ze mnie nabijał. Jęknęłam cicho pod nosem i zirytowana tą cała sytuacją wstałam z łóżka, a potem wyszłam z jego pokoju trzaskając drzwiami. Tak Natalie, bardzo dojrzale.
Od razu skierowałam się do swojego królestwa gdzie pierwsze co zrobiłam to ruszyłam pod prysznic. Kiedy minęłam lustro, zatrzymałam się i cofnęłam by spojrzeć w swoje odbicie. Sapnęłam, zabierając z włosów kawałki popcornu, które nie wiem jak się tam znalazły. Następnie ściągnęłam z siebie piżamę i wskoczyłam pod prysznic. Westchnęłam czując jak moje ciało i umysł ogarnia cudowne orzeźwienie. Tego mi było trzeba. Na szczęście po wczorajszej dawce leków czułam się dużo lepiej i mogłam swobodnie oddychać, a to już coś. Gdy ciepłe kropelki wody spłukały ze mnie i z moich włosów pianę, wyszłam i szybko wytarłam się ręcznikiem, a potem założyłam na ramiona szlafrok i wyszłam z pomieszczenia.  Ubrałam świeżą bieliznę, a potem wciągnęłam na siebie czarne legginsy i dużo za duży beżowy sweter, który sięgał mi do połowy ud. Rozczesałam włosy i wysuszyłam je, a potem umyłam zęby. Zakryłam wory pod oczami fluidem i wyszłam z łazienki, a potem położyłam się by następnie otworzyć laptopa i poprzeglądać różne portale. Harry wstawił na instagrama zdjęcie z imprezy, a ja polubiłam je i weszłam na mail. Tak, nie było mnie od półtora tygodnia w szpitalu, a już miałam skrzynkę zapchaną różnymi wiadomościami.  Westchnęłam pod nosem i przeleciałam wzrokiem po każdej z nich. W sumie nie znajdowały się tam żadne konkretne, albo kluczowe dane, wiec, no… Miałam wolne.
-Proszę- powiedziałam, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Mój głos nie był jeszcze w pełni sprawny, ale i tak było lepiej niż wczoraj.
-Skarbie, chodź na śniadanie- zza drzwi wychylił się Liam, a ja jęknęłam i nakryłam twarz poduszka. Ja naprawdę nie rozumiem tego człowieka. Po co tak się o mnie martwi? Po za tym, nie jestem głodna!
-Daj mi spokój- warknęłam i modliłam się, żeby sobie poszedł.
-Oj, na to nie masz co liczyć- usłyszałam jak mruknął, a potem do moich uszu doszły jego kroki. Za nim się obejrzałam poczułam jak bierze mnie na ręce i pisnęłam cicho.
-Liam, kurde, odstaw mnie- warknąłem i gdyby nie to, że boję się wysokości, to pewnie pacnęłabym go w łeb.
-Nope.
-Liam!- krzyknęłam, ale zaraz zaczęłam kaszleć, bo moje gardło najwyraźniej nie było w tak dobrej formie jak myślałam.
-Cii, księżniczko nie krzycz i tak nikt cie nie usłyszy- zaśmiał się, a ja mnie przeszły dreszcze, bo w kuchni było strasznie zimno.
-Gdzie są wszyscy?- wyszeptałam, kiedy szatyn posadził mnie na wysokim kuchennym krześle w kuchni. Swoja drogą, muszę przyznać, że jest naprawdę silny, skoro zniósł mnie tu po schodach.
-Pojechali do kina- odparł i widząc jak się trzęsę zamknął okno w pomieszczeniu, a potem zdjął z siebie bluzę i opatulił mnie nią. Odruchowo zaciągnęłam się jej zapachem i praktycznie odpłynęłam. Mięta i woda kolońska, połączona z nutką nikotyny. Raj.
-Czemu nie zabrałeś się z nimi?- zapytałam, podwijając pod siebie kolana i chowając dłonie w za dużych rękawach.
-Wolałem zostać. Nie za bardzo lubię chodzić do kina- wymamrotał i postawił przede mną talerz z pysznie wyglądającą kanapką.
Patrzyłam się na nią przez chwilę, ale natarczywy wzrok mężczyzny zmusił mnie do zjedzenia jej. Podczas gryzienia towarzyszyła nam dość swobodna cisza, podczas której powoli zaczęły docierać do mnie pewne fakty. Liam nie zachowywał się względem mnie fair. Może dla niego te pocałunki kompletnie nic nie znaczą, ale we mnie rozbudzają osobę, którą tak bardzo nie chciałam się stać. Nie chciałam być zazdrosna o każdą dziewczynę jaką przy nim zobaczę. Nie chciałam czuć się zależna od jego obecność i osoby. Nie chciałam się zakochać. Nie w nim. Owszem, jest najwspanialszym człowiekiem jakiego w życiu poznałam, nie licząc Nialla, ale on w końcu wróci do pracy. Zacznie podróżować i zostawi mnie tutaj samą ze złamanym sercem. W każdym mieście, w którym się pojawi będą na niego czekać tysiące podnieconych fanek, błagających jedynie o to by na nie spojrzał, a przecież są setki piękniejszych ode mnie. Po za tym, kim ja jestem? Nikim specjalnym, a on zasługuje na kogoś tak samo wyjątkowego jak on. Zasługuje na dziewczynę, które będzie mogła z nim wszędzie podróżować i pozować z nim do każdego zdjęcia, bo będą wyglądać uroczo.  Ja nie jestem kobietą dla niego. Dlatego też muszę postawić sprawę jasno. Wznieść mury, których nie będzie mógł przekroczyć. Oczywiście, że zawsze będę jego przyjaciółką, ale nic więcej. Nie może być czegokolwiek więcej.
Moje rozmyślenia przerwał dźwięk dzwonka, akurat w momencie, kiedy skończyłam rzuć ostatni kawałek bułki.  Szatyn wstał od stołu, a potem zabierając ode mnie talerz i wkładając go do zlewu, ruszył otworzyć drzwi.  Po dołowienie sekundzie usłyszałam na panelach w przedpokoju kroki, a z korytarza dobiegł mnie czyjś głośny płacz. Co się dzieję, do cholery?!
-Ruth co ty tu robisz? Dlaczego płaczesz?- głos Liamam dobiegający z tamtego miejsca był pełen troski i zmartwienia, a ja byłam zbyt ciekawskim człowiekiem by oprzeć się pokusie i siedzieć na dupie.
-Liam, co się dzieję?- zapytałam wychodząc z pomieszczenia i widząc niecodzienną scenę. W brązowookiego wtulona była blond kobieta, na oko trochę starsza, ale niższa od niego, wypłakując oczy w jego szary t-shirt.
-Nie wiem. Możesz zrobić proszę dwie herbaty i przynieść nam je do salonu?- zapytał chłopak, a ja widząc smutek w jego oczach skinęłam głową i szybko wróciłam do kuchni i nastawiłam wody na herbatę. Byłam ciekawa co to za dziewczyna, ale nie chciałam być wścibska, dlatego postanowiłam zostawić herbatę na stole zmycie się do swojego pokoju. Tak też zrobiłam. Bez zbędnych pytań odstawiłam herbatę na stole i rzucając szatynowi jedno, zdezorientowane spojrzenie poszłam do siebie. Nie wiedziałam kim jest ta blondynka, ale miała identyczne oczy jak Liam, więc bez wątpienia była to jego siostra. Innej opcji nie mogłam obie wyobrazić.
Siedziałam sobie właśnie na łóżku, po uszy przykryta kołdrą i przeglądałam coś na telefonie, gdy na wyświetlaczu pojawił mi się numer Payna. Prychnęłam pod nosem, bo znalazł sobie naprawdę świetny sposób na komunikacje, ale jednak wstałam i zeszłam do salonu, bez dwóch zdań. Zobaczyłam, ze jego siostra już się trochę uspokoiła i automatycznie mi ulżyło. Nie lubiłam jak ktoś płakał.
-Natalie, to jest Ruth. Moja siostra- powiedział Liam, a ja spojrzałam mu w oczy. Były takie cholernie smutne, ze aż coś zakuło mnie w sercu. Nie lubiłam gdy czuł się źle. –Ruth, to moja przyjaciółka, Natalie.
-Miło mi cię poznać- powiedziałam i podałam blondynce dłoń, uśmiechając się lekko, a ona wstała i zrobiła to samo. Mimo czerwonych oczu i tak była śliczna.
-Mogę cie o coś prosić?- zapytała gdy już usiadłyśmy, a ja pokiwałam głową, bo nie chciałam, żeby jeszcze raz płakała.
-Ruth ma raka- powiedział szatyn, a ja zamarłam i popatrzyłam na niego ze współczuciem.
-Mogę zobaczyć twoją tomografię?- zapytałam,  bo byłam ciekawa na jakim poziomie jest jej choroba. Może będę mogła pomóc. Nie zniosę więcej patrzenia w puste, ale smutne tęczówki jej brata. Ten widok łamał mi serce.
-Oczywiście, ale wiedz, że lekarz powiedział, że już nic nie da się zrobić- odparła cicho, a jej głos załamał się i znów się rozpłakała. Szatyn wtulił ją w siebie i przytulił mocno, a ja odebrałam od niej dokument i próbując zachować spokój dokładnie przeskanowałam wyniki.  Ale to co zobaczyłam po prostu zwaliło mnie z nóg. Jestem ciekawa jaki lekarz ją badał. A właściwie to mam już pewne podejrzenia. Zaśmiałam się cicho i pokręciłam głową, bo ten lekarz to prawdziwy idiota.
-Niech zgadnę… badał cie doktor Richards?- zadałam pytanie rozbawiona, a oni popatrzyli na mnie ze złością, ale też zdziwieniem.
-Tak. Skąd wiesz?- burknęła Ruth i chyba uraziłam ją swoim zachowaniem, ale błagam was… Z tego zdjęcia wynika, że jest drobna narośl, ale to na pewno nie rak, a Tom, jej specjalista, to jeden z najgorszych lekarzy jakich znam. Nie jakim cudem nadal pracuje w swoim zawodzie.
-Znam go i powiem ci, że to największy żółtodziób chodzący po tym świecie. Nie jestem pewna czy w ogóle zdał studia, ale okay. Owszem, jest tu drobna narośl, ale na pewno nie jest to nowotwór. Mogę ci nawet teraz wypisać tabletki na to i po dwóch tygodniach nie będzie żadnego śladu po czymkolwiek- wypowiedziałam się, a oni popatrzyli na mnie jakbym miała dwie głowy. No co?
-Jesteś pewna?- zapytała Payne, a ja uśmiechnęłam się i posłałam jej pełne szczerości spojrzenie.
-Jestem ordynatorem onkologii w tutejszym szpitalu. I tak, jestem pewna- odparłam, nie opuszczając kącików ust, ale tak naprawdę miałam ochotę zabić człowieka przez którego bliskie mi osoby tak się martwiły.
-Zaraz wrócę- powiedziałam i zostawiłam ich samych.
  Pobiegłam do swojego pokoju gdzie czym prędzej dopadłam swoją torebkę i zaczęłam w niej szukać świstków na których mogłabym napisać receptę. Za cholerę nie mogłam ich znaleźć. W tym skórzanym worku było wszystko, tylko nie to co trzeba. To cholernie irytujące. Nie wiem czemu, ale trzęsły mi się dłonie i to wkurzało mnie jeszcze bardziej. W końcu nie wytrzymałam i usiadłam na podłodze by wysypać na nią cała zawartość mojej torby. Oczywiście towarzyszył temu nie mały huk, bo wypadły z niej dwie grubaśne tomiska encyklopedii, którą nie wiadomo po co noszę, ale okay. Nie spodziewałam się tylko takiej reakcji ze strony piosenkarza.
-Wszystko gra? Słyszałem huk- powiedział, wychylając głowę zza framugi.
-Tak, tak. Nie mogę tylko znaleźć recept- wymamrotałam i otworzyłam jakaś pierwszą lepszą teczkę.
-Matko, jesteś najgorzej zorganizowaną osobą jaką znam- zaśmiał się, ale widziałam po jego twarz, że napięcie dopiero teraz z niego uchodzi.
-Tak, kpij sobie- prychnęłam, ale znalazłam nareszcie poszukiwaną rzeczy i nabazgrałam na niej nazwę kilku leków, a potem przybiłam pieczątkę, którą znalazła przy okazji i podpisałam się.
- Dobra, idziemy?- zapytałam stając przy nim, a ten popatrzył na mnie przez chwile z nieodgadnionym wyrazem twarz, sprawiając, że stałam się zdezorientowana.
-Proszę, nie znienawidź mnie- wymruczał, podchodząc do mnie, a ja zmarszczyłam brwi. O co mu chodzi?
-Czemu miałabym…?- nie dokończyłam nawet swojej wypowiedzi gdy zostałam przyparta do ściany, a na moich ustach znalazły się ciepłe wargi Liamam. Przez pierwsze kilka sekund byłam tak oszołomiona, że pozwoliłam napierać mu na mnie, ale gdy dotarło do mnie co się dzieje, nie byłam już w stanie tego przerwać. Wiem, że dzisiaj rano mówiłam coś innego, ale kurwa! Gdy jego język przejechał po mojej dolnej wardze, uchyliłam buzie, a dreszcz przeszedł po moim kręgosłupie. Smakował lekko herbatą i czymś niezidentyfikowanym. Niesamowite ciepło eksplodowało w moim podbrzuszu, a ja jęknęłam cicho gdy poczułam jak szatyn kładzie dłonie na moich pośladkach i ściska lekko.


Dopiero wtedy w pełni dotarło do mnie co sie dzieje, więc przestałam poruszać ustami i oderwałam się delikatnie od chłopaka.
-Nat, ja... ja- Liam zająknął się i spuścił wzrok, a potem podrapał się po karku. Powietrze w pokoju stało się ciężkie, a atmosfera gęsta i napięta.
-Chyba...- odchrząknęłam. - Powinniśmy już zejść na dół- odparłam i nie patrząc na Payna, zeszłam na parter. Czułam się dziwnie z myślą, że całowałam sie z takim chłopakiem jakim jest Liam, a po za tym wiedziałam, że teraz wszystko się zmieni. Nie wiem czy będę mogła jeszcze na niego normalnie spojrzeć.
-Znalazłam- powiedziałam, wychodząc zza rogu i przyklejając na twarz swój najjaśniejszy uśmiech. -A więc tak. Bierz te tabletki rano i wieczorem, co drugi dzień, a wszystko powinno być dobrze już za dwa- trzy tygodnie. Z tyłu, na karteczce masz numer do mojej znajomej. Powiedz, że jesteś ode mnie, a wtedy przyjmie cię kontrolę bez kolejki.
-Jeju, nie wiem jak ci dziękować. Jesteś wspaniała!- pisnęła cicho i podskoczyła z miejsca, by mnie przytulić.
-Bez przesady- zachichotałam i odwzajemniłam uścisk.
-Liam! Wychodzę, chodź pożegnać się ze starą siostrą- krzyknęła Ruth, a po sekundzie usłyszałyśmy kroki na schodach.
-Nie jesteś stara, jesteś po prostu w sile wieku- zaśmiał się brązowooki.
-Cokolwiek- prychnęła i wtuliła się w klatkę piersiową brata.
-Daj znać jak dojedziesz do domu- powiedział chłopak i zamknął drzwi za swoją siostrą.
W chwili gdy Ruth przekroczyła próg domu, atmosfera stała sie cięższa, a ja nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Stanęłam jak sierota na środku salonu i bawiłam się palcami. Czułam na sobie uporczywy wzrok Liama, ale nie miałam na tyle odwagi by spojrzeć mu w oczy. W tamtym momencie poczułam sie jak małe, zagubione dziecko, które nie wie gdzie jest, tylko z tym szczegółem, że ja nie mam 3 lat, a 24.
-Natalie, spójrz na mnie- moje rozmyślania przerwał głos Payna. Nawet nie wiem kiedy zmaterializował się tuż przede mną. Gdy nie wykonałam jego prośby, złapał mój podbródek w palce i zmusił do spojrzenia mu w tęczówki.
-Jesteś na mnie zła?- zapytał, a ja westchnęłam cicho. Prawda była taka, że sama nie wiedziałam co czuję. Byłam chyba zażenowana i zawstydzona.
-Nie Liam, nie jestem zła- westchnęłam i spuściłam po sobie ręce. Mimowolnie dreszcze ogarnęły moje ciało gdy zdałam sobie sprawę jak blisko mnie znajduje sie chłopak. Nie wiedziałam czemu reaguję tak tylko na jego obecność.
-To o co chodzi?
-To chyba ja powinnam zadać to pytanie. Nie jesteśmy razem, a ty po prostu mnie całujesz. Wysyłasz mi jakieś sprzeczne sygnały Li, a ja sie po prostu gubię- wyrzuciłam z siebie, odsuwając sie od niego i stając za kanapą. W jednej chwili stałam sie zdenerwowana i poirytowana tą cała grą. Przez chwile zapanowała między nami cisza.
-Podobasz mi sie, Nat- powiedział nagle Payna, a mnie wmurowało w podłogę. Co, że jak, że słucham?
-Liam...
-I wiem, że ja także ci się podobam. Widzę ja reagujesz na moją osobę- skomentował, przybliżając się do mojej osoby.
-To nie prawda- zaprzeczyłam i skrzyżowałam ręce na piersiach. Dobra, kogo ja próbuję oszukać? Szatyn zaczął sie śmiać, a ja pokręciłam głową. Co tu się wyrabia?
-Skarbie, mnie nie oszukasz- wymruczał mi do ucha, gdy ni z tego ni z owego znalazł sie przy mnie i przyparł mnie do ściany. Pisnęłam cicho, bo nie wiedziałam co się z nim dzieje, poza tym moja psychika nadal obawiała sie jego gwałtownych ruchów.
-Mam propozycję- wymruczał, sunąc nosem po mojej szyj. Wzdrygnęłam się gdy poczułam jego ciepły oddech na mojej skórze. - Nie chcę się już bawić  w związki, więc może po prostu zostańmy przyjaciółmi z korzyściami. Jeśli któreś z nas zakocha się w kimś innym, przerwiemy to- wymamrotał, a ja oprzytomniałam. Czułam sie tak jakby ktoś wylała na mnie kubeł zimnej wody. On mówi serio?
-Chyba sobie ze mnie żartujesz?!- odepchnęłam go lekko i uważnie przeskanowałam jego tęczówki. Nie kłamał.
-Przemyśl to- wyszeptał, a potem delikatnie musnął moje usta i zabierając kurtkę z wieszaka, wyszedł z domu.
Zsunęłam się po ścianie i schowałam twarz w dłoniach. Oddychałam cieżko, a od tych wszystkich myśli rozbolała mnie głowa. Nie wiedziałam co mam zrobić, ale bałam się mu odmówić. Nie wiem czemu, część mnie krzyczała „Zgódź się”, a druga mówiła „Chyba zwariowałaś!”. Miałam tego dość. Ja pierdolę!!! Co mam robić?!


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! Wróciłam! Mam nadzieje, ze już na dobre. Dziękuję wam za słowa otuchy pod ostatnim postem i obiecuję by zrobić wszystko by znów was nie zawieść. Mam nadzieje, ze rozdział się wam spodoba :D
Do następnego, kochani!