środa, 27 stycznia 2016

Rozdział 12


                Siedziałam skulona przy ścianie dopóki nie usłyszałam dźwięku otwieranych drzwi. Do moich uszu doszedł śmiech Nialla i Louisa, więc wstałam z podłogi przykleiłam na twarz uśmiech by zgrywać pozory.  To że ja byłam w dołku, nie znaczy, że bliskie mi osoby musiały się tym przejmować.
-Natalie!- krzyknął nagle Hazza, który pierwszy mnie zauważył i rzucił się w moim kierunku. Zignorowałam fakt, że miałam być na niego zła i odwzajemniłam uścisk.
-Hej, Harry!- powiedziałam i odsunęłam się od niego na szerokość ramion.
-Jak się czujesz, mała?- zapytał Horan, stając obok mnie i całując w czoło. To był drobny, ale bardzo podnoszący na duchu gest.
-Już dobrze- odparłam i wymusiłam delikatny uśmiech. Chłopak jednak chyba wyczytał w moich oczach, że coś jest nie tak i zmarszczył brwi. O nic nie pytał i byłam mu za to wdzięczna, ale wiedziałam, że poważna rozmowa mnie nie ominie.
-Gdzie Liam? Miał się tobą opiekować- zapytała Sky, a ja popatrzyłam na nią jak na kosmitę, spinając się lekko na wzmiankę o szatynie.
-Nie jestem już dzieckiem, umiem się sobą zająć, a Liam… poszedł na spacer- zająknęłam się, próbując coś na szybko wymyślić. No co? Nie osądzajcie mnie. Przecież nie powiem im, że wyszedł by dać mi czas do zastanowienie czy chcę zostać jego prywatną dziwka. Zamarłam na sekundę gdy dotarł do mnie sens tych słów i poczułam dziwne ukłucie w klatce piersiowej. Czy on naprawdę chciał bym zgodziła się na taki układ?
-Nat, wszystko okay? Jesteś blada- skomentował Louis, a ja wykrzywiłam usta, próbując się uśmiechnąć, ale myślę, że wyszedł z tego dziwny grymas.
-Tak, ja po prostu… potrzebuje trochę świeżego powietrza. Chyba też pójdę się przejść – powiedziałam i zanim ktokolwiek zdarzył skomentować moje zachowanie, zniknęłam na schodach starając się uspokoić.
                Wpadłam do swojego pokoju i zatrzaskując za sobą drzwi podeszłam do szafy. Sapnęłam cicho gdy otworzyłam ją i wyleciało z niej kilka ciuchów. Poskładałam je, a następnie odłożyłam na swoje miejsce. Wyciągnęłam z półki jakieś czarne rurki (które były z resztą moim ulubionym typem spodni) i białą koszulkę z beżowym sweterkiem i bordowym kominem. Przebrałam się w łazience, gdzie zrobiłam też naturalny makijaż. Gdy zaczęłam związywać włosy w wysokiego kucyka, usłyszałam dzwonek swojego telefonu dlatego też opuściłam pomieszczenie i odebrałam urządzenie, które leżało na poduszce.
-Halo?- powiedziałam, nawet nie patrząc kto dzwoni.
-Hej, Natalie, tu Colin. Pamiętasz mnie?- uśmiechnęłam się, bo oczywiście, że go pamiętam.
-Pewnie, co tam u ciebie?-  zapytałam i usiadł na skraju materaca patrząc przez okno, za którym była bardzo ładna jak na Irlandie pogoda.
-Właściwie to miałem zamiar cię zapytać, czy nie poszłabyś ze mną na kawę? Co ty na to?- w jego głosie wyczułam lekką niepewność i zdenerwowanie, na co zachichotałam cicho.
-Pewnie, to może za pół godziny przy Starbucksie?- zaproponowałam, a ten entuzjastycznie się zgodził i przerwał połączenie. Wsadziłam najpotrzebniejsze rzeczy do torebki i zeszłam na dół.
Nie  widziałam potrzeby brania kurtki, bo na dworze było koło 17 stopni, więc od razu skierowałam się do wyjścia. Kiedy już miałam nacisnąć klamkę, drzwi odtworzyły się z drugiej strony, a ja odsunęłam się gwałtownie by nie zarobić nimi w łeb. Zza drewnianej powłoki wychylił się Liam, a spięłam się widząc jego osobę.
-Nat? Gdzie idziesz?- zapytał, patrząc mi w oczy. Przełknęłam ślinę i wbiłam paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni starając się uspokoić.
-Idę na spacer- wymruczałam i chciałam go wyminąć, ale złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Posłuchaj mnie- zaczął. – Nie chcę byś traktowała mnie inaczej ze względu na to co powiedziałem. Zrozumiem jeśli się nie zgodzisz, ale nadal będziesz moją przyjaciółką. Tak czy inaczej zależy mi na tobie i nie przestanie, bez względu na to co zadecydujesz.
-Muszę to przemyśleć- westchnęłam i wyswobodziłam się z jego uścisku, a następnie, wbijając wzrok w podłogę opuściłam dom.
                Gdy ciepły wiaterek otulił moją twarz poczułam się nieco lepiej. Wyszłam z posesji i spokojnym krokiem skierował się w stronę niewielkiego ryneczku, gdzie znajdowała się kafejka, w której miałam się spotkać z chłopakiem. Poczułam nagle silną chęć zapalenia, więc wyciągnęłam z torebki paczkę czarnych Malboro i zapaliłam jednego. Nikotyna uspokoiła mnie lekko i jakby oczyściła umysł. Moje dłonie przestały się trząść, a nieprzyjemny uścisk w żołądku zniknął. Magia tej trucizny. Nie jestem dumna, że palę, ale jakoś nie szczególnie mnie to obchodzi.
                Zanim się obejrzałam stałam już przed Starbucksem. Bez zastanowienia weszła  środka, a do moich nozdrzy dostał się zapach świeżo mielonej kawy, czekolady i różnorakich cist. Mimowolnie uśmiechnęłam się lekko i rozglądnęłam po pomieszczeniu. W kącie pomieszczenia, tuż przy oknie, siedział wysoki, dobrze zbudowany blondyn z lekkim zarostem na brodzie. Skierowałam się w jego stronę, a on jakby wyczuwając moją obecność odwrócił się i nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnęłam się delikatnie, a on wstał i uścisnął mnie mocno, co było trochę dziwne, bo widziałam go trzeci raz w życiu na oczy, ale co tam.
-Mam nadzieję, że lubisz gorącą czekoladę, bo zamówiłem dla ciebie- powiedział niebieskooki, a ja posłała mu wdzięczny uśmiech, rozsiadając się w miękkim fotelu.
-Uwielbiam! Skąd wiedziałeś?- zaśmiałam się cicho.
-Zgadywałem- parsknął, a ja pokręciłam rozbawiona głową. Od tego chłopaka biła tak pozytywna energia iż wiedziałam, że jest duże prawdopodobieństwo, że się zaprzyjaźnimy.
-Opowiedz mi coś o sobie- zaproponowałam i objęłam dłońmi czerwony kubek z kakao, po tym jak przyniosła nam to do stolika młoda kelnerka.
-A co chcesz wiedzieć?- zapytał, a ja wzruszyłam wymownie ramionami.
-Cokolwiek. Prawie w ogóle cię nie znam.
-No wiec tak.  Mam 26 lat i jestem homoseksualistą- odparł na wejściu, a ja zakrztusiłam się napojem, który obecnie popijałam. Chłopak zaśmiał się na moja reakcję, a ja kolejny raz tego dnia pokręciłam głową.
-Jesteś pierwszą osobą, którą znam, która mówi o tym tak otwarcie- skomentowałam i odstawiłam kubeczek na stół.
-Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza?- rzucił niby rozbawiony, ale z jego głosu odczytałam, że mówi poważnie.
-Pewnie, że nie- odpowiedziałam, uśmiechając się delikatnie.


                Okazało się, że Colin to bardzo fajny facet i świetnie mi się z nim rozmawiało. Okazał się zabawny, lekko aroganckim i zapatrzonym w siebie, ale troskliwym mężczyzną. Rozmawialiśmy tak długa i tak bardzo zaangażowałam się w konwersację z nim,  że nie zauważyłam nawet gdy na dworze zrobiło się szaro.
-Nat, mogę cię o cos zapytać?
-Jasne- odparłam lekko zdezorientowana. Przecież rozmawiamy od przeszło 3 godzin.
-Czemu jesteś taka smutna?- zadał pytanie, a ja zmarszczyłam brwi. O co mu chodzi?
-Nie za bardzo rozumiem. Nie jestem smutna, przecież cały czas się uśmiecham- westchnęłam i upiłam łyk kawy, którą niedawno zamówiłam.
-Twoje oczy mówią co innego- wymruczał, a ja przełknęłam głośno ślinę. Aż tak mocno widać jak wstrząsnęła mną propozycja Liama? Niby cały czas byłam skupiona na Colinie, ale gdzieś z tyłu głowy cały czas siedział mi przystojny szatyn, który powoli wywraca moje życie do góry nogami.
-To… to skomplikowane- przyznałam w końcu, bo poczułam silna potrzebę wygadania się komuś. Byłam rozdarta, a duszenie tego w sobie było cholernie męczące.
-Postaram się zrozumieć- zachęcił mnie blondyn, a ja przytaknęłam głową.
-Chodzi o to, że Liam, przyjaciel mojego przyjaciela, z resztą opowiadałam ci o nim zaproponował mi coś na kształt… układu- jęknęłam, bo trudno było mi o tym mówić. – Tak jakby… doszło miedzy nami do kilku pocałunków i jednoznacznych sytuacji, a on dzisiaj zaproponował mi, żebyśmy zostali przyjaciółmi z korzyściami- dokończyłam i dopiero teraz dotarło do mnie jak głupio to brzmi. Przetarłam twarz dłońmi i wzięłam głęboki oddech.
-Czyli… jeśli dobrze zrozumiałem. Twój problem polega na tym czy się zgodzić czy nie, mam rację – upewnił się, a ja przytaknęłam. – Cóż… lubisz go?
-Co ja… ja… nie wiem- burknęłam, czując jak rumieńce wpływają na moje policzki. Zachowywałam się jak jakaś nastolatka, która pierwszy raz się zauroczyła.
-Dobra, z tego co widzę to bardzo go lubisz- zaśmiał się, a ja posłała mu karcące spojrzenie.
-Dla mnie to nie jest zabawne- warknęłam, a on podniósł dłonie w obronnym geście.
-Dobra, skoro tak to… zgódź się- odparł z taka lekkością, jakby mówił o tym jaki kolor skarpetek ubrać, lub jaki sok wybrać.
- Colin, ale ja… chyba nie będę potrafiła się w nim nie… nie…, no wiesz- powiedziałam lekko zakłopotana i zażenowana.
-Ale popatrz na to z tej strony. Może on też się zakocha- powiedział i poruszał śmiesznie brwiami, próbując podnieść mnie na duchu. Udało mu się.
-Wątpię- zachichotałam, a ona wstał i zacmokał dziwnie ustami.
-Chica, nie mów tak. Jesteś buena, buena – podszedł do mnie i objął ramieniem, udając hiszpański akcent, a ja zaczęłam się śmiać jak opętana, przez śmieszne miny jakie robił. 


–Nie chcę nic mówić, ale po drugiej stronie ulicy stoi jakiś przystojny brunet i patrzy na mnie z mordem w oczach- wyszeptał mi w pewnej chwili niebieskooki do ucha, a ja katem oka spojrzałam przez szybę i zamarłam.
-To Liam- westchnęłam i rozmasowałam skronie. Co on tu robi?
-To leć do niego- zachichotał, a ja przerzuciłam włosy na jedną stronę.
-Dobra- powiedziałam i ubrałam sweter, który wcześniej zdjęłam, bo było mi za gorąco i wstałam, by dać przyjacielowi buziaka. Przynajmniej tak myślę, że mogę go tak nazwać, bo naprawdę dużo już o nim wiem i rewelacyjnie nam się rozmawia.
-Mała!- krzyknął za mną gdy byłam już przy wyjściu z kawiarni. – Zgódź się- zaśmiał się, a ja prychnęłam i  zamknęłam za sobą drzwi.


                Nie wiedziałam czy ujawnić to, że widziałam Liama i podejść do niego, czy udawać, że nie patrzyłam w tamta stronę i iść na około. Wybrałam jednak pierwszą opcję i postanowiwszy być dzielną, przeszłam przez pasy kierując się do szatyna.
-Hej, Li! Co ty tu robisz?- zapytałam, uśmiechając się delikatnie. Jednak widząc wyraz jego twarzy od razu zmarkotniałam. Był zły. Tylko czemu?
-Kto to był?- warknął pokazując ręką na Colina, który w Starbucksie udawał bardzo zainteresowanego swoim telefonem.
-Mój znajomy- odparłam, postanowiwszy udawać, że nie wiem o co się wścieka. Dobra, może nie wiedziałam, ale się domyślałam.
-Znajomy, a może chłopak, hmm?- zapytała, łapiąc mnie za łokieć i przyciągając do siebie. W jego oczach błyszczała złość, a ja nie lubiłam takiego Liama. Nie miałam z nim dobrych wspomnień.
-Liam, ogarnij się do cholery! – krzyknęłam, bo miałam już wszystkiego dosyć. Tych jego jebanych humorków i takiego rzeczowego traktowania mnie. Co się stało z tym kochanym, troskliwym chłopakiem, jakim byłm był dzisiaj rano przy swojej siostrze?
-Ja… um,…. Przepraszam. Nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje- wyjaśnił, odsuwając się o kilka kroków i przecierając twarz rękoma. Dopiero teraz, w słabym świetle ulicznej latarni, ujrzałam w jego oczach smutek i ból oraz zmęczenie. Dotarło do mnie, że nadal nie pozbierał się w pełni po sprawie z jego byłą, a ja byłam mu potrzebna by zapomniał. Ciężko mi było się przyznać, ale chciałam mu pomóc. Chciałam być jego odskocznią. I chodź cholernie bałam się przyszłości, postanowiłam żyć chwilą. Za wiele mnie już w życiu ominęło, bym teraz mogła się bać.
-Zgadzam się- powiedziałam cicho, po chwili ciszy, i podniosłam wzrok z nad chodnika. Wahałam się, ale coś podpowiadało mi, że to nie koniecznie musi się źle skończyć.
-Co? – szatyn wydawał się kompletnie zaskoczony, ale myślę, że to przez to iż wyrwałam go z jakiegoś letargu.
-Powiedziałam… - odetchnęłam. - …, że się zgadzam- dokończyłam, patrząc mu w oczy. Przez chwilę jakby przetwarzał t ą informację, ale po kilku sekundach jego źrenice zaświeciły radośnie, a on doskoczył do mnie i oplatając mnie w pasie uniósł nad ziemię. Zaśmiałam się delikatnie, bo nie sądziłam, że aż tak mu na tym zależało. Owszem, nie chciałam być dla niego obojętna.
                Liam okręcił nas kilka razy wokół własnej osi, a następnie postawił mnie powrotem na chodnik, nadal mnie trzymając. Zakręciło mi się lekko w głowie, ale gdy się zachwiałam przysunął się do mnie jeszcze bardziej. Patrzyłam mu przez chwilę w oczy i doszłam do wniosku, że muszę zacząć żyć, dopóki mogę, a ten „układ" pomoże mi w tym.
-Dziękuję- wyszeptał chłopak, zbliżając swoja twarz do mojej. W odpowiedzi uśmiechnęłam się jedynie lekko i tym razem to ja postanowiłam być tą, która zrobi pierwszy krok.  


Przez sekundę gapiłam się na jego usta, a następnie musnęłam je lekko swoimi, wplatając palce w jego miękkie włosy. Brązowooki jęknął cicho, będąc nieco zaskoczony moim nagłym ruchem, ale po chwili dotarło do niego co się dzieje, a jego dłonie powędrowały na mój tyłek.  Czułam jak przenoszę się do innego świata gdy jego wargi zaczęły współpracować z nimi i muskały je delikatnie. Niesamowite odczucie eksplodowało w moim podbrzuszu, a ja zaśmiałam się miedzy pocałunkiem.  Postanowiłam się z nim trochę podrażnić i odepchnęłam go, zaczynać uciekać, chichocząc radośnie. Czułam się jak zakochana nastolatka, a ludzi patrzyli na mnie jak na wariatkę, ale ja nie zwalniałam. Wręcz przeciwnie. Słysząc odgłos butów uderzając o chodnik tuż za mną, przyspieszyłam, tym samym wbiegając do parku.
-I tak cię złapię!- krzyknął Payn, depcząc mi po pietach, a ja wybuchłam jeszcze większym śmiechem. Wiecie endorfiny i te inne. Boże, co ja pieprze. Po prostu była szczęśliwa. Wiedziałam, że miedzy mna i Liamem to nic poważnego, ale może kiedyś.
                Nie chcąc by mnie złapał skręciłam w prawą stronę na rozstaju dróżek, ale zatrzymałam się gwałtownie po kilku krokach. Zamarłam, a po sekundzie poczułam jak coś, albo raczej ktoś wpada na mnie. Liam, objął mnie w pasie i wyszeptał mi do ucha, sapiąc głośno.
-Zawsze cię złapię, pamiętaj o tym- powiedział, przygryzając płatek mojego ucha. Normalnie zachichotałabym, ale teraz byłam zbyt przerażona sceną, która odbywała się kilkanaście metrów przed nami, a której Payn najwyraźniej jeszcze nie zauważył. Nie zastanawiając się dłużej popchnęłam go w jakieś pobliskie zarośla, zatykając mu jadaczkę dłonią. Mój oddech szalał, a klatka piersiowa unosiła się i opadała w przyspieszonym tempie. Chłopak rzucił mi zmartwione i jednocześnie zdezorientowane spojrzenie, ale ja tylko przyłożyłam palec wskazujący do ust i pokręciłam głową, dając znać by siedział cicho. Wiedziałam, ze zachowuje się jak tchórz, ale nie chciałam ryzykować, ze któremuś z nas się coś stanie. Już po chwili tylko utwierdziłam się w przekonaniu, ze postąpiłam słusznie. Do naszych uszu doszedł rozrywający bębenki w uszach męski ryk. Wiedziałam co się tam działo i nie mogłam pozwolić, by Liam teraz wylazł z kryjówki. Po jego minie również odczytałam, że się boi, jednak on potrafił zapanować nad tym bardziej niż ja. Moje ciało zaczęło się trząść, a ja objęłam  się ramionami i zatkałam dłońmi uszy. Nie chciałam tego słyszeć. Jednak kiedy Paynowi zebrało się na bohaterstwo musiałam oderwać palce od głowy i łapiąc go za nadgarstek zaciągnęłam powrotem na ziemię.
-Nat, puść mnie! Trzeba mu pomóc- wykrzyczał szeptem, a ja zacisnęłam palce jeszcze mocniej na jego przegubie i nie pozwoliłam mu się ruszyć.
-Nie Liam. Nie ruszaj się. Jemu nic nie będzie – wysyczałam, patrząc mu stanowczo w oczy.
-Co ty pieprzysz?! Wbijają mu nóż w brzuch- odparł, patrząc na mnie z niedowierzaniem.  Tak, byłam lekarzem i powinnam coś z tym zrobić, ale lepiej się w ta sprawę nie mieszać.
- Zaufaj mi, jeśli chcesz, żebyśmy dożyli jutra!- odparłam i błagam w myślach by nie zadawał żadnych pytań. Na próżno.
-O co ci chodzi?
-Opowiem ci wszystko jak dotrzemy do domu- odparłam i postanowiłam sprawdzić czy rekrutacja się już skończyła. Odsunęłam delikatnie kilka gałązek, starając się nie narobić hałasu i spojrzałam w miejsce gdzie przed chwilą stał krwawiący chłopak.  Teraz, oprócz pustej ławki i kałuży krwi na chodniku nikogo tam nie było. Odetchnęłam z ulgą i rozluźniłam się lekko. Jeszcze przez chwile się nie ruszałam, a potem dałam znać Liamowi, że powinniśmy stąd spadać.
                Złapałam go za rękę i wyciągnęłam na ścieżkę, ruszając pospiesznie w stronę domu. Na dworze już było ciemno, bo słońce jakiś czas temu schowało się za horyzontem. Przez cała drogę milczeliśmy, ale to lepiej. Musiałam sobie poukładać w głowię co mu powiem i jak wyjaśnię zaistniałą sytuację. Bałam się tego jak zareaguje, ale chłopak ułatwiał mi to, nie zadając żadnych pytań dopóki nie przekroczyliśmy progu naszego domu.


                Nie zwracać uwagi na zdziwione spojrzenia naszych znajomych, Liam odwiesił kurtkę do szafy, na przedpokoju, a potem splątał swoje palce z moimi i zaciągnął do mojego pokoju. Przepuścił mnie w drzwiach, a następnie zamknął je, w chwili gdy ja usiadłam po turecku na poduszkach i zaczęłam bawić się palcami.  Nawet nie zdałam sobie sprawy jak siada naprzeciwko mnie, do momentu gdy ujął moje dłonie w swoje i  potarł je w uspokajającym geście. Spojrzałam na niego nieśmiało i widząc, ze czeka aż się przed nim otworzę postanowiłam zacząć.
- Kazałam ci siedzieć cicho, ponieważ wiem co robili tamci goście- odetchnęłam.  Bolało mnie to, ze musiałam rozdrapywać dawne rany, ale jeśli to sprawi, ze Li będzie bezpieczniejszy to okay. Jestem gotowa to zrobić. – To było coś w stylu rytuały przejścia.  Ich jakby przywódca rekrutuje w ten posób nowych ludzi. Przebija im bok nożem i jeśli przeżyją do następnego ranka wstępują do gangu. Wiesz narkotyki, rozboje, te sprawy. Jeśli napotkają jakiś świadków zabijają ich. To w sumie tyle- odetchnęłam i spuściłam wzrok, nie mogą wytrzymać natarczywego spojrzenia szatyna. Wiem, ze muszę mu wyjaśnić skąd to wiem, ale boję się.
-Nat… skad ty to wiesz?- zapytał, a ja pokręciłam głową. To tak strasznie bolało.
-Nie Liam, ja… nie mogę ci powiedzieć. Obiecałam, ze będę siedzieć cicho. Już i tak za dużo wiesz- wymamrotałam próbując wstać. Jednak chłopak zręcznie przerzucił mnie na swoje kolana, nie pytając mnie o pozwolenie. Był władczy, ale delikatny jednocześnie, a to była jedna z wielu rzeczy, która mnie w nim zaskakiwała.
-Natalie, proszę. Muszę wiedzieć czy coś ci grozi- odparł spokojnie, opierając swoje czoło o moje i patrząc mi głęboko w oczy, niemo błagając. Wiedziałam, że nie mogę przed nim tego ukrywać, ale z drugiej strony wiedza może go zniszczyć.
-Miałam kiedyś chłopaka. Nazywał się Peter- zaczęłam po chwili, wiedząc, że brązowooki nie odpuści do póki nie pozna prawdy. – Poznałam go w domu dziecka. Na początku przyjaźniliśmy się, a potem gdy oboje opuściliśmy ośrodek związaliśmy się i zamieszkaliśmy razem. Kochałam go- kontynuowałam, ale w chwili gdy wspomniałam o uczuciach do pewnego bruneta, poczułam jak Liam spiął się delikatnie i rozbawiło mnie to.  – Myślałam, że on mnie też, jednak się przeliczyłam.  Dość szybko się zaręczyliśmy, ale nie trwało to dugo.  Zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Zbite okna, próby podpalenia. Nie wiedziałam co się dzieje aż pewnego razu nie wyjechałam na jakieś sympozjum naukowe do Berlina.  Skończyło się wcześniej, więc wróciłam do domu. Gdy przyjechałam z lotniska miała czekać na mnie taksówka i faktycznie czekała. Wsiadłam do niej, ale zamiast do domu zostałam wywieziona do jakiegoś magazynu. Okazało się, że jakiś były kumpel Petera chciał się na nim zemścić i powiedział mi całą prawdę. Byłam tylko przykrywką. Tak naprawdę Peter cały czas miał jakieś panienki na boku, był szefem tego całego gówna i to on dźgał tych biednych gości. Swojego czasu było o tym głośno, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam kto to robił – czułam dziwne ukłucie w sercu na wspomnienie o Peterze, bo mimo wszystko było mi z nim dobrze. Naprawdę łudziłam się, że będziemy razem szczęśliwi, ale tak się nie stało.   – Rozstałam się z nim, ale przed odejściem powiedział mi, że zawsze mogę na niego liczyć i chodź nie jesteśmy już razem, zawsze będę jego przyjaciółką.  Wspomniał coś jeszcze o tym, że nie da mi zrobić krzywdy, ale potem wyjechał, a zaczął tu działa jakiś jego wspólnik. W sumie nie widziałam go już od jakiś… 3 lat? Tak, jakoś tak- dokończyłam i czekałam, aż Li ułoży to sobie w głowie.
                Przez jakieś pięć minut w pokoju panowała cisza, przerywana tylko naszymi oddechami, ale Liam w końcu chyba zrozumiał powagę sytuacji, więc się odezwał.
-Czemu nie zgłosiłaś tego na policję?- zapytał, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę. Serio, Liaś, serio?
-Był moim narzeczonym, a poza tym najlepszym przyjacielem. Nie potrafiłam tego zrobić- wyjaśniłam. Taka była prawda. Nadal miałam sentyment do chłopaka, który tak mnie skrzywdził.
-A teraz?- dopytywał, a ja wstałam z jego kolan i podeszłam do okna. Spojrzałam na rozgwieżdżone niebo i wzięłam głęboki oddech.
- Ponieważ nie dopuszczę by zrobił krzywdę ludziom, którzy są dla mnie ważni – wyjaśniłam i już po chwili poczułam jak owija ramiona wokół mojej talii. Byłam przy nim bezpieczna, więc oparłam głowę o jego ramię i rozkoszowałam się chwilą.







~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bardzo Was przepraszam za długa nieobecność. Nie będę się znów usprawiedliwiać, bo to bezsensu. Mam jednak nadzieje, ze rozdział si~ę wam spodoba i zostawicie po sobie ślad w postaci komentarza, w którym  mnie ochrzanicie. Jenak wiedzcie, że i tak was bardzo kocham!


4 komentarze:

  1. Heh, opieprzyła bym cię, ale jestem zbyt wykończona xd
    Żartuję.
    Nie widzę potrzeba, by to robić!
    Rozdził bardzo mi się podoba, jak zwykle z resztą:)
    Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Rodział mega jak zawsze <3 Czekam nn ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział mega *.*
    nie ma potrzeby opieprzac ho każdemu sie zdarza haha
    czskam z niecierpliwością nn ^^

    OdpowiedzUsuń